Franciszkanie.pl - serwis informacyjnyFranciszkanie.pl - serwis informacyjny

Chcę być świętą! To więcej niż bycie zakonnicą, prawda?

20.05.2021 . kg

Franciszkanie.pl | Redakcja portalu

Zapraszamy do lektury opowieści o młodej dziewczynie, Klarze de Castelbajac, która swoje krótkie życie przeżyła niczym św. Franciszek – w zachwycie nad dziełami Stwórcy i Jego miłością, oraz w pragnieniu czynienia dobra tu na ziemi. Ale i po śmierci nie przestała pomagać…

- Wiecie, ojcze, kim chcę być, gdy będę duża?  

- Tak, chyba się domyślam. Chcesz być zakonnicą.

- Nie, to coś więcej.

- No to nie wiem…

- Otóż, chcę być świętą! To więcej niż bycie zakonnicą, prawda…?

- taką rozmowę przeprowadziła kilkuletnia Klara de Castelbajac (czyt. dy Kastelbażak) ze swoim tatą w 1960 r. Jest ona jedną z tych młodych osób XX w., które Boga pokochały całym sercem i całkowicie się Nim zachwycili.

Klara urodziła się 26 października 1953 r. w Paryżu. Była jedynym dzieckiem ze związku Ludwika de Castelbajac i Solange Rambaud, ale miała brata i siostry z pierwszego małżeństwa jej ojca (ten był od kilku lat wdowcem). Zaraz też wyjechała z rodziną do Maroka, by w 1959 r. wrócić do Francji, do rodzinnej posiadłości w małej wsi Lauret na południu Francji.

Będąc słabego zdrowia, Klara uczyła się najpierw w domu, jej edukacją zajmowała się mama. Pani Castelbajac czuwała też nad jej wychowaniem religijnym. Klara prędko chłonęła te nauki i w całej prostocie weszła w Bożą rzeczywistość: „Jezu, powiedz naszemu Tacie, że Go uwielbiam i że będę roztaczać Jego chwałę, jak tylko będę mogła. Powiedz naszej Mamie, że próbuję zachowywać taką jak Ona czystość i życzliwość. Powiedz Duchowi Świętemu, że musi mi pomóc, bym umiała Cię kochać jeszcze bardziej. Dziękuję i do jutra”.

W Lauret Klara w sposób jak najbardziej naturalny pokochała przyrodę, zachwycała się nią. Tak ją opisała w liście do przyjaciółki: „Sobota, pobudka o 5h rano, żeby iść na grzyby: to było podniosłe! Muszę ci pokazać las o wschodzie słońca, nie określam tego żadnym przymiotnikiem, bo i takiego nie ma. Choć nie: to było «katedralyczne»!”.

Jako nastolatka Klara chodziła do szkoły z internatem prowadzonej przez zakonnice. Dojrzewaniu, wzrastaniu w wiedzy towarzyszył bezustanny rozwój duchowy. Zapisała w tym czasie w swoim zeszycie: „Przepraszam, Boże nieskończenie miłosierny, przepraszam za wszystkie grzechy świata. Będę się starała je naprawić, jak tylko się da, będąc misjonarką i głosząc Twoją chwałę. Ale, proszę, pomóż mi walczyć z grzechem i zwyciężyć szatana, żeby Boże sprawy we mnie zwyciężały”. Klara była na tyle przejęta sprawą Kościoła i zbawienia wszystkich ludzi, że w liceum skrzyknęła koleżanki, by napisać list do biskupa. Prosiła w nim o przekazanie we wszystkich diecezjach orędzia Maryi z Fatimy. Ta pobożność współgrała z ogromną radością, która nie opuszczała Klary. Dała temu wyraz pisząc w liście do rodziców: „Mam zbyt wiele szczęścia, aż nadto. Chcecie, bym je wam dała? Jestem radosna, radosna, cała wypełniona szczęściem (to może radość dzieci Bożych?), którego nie sposób zdefiniować”. To jej szczęście przekuwało się na działanie: prowadziła chór dziecięcy, odwiedzała osoby samotne, zanosiła ciasto bezdomnym. Napisała kiedyś do znajomej zakonnicy: „Chciałabym dać szczęście tym wszystkim, których spotykam i siać radość. Mała Tereska czekała, by być w niebie, by czynić ludzi szczęśliwymi. Ja chcę to robić na ziemi”.

Mimo problemów ze zdrowiem wymagających kilkumiesięcznej hospitalizacji, Klara zdała maturę w 1971 r. Przez rok ciężko pracowała, by zdać na wymarzone studia konserwacji zabytków w Rzymie. Początki w Wiecznym Mieście przyniosły rozczarowanie snobistycznym zachowaniem kolegów z uczelni, ich życiem pozbawionym wiary, a skierowanym wyłącznie na przyjemności. Klara dzielnie trzymała się swoich wartości: „Wczoraj wieczorem zdecydowałam się chodzić na mszę codziennie… Mam wystarczająco dużo czasu, by pójść na uczelnię, zaraz po skończeniu mszy; wychodzę z niej cała dobra, cała czysta, cała święta, i wskakując na rower, gnam pośród tłumu”.         

Z czasem jednak i Klara zachłysnęła się pełnym możliwości życiem studentki na obczyźnie: „Kto ugasi pragnienie życia, które jest we mnie…? Wczoraj poszłyśmy nad morze. To było bajeczne! Całkiem same szalałyśmy aż do późnej nocy… Byłyśmy z pasją pełne życia, niezależności, pełnej wolności i odurzającego uczucia bycia poza cywilizacją”. I tak, coraz więcej było w jej codzienności zabawy i beztroski, a coraz mniej nauki – prawie zawaliła rok...

Kiedy przyszło otrzeźwienie, niedawno poznana koleżanka zaproponowała jej wyjazd na pielgrzymkę do Ziemi Świętej. I to był czas głębokiego nawrócenia, ponownego zwrócenia się całkowicie i bez reszty ku Bogu. „Gromadzę maksimum elementów gorliwości, pobożności, przykładów, duchowego ubóstwa, żeby móc sama w Rzymie zorganizować moje życie tak, jak to teraz widzę, a nie tak, jak je dotąd przeżywałam. Zaczynam rozumieć sens słowa «miłość do Boga»: nie trzeba, tak sądzę, skupiać się nad pytaniami dodatkowymi, ale wszystko skierować ku Bogu i tylko ku Niemu!”. Wróciła jej radość, pokój serca. „Zachwycam się ogromem Bożej Miłości i podziwiam w Niej, jak wiele łask mi dała w zamian za Nic”. Klara pragnęła odpowiedzieć najlepiej i najpiękniej na tę miłość: „Chcę być żywym uwielbieniem Boga. Chcę być cała dla Boga. Skąd mam wiedzieć, czego On ode mnie oczekuje?”.

W ramach studenckiego stażu Klara znalazła się w Asyżu, by odrestaurowywać freski w bazylice św. Franciszka. Wszystkie owoce niedawnej pielgrzymki solidnie się w niej ugruntowały, czemu pomagało zakwaterowanie u asyskich benedyktynek. Po przyjeździe do domu na święta Bożego Narodzenia Klara zwierzyła się swojej mamie: „Dojrzałam do wielkich rzeczy, ale nie wiem, do jakich”.

Korzystając z czasu ferii u rodziców, Klara pojechała z nimi i z przyjaciółką do Lourdes. Przy grocie objawień Maryi Klara modliła się wyjątkowo długo. Kiedy skończyła, była milcząca, a jej twarz wyrażała pewną tajemnicę… Po kilku dniach źle się poczuła, wymagała przyjęcia do szpitala, gdzie padła diagnoza zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych. Coraz mniej przytomna, w przebłyskach świadomości wyrażała swoją wdzięczność i miłość tym, którzy przy niej czuwali. Próbowała modlić się różańcem, poprosiła też o Komunię świętą: „Proszę mi przynieść, proszę mi przynieść, muszę Go uwielbiać!”. Mimo podjętego leczenia Klara odeszła 22 stycznia 1975 r. – na wieczne uwielbienie Boga.

Historia Klary jednak się wtedy nie zakończyła. Liczne prośby o spisanie jej biografii zostały wysłuchane. Ten opis życia Klary trafił do zaprzyjaźnionych z rodziną cysterek z Boulaur, wsi położonej niedaleko Lauret. Wspólnocie sióstr groziło zamknięcie, gdyż od 30 lat nie miały żadnego nowego powołania, a wiekowe mniszki podupadały na zdrowiu. Ojciec generał przyjechał z wizytą kanoniczną do opactwa i podczas tych krótkich odwiedzin zapoznał się z życiorysem Klary. Po nocnej lekturze, przekonany o świętości młodej dziewczyny, nakazał siostrom modlitwę o cud nowych powołań do ich wspólnoty. Cud niemały – proszono o pięć nowych powołań w ciągu roku… We Francji! I cud się spełnił…! A pierwsza postulantka, która zapukała do drzwi klasztoru, nosiła imię Klara!

Tym sposobem ruszyła cała procedura procesu beatyfikacyjnego, nad którym do dziś mają pieczę siostry z Boulaur. Ciało Klary zostało przeniesione do kościoła cysterskiego opactwa, gdzie stale przybywają liczni pielgrzymi, przede wszystkim młodzi ludzie, powierzając słudze Bożej, Klarze de Castelbajac, wszelkie swoje troski.

Beata Bandrów

fot. J. Michno

fot. Archiwum cysterek z Boulaur


Zachęcamy do odwiedzenia strony poświęconej Klarze: KLARA de CASTELBAJAC.



Ta strona wykorzystuje pliki typu cookie. Jeżeli nie wyrażasz zgody na ich zapisywanie, wyłącz ich obsługę w ustawieniach swojej przeglądarki.
Zamknij