Franciszkanie.pl - serwis informacyjnyFranciszkanie.pl - serwis informacyjny

Civita di Bagnoregio

15.07.2020 . kg

Posłaniec św. Antoniego | Redakcja dwumiesięcznika franciszkańskiego

Od zjazdu z Autostrady Słońca w Orte droga staje się tak kręta, że stanowi poważne wyzwanie dla cierpiących na chorobę lokomocyjną. Dodatkowo sytuację komplikują następujące po sobie podjazdy i zjazdy. Komu jednak choroba nie dokucza może się cieszyć migającymi za oknem pięknymi widokami: górzysty teren, lasy, co nie jest częste we Włoszech, potoki i nawet jezioro zamknięte w dolinie, no i oczywiście winnice, bo region słynie z wybornego białego wina. Po kilkunastu kilometrach dojeżdżamy do Bagnoregio, które jest naszym celem, a dokładniej Civita – czyli dawne miasto.

Miasto z bajki

Długą, jednokierunkową uliczką przemierzymy całe miasteczko. Na jednym z placyków przed kościołem stoi pomnik św. Bonawentury. Tutaj się urodził, tutaj poznał franciszkanów. Z jego powodu przyjechaliśmy do Bagnoregio. Jego rodzinny dom znajduje się w Civitá, więc dążymy naprzód kierując się tabliczkami informacyjnymi. Praktycznie wyjeżdżamy za miasto, mijamy zakręt i… pierwszy raz naprawdę się cieszę, że wcześniej nie oglądałem żadnych zdjęć tego miejsca, bo efekt jest niesamowity.
Miasto wygląda jak z bajki. Położone na szczycie skały tufowej, która pod wpływem trzęsienia ziemi częściowo się osunęła pociągając za sobą niektóre domy w tragedii z 1695 roku. Mury wyrastają wprost ze skały, widok z okien czy tarasów zapiera dech w piersiach, kiedy spogląda się kilkadziesiąt metrów w dół. Miasto z każdej strony otoczone jest przepaścią. Można się do niego dostać jedynie po długim i wąskim moście.

Perełka regionu

Civitá w sezonie zamieszkuje kilkanaście osób, reszta dojeżdża z okolicznych miejscowości do lokalnych restauracji i sklepików z pamiątkami. To, niegdyś główne miasto regionu, dziś stało się turystycznym dodatkiem do przedmieść rozrastającego się Bagnoregio.

Cała okolica to teren zwany Doliną Złych Ziem, czyli obszarów wyżynnych charakteryzujących się siecią głębokich wąwozów. Zagłębienia powstają w wyniku erozji po opadach deszczu, a ziemia jest tam dosyć plastyczna i tworzą się z niej różne formy, np. ostańce czy iglice. Cała okolica warta jest zobaczenia. Perełką pozostaje jednak Civita.

W roku 2014 burmistrz Bagnoregio podjął niespotykaną w skali kraju decyzję o wprowadzeniu opłaty za wstęp do miasteczka. Obecnie każdy turysta chcący zwiedzić Civita di Bagnoregio musi zakupić bilet. Według władz miasta jest to jedyny sposób na pozyskanie funduszy na jego ratowanie. A dlaczego trzeba je ratować? Ziemia nadal się osuwa. Jego przyszłość, mimo wysiłku naukowców, geologów i lokalnych władz, stoi pod znakiem zapytania. Położenie, które w przeszłości było gwarancją bezpieczeństwa, obecnie jest najbardziej niebezpiecznym problemem miasta.

Jak w średniowieczu

Po długiej wędrówce po moście, która sama w sobie już jest pewnym przeżyciem, zwłaszcza dla tych, którzy lękają się wysokości, i po przekroczeniu Porta di Santa Maria – kamiennej bramy wejściowej do miasteczka, cofamy się w czasie o kilka wieków. Kameralna stara zabudowa i malutkie rozmiary tego niezwykłego miejsca nadają mu niesamowity klimat. Zagłębiamy się w wąskie uliczki, maleńkie dziedzińce, podziwiamy wejścia do mieszkań ozdobione kwiatami. Nagle znajdujemy się w innym świecie i wszyscy odnosimy wrażenie jakby czas tutaj wyraźnie zwolnił. Dlatego i my bez pośpiechu, bez wyraźnego planu, przemierzamy kolejne uliczki chłonąc ich urok wszystkimi zmysłami. Dlatego chcemy posmakować miejscowych specjałów. Wchodzimy do pierwszego napotkanego baru, który okazuje się być pomieszczeniem wykutym bezpośrednio w skale z domurowanym frontem. Małej sali przeznaczonej do konsumpcji, w której mieszczą się zaledwie dwa stoliki, towarzyszy druga, będąca dzisiaj formą muzeum. Znajduje się tam kamienna niecka z umieszczonym w niej kamiennym walcem, który poruszany kieratem zaprzęgniętym w osła służył do wyciskania oleju extra vergine, z którego słyną środkowe Włochy. Obok na półkach i bezpośrednio na ścianach znajdują się i inne przedmioty wykorzystywane do obróbki oliwek.

Siadamy za stołem i prosimy o bruschettę i po kubku wina. Gospodarz bezpośrednio na metalowej kracie umieszczonej w kominku kładzie kilka kromek chleba, a kiedy ten jest już dobrze przypieczony, zabiera go, daje na niego pokrojone pomidory, dodaje szczyptę soli, pieprzu, posypuje bazylią i obficie polewa oliwą. Pychota! Zwłaszcza kiedy wyczerpany wysiłkiem organizm domaga się porcji pożywienia.

Do tego pijemy lokalne wino, tym razem czerwone. Trochę cierpkie, bo młode, ale mające swój charakter. Niestety efekt psują plastikowe kubki, w których serwuje nam je gospodarz. Może nie zmywając oszczędza wodę, której tu chyba nie za wiele.

Dom św. Bonawentury

Ruszamy dalej. Do celu naszej wizyty w Bagnoregio – do domu św. Bonawentury, który okazuje się być już bardzo blisko. Niestety niewiele z niego zostało. Tak naprawdę jedna izba. Prowadzą do niej kręte metalowe schody, bo położona jest na niższym poziomie. Niestety furtka do nich na stałe jest zamknięta. Od kilkunastu lat jest już niedostępna do zwiedzania. Na własne ryzyko można przeskoczyć niewysoki murek i mimo wszystko do niej zaglądnąć, ale jest to ryzykowne. Poza tym jest to puste, ciemne pomieszczenie, w którym oprócz kamiennych ścian i tak nic nie zobaczymy. Rozczarowanie? Nie. Trzeba uruchomić wyobraźnię. Pomaga w tym tablica upamiętniająca miejsce, w którym urodził się i spędził dzieciństwo ten najsłynniejszy Syn Swojego Miasta.

Drewniane koło…

Civita di Bagnoregio jest też świetnym punktem widokowym. Patrzymy stąd na dolinę Tybru i różnorodne warstwy skalne, a w oddali zielone lasy. Syci wrażeń idziemy po wąskich uliczkach miasteczka i podziwiamy bardzo dobrze zachowaną średniowieczną architekturę. Miasteczko jest ciche i spokojne – ma się wrażenie, jakby nikt tu nie mieszkał, no chyba że się trafi na dwa autobusy turystów. Życie miejskie – jeśli o takim można w przypadku Civita di Bagnoregio w ogóle mówić – skupia się wokół niewielkiego placu z zabytkowym kościołem San Donato, który niegdyś był katedrą. Wnętrze świątyni jest typowe dla włoskich kościołów, ale na polskim turyście wrażenie robią ciała świętych umieszczone pod ołtarzami z przodu kościoła. Można też oglądnąć fresk ze szkoły Perugina i drewniany krucyfiks ze szkoły Donatella. Na mnie jednak największe wrażenie, już na zewnątrz katedry, robi drewniane koło oparte o ścianę we wnęce bocznej muru. Już się nie nadaje do użytku, brakuje mu kawałka obręczy i kilku szprych. Ale daje tyle do myślenia, o drogach przebytych, o przemijaniu i o odpoczynku. Dla mnie jest symbolem tego miasta i chyba nie tylko miasta…

Piotr Bielenin OFMConv


Artykuł ukazał się na łamach magazynu franciszkańskiego "Posłaniec św. Antoniego z Padwy". Zapraszamy na stronę pisma www.poslaniecantoniego.pl, gdzie można znaleźć wiele ciekawych treści i dowiedzieć się gdzie zakupić magazyn.



Ta strona wykorzystuje pliki typu cookie. Jeżeli nie wyrażasz zgody na ich zapisywanie, wyłącz ich obsługę w ustawieniach swojej przeglądarki.
Zamknij