Franciszkanie.pl - serwis informacyjnyFranciszkanie.pl - serwis informacyjny

Człowiek, jakiego spotyka się tylko raz – Bezdomny Anioł

30.11.2018 Staworowski Bronisław

Franciszkanie.pl | Redakcja portalu

Pierwsze skojarzenie: żul. Nie, nie mogę go tak nazwać. Bezdomny? Nie wiem, choć na takiego wyglądał. Przewinąłem w myślach wiele określeń, przewertowałem słownik i nie znalazłem słowa na określenie tego człowieka. Bo jak go nazwać: dziad, łachmaniarz, łazęga, nędzarz, powsinoga, wagabunda, włóczęga, wycieruch, kloszard, biedak, żebrak, nikt? Z pewnością był ubogi. Wiek: około 60 lat, ubiór zużyty, sfatygowany i brudny. Włosy długie, dawno nie myte, w nieładzie…

Jechałem pociągiem na uczelnię, ze Strzegomia do Legnicy. W wagonie, tzw. piętrusie, pasażerowie zajęli około połowy miejsc siedzących. Ja siedziałem na dole po prawej stronie, wpatrując się w zanikającą, na skutek wydobycia kamienia, górę granitową. W pewnej chwili przysiadł się do mnie ów człowiek, który wcześniej siedział po przekątnej, po drugiej stronie korytarza, tyłem do kierunku ruchu pociągu. Musiał mnie przez chwilę obserwować.

Zapytał nieśmiało: „Czy Pan jest księdzem?”.

„Nie!” – zaprzeczyłem natychmiast. A była to przecież prawda.

„Przepraszam, miał Pan tak złożone ręce, że myślałem, że Pan się modli” – wyjaśnił, jakby się tłumacząc, nieznajomy.

Spojrzałem na swoje splecione dłonie i zaprzeczyłem powtórnie: „Nie, nie modlę się”.

Nieznajomy, nieco speszony, podniósł się z siedzenia i skierował ku wyjściu. Pociąg wkrótce zatrzymał się na stacji w Jaworze, gdzie tajemniczy współpasażer wysiadł.

Długo myślałem o tym wydarzeniu i o tym człowieku, ale chyba bardziej o sobie, o swoim życiu i wykorzystaniu czasu, który jest mi dany.

Wielokrotnie, przejeżdżając pociągiem tą trasą, rozglądałem się po dworcu w Jaworze, z nadzieją wypatrzenia tajemniczego nieznajomego. Dlaczego zadał mi takie pytanie? Czy sam potrzebował modlitwy? A może chciał się czegoś ważnego dowiedzieć? Nie wiem. Nigdy go już nie spotkałem. Dla niego spotkanie ze mną nie było wzbogacające. Dla mnie pozostawiło refleksję nad drogą życia i wartością modlitwy w pędzącej, jak pociąg, codzienności. Owszem, od tego czasu częściej, mając splecione dłonie, wykorzystywałem czas na modlitwę: pacierz, różaniec, czytanie Pisma Świętego (kupiłem sobie kieszonkowy egzemplarz Ewangelii św. Łukasza), refleksję o sprawach nadprzyrodzonych, czy jakąś religijną literaturę.

Bez wątpienia ów obcy i prosty człowiek skierował mnie na właściwe drogi kontemplowania Boga w codzienności. To krótkie spotkanie z nim stało się jednym z ważnych momentów mojego życia, które wpłynęły na utwierdzanie wyboru drogi blisko Boga.

Dla mnie był on posłańcem, aniołem, który pojawił się raz i znikł. Ale wywarł piętno niezatarte do dziś. A nie był to jedyny taki anioł.



Ta strona wykorzystuje pliki typu cookie. Jeżeli nie wyrażasz zgody na ich zapisywanie, wyłącz ich obsługę w ustawieniach swojej przeglądarki.
Zamknij