Franciszkanie.pl - serwis informacyjnyFranciszkanie.pl - serwis informacyjny

Do Ciebie, Panie, wznoszę moją duszę!

01.12.2018 Prugar Andrzej

„Będzie… na ziemi trwoga narodów bezradnych wobec szumu morza i jego nawałnicy” (Łk 21,25). Wstrząs świata, a nawet kosmosu, o którym mówi Jezus, to podkreślenie reakcji Boga wobec buntu stworzeń. Jednak celem jest nie sam gniew Boga, ale wprowadzenie nowego porządku w człowieku i w świecie. Definitywnie nastąpi to podczas ostatecznego przyjścia Chrystusa na świat. Świadomość jednak narastającej trwogi ludzi i narodów wobec nawałnicy jest czymś obecnym i dziś, w tym momencie historii.

To niesłychane jak coraz bardziej jesteśmy otoczeni, a może bardziej „zalewani” nowymi rzeczami, ideami, potrzebą, a może i koniecznością posiadania. Czy będzie przesadą jak powiemy, że jesteśmy „zatapiani” we wszelkiego rodzaju troskach i niezbyt chyba przekonani, że można się od bolesnych i trudnych wydarzeń, rzeczy i myśli uwolnić. 

Hezychiusz z Synaju (VIII-IX w.), mnich z klasztoru na Górze Synaj, napisał w swoim dziele o konieczności czujności serca: „Każda myśl wchodzi do serca poprzez wyobrażenie jakichś rzeczy zmysłowych. Kiedy zaś umysł jest całkowicie wolny od wszelkich myśli i od wywołanych przez nie wyobrażeń, oświeca go wówczas błogosławione światło Boskości. Cały ten blask ukaże się czystemu rozumowi - o ile nie pozostają w nim żadne myśli”.

Rozumiem, to jest tekst mnicha z VIII w. i czy „wypada” stosować go dzisiaj, teraz, do nas, do chrześcijan XXI w.? Można jednak zapytać: czy nie jest to konkretne zastosowanie wezwania Jezusa, skierowanego do wszystkich swoich uczniów: „Czuwajcie więc i módlcie się w każdym czasie…” (Łk 21,36).

„Czujność to duchowe ćwiczenie, które jeśli jest stosowane wytrwale i z Bożą pomocą, pozwala człowiekowi uwolnić się od namiętnych myśli i słów oraz ze złych uczynków”. To już brzmi bardziej praktycznie, ale jak mówi dalej, zaproszony na początek Adwentu Hezychiusz z Synaju, to dopiero połowa drogi: „Im bardziej będziesz zważał na swój umysł, tym gorliwiej będziesz się modlił do Jezusa… niedbały zaś - oddalisz się od Niego… nieustanne wzywanie Jezusa, idące w parze z gorącym i radosnym pragnieniem Go, powoduje, że przestrzeń serca napełnia się radością i pokojem” (Filokalia, teksty o modlitwie serca, ks. J. Naumowicz, 167-178). 

No właśnie, zamiast potopu rzeczy, wyobrażeń - a przez to słów, trosk - napełnienie radością i pokojem. Jakiej więc nawałnicy mamy się bać, kiedy jesteśmy z Bogiem, ponieważ ku Niemu wznosimy swoją duszę? (Ps 25,1).

„Pan będzie naszą sprawiedliwością” (Jr 33,16). Jeśli trwoga, niepokoje, urastają w nas do niebezpiecznych rozmiarów, to nie dlatego, że my sami nie jesteśmy w stanie się im oprzeć! Bo sami nie możemy na pewno! Nawet niewidoczny wirus czy żądło małej osy może być śmiertelne dla nas. Powodem prawdziwego potopu i zatapiania nas nie są małe czy wielkie i przerastające nas trudności, ale fakt, że że nie ma w nas Boga, Jego sprawiedliwości, Jego królestwa; nie ma w nas oczekiwania większego niż najwyższe fale tsunami i wołania wyraźniejszego niż potoki pokus!

Chrystus jest zapowiedziany w pierwszą niedzielę Adwentu w Imieniu „Pan naszą sprawiedliwością” (Jr 33,16).

To Bóg sam zapowiada, że objawi swoją sprawiedliwość w oczekiwanym Mesjaszu. Objawi się nam jako wierny zawartemu Przymierzu. On przychodzi nas wybawić, zanim przyjdzie na sąd! W Bożej sprawiedliwości nie chodzi tylko o sprawiedliwość samą w sobie, o słuszne rozliczenie, ale chodzi o jej skutki: wybawienie, ocalenie. Owszem, Bóg czeka na naszą coraz dojrzalszą odpowiedź, wymaga i ostatecznie rozliczy nas, ale wcześniej wybawia, uczy, pokazuje i daje siłę oraz środki, aby dojrzeć do spotkania z Nim. Jest sprawiedliwy i objawił to w  w Jezusie: osądził w Nim nasz grzech, ale sam za niego zapłacił! Jeśli więc Jezus w nas jest z całą Bożą sprawiedliwością, przyzywany przez wypowiadanie Jego Imienia, prowadzi nas do rozumienia i tych słów, dziś wypowiedzianych: „uważajcie na siebie, aby wasze serca nie były ociężałe wskutek obżarstwa, pijaństwa i trosk doczesnych, żeby ten dzień nie przypadł na was znienacka jak potrzask. Przyjdzie on bowiem na wszystkich, którzy mieszkają na całej ziemi” (Łk 21, 34-35). W naszych czynach i to tych najbardziej codziennych i ludzkich ma objawiać się ostatecznie Boża sprawiedliwość tak, aby oczekiwać Jego powtórnego przyjścia nawet pośród narastającego chaosu.

Stawajcie się coraz doskonalszymi! (1 Tes 4,1). Wszystko rozgrywa się - wpierw - w nas, w sercu i umyśle. Oczyszczane przez czujność i modlitwę myśli i serce, to życie coraz bardziej wypełnione Jezusem, modlitwą, oczekiwaniem na ostateczną interwencję Pana. Św. Paweł modląc się, życzy, a nawet zaklina chrześcijan z Tessalonik: „aby serca wasze utwierdzone zostały jako nienaganne w świętości wobec Boga, Ojca naszego, na przyjście Pana naszego Jezusa wraz ze wszystkimi Jego świętymi… zaklinamy was w Panu Jezusie: według tego, coście od nas przejęli w sprawie sposobu postępowania i podobania się Bogu i jak już postępujecie, stawajcie się coraz doskonalszymi!”

Jak więc dobrze przeżyć Adwent? Czuwać i modlić się! Czuwać to znaczy nie wpuszczać wszystkiego i bezkrytycznie do swojego serca. Brak czujności, a tym bardziej modlitwy, to droga do wzrostu trwogi i niszczącego nas potopu. Przyjąć i przyjmować ciągle na nowo Jezusa - wypowiadać Jego Imię i pragnąć Jego samego, to droga ku objawieniu się Bożej sprawiedliwości, która teraz, w tym momencie ocala i daje pokój. Jesteśmy gotowi stanąć przed Synem Człowieczym. Możemy przyjąć Przychodzącego, ale wcześniej przecież Obecnego z całą swoją mocą pośród nas.   

Andrzej Prugar OFMConv

fot.: Photo by Daniel Burka on Unsplash



Ta strona wykorzystuje pliki typu cookie. Jeżeli nie wyrażasz zgody na ich zapisywanie, wyłącz ich obsługę w ustawieniach swojej przeglądarki.
Zamknij