Franciszkanie.pl - serwis informacyjnyFranciszkanie.pl - serwis informacyjny

Cztery lekcje z miłosierdzia

17.03.2016 Andrzej Prugar

W dniach od 13 do 16 marca 2016 r. w bazylice franciszkanów w Krakowie odbyły się rekolekcje „Człowiek Miłosierdzia”. Prowadził je o. Andrzej Prugar, ojciec duchowny franciszkańskiego seminarium w Krakowie. Poniżej przedstawiamy prawie wszystkie myśli z kazań, głoszonych przez cztery dni, od piątej niedzieli Wielkiego Postu 2016 r. 

Cztery lekcje z miłosierdzia. Papież Franciszek, sięgając do Ewangelii wg św. Łukasza, wskazuje słowa Jezusa, które mają nam pomóc w pielgrzymce do Bramy Miłosierdzia i otwarcia się na odpust Jubileuszowego Roku. W Bulli Misericordiae vultus czytamy więc: „Pan Jezus wskazuje nam na etapy pielgrzymki, dzięki którym możemy osiągnąć ten cel: «Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni; odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone. Dawajcie, a będzie wam dane; miarą dobrą, natłoczoną, utrzęsioną i opływającą wsypią w zanadrza wasze. Odmierzą wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie» (Łk 6, 37-38).

 

1. Nie potępiam Cię – ponieważ kocham

(V niedziela W. Postu:  Iz 43,16-21; Flp 3,8-14; J 8,1-11)

Pierwsze słowo na rekolekcjach brzmi: „Nie potępiam cię”, co należy rozumieć również „nie skazuję Cię na śmierć”, ale „chcę by żyła”, „byś żył” i „nie chcę dla ciebie życia byle jakiego”, „rośnij, jako uwolniony od zła, bądź kreatywny w czynieniu dobra”. Kontekstem tych słów jest śmiertelne zagrożenie, z którego Jezus ocala, uwalnia kobietę, ale również wielu mężczyzn (J 8,1-11).

W Chrystusie nie ma potępienia; „Bóg jest światłością i nie ma w Nim żadnej ciemności”! (1 J 1,5), a Jezus, który jest miłosiernym obliczem Ojca, wszystkim niesie światło ocalenia.

Miłosierne spojrzenie Ojca w Jezusie przeniknęło aż do centrum piekielnego kręgu potępienia, w którym żyjemy.

Jak wiele w Piśmie Świętym może powiedzieć nam jedno słowo? Dwa razy dzisiaj w Ewangelii św. Jana występuje słowo „środek”, „centrum”. W języku greckim słowo „mezos” to pięć liter jak pięć stygmatów Jezusa miłosiernego. Zobaczmy w sumie pięć miejsc, w których św. Jan używa bardzo świadomie tego słowa, aby pokazać falszywe oraz prawdziwe "centrum" naszego życia:

„Uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili do Niego kobietę którą pochwycono na cudzołóstwie, a postawiwszy ją pośrodku…” (J 8,3).

Co jest centrum życia uczonego w Piśmie i faryzeusza? Prawo! Prawo, ale jako coś najwyższego i jeszcze stosowane dla swoich potrzeb! Wtedy łatwo o potępienie,  zastawienie zasadzki, „znalezienie haków” na konkurenta (kiedy Jezus skaże kobietę w świetle Prawa objawi, że nie jest aż tak bardzo miłosierny, ponadto narazi się Rzymianom, bez zgody Rzymu nie wolno było Żydom nikogo skazać na śmierć; a jeśli nie osądzi wg Prawa Mojżesza  to pokaże, że gardzi czymś co jest święte, a więc żaden z Niego nauczyciel). Kiedy faryzeusze stawiają w centrum kobietę i prowokują Jezusa, aby oskarżyć Go, ujawniają tym samym całą siłę napędową swojego życia w tym momencie.

„Pozostał tylko Jezus i kobieta, stojąca na środku” (J 8,9).

Co jest centrum dla kobiety? Lęk, grzech, niepewność, aż do chwili, kiedy Jezus nie przejmie inicjatywy. Co z nią będzie teraz, kiedy została tylko z Jezusem? Jezus wchodzi w ten piekielny krąg i staje się powoli, skutecznie centrum; wszystko czyni nowe i daje swojego Ducha: "I Ja ciebie nie potępiam. Idź, a od tej chwili już nie grzesz" (J 8,11).

Zobaczmy jeszcze pozostałe miejsca, które mówią kto jest życiodajnym Centrum uczniów Chrystusa:

„Tam Go ukrzyżowano, a z Nim dwóch innych, z jednej i drugiej strony, pośrodku zaś Jezusa (J 19,18).

Kobieta została uwolniona, ale co z jej i naszymi grzechami? Jezus wziął je na siebie, bo ten, w którym nie ma ciemności, ten który miłuje jest przeciwny wszystkiemu, co zagraża i niszczy ukochanego czy ukochaną. To jest nowość, o której prorokuje Izajasz:  „Oto Ja dokonuję rzeczy nowej: pojawia się właśnie” (Iz 43,19).

Nowa droga ku wolności, nowy i ostateczny Exodus – jest możliwy w Jezusie Ukrzyżowanym i Zmartwychwstałym.

„Jezus, stanął pośrodku i rzekł do nich: «Pokój wam!»” (J 20,19). Uczniowie bali się, ale w ten krąg lęku wchodzi Pan i daje im Pokój. Daje również swojego Ducha oraz posyła do rozgrzeszania ludzi w świecie.

„A po ośmiu dniach… Jezus przyszedł mimo drzwi zamkniętych, stanął pośrodku i rzekł: «Pokój wam!”» (J 20,26). To niedziela miłosierdzia, Święto Miłosierdzia, wcześniej nie było Tomasza, a teraz i On zostaje obdarowany Obecnością Jezusa. Już ma swoje Centrum.

Kiedy Jezus wędruje do naszego centrum, wyprowadza nas z potępienia i śmierci, a daje siebie jako źródło miłowania. Jest to kres potępienia! „Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony” (J 3,17).

Ks. prof. Sedlak powiedział: „Rekolekcje to odwieczna ocena indywidulanego pojmowania Boga. Obok krzyża, na którym wisiał Pierwszy Rekolekcjonista świata, wisiało dwóch ludzi w tej samej odległości, patrzyli tymi samymi oczyma – obaj widzieli co innego. Jeden zobaczył Boga a drugi kolegę skazańca i nic więcej. I tak jest zawsze. Zawsze, od tamtej pory, dwie pary oczu ludzkich inaczej widzą Boga, nie tak samo”. Czas umierania może być czasem opamiętania i zawołania do Boga, a nawet czasem świadectwa! To lekcja pierwszego łotra. Czasu bliskości Boga można nie wykorzystać. Można umierać i narzekać. To lekcja drugiego łotra.

Wzywa nas Duch Boży przez Ojca św. Franciszka do pielgrzymki w roku miłosierdzia, aby się dać ogarnąć miłosierdziu. Pan Jezus wskazuje etapy tej pielgrzymki:  „Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni; odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone. Dawajcie, a będzie wam dane; miarą dobrą, natłoczoną, utrzęsioną i opływającą wsypią w zanadrza wasze. Odmierzą wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie» (Łk 6, 37-38). Mówi przede wszystkim, aby nie sądzić i by nie potępiać”.

Tak chcemy to czynić na tych rekolekcjach. Człowiek Miłosierdzia – to Jezus, który ocala i nas chce tego nauczyć lub lepiej – chce uczyć. Św. Paweł uczy nas postawy, również na tych rekolekcjach, chodzi o sposób ich przeżywania. Poznać Jezusa, znaleźć się w Nim, to proces nieustanny, nawet nie droga, ale bieg ku Niemu, ku Centrum. Wszystko inne to nieprzydatne śmieci w relacji do poznawania Jezusa. 

„… bylebym pozyskał Chrystusa i znalazł się w Nim - nie mając mojej sprawiedliwości, pochodzącej z Prawa, lecz Bożą sprawiedliwość, otrzymaną przez wiarę w Chrystusa, sprawiedliwość pochodzącą od Boga, opartą na wierze - przez poznanie Jego: zarówno mocy Jego zmartwychwstania, jak i udziału w Jego cierpieniach - w nadziei, że upodabniając się do Jego śmierci, dojdę jakoś do pełnego powstania z martwych. Nie [mówię], że już [to] osiągnąłem i już się stałem doskonałym, lecz pędzę, abym też [to] zdobył, bo i sam zostałem zdobyty przez Chrystusa Jezusa. Bracia, ja nie sądzę o sobie samym, że już zdobyłem, ale to jedno [czynię]: zapominając o tym, co za mną, a wytężając siły ku temu, co przede mną, pędzę ku wyznaczonej mecie, ku nagrodzie, do jakiej Bóg wzywa w górę w Chrystusie Jezusie” (Flp 3,8-14).

Na koniec wiersz – modlitwa, studentki teologii, która zapytała co ma czynić, kiedy nieustannie przeżywa pustkę, nieakceptację, potępienie, i to od najbliższych? Powiedziałem to, do czego jestem przekonany: czytaj Mekę Pańską, tam jest odpowiedź. Posłuchała i zniknęła. Po jakiś czasie przyszła z wierszem. Powiedziała, że była na ostatniej wieczerzy z Jezusem i widziała Judasza, który przy stole zdradził ją, ale przede wszystkim Jezusa, była w Getsemani i przeżyła modlitwę z Nim, była na Kalwarii i w ciemnym grobie – z Nim, a potem z Jezusem żyjącym. Już nie jest sama, Jezus też nie był sam, ale z Ojcem. Już nie jest tak samo jak było do tej pory. Wiersz zatytułowała Rahamim – Miłosierdzie:

Rahamim

Podmuch Ducha zwiewał pył
by odkryć iskrę żaru
i zamienić w ogień
  jak zerwane szaty
  odkrywają krwawość ran
  przemieniając w perły
Zaślubiny ran
w otchłani ziemi
  ołtarz dłoni Ojca
zetrzyj mnie w tym bólu na chleb
ołtarz dłoni Ojca w których płonie Rahamim
  poruszyło się całe Serce Ojca
  w tym oddaniu Syna
poruszyło się Jego serce
w tym oddaniu prochu
 Tam gdzie głębia śmierci
 zaczyna się życie
 w otchłani ziemi
  moje rany odkrywam w Jego Sercu
  moje rany odkrywam w dłoniach Ojca
Czym mniejszy pył się staje
czym bardziej starty
w chleb się przemienia
  Dłonie Ojca w otchłani ziemi
  i łzy Syna
  powiew życia Ducha
 pochyla się nade mną
 Rahamim; ołtarz dłoni Ojca
 ołtarz Serca Syna
 łono Ducha
 w którym z niemowlęcym płaczem
 w objęciach Miłości uniżonej

 cierpię
 lecz ta otchłań bólu
 wspólnym bólu łkaniem ...
 Zasnąć z ufnością jak niemowlę na Sercu Twoim

Nie potępia tylko ten, kto miłuje, kto stawia Jezusa w centrum, można powiedzieć  "odkleja się" od przekleństwa i potępienia. Kiedy Jezus staje się Centrum i „dnem dna” – nasze życie – rany promieniują życiem i prowadzą innych do życia – tak rodzi się człowiek miłosierdzia. 

 

2. Nie sądzę Cię, ale mam Słowa Światła dla Twoich ciemności

(Poniedziałek: Dn 13, 41-62; J 8, 12-20)

Termin „blackout” oznacza awarię energetyczną, po prostu brak prądu. Wiąże się to z mniejszym lub większym paraliżem życia. „Blackout” to również tytuł powieści sensacyjnej Marca Elzberga o jednym z możliwych scenariuszy, w czasie gdyby brakło światła, np. w całej Europie. Jesteśmy bardzo zależni od prądu w dzień i w nocy. Jakie postawy byłyby nam bliższe w takim czasie: postawy miłosierdzia czy postawy egoistyczne, a może chętnie przystalibyśmy do jakiejś mafii, która dawałaby nam możliwość przetrwania, kosztem innych? W jednej z recenzji powyższej powieści przeczytałem takie stwierdzenie: „Co ja, konkretny i konkretna ja zrobiłbym i zrobiłabym, gdyby blackout wyszedł z cienia?”

Teraz powiem coś trudnego: Blackout wyszedł z cienia, człowiek już to zrobił… istnieje awaria globalna na płaszczyźnie ducha: bo co się dzieje, kiedy powoli gaśnie wewnętrze światło człowieka, przestaje funkcjonować sumienie, albo kiedy człowiek ewidentnie odrzuca światło sumienia?

W Biblii czytamy: "Twoje słowo jest lampą dla moich stóp i światłem na mojej ścieżce" (Ps 119,105).

Jak bardzo się człowiek może pogubić, poranić w ciemnościach? Jezus nam dziś uświadamia, mówiąc najpierw: „Ja jestem Światłością Świata” (J 8,12). Smutne, że po pierwsze, nie rozpoznają Go swoi! Są jakoś zaślepieni! Może szukają kogoś oświeconego? Tak, tacy jesteśmy! Ktoś rzucający się w oczy, sławny, wpływowy… jest nam bliższy, ale Jezus to ktoś więcej  niż oświecony, iluminata, on jest po prostu źródłem światła. A przy tym niewyobrażalnie pokorny.

Światłość Świata mówi: „Wydajecie sąd według zasad tylko ludzkich. Ja nie sądzę nikogo. A jeśli nawet będę sądził, to sąd mój jest prawdziwy, ponieważ Ja nie jestem sam, lecz Ja i Ten, który Mnie posłał” (J 8,15-16).

Zasady „czysto ludzkie” czyli jak Biblia mówi sądy „według ciała” w sposób skrajny prezentują dwaj starcy, o których dziś słyszeliśmy w pierwszym czytaniu (Dn 13, 41-62). Wykorzystują swoją pozycję w społeczności, aby się zemścić i ukryć swoja pożądliwość, ponieważ nie otrzymali tego, czego pożądali. Tak,  jak mocno pożądali Zuzanny,  tak ją potępili, a potem osądzili i zapadł niesprawiedliwy wyrok. To jest sąd według ciała. Tak to działa w świecie bez Boga, z mniejszym lub większym natężeniem.

Owszem znalazł się sędzia – Daniel, prorok, czyli ten który widzi tak jak Bóg widzi i mówi tak jak Bóg chce. Człowiek sumienia dodatkowo rozjaśnionego słowem Pana. Sąd Daniela ocala niewinną Zuzannę, a tych którzy stosowali sąd według ciała, zostają surowo ukarani. Nie dziwimy się tej surowości sądu, jesteśmy bowiem na etapie Starego Testamentu, czyli prawa: „oko za oko – ząb za ząb”. Ludzkość z głebokich ciemności wychodzi powoli i Bóg konsekwentnie prowadzi nas ku Chrystusowi, ku łasce, dzięki której możemy nie osądzać, a ocalać, czyli rozjaśniać wszelkie ciemności dobrym słowem.

Złymi sędziami są faryzeusze, którzy sądzą o Jezusie tylko tyle ile widzą u Niego jako człowieka. Nie wchodząc w nawrócenie czyli nie wyrzekając się własnej samowystarczalności, nie są w stanie wyjść z zaślepienia, otworzyć się na światło objawienia, na łaskę. Jezus nie osądza ich i nas w tej ślepocie i samowystarczalności… cierpliwie uczy i prowadzi; On wie: „skąd przychodzi i dokąd idzie”, dokąd też i nas prowadzi. Czy my wiemy – doświadczamy tej prawdy: skąd przychodzimy i dokąd ostatecznie idziemy?

Od Boga wyszliśmy i ku Bogu idziemy, ale tylko przez Jezusa Chrystusa.

Jakże gubimy tę prawdę i jak poważne są tego konsekwencje. Żyjemy „jakby Boga nie było” – praktyczny ateizm. Mówili o tym szczególnie: św. Jan Paweł II i Benedykt XVI. A im dalej od światła tym ciemniej.   

Światłość Świata prosi, a nawet domaga się: przyjmij Mnie bo się pogubisz, każdy twój sąd będzie tylko według ciała, szkodliwy, zabójczy dla ciebie i innych. Niewiara, niezbliżanie się do Światła, nieprzyjęcie Chrystusa, jest największym grzechem, o którym przekonuje świat sam Duch Święty (J 16,9).

W tym kontekście trzeba nam odkryć, że ciemność nie jest nicością, ale oddaleniem się od Światłości Świata, czyli  kłamstwem, zakłamaniem, ignorancją zawinioną lub nie, skrajnym liberalizmem, który polega na tym, że nie mamy potrzeby szukania – odkrywania prawdy, bo sami czynimy się światłem.

Drugi krok pielgrzymki Człowieka Miłosierdzia: Jest Nim Jezus, który ma Ojca, nie sądzi, a nawet jeśli sądzi to daje słowa prawdy, które nie oślepiają, ale wskazują drogę, są miłosierdziem.  Posłuchajmy Papieża Franciszka: „Jezus mówi… przede wszystkim, aby nie sądzić i by nie potępiać. Jeśli nie chce się zostać osądzonym przez Boga, nie powinno się stawać sędzią swego brata. Ludzie bowiem z ich osądem zatrzymują się zwykle na tym, co zewnętrzne, podczas gdy Bóg patrzy na to, co w środku. Jakież zło czynią słowa, które są spowodowane uczuciami zazdrości i zawiści! Mówić źle o bracie, gdy jest nieobecny, jest równoznaczne przedstawieniu go w złym świetle, szkodzeniu jego reputacji i pozostawieniu go na łaskę i niełaskę plotek. Nie sądzić i nie potępiać znaczy również, pozytywnie rzecz ujmując, umieć dostrzec dobro, które jest w każdej osobie i nie pozwolić na to, aby cierpiała ona z powodu naszego częściowego osądzenia i naszej zarozumiałej znajomości wszystkiego.

Może na początek wystarczyło by się powstrzymać od krytyki wobec każdego i wszystkich i spojrzeć na jedno zdanie z Ewangelii, przeczytane, przypomniane, odszukane w sercu, które rozjaśni moje ciemności tak, abym mógł uczynić to, o co prosi mnie Chrystus i Kościół: Nie sądźcie!

Możemy zapytać w cztery oczy; „Co się stało”, ale nie wypowiadać sądów pochopnie, bo skąd znamy całą prawdę? Jezus mówi: zatrzymaj się! Nie osądzaj!

Rzeczywiście człowiek żyje i umiera wskutek słów i osądu drugiego człowieka. Słowa osądu mają niesamowitą moc. Nie przywłaszczajmy sobie mocy Boga. On nas usprawiedliwia z naszych grzechów. Obraz Boga, który sądzi surowo, usunął Jezus przez krzyż! Osądził grzech – nas uwolnił od grzechów, od wszystkich grzechów (S. Fausti).

Kobieta miała psa i musiała go uśpić. Był bardzo dobrze wytresowany i wiele dobra stało się dla innych, właśnie przez psa. A najwięcej dla tej osoby. Kto miał psa to wie, że pies jest bezinteresowny w swoim zachowaniu względem pana, wdzięczny, posłuszny, bez względu na słabości swego przewodnika, na jego wygląd, kondycje duchową czy finansową, jest blisko… kiedy pan płacze długo i w samotności to delikatnie może zlizać łzy… Wytresowany pies, z którym się zżyła wspomniana osoba musiała uśpić psa ze względu na wiek. Tak to przeżyła, że miała oznaki depresji i musiała na pewien czas przerwać pracę. Dlaczego miała tego psa? Czuła się bezpieczna.… Miała psa i nikogo innego fizycznie blisko siebie. Dlaczego? Ponieważ była, a może i jest uważana za kogoś mniej ważnego wśród swoich, napiętnowana, osądzona, stygmatyzowana. Jak to możliwe, że nie pojawił się człowiek miłosierdzia w rodzinie, w otoczeniu, który zamiast napiętnowania i osądu, dałby obecność, słowo pociechy, światła, błogosławieństwa? Jak wiele może nam ta historia powiedzieć o nas samych? Mnie powiedziała wiele. Mijamy ludzi i osądzamy: „Ma psa, a wzięła by się za coś…”. A może Bóg właśnie ciebie posyła ze słowem światła do tego człowieka? Nie posyła cię przecież z potępieniem i osądem. Osąd pomnażany, zamyka w więzieniu samotności...

„Wy jesteście światłem świata…” (Mt 5,14) jest równoznaczne jakoś z byciem człowiekiem miłosierdzia, który na wzór Jezusa dajemy drugiemu słowa, które rozjaśniają konkretne ciemności drugiego, czyli wyprowadzają go z kłamstwa! A może po prostu "dają" naszą obecność innym, która rozjaśnia i wypełnia ich pustkę. Jak to będzie możliwe, ano tak: im bliżej idziesz (pójdziesz dzisiaj) Jezusa – Światłości Świata, będziesz mógł być – nie sędzią – ale światłością dla człowieka.

 

3. Odpuszczam Ci grzechy – ponieważ Jestem Miłosierdziem

(Wtorek: Lb 21, 4-9; J 8, 21-30)

Jezus - Syn Boży - to jednocześnie Człowiek Miłosierdzia. Jakże inaczej Jego oczy patrzą na swoją historię i na nasze postępowanie?

Jezus będzie zabity w Imię Boga przez swoich dlatego, że objawił Innego Boga niż oczekiwali ci, którzy mówili, że „znają Boga”. Jezus się nie skarży, ale o śmierci mówi jako o „odejściu” i „powrocie” do Ojca, zaś sam fakt męczeńskiej agonii i śmierci nazywa „wywyższeniem”, a nawet ukazaniem Ojca – Tego, Który Jest.

Czyli fakt śmierci będzie objawieniem Wszechmocy, dobroci Boga jak przy wyjściu z Egiptu i w drodze do ziemi obiecanej. Jezus utożsamiając się z „Ja Jestem” Ojca, wchodzi z całą Wszechmocą w naszą historię. Człowiek Miłosierdzia „użyje” wszystkiego co ma, kim jest i to, co mu się przydarzy dla naszego dobra.

A Ci, którzy mówią, że „Boga znają” patrzą na drogę Jezusa jak na samobójstwo: „Rzekli więc do Niego Żydzi: Czyżby miał sam siebie zabić…?”. Tak mówią ludzie z ziemi. Wywyższona Wszechmoc czy samobójca? Dla tych co wierzą – patrzą – Wszechmoc, dla tych, którzy nie wierzą i nie patrzą – samobójca.

Ale Jezus wszystkich wzywa, aby na Niego patrzeć, szczególnie na Jego umierania na krzyżu. Zarówno wąż miedziany był umieszczony na "wysokim palu” jak i Jezus na krzyżu jest wywyższony.

Uwierzyć to skierować wzrok na Jezusa wywyższonego ponad wszystko. Uwierzyć to zaufać i oderwać wzrok od swoich obrazów i wyobrażeń Boga, które mogą trzymać nas w niewoli; boimy się popatrzeć w górę, zatrzymać swoje spojrzenie na Nim, bo wydaje się nam, że stracimy kontrolę „nad ziemią” (praktycznym podejściem do życia), ale też nad tym, co po niej „pełza” i rani nas, czyli od pokus i grzechów.

Tak trudno uwierzyć, że dopiero spoglądając w górę, będziemy ocaleni od ukąszenia grzechu i przyjmiemy w akcie wiary wezwania Ewangelii, które są bardzo praktyczne. Dopiero patrząc na Tego, Który Jest Inny, bo ma rany i w nich jest nasze zdrowie, przewyższa ciągle nasze wyobrażenia, bo jest również o wiele bliższy niż do tej pory myśleliśmy, wejdziemy na drogę miłosierdzia! A co się dzieje kiedy nie patrzymy na wywyższonego? Łatwiej i szybciej możemy być ukąszeni, a więc będziemy krwawić i umierać, ale czy z Nim, czy w grzechach swoich? Jezus mówi dziś: „Jeżeli nie uwierzycie, że Ja jestem, pomrzecie w grzechach swoich” (J 8, 24).

Ks. Arcybiskup, prof. Alfons Nosol, powiedział w wywiadzie po rozpoczęciu Roku Miłosierdzia: „Bożą sprawiedliwością jest miłosierdzie. To jakby było nielogicznie, ale ta „nielogiczność” w tym przypadku ukazuje Boga właśnie całkowicie innym!”

Dlaczego mam patrzeć i wierzyć? Czy mam wywyższać swój grzech? Nie wywyższam grzechu, ale Boże Miłosierdzie! Jezus umierając za mój grzech – odpuszcza, przebacza mi. Z jednej strony mam zobaczyć ciężar zła, moc zła, która zabija Jezusa – Miłość, a z drugiej  strony, a właściwie o wiele głębiej zobaczyć - jak Pan mnie usprawiedliwia i przyjąć łaskę usprawiedliwienia przez wiarę! Ogromne misterium spojrzenia na Ukrzyżowaną, Wywyższoną Wszechmoc!

Możemy teraz uczynić trzeci krok Człowieka Miłosierdzia: „Odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone” (Łk 6,37).

Niepotępianie i nieosądzanie (pierwsze dwa kroki) „nie jest jeszcze wystarczające do wyrażenia miłosierdzia – mówi Papież Franciszek w Misericordae vultus – Jezus wzywa również do przebaczenia i do dawania. Mamy być narzędziami miłosierdzia, ponieważ pierwsi otrzymaliśmy je od Boga. Mamy być szczodrzy dla wszystkich, wiedząc, że również Bóg wielkodusznie udziela nam swojej dobroci”.

Wybaczenie to łaska i cud (może największy), o który trzeba prosić i, który otrzymujemy od Ukrzyżowanego.

Corrie Ten Boom była Holenderką, zmarła kilkanaście lat temu. Pozostawiła po sobie wiele niezwykłych książek, między innymi „Bezpieczna kryjówka”. Pochodziła z rodziny, której siłą była wiara. W czasie drugiej wojny światowej rodzina jej uratowała wielu Żydów. Jej dom był tytułową bezpieczną kryjówką. Niestety sprawa wyszła na jaw. Rodzina została wywieziona do obozu Ravensbruck. Na jej oczach umarła siostra, a wcześniej, tuż po przyjeździe do obozu, zmarł jej tato. Sama przeżyła obóz i wojnę. Tak jak z najbliższymi w obozie, tak i po wojnie świadczyła o mocy wiary i Ewangelii, głosiła przebaczenie i pokój. Więcej, napisała do jednego z esesmanów, który w Ravensbruck nadzorował więźniów w obozowej łaźni. Pewnego razu, kiedy była w Monachium na Mszy św. zobaczyła owego esesmana jak podchodzi do niej i mówi: „Jakże jestem pani wdzięczny… i pomyśleć, że jak pani pisze, On obmył mnie z grzechów”. Wyciągnął rękę w stronę pani Corrie … a ona, głosząca wszystkim przebaczenie nie potrafiła odpowiedzieć… Zdała sobie sprawę z gniewu i pragnienia zemsty… Jezus Chrystus oddał życie za tego człowieka, a Corrie pytała wtedy siebie „czy zamierzałam prosić o coś więcej? Panie Jezu – pomodliła się – przebacz mi i pomóż przebaczyć  temu człowiekowi… zmagała się… nie potrafiła… znowu westchnęła… "Jezu nie potrafię przebaczyć. Podaruj mi swoje przebaczenie…" podała rękę… i serce powoli przepełniło się wielką miłością do tego człowieka. Powiedziała: "Odkryłam, że uzdrowienie świata zależy od przebaczenia i dobroci Bożej, a nie naszej”.              

Ile krzywd osobistych, ile krzywd przeciw Kościołowi i Ojczyźnie, ile zła, o którym wiemy, że na nas spada i którego doświadczamy… podnoszę wzrok i serca - wezwany dzisijsza Ewangelią - i mówię do Wywyższonego: Wybaczam… za siebie, ale również wiele razy w ciągu dnia w modlitwie "Ojce nasz.. odpuść nam"… w liczbie mnogiej. Stajemy wtedy po stronie tych, którzy jeszcze nie chcą, nie potrafią odpuścić. Wołamy za nich: "Panie Jezu, uratuj nas wszystkich, daj na swoje przebaczenie". 

Jeśli tego nie uczynisz dziś i za każdym razem to nagromadzisz węży, które Cię ukąszą. Ile nie-odpuszczenia tyle kąsających węży…

Odmawiajmy modlitwę „Ojcze nasz” z Jezusem na krzyżu, oddajmy wszystkie krzywdy, nie tylko swoje, ale wszystkich, abyśmy nie tylko my byli uzdrowieni, ale aby łaska uzdrowienia spłynęła na cały świat.

 

4. Daje – ponieważ jest Bogaty i Dobry

(Środa: Dn 3, 14-20. 91-92. 95; J 8, 31-42)

Jezus mówi dziś: „Głoszę to, co widziałem u mego Ojca…” (J 8,38). Jezus to Głos Ojca. Bóg nie milczy – mówi! Daje siebie w słowach Syna. Wszystko co potrzebne dla naszej wolności i zbawienia. Tak jest od początku historii wiary, od Abrahama.

„Tym, co ma zrobić Abraham, jest powierzenie się Słowu. Wiara rozumie, że słowo, rzecz pozornie krótkotrwała i ulotna, gdy wypowiedziane jest przez Boga wiernego, staje się rzeczą najbardziej pewną i niewzruszoną ze wszystkich, tym, co sprawia, że możliwa jest nasza dalsza wędrówka w czasie. Wiara przyjmuje to Słowo jako mocną skałę, na której można budować jak na solidnych fundamentach… Człowiek wierny otrzymuje siłę, powierzając się w ręce Boga wiernego”. To kilka zdań z Encykliki papieża Benedykta XVI „Lumen fidei”, której tematem głównym jest wiara.

Właśnie tym, co zrobili synowie Abrahama, młodzieńcy w niewoli i w piecu ognistym, o których czytamy dziś w pierwszym czytaniu (Dn 3, 14-20. 91-92. 95) to przyjęcie postawy wierności i trwanie przy Bogu, mimo skazania na tortury, "spalenie żywcem". Niezwykłe są słowa młodzieńców, wszyscy czterej mówią zgodnie: „Jeżeli nasz Bóg, któremu służymy, zechce nas wybawić z rozpalonego pieca, może nas wyratować z twej ręki, królu! Jeśli zaś nie, wiedz, królu, że nie będziemy czcić twego boga, ani oddawać pokłonu złotemu posągowi, który wzniosłeś” (Dn 3,17-18).

Czego nie zrobili faryzeusze? Nie przyjęli i nie trwali w dziedzictwie Abrahama. Bóg już nie był ich Ojcem. Coś bardzo tragicznego musiało się stać w drodze ich wiary. Na czym się opierali w interpretacji? Słowo Boga nie doprowadziło ich do przyjęcia daru Ojca – Jezusa. Nie pełnili dzieł Abrahama. Za ojca mieli już ojca kłamstwa – szatana (por. J 8,44). Co się dzieje kiedy Bożych darów nie przyjmujemy, nie rozważamy, albo po swojemu interpretujemy?


Co my chcemy uczynić na tych rekolekcjach? Rozważamy jedno zdanie Jezusa, które Ojciec Święty, Franciszek, daje nam w Bulli Misericordiae vultus jako zdanie wyznaczające etapy pielgrzymki ku Bramie Miłosierdzia: „Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni; odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone. Dawajcie, a będzie wam dane; miarę dobrą, natłoczoną, utrzęsioną i opływającą wsypią w zanadrza wasze. Odmierzą wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie” (Łk 6, 37-38).

Jezus nie potępia – ponieważ miłuje, nie chce więc naszej zguby, ani śmierci. Jest przeciwny grzechowi i temu wszystkiemu, co stanowi dla nas zagrożenie. Przebacza, a potępienie bierze na siebie, na krzyż. Nie potępia ten (akt wewnątrz człowieka), kto napełnia się miłością Boga. „Biegnie” nieustannie ku Centrum, którym jest Jezus.

Jezus nie sądzi – ponieważ jest dla nas Słowem Światłości, które nas z ciemności kłamstwa wyprowadza. Nie potępia ten, który żyje i przekazuje każdemu Słowa Światła.

Jezus wywyższony na krzyżu odpuszcza nam grzechy, ponieważ jest Miłosierdziem – objawia Tego, Który Jest. Odpuszcza ten, kto doświadczył odpuszczenia swoich grzechów, zaznał przebaczenia. Staje się „żywą amnestią” dla krzywdzących, dla świata. Jak św. Faustyna wyprasza Boże Miłosierdzie.

Jezus daje – ponieważ jest Bogaty i Dobry jak Ojciec. Przekazuje to, co otrzymał od Ojca. Św. Paweł nazywa Boga „bogatym w miłosierdzie” (Ef 2,4), a sam Jezus mówi, na zakończenie przypowieści o robotnikach w winnicy, o tych, którzy tylko jedną godzinę pracowali i spotkali się z krytyką tego bardziej pracowitego, gorliwego: „Chcę też i temu ostatniemu dać tak samo jak tobie. Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę? Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry?" (Mt 20,14-15). Bóg jest nie do pojęcia dobry dla człowieka, który przychodzi do Niego nawet w ostatniej chwili życia. Daje więc prawdziwie ten, kto przyjął światło bogactwa i dobroci Boga w swoje serce.

Hojność najwyższa jednak objawiona w tym, co się daje i jest najcenniejsze: Jedyny, Umiłowany Syn – Jezus! To jest Dar darów!

To, co możemy więc dać i co czyni nas ludźmi miłosierdzia – to dać Jezusa. Przenieść w życie Jego postawy, zachowania, słowa, a nawet uczucia. I nam wtedy będzie dane coś największego – On sam! (np. poprzez uczynki miłosierdzia co do duszy i co do ciała). Jezus będzie w nas wzrastał, aż do chwili, kiedy Ojciec zobaczy w nas Syna i przyjmie nas na progu swego domu, nieba: „Ty jesteś mój umiłowany…” Zobaczy w nas Jezusa i „odmierzy taką miarą, jaką my mierzyliśmy” – da nam chwałę Jezusa, radość Jezusa, szczęście Jezusa.

Czy to jest możliwe być jak Ojciec miłosierny? Najczęściej myślimy o doskonałości Boga, która jest nieosiągalna, bo jest celem, sumą wszystkich dobrze przeżytych chwil. Chcemy być we wszystkim doskonali. Ale w życiu naszym chodzi o czyny konkretne, możemy zawsze „coś” dać. Możemy się zachować „jak Bóg przykazał” i być takimi jakimi On chce w danej chwili – z Jego pomocą! To jest możliwe, a nawet to jest naszym zadaniem, nie tylko w tym roku.

Opowiedziała mi pewna kobieta takie zdarzenie, które dobrze pamięta z dzieciństwa. "Kiedy byłam dzieckiem, przyjechał do nas wujek. Ukradłam mu dwa dolary... Niestety „nakrył mnie”. Bałam się, że mnie ukaże, powie rodzicom, będzie jeszcze gorzej. A on podszedł, przytulił mnie wystraszoną i zadał pytanie: "Dlaczego?”. Nic więcej. Nie powiedział rodzicom, a kiedy wyjeżdżał zawołał mnie i dał mi te dwa dolary jako prezent. Mimo, że potem ukradł mi je ktoś bliski, we mnie "były" one długo i długo to wydarzenie dawało mi siłę..."

Tak może uczynić człowiek, którego dotknęło Boże miłosierdzie… nie potępił, nie osądził, wybaczył i dał…

Ile mamy sytuacji, aby tak dawać jak Jezus? Ktoś może na chcieć zabrać krzesło w tramwaju albo ołówek ze stołu… Co w zamian „dasz” i jak zareagujesz? Dawajcie, a będzie wam dane. Stawajcie się miłosierni jak Ojciec, ponieważ miłosierdzie to Wszechmoc Boga: «Właściwe Bogu jest stosowanie miłosierdzia i w tym najwyraźniej wyraża się jego wszechmoc». Zdanie to pochodzi od św. Tomasza z Akwinu i cytuje je w swojej Bulli papież Franciszek.

Żadna siła ani moc, a tym bardziej przemoc, nie ocali nas i świata, ale miłosierdzie, a w zasadzie ludzie miłosierdzia, działający na wzór Człowieka Miłosierdzia – Jezusa Chrystusa.

 

Andrzej Prugar OFMConv

foto u góry: www.sanctepater.com 

foto u dołu: www.lumenchristiart.com



Ta strona wykorzystuje pliki typu cookie. Jeżeli nie wyrażasz zgody na ich zapisywanie, wyłącz ich obsługę w ustawieniach swojej przeglądarki.
Zamknij