Franciszkanie.pl - serwis informacyjnyFranciszkanie.pl - serwis informacyjny

Droga do Camino

25.07.2019 . kg

Franciszkanie.pl | Redakcja portalu

Książka Grzegorza Polakiewicza Żyje się tylko raz wydana nakładem Wydawnictwa Znak jest naprawdę niezwykła. Grzegorz zdecydował się wyruszyć na szlak św. Jakuba po amputacji nogi. Od dzieciństwa był wątłego zdrowia. W życiu przeszedł wiele – dużo chorował, jego tata chciał go zabić. Do Santiago de Compostella dotarł… i to dwukrotnie!

Po drodze poznał wielu wspaniałych ludzi. Przypadkowo spotkana na szlaku Ina zaprosiła go do Niemiec, zaś jej brat (właściciel zakładu protetycznego) zrobił dla niego protezę, na którą w Polsce nie byłoby go stać.

Lektura naprawdę wciąga, gdyż Grzegorz pisze z pasją, nie przedstawiając chronologicznie przebiegu wydarzeń. Wspomnienia z Camino przeplatają się z tymi z życia. Nie było ono łatwe, ale z pewnością barwne i bogate w niezwykłe przeżycia. Ten młody człowiek jest osobą głęboko wierzącą. Ma niezwykły dar nawiązywania kontaktów z ludźmi w różnym wieku i podtrzymywania tych przyjaźni. Wśród jego przyjaciół znajdują się osoby wybitne, cenione i popularne. O. Leon Knabit zatrzymuje się u niego na nocleg, Jolanta Kwaśniewska nazywa pięknym człowiekiem oddanym ludziom i Bogu. Antek, który tradycyjnie wpada w wigilię na śledzika, to ceniony aktor. W Małgosi, dla której modli się o dziecko, rozpoznajemy słynną aktorkę. Wraz z popularnymi muzykami jeździ na koncerty.

Ale mnie najbardziej poruszył opis przyjaźni Grzegorza z księdzem kardynałem Franciszkiem Macharskim, którym się podzielę, zachęcając do lektury. Ten fragment to najlepsza recenzja.

Jak się poznali? Otóż w 2003 r. pochodzący z małej miejscowości Grzegorz postanowił zawalczyć o miejsce w krakowskim liceum dominikanów. Choć początkowo wydawało się to niemożliwe, wygrał konkurs stypendialny.

„Przyszedł w końcu 3 września 2003 r. W Bazylice Świętej Trójcy Ojców Dominikanów przy ulicy Stolarskiej rozpoczęliśmy rok szkolny mszą  świętą pod przewodnictwem kardynała Franciszka Macharskiego. […] Tym razem pierwszy raz mogłem z nim porozmawiać.

- Jak masz na imię? – zapytał

- Grzegorz, księże kardynale.

- A skąd pochodzisz?

- Z Łańcuta […].

- Gdzie będziesz mieszkać? Masz tu rodzinę? […].

- Jakbyś czegoś potrzebował, to ja mieszkam na Franciszkańskiej 3. Niedaleko stąd. Zawsze możesz przyjść i powiedzieć, że chciałbyś ze mną porozmawiać. […] Jeszcze wtedy nie wiedziałem, jak wiele dobra uczyni on w moim życiu”.

Grzegorz za jakiś czas odwiedził księdza kardynała Franciszka, z którym odbył bardzo szczerą rozmowę o tym, czego dotychczas się wstydził wspominać. „Gdy skończyłem opowieść kardynał Franciszek milczał. Po chwili powiedział: Spróbuj na to wszystko popatrzeć jak na szansę”.

Dzięki jego słowom Grzegorz zrozumiał, że rzeczywiście po trudnych przeżyciach narodził się na nowo, a nie ma wszak zmartwychwstania bez śmierci. Wiosną 2004 r. został zaproszony przez księdza kardynała Franciszka do Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach. Przed  słynącym łaskami obrazem Pana Jezusa Miłosiernego kardynał Macharski wskazał wówczas na niego i powiedział: „Synu! Całe twoje życie, każda chwila, każde cierpienie, zanurzone jest w zdroju Jego miłosiernej miłości. Ukryte w Jego ranach. Gdy dojdziesz do momentu bezradności i nie będziesz wiedział, co dalej, módl się słowami: Jezu, ufam Tobie! On nigdy nie pozostawi cię samego, ale do ciebie należy tylko jedno. Tylko jedno. Nigdy nie puścić Jego dłoni”.

Grzegorz podkreśla, że z księdzem kardynałem Franciszkiem mocno połączyło go cierpienie, które przyjmował jako dar: „W szkole cierpienia był moim duchowym mistrzem”.

Gdy pewnego razu Grzegorz przebywał w szpitalu, ksiądz kardynał Macharski odwiedził go tam i – ponieważ Grzegorz akurat był na badaniach – zostawił kartkę z odręczną adnotacją  oraz charakterystycznym krzyżem św. Damiana: „Mszę św. odprawiłem. Kard. Franciszek”.

„Zawsze znajdował czas, aby być blisko ludzi. W drugim człowieku dostrzegał oblicze Chrystusa. Szczególnie kochał ubogich, samotnych, chorych, zepchniętych na margines. Był jak św. Franciszek z Asyżu, jak Brat Albert”.

Podczas odwiedzin u chorego już kardynała Franciszka, w domu sióstr albertynek, zauważył  jego podobieństwo do św. Jana Pawła II. Grzegorz wspomina słowa arcybiskupa Grzegorza Rysia wypowiedziane na nabożeństwie żałobnym za duszę księdza kardynała Macharskiego: „Kardynał Franciszek szedł śladami Jana Pawła II, ale na własny sposób”. Zapamiętał też jego poczucie humoru. Będąc z księdzem kardynałem Franciszkiem w Kalwarii Zebrzydowskiej zaproponował, aby zrobili sobie wspólne zdjęcie. „Kardynał na to odrzekł: Grzegorz, my jedynie na rentgenowskich dobrze wychodzimy, więc może sobie darujmy” :).

Podczas pobytu u sióstr albertynek powiedział do Grzegorza: „Nigdy wcześniej nie czułem się tak ‘zaopiekowany’ i kochany, jak tutaj”.

„Mimo wszystko ostatnie spotkanie było tym najważniejszym. Zadzwoniła do mnie siostra Dolorosa, która opiekowała się księdzem kardynałem i towarzyszyła mu w ostatnich latach jego życia. „Przyjedź jutro do szpitala. Mam nadzieję, że się uda byś na chwilę zobaczył się z Eminencją”. Grzegorz przyjechał z Warszawy. „Nie mogłem przestać płakać. Siostra Dolorosa, też  z mokrymi oczami, zarządziła: ‘Idziemy do środka. Nie płacz, proszę, bo ksiądz kardynał wszystko słyszy’. Był nieprzytomny, ale wiem, że siostra miała rację. Wszystko słyszał. Każdą łzę. Każde uderzenie serca. […] Nadszedł czas, bym mu podziękował za to, że dzięki niemu w dużej mierze jestem tym, kim jestem. Jednego tylko dziś żałuję, że dopiero w szpitalu, trzy dni po upadku, zdołałem powiedzieć mu, że bardzo go kocham i jak wiele dla mnie znaczył. Dziś jestem przekonany, że błogosławi nam już z domu Ojca i jest jeszcze bliżej. Niech jego życie będzie dla nas przykładem, jak kochać, jak żyć jak cierpieć i jak umierać”.

Mariola Wiertek


Znak: „Żyje się tylko raz” Grzegorz Polakiewicz



Ta strona wykorzystuje pliki typu cookie. Jeżeli nie wyrażasz zgody na ich zapisywanie, wyłącz ich obsługę w ustawieniach swojej przeglądarki.
Zamknij