Franciszkanie.pl - serwis informacyjnyFranciszkanie.pl - serwis informacyjny

Do domu Ojca, czyli którędy do nieba

22.04.2021 . kg

Posłaniec św. Antoniego | Redakcja magazynu franciszkańskiego

Człowiek zawsze tęsknił za przekraczaniem swoich ograniczeń: czy to czasowych, czy przestrzennych, intelektualnych czy dotyczących świata duchowego. Człowiek zawsze pragnął czegoś więcej niż może osiągnąć tu na ziemi – pisze o. Piotr R. Gryziec OFMConv.

Św. Paweł ujął to bardzo zwięźle, kiedy pisał do Filipian: „Nasza ojczyzna jest w niebie” (Flp 3,20). A św. Augustyn dodał: „Stworzyłeś nas jako skierowanych ku Tobie i niespokojne jest nasze serce, dopóki w Tobie nie spocznie”. Człowiek marzy o tym, co jest dobre, piękne, czyste, szlachetne, nieprzemijające. Podczas Ostatniej Wieczerzy Jezus zapewnia swoich uczniów, że spotkają się kiedyś znowu w tym niezwykłym świecie, gdzie nie będzie cierpienia ani bólu, ani przemijania, ani niepewności jutra. Tę nową, niezwykłą rzeczywistość nazywa „domem Ojca”.

W domu mojego Ojca…

Dom rodzinny to jest szczególne miejsce, do którego chętnie wracamy myślami, za którym tęsknimy, które wspominamy z rozrzewnieniem. To jest miejsce, w którym czujemy się dobrze i bezpiecznie, w domu jesteśmy u siebie, jesteśmy akceptowani, chciani, kochani. Do takiego właśnie domu zaprasza nas Jezus. Do domu swojego Ojca. Ale przecież także naszego, bo rzeczywiście jesteśmy dziećmi Bożymi, jak nas zapewnia św. Jan (1J 3,1). Mamy dom. Mamy miejsce w niebie, za którym wzdychamy w głębi naszego serca.

Tam czeka na nas Ojciec z otwartymi ramionami, aby nas chwycić w objęcia, ucałować, nałożyć pierścień na palec, ubrać w najlepsze szaty, przytulić do siebie. Nasze życie na ziemi jest drogą na spotkanie z Ojcem, ale aby tam trafić potrzebujemy drogowskazów. Jezus daje nam właśnie takie drogowskazy.

Nie wiemy, dokąd idziesz

Niewiedza Tomasza może się nam wydawać zaskakująca. Jezus wyszedł od Ojca i wraca do Ojca. Wraca tam, skąd przybył. Ale w tym momencie ma do spełnienia jeszcze bardzo ważną misję. Misję, której zarówno Tomasz, jak i pozostali apostołowie nie rozumieli. Nie zdawali sobie sprawy, że na drodze Jezusa został postawiony krzyż. Krzyż, który w tamtych czasach był narzędziem śmierci nie tylko okrutnej i nieludzkiej, ale także hańbiącej, upokarzającej. Księga Powtórzonego Prawa, którą św. Paweł cytuje w Liście do Galatów, wyraźnie to potwierdza: „Przeklęty każdy, którego powieszono na drzewie” (Pwt 21,23; por. Ga 3,13).

W czasach Chrystusa ukrzyżowanie to była kara śmierci, na którą skazywano niewolników oraz zbrodniarzy. Od momentu śmierci Chrystusa stała się także sposobem eliminacji Jego uczniów. To właśnie w pierwszych wiekach chrześcijaństwa krzyż stał się dla wielu wyznawców Chrystusa drogą do nieba. Krzyż łączy ziemię z niebem. Łączy ludzi z Bogiem.

Ja jestem drogą…

Jezus mówi do Tomasza: „Ja jestem drogą i prawdą i życiem”. Niektórzy egzegeci te trzy rzeczowniki interpretują w następujący sposób: „Ja jestem drogą do prawdziwego życia”. Takie rozumienie dobrze harmonizuje z ideą prawdy w Czwartej Ewangelii. Według Jana „prawdziwe” jest to wszystko, co pochodzi od Boga, wszystko to, co jest „Boże”. Z kolei termin „życie” (gr. dzoē) u Jana oznacza zawsze życie nadprzyrodzone, życie Boże, to które otrzymujemy na chrzcie świętym.

Jezus rzeczywiście jest drogą do życia Bożego, ponieważ według Jego słów „nikt nie przychodzi do Ojca, jak tylko przeze Mnie” (J 14,6). Ten zaś, który przychodzi do Ojca, otrzymuje życie, prawdziwe życie, życie w Bogu. Jezus jest naprawdę naszą jedyną drogą do nieba. Nie tylko drogą, ale także bramą do królestwa Ojca.

Idę przygotować wam miejsce

Każdy człowiek ma swoje miejsce na ziemi. Ma swój dom. Swoją rodzinę. Swoje powołanie, swoje zadanie do wykonania. Każdy powinien być „na swoim miejscu”.

Ale każdy ma też swoje własne miejsce w domu Ojca. Jedyne, niepowtarzalne, przeznaczone tylko dla niego. Miejsce przygotowane tylko dla niego.

Jak można sobie wyobrazić takie miejsce w niebie, skoro niebo nie jest materialne, nie zajmuje przecież przestrzeni. Nie wiemy jak ono będzie wyglądać. Nasza wyobraźnia jest ograniczona.   Możemy jedynie przypuszczać, że nie będzie to miejsce w znaczeniu przestrzennym, ale w sensie relacji. Bo dom to nie miejsce, lecz relacje, jakie w nim panują między domownikami. A zatem to miejsce w niebie, to będzie przede wszystkim nasza osobowa relacja z Bogiem. Będzie to przebywanie „z Nim”, trwanie „w Nim”.  Słowo „trwanie” jest bardzo charakterystyczne dla św. Jana, jest terminem, który wyraża poza przestrzenną i ponadczasową relację z Bogiem.

Kto Mnie widzi, widzi Ojca

Apostołowie widzieli Jezusa. Ale widzieli tylko człowieka. Boga nie można zobaczyć. Można tylko uwierzyć, że jest On Bogiem. Widzieć i uwierzyć. Ale są różne rodzaje widzenia. Można patrzeć i nie widzieć. Można widzieć i nie wiedzieć, co się widzi. Można widzieć i pozostawać ślepym. W tym zdaniu wypowiedzianym przez Jezusa Jan używa greckiego czasownika horaō, który oznacza widzenie głębokie, widzenie, które rozpoznaje istotę tego, co się widzi. Jest to widzenie, które niemal utożsamia się z wiarą. Św. Jan, kiedy wszedł do pustego grobu: „Ujrzał i uwierzył” (J 20,8). Wiara jest drugą stroną widzenia. Jest jego dopełnieniem. Wiara pozwala nam widzieć Ojca, którego nie widzimy. Paradoks! Jak to jest możliwe?

Bóg jest miłością (1J 4,8.16). Największą, wszechogarniającą, bezwarunkową miłością. Kiedy widzimy, jak ludzie kochają się wzajemnie, kochają się w każdej sytuacji i pomimo wszystko, to przekonujemy się, że jest Bóg. Bo człowiek nie potrafi sam z siebie kochać bezinteresownie. Taka miłość to jest dar od Boga. Gdzie miłość wzajemna i dobroć, tam znajdziesz Boga żywego!

Przyjdzie Duch Prawdy

Naszą drogę do nieba odkrywamy pod przewodnictwem Ducha Świętego, którego Jezus nazywa Duchem Prawdy, ponieważ On nas uczy i przypomina to, co powiedział Jezus (J 14,26) i doprowadza nas do całej prawdy (J 16,13). Tylko ci, których prowadzi Duch Boży, są rzeczywiście dziećmi Bożymi (por. Rz 8,14), a zatem mają wstęp do domu Ojca.

Duch Święty od chwili chrztu mieszka w nas i woła w nas „Abba, Ojcze!” (Ga 4,6; por. Rz 8,15), przekształcając nas, formując, przemieniając coraz bardziej na podobieństwo Syna: „Za sprawą Ducha Pańskiego, coraz bardziej jaśniejąc, upodabniamy się do Jego [tj. Jezusa] obrazu” (2Kor 3,18). Syn Boży stał się człowiekiem, upodobnił się do nas, abyśmy i my mogli upodobnić się do Niego. Ten proces jest dziełem Ducha Świętego w nas.

W owym dniu poznacie

W tym fragmencie Ewangelii Jana często jest mowa o poznaniu. Poznanie w znaczeniu biblijnym, a przede wszystkim Janowym, nie oznacza po prostu zdobytej wiedzy, jakiegoś zasobu wiadomości o sprawach Bożych czy ziemskich. Poznać, to znaczy wejść w bliską, głęboką relację z tym, którego się poznaje. W języku biblijnym „poznaniem” nazywane jest nawet fizyczne współżycie kobiety i mężczyzny. Dlatego Maryja według relacji ewangelisty Łukasza mówi do anioła: „Jakże się to stanie, skoro nie znam mężczyzny?” (Łk 1,34).

Jezus zapewnia nas, że nadejdzie taki moment, kiedy Go poznamy w pełni, ponieważ będziemy tak blisko Niego, że wszystko stanie się jasne, proste i oczywiste. Jezus po swoim zmartwychwstaniu powrócił do Ojca. My też kiedyś tam się znajdziemy razem z Nim. Będziemy Go oglądać twarzą w twarz, jeśli w ogóle możemy tak się wyrazić. Będziemy „z Nim” na zawsze.

Dlatego cierpliwie czekajmy. Ale nie z założonymi rękami. Co mamy zatem czynić? Miłować się wzajemnie i zachowywać przykazania Jezusa. Tylko tyle. I aż tyle. Taka jest nasza droga do nieba.

Zabiorę was do siebie

To jest wspaniała obietnica Jezusa. On chce nas zabrać „do siebie”. Czyli do swojego domu. Jego domem jest dom Ojca. On pragnie, abyśmy byli z Nim zawsze, abyśmy dzielili z Nim dom Ojca. To jest wspaniała, niezwykła sprawa: mieszkać z Nim. On, kiedy stał się człowiekiem, zamieszkał pośród nas (por. J 1,14). A teraz, kiedy odszedł z tego świata do Ojca, pragnie, abyśmy my zamieszkali z Nim. Zamieszkali już na zawsze.

Kiedy uczniowie Jana Chrzciciela zapytali Jezusa: „Gdzie mieszkasz?” (J 1,38), On odrzekł: „Chodźcie, a zobaczycie”. Poszli i zobaczyli, gdzie mieszka i pozostali u Niego. Te dwa czasowniki „mieszka” i „pozostali” w języku greckim oddane są tym samym czasownikiem menein. Czyli po prostu zamieszkali z Nim.

Dlaczego tęsknimy za niebem? Czy dlatego, że tam będzie pięknie, że nie będzie śmierci, cierpienia, smutku ani łez? Czy dlatego, że tam będziemy mieli wszystko, czego potrzebujemy? Czy dlatego, że tam nikt nam już nie wyrządzi krzywdy? Czy dlatego, że tam będziemy z Nim na zawsze. Z tym, który nas umiłował aż do końca?


Artykuł ukazał się na łamach magazynu franciszkańskiego „Posłaniec św. Antoniego z Padwy”  nr 1/2020. Zapraszamy na stronę pisma, gdzie można znaleźć inne ciekawe teksty oraz dwoedzić się, jak zamówić prenumeratę i gdzie kupić magazyn: www.poslaniecantoniego.pl.



Ta strona wykorzystuje pliki typu cookie. Jeżeli nie wyrażasz zgody na ich zapisywanie, wyłącz ich obsługę w ustawieniach swojej przeglądarki.
Zamknij