Franciszkanie.pl - serwis informacyjnyFranciszkanie.pl - serwis informacyjny

Co ma Hamlet do świętego Franciszka? O „Bracie Słońcu i Siostrze Księżycu”

09.03.2021 . kg

ISF - Kraków | Instytut Studiów Franciszkańskich

Co ma Hamlet do świętego Franciszka? O „Bracie Słońcu i Siostrze Księżycu” – to recenzja kolejnej opowieści filmowej o świętym Franciszku z Asyżu. Tym razem Instytut Studiów Franciszkańskich zaprasza na spotkanie z filmem Franca Zeffirellego.

Zbyt często zapominamy, że Bóg stworzył człowieka niewinnym. Starajcie się o tym pamiętać. Sprawiliście mi wielką radość, drogie dzieci, i nieco smutku. Ja też poszedłem za głosem powołania dawno temu, podobnie jak wy. Ale z czasem zapał minął. Pochłonęły mnie obowiązki rządzenia Kościołem. […] Jesteśmy spętani bogactwem i władzą. Ty, twoje ubóstwo… zawstydza nas. Franciszku, Franciszku, idź w imię Pana naszego Jezusa Chrystusa, głoś prawdę wszystkim ludziom, niech liczba twych uczniów zwiększy się tysiąckroć, niech rozkwitają jak drzewa palmowe. Niech Bóg błogosławi twoim rękom i stopom– tymi słowami Innocentego III skierowanymi do grupy pierwszych braci mniejszych, a właściwie jego wymownym (choć niepotwierdzonym faktograficznie) gestem ucałowania bosych stóp świętego Franciszka i triumfalnym Gloriakończy się akcja Brother Sun, Sister Moon(Brat Słońce, Siostra Księżyc) – filmu sygnowanego przez Paramount Pictures i nominowanego do Oscara. Nie bez powodu zaczynam od tego momentu akcji wyreżyserowanej w 1972 roku przez współcześnie dosyć kontrowersyjnego Franca Zeffirellego, bardziej znanego z wielokrotnie nagradzanych nieszablonowych, olśniewających kunsztownością i bogactwem formy interpretacji dzieł dramatycznych (sztuk teatralnych szczególnie Williama Shakespeareʼa i oper, do współpracy nad którymi zapraszał swoich przyjaciół m.in. Marię Callas czy Plácido Domingo). Przytoczony cytat, a także towarzysząca mu gra gestów (papież schodzi ze swojego tronu, bardzo długo, majestatycznie kroczy po schodach w białych pantoflach, „spoufala” się z braćmi) wzbudziły bowiem największe kontrowersje: Roger Ebert wyśmiał pomysł przesadzonego, wręcz absurdalnego patosu w zobrazowaniu bodaj najważniejszego spotkania w historii braci mniejszych, Vincent Canby z kolei, doceniając bardziej pomysł Roberta Rosselliniego (jego Franciszka, kuglarza bożego), skrytykował infantylność i egzaltację formuły sztucznych, nienaturalnie skonstruowanych rozmów, a także kreacji nieruchomych „niepostaci” (anonimowych, bez znaczenia fabularnego) w otoczeniu Innocentego III. Obaj krytycy mają rację – trudno wyobrazić sobie, że potężny, dzierżący ogromną władzę kościelny monarcha jako pokorny staruszek, w obecności całego dworu, w dość sztubacki sposób zwierza, a wręcz kaja się przed niedawno poznanym zakonnikiem. Razi także nierealność przestrzeni, niestosowność zachowań i dialogów, bardziej niż złość – politowanie budzą mało prawdopodobne reakcje hierarchów, karykaturalność ich postaw (są otyłymi hipokrytami, posuwają się do kłamstw, z zasady odrzucają szlachetność i dobroć Franciszka), tym bardziej, że Michelemu Soaviemu kilka lat później wykorzystującemu podobne środki udało się uniknąć tak rażącej przesady. Jakby jednak nie patrzeć, jest w tym filmie coś, co sprawia, że z perspektywy widza chce się mu te i inne uchybienia wybaczyć. I przychodzi to z tajemniczą łatwością, nad którą się pochylę.

Dalsza część recenzji oraz fragment filmu na isf.edu.pl. Zapraszamy!



Ta strona wykorzystuje pliki typu cookie. Jeżeli nie wyrażasz zgody na ich zapisywanie, wyłącz ich obsługę w ustawieniach swojej przeglądarki.
Zamknij