Franciszkanie.pl - serwis informacyjnyFranciszkanie.pl - serwis informacyjny

Anioł na klasztornej wieży?

27.07.2019 . kg

Franciszkanie.pl | Redakcja portalu

Karczówka to niezwykle urokliwe miejsce – znajduje się w Górach Świętokrzyskich, w paśmie położonym na terenie Kielc. Na szczycie wzgórza króluje stary bernardyński klasztor obecnie prowadzony przez pallotynów. Posiada bogatą historię, zaś o jego dziejach i mistyce opowiada wiele pięknych legend i historii. Ja postanowiłam opowiedzieć swoją. Wydarzyła się całkiem niedawno i nadal próbuję ją zrozumieć – pisze Mariola Wiertek.

Spacerek czy pielgrzymka?

Podczas wycieczki do Kielc postanowiliśmy udać się na Karczówkę. Były pewne problemy z dojazdem i doradzono nam pójść spacerkiem… Był to raczej bardzo długi marsz, trochę męczący z powodu upału. Nagle zorientowałam się, że wycieczka zmienia się w pielgrzymkę –  wędrowaliśmy prowadzącą na wzgórze Drogą Krzyżową. To nadało „spacerkowi” zupełnie inny wymiar – pielgrzymowania.

Spotkanie otwiera oczy

Podczas zwiedzania klasztoru okazało się, że można wyjść na najwyższą z wież. Zdecydowałam się to zrobić. Na szczyt wiodły wąskie i kręte schodki, zaś samo wejście i przeciśnięcie się do wyjścia wymagało wiele sprawności. Gdy już pojawiłam się w okienku prowadzącym na tarasik widokowy, zobaczyłam, że jest to mała powierzchnia pokryta metalową płytą z dziurkami, przez które widać przestrzeń na dole. Jakoś mnie to zaniepokoiło. I choć wchodziłam wielokrotnie na wawelską Wieżę Srebrnych Dzwonów, na szczyt kopuły bazyliki św. Piotra w Watykanie, w Izraelu wjeżdżałam kolejką linową na Masadę, a w Zakopanem na Kasprowy  Wierch – tym razem się zawahałam.

I wtedy rozległ  się głos:

- Jakieś lęki?

Okazało się, że na szczycie wieży stoi młody, uśmiechnięty mężczyzna. Zaskoczył mnie – początkowo miałam wrażenie, że jestem tu sama. Jego głos i uśmiech podziałał na mnie niezwykle motywująco.

- E, już nie – odparłam radośnie i prawie wyskoczyłam na tarasik.

- Chodź, chodź – zawołał mężczyzna – pokażesz mi, gdzie jest twój dom. Stąd jest piękny widok na Kielce.

- Ja nie mieszkam w Kielcach. Jestem z Krakowa.

- No to ja ci pokażę ulicę Krakowską.

Jeszcze chwilę pożartowaliśmy  i nagle nieznajomy oświadczył z uśmiechem:

- No to już się nie boisz. I niech tak będzie. Do zobaczenia.

Zrozumiałam, że mam się pożegnać. Mój rozmówca nadal się uśmiechał, ale już milczał.

- Do zobaczenia – odparłam i ruszyłam krętymi schodkami na dół, a on wyjął z kieszeni telefon i zamierzał chyba gdzieś zadzwonić.

Schodząc pomyślałam, że był to jeden z zakonników, tylko bez habitu. Był ubrany w ciemne spodnie i jasnoniebieską koszulę. Całe spotkanie wydawało mi się wtedy  realne.

Ale na drugi dzień podczas Mszy Świętej pewne słowa z homilii niejako skłoniły mnie do refleksji. Stał na szczycie wieży, tak, jakby na mnie czekał... Od razu wczuł się w moje emocje… Mówił do mnie na ty, jakbyśmy się dobrze znali! Był taki radosny i przyjazny… Widzieliśmy się pierwszy raz, a on powiedział – do zobaczenia. A może był to Anioł? Może? Jestem tego pewna.

Mariola Wiertek



Ta strona wykorzystuje pliki typu cookie. Jeżeli nie wyrażasz zgody na ich zapisywanie, wyłącz ich obsługę w ustawieniach swojej przeglądarki.
Zamknij