Franciszkanie.pl - serwis informacyjnyFranciszkanie.pl - serwis informacyjny

Czechy. Na poligonie wiary

29.07.2014 Misyjny Sekretariat

Czechy Misje franciszkańskie | Sekretariat Misyjny

„W czasie walki człowiek musi być czujniejszy niż w czasie pokoju. Jednocześnie bardziej uświadamia sobie i docenia to, co ma. Młody katolik w Czechach często musi zawalczyć o swoją wiarę.” – o sytuacji młodych, wierzących ludzi w Czechach opowiada mieszkająca od kilku lat w Polsce, Pavlina Galdiova. 

Czy myślisz, że Czechy są krajem misyjnym? Co myślisz chociażby o tym, że przyjeżdżają do Was księża z innych krajów, np. z Polski?

Na pewno nie jest to misja rozumiana w takim sensie jak w Afryce, Azji czy w Ameryce Południowej, ale myślę, że Czechy są krajem misyjnym. Mało jest u nas powołań, a co za tym idzie, niewielu też kapłanów pochodzących z Czech. Słyszałam, że u księży diecezjalnych bywa rocznie 10 – 20 powołań na cały kraj. Właśnie dlatego przyjeżdżają do nas księża m.in. z Polski. Myślę więc, że jest to kraj misyjny. Jeśli chodzi o życie duchowe, to na pewno tak.

Jakie potrzeby zauważasz w życiu duchowym Czechów?

Już to, że przyjeżdżają do nas księża jest odpowiedzią na konkretną potrzebę. Bo gdy nie ma kapłanów, to ludziom wierzącym jest bardzo trudno. Nadal wprawdzie mamy ich ograniczoną liczbę, a i tak wielu ateistów narzeka, że do Czech przyjeżdża za dużo księży z Polski. Takie informacje można nawet przeczytać w wiadomościach. Media podają, że przecież nie ma aż tylu ludzi wierzących i nie rozumieją, czemu do nas przyjeżdżają księża z innych krajów.

Jak Ty postrzegasz sytuację religijną w Twoim narodzie?

Ostatnio nawet szukałam takich danych w Internecie i okazuje się, że u nas w kraju żyje 52% zdeklarowanych ateistów. Dla porównania – w Polsce według tych samych danych tylko 2% społeczeństwa deklaruje się jako niewierzący. W skali całego świata jesteśmy jednym z najbardziej zateizowanych narodów. Ale z drugiej strony, jeżeli ktoś jest wierzący, to wygląda to trochę inaczej niż tutaj. U nas ludzie, którzy chodzą do kościoła, zazwyczaj żyją też swoją wiarą. To nie jest tylko tradycja. Ludzie wierzący szukają Boga osobowego, a nie tylko wypełniają tradycyjne obrzędy…

Czyli myślisz, że u Was nie ma takiego procentu ludzi, którzy wierzą tylko z tradycji?

Myślę, że jakiś jest, ale to powoli się oczyszcza. To wszystko zaczęło się kształtować już za czasów moich dziadków, czy rodziców, w okresie komunizmu, gdy naprawdę prześladowano za wiarę. Ludzie wierzący byli kontrolowani, wzywani na policję. Doświadczali też tego moi rodzice. Z całej szkoły podstawowej na religię chodziła tylko moja mama i jej rodzeństwo. Przez to doświadczali różnych problemów. Jednocześnie dla katolików był to czas pewnego oczyszczenia.

Myślisz, że liczba ateistów w Czechach jest „owocem” działania reżimu komunistycznego?

Ta historia jest bardziej skomplikowana. Wszystko zaczęło się już w czasach Husytów. To był pierwszy trudny okres, w którym wielu ludzi odchodziło od wiary katolickiej i - albo stawali się ateistami - albo przechodzili na protestantyzm. Kolejnym czasem próby, był czas I Republiki, który rozpoczął się w roku 1918. Wtedy rozpoczęło się również szykanowanie chrześcijan, o którym niewiele się mówi. Następnym punktem zwrotnym w historii katolicyzmu w Czechach był oczywiście czas komunizmu i prześladowań ludzi wierzących.

Myślę, że poza tym jest wiele czynników, które nie odnoszą się bezpośrednio do konkretnych okresów historycznych. Obecnie wielu ludzi w Czechach traktuje Kościół Katolicki jako organizację pełną zła. Dzieje się tak być może dlatego, że już w szkolnych ławkach poznajemy właśnie taki obraz Kościoła - podawany w wymiarach jego złych i gorszących czynów. Treść podręczników do historii nie została zmieniona chyba od czasów komunizmu i znajduje się w nich wiele kłamstw.

Wydaje mi się, że trochę sami jako katolicy ponosimy winę za to, że Kościół w Czechach jest tak traktowany, bo gdy wypowiada się np. w mediach ktoś, kto mówi w imieniu Kościoła, to zazwyczaj wcześniej czy później zacznie przepraszać za różne błędy, które popełniono w Kościele, lub popełnia się je teraz. Nawet gdy Kościół oskarżany jest niesprawiedliwe, to i tak przepraszamy, zamiast prostować takie fałszywe informacje. Za mało mówi się o tym, że bycie w Kościele Katolickim i wiara katolicka oznacza osobową więź z Bogiem, z Kimś, kto jest naszym Ojcem. Tego ludzie niewierzący naprawdę nie wiedzą i traktują Kościół wyłącznie jako instytucję.

Wspomniałaś, że w czasie komunizmu katolicy byli prześladowani. Jak to wyglądało?

Wszyscy kapłani, których znam, a którzy już wtedy byli księżmi, przebywali z tego powodu w więzieniach. Ludzie nie mogli posiadać niektórych książek religijnych. Moi rodzice, byli w takiej grupie osób, które spotykały się i wymieniały się nimi. Było to także działanie celowe, aby ta sama książka nie pozostawała przez cały czas u tej samej osoby. Niestety władze jakoś wpadły na ten trop i przyszły przeszukać dom moich rodziców. Jednak akurat dwa dni wcześniej oddali książki komuś innemu. Katolicy byli szykanowani w szkołach, w miejscach pracy... Ludzie wierzący mieli problem z dostaniem się na uczelnie wyższe, pracowali na najgorszych, najmniej płatnych posadach.

Tylko dlatego, że byli wierzący?

Tak. Oczywiście w Polsce i w ogóle we wszystkich państwach bloku komunistycznego były podobne prześladowania, ale z tego co wiem, i co podają również inne źródła historyczne, w Czechach działania te były naprawdę silne. Ludzie też nie sprzeciwiali się temu, nie było buntu wobec tej sytuacji. Ludzie po prostu albo decydowali się na to, że będą mieli wygodne życie i zrezygnują ze swojej wiary, albo że będą mieli problemy, ale pozostaną wierni.

Wspominałaś, że w tamtym czasie wszystko się oczyszczało, porównywałaś to trochę z innymi krajami. Chciałam więc zapytać jak widzisz Polaków i ich wiarę?

W Polsce jest wielu katolików, dlatego można z głoszeniem Ewangelii i nauczaniem docierać do różnych grup wiekowych – chociażby w czasie rekolekcji, gdzie głosi się je dla poszczególnych klas czy szkół, grup duszpasterskich. U nas natomiast jeśli chodzi o różne duszpasterstwa to wszystko jest wymieszane. Czasem w grupie są ludzie w wieku 12 i 25 lat. Nawet bardzo młody człowiek jest w wierze traktowany dojrzalej. Oczywiście, że on cały czas poszukuje Pana Boga, odkrywa swoją wiarę, gdy w ogóle zaczyna myśleć, nie tylko jako dziecko, ale jako dorosły. Nie patrzy się jednak na niego z góry, co zauważałam czasem w Polsce.

Tutaj też wyraźnie widzę walkę pomiędzy dobrem a złem... Gdy na przykład w mediach ktoś powie coś złego na Kościół, na księży albo coś obrażającego wiarę, to od razu pojawia się sprzeciw ze strony wierzących. U nas jest inaczej. Na pierwszy rzut oka widać, że Kościół zrezygnował z reakcji na takie wydarzenia. Podobne rzeczy dzieją sie u nas, ale prezentowana jest tylko jedna strona...ta zła...która ukazywana jest jako normalna...Może też dlatego, że większość wiernych w Kościele czeskim to ludzie starsi, którzy nie maja siły, ani nie wiedzą nawet jak się temu przeciwstawić.

W Czechach w szkołach nie ma religii, ale katecheza jest prowadzona przy parafiach. Często jest to zrobione na kształt duszpasterstwa – nie na zasadzie lekcji, ale nauka i prawdy wiary przekazywane są poprzez rozmowy, dyskusje itd.

Jeśli miałabym jakoś scharakteryzować wiarę Polaków i Czechów, to wydaje mi się, że ogólnie w Polsce wiara jest bardzo tradycyjna, a w Czechach związana jest bardzo ze stylem życia. Jednak zarówno w Polsce, jak i w Czechach jak i w innych krajach, spotkałam ludzi, którzy bardzo kochają Boga Żywego. To chyba nie zależy od narodowości.

Większość Czechów postrzega Polaków jako bardzo religijny naród. Widzę też, że tutaj wiara jest bardzo mocna. Nawet gdy ludzie są wierzący tylko z tradycji, to gdy chodzi o wartości moralne, w Polsce świadomość etyki i moralności jest jakoś silniej zakorzeniona. Często nawet, gdy ktoś nie wierzy, wie, że aborcja czy in vitro są moralnie złe. U nas natomiast to są zwyczajne sprawy, które dzieją się każdego dnia. To całkowicie normalne, że w szpitalu na parterze ratuje się dzieci, noworodki, których życie jest poważnie zagrożone, a na pierwszym piętrze tego samego budynku zabija się dzieci, będące nieraz w tym samym wieku. Gdyby prześledzić w mediach rozmaite dyskusje to ludzie myślą, że aborcja to zabieg jak każdy inny. Wielu ludzi nie widzi w nim nic moralnie złego. Może 3% ludzi traktuje aborcję jako morderstwo. Jako czyn etycznie niezgodny z wiarą. W Republice Czeskiej codziennie zabija się 70 dzieci. Zazwyczaj jedynym powodem ich śmierci jest to, że są niechciane.

To są naprawdę wielkie paradoksy. Jak w takim środowisku może odnaleźć się młody, wierzący człowiek, który wchodzi w dorosłość i życie stawia go przed rozmaitymi wyborami? Czasem musi chyba zawalczyć?

Młody katolik w Czechach często musi zawalczyć o swoją wiarę. Szczególnie gdy zaczyna dorastać, zaczyna więcej myśleć o wierze. Rozważa wtedy, czy warto tak walczyć, czy warto ponosić cenę samotności, cierpieć, będąc wykluczonym przez rówieśników. Kiedy rozmawiam z innymi młodymi wierzącymi, prawie wszyscy tego doświadczają, albo doświadczali na jakimś etapie swojego życia. Rzadko kiedy w pobliżu znajdzie się również ktoś wierzący, w kim można znaleźć oparcie.

W czasie walki człowiek musi być bardziej czujny, niż w czasie pokoju. Ale też bardziej uświadamia sobie to, co ma. W Czechach jest mniej duszpasterstw, rekolekcji, mszy świętych w dni powszednie, więc człowiek codziennie musi o to zawalczyć. Często sobie to uświadamiam i doceniam.

Młody wierzący człowiek jest najczęściej w klasie sam. Jego życie jest inne, ponieważ wierzy w Boga, ma więc trochę inny styl życia. Szuka szczęścia gdzieś indziej niż jego rówieśnicy. To, że żyje on trochę inaczej przejawia się w jego poglądach, które prędzej czy później będą musiały wybrzmieć. U nas w szkole czasem porusza się tematy związane z aborcją czy innymi problemami etycznymi. Wówczas młody katolik może odczuwać wielką samotność.  Nie jest szykanowanie, które przejawia się w dokuczaniu czy różnych formach przemocy, ale polega raczej na wykluczeniu takiej osoby np. ze społeczności klasowej. Nie chodzi o to, że młodzi katolicy w szkołach nie potrafią w ogóle nawiązywać relacji z innymi, tylko o to, że trudniej jest wejść w grupę, która ma zupełnie inny styl życia i inaczej postrzega świat. Bywa też jednak tak, że w klasie człowiek nie był przyjmowany, ale później po latach dowiaduje się, że ludzie go szanowali, bo potrafił mieć inne zdanie, którego bronił. Również to może stać się świadectwem.

Młodzi ludzie nie boją się wtedy przyznawać do wiary? To wymaga odwagi.

Mam różnych wierzących kolegów i oczywiście wiele osób jakoś w tym cierpi, bo akceptacja w grupie jest w czasie dorastania bardzo ważna. Wtedy też szuka się też swojej tożsamości i miejsca w społeczeństwie. Widzę też sporą różnicę między młodymi, wierzącymi Polakami, a Czechami. Młodzi tutaj jakoś nie przejmują się tym, że jak idą na mszę to mogą spotkać niewierzących kolegów. Pewnie przez to, że w Polsce jest więcej katolików, nie ma takiego strachu. U nas też nie jest tak, że ludzie się boją przyznawać do wiary, ale czasem się to zdarza. Mieszkam w rejonie, gdzie z wiarą nie jest ani najgorzej, ani najlepiej. Najgorzej jest chyba w okolicach Pragi i na zachodzie Czech – tam naprawdę czasem jest w parafii jest tylko garstka wiernych. Najwięcej katolików jest na Morawach Południowych.

Widzę jednak, że młodzież już w czasie dorastania (albo nawet wcześniej) jest bardziej świadoma swojej wiary. Młodzi wiedzą, dlaczego wierzą, identyfikują się z wiarą katolicką, szukają Boga osobowego. Myślę, że w Czechach człowiek nie może żyć podwójnym życiem. Z jednej strony chodzić do Kościoła, a z drugiej nie przyznawać się do wiary i nie świadczyć o niej swoim życiem...To jest prawie niemożliwe. Trzeba się zdecydować: albo wierzysz, albo nie. I według tego żyjesz.

Skoro, tak jak mówisz – młodzi są zdecydowani i chcą działać, to czy myślisz, że za jakiś czas będzie to grupa na tyle silna, żeby np. móc ewangelizować?

Myślę, że to już teraz jest silna grupa.

To w jaki sposób według Ciebie, może ona już działać?

Dobrze by było, gdyby katolicy nie bali się wyrażać bardziej zdecydowanie swojego zdania. Przez to, że człowiek jest w tym czasem sam, wyraża wprawdzie sprzeciw aborcji, ale w taki sposób, żeby przypadkiem nikogo nie obrazić. Gdy obserwuję marsze życia w innych państwach, widzę że jest tam od 50 – 100 tys. uczestników. To są ludzie, którzy nie boją się wyrazić swojego zdania. U nas w Pradze też organizowane są takie marsze, ale bywa na nich od 200 osób do 1500. Gdy było kiedyś 2000 uczestników, to był sukces… A tak naprawdę, gdyby przyszli katolicy tylko z samej Pragi, mogłoby być ich zdecydowanie więcej.

U nas w miastach są organizowane różne spotkania na szczeblu diecezjalnym. Wtedy na przykład młodzież przeżywa Drogę Krzyżową na ulicach miasta. Jest to też pewna forma świadectwa. Przydałyby się także media katolickie skierowane do ludzi młodych. Myślę, że Czeski Kościół potrzebuje więcej odwagi. Potrzebuje silnych mężczyzn i kobiet, które będą twardo stać nogami na ziemi, ale sercem będą blisko Boga.

Większość Czechów nigdy nie była w kościele. Nawet nie wiedzą, co dzieje się na mszy. W czasie świąt Wielkanocnych w mediach w wiadomościach podają, co się dzieje w te święta w kościele. Dla nich to są zupełnie jakieś zagadkowe, magiczne obrzędy, jak na przykład to, że katolicy w Wielki Piątek prawie nie jedzą… Media opisują wtedy w sensacyjny sposób ceremonie liturgiczne, robią wtedy z tego show.

To zainteresowanie może też wskazywać na pewne szukanie Boga. Czy myślisz, że w ateistach jest coś takiego?

Na pewno jest. Pamiętam, jak jeden kapłan mówił, że gdy posługiwał w szpitalu w jednej z sal umierał właśnie człowiek. Był on zdeklarowanym komunistą, który chciał wyspowiadać się po 40 latach… Często chyba jest tak, że w obliczu śmierci, człowiek zaczyna wołać do Boga. Zdarza się, że nawet ludzie całe życie będący daleko od Kościoła, proszą wtedy o wizytę księdza.

U nas jest także wielu konwertytów, czyli osób, które zostały ochrzczone już jako dorosłe bądź dorastające. Pokazuje to, że Pan Bóg mówi nawet do tych ludzi, którzy są niewierzący. Aż połowa moich wierzących znajomych, została ochrzczona, kiedy była nastolatkami czy dorosłymi. Jeśli chodzi o sakrament bierzmowania, też jest to u nas trochę inne, ponieważ przyjmuje się go często później i chyba bardziej świadomie. Czasem wierni sami decydują się przyjąć go później, bo chcą jeszcze bardziej zrozumieć tę łaskę. Bywa, że grupie przygotowującej się do przyjęcia bierzmowania są ludzie w wieku 16 i 60 lat. W parafii przeciętnie w roku bywa od czterech do pięciu chrztów. Rocznie w parafii do pierwszej komunii przystępuje troje lub czworo dzieci. Bierzmowanie odbywa się tak raz na dwa lata, najczęściej w jednej parafii w mieście, by zebrać większą grupę, także osób z innych parafii. Bierzmowanie jest u nas sakramentem, który przyjmują ludzie, którzy naprawdę zdecydowali się wierzyć tak na 100%. Jeżeli ktoś przystępuje do bierzmowania, to prawie pewne, że zostanie już w Kościele.

Zupełnie inaczej niż u nas, gdzie czasem mówi się gorzko „bierzmowanie- pożegnanie”...

Dla większości osób, które znam, przyjęcie bierzmowania to wielki zaszczyt. Coś, co świadczy o pewnej dojrzałości w wierze i co traktuje się jako zupełnie niezasłużony dar.

Mimo wszystko bardzo cieszę sie, ze jestem z tego państwa. Wiele dzięki temu zyskałam. Chyba nawet bardziej potrafię słuchać i szukać Pana Boga w Czechach, gdzie niby Go nie ma, niż w Polsce, gdzie na przykład w Krakowie kościół jest niemal na każdym rogu ulicy. Bardzo szybko można się do takiego komfortu przyzwyczaić. A gdy się do czegoś przyzwyczajamy, mniej to sobie cenimy. Zobaczyłam w swoim życiu, że łatwiej mi jest utrzymać wiarę, kiedy muszę o nią zawalczyć, niż kiedy czuję się w niej bardziej komfortowo.

Rozmawiała Agnieszka Kozłowska

 



Ta strona wykorzystuje pliki typu cookie. Jeżeli nie wyrażasz zgody na ich zapisywanie, wyłącz ich obsługę w ustawieniach swojej przeglądarki.
Zamknij