Franciszkanie.pl - serwis informacyjnyFranciszkanie.pl - serwis informacyjny

Działo się w sanatorium

29.06.2019 Bronisław Staworowski

Lato. Rok 81 ubiegłego stulecia. W jednym z piękniejszych obiektów sanatoryjnych w kraju w Szczawnie Zdroju, następuje zmiana turnusu, która pociąga za sobą duży ruch w holu przy recepcji.

Dużej grupie ludzi reprezentujących trzy pokolenia wiruje w głowie jedno z najważniejszych pytań: "W jakim pokoju i z kim przyjdzie dzielić swój trzytygodniowy pobyt w uzdrowisku?” Starzy bywalcy jakoś sprawniej potrafią wywalczyć oczekiwane warunki. Nowi cierpliwie czekają na przydział. Po dłuższym wyczekiwaniu, niemal na końcu (bez przepychanki) otrzymuję numerek do trzyosobowego pokoju. Tam już rozpakowują się: dziadek emeryt i oficer Polskiej Marynarki Wojennej w czynnej służbie. Dołączam do nich jako najmłodszy, z wypchanym kultowym neseserem. I tak trzypokoleniowy skład rozpoczął wspólne bytowanie przeplatane zabiegami, posiłkami, zabawami, wycieczkami, spacerami i rozmowami.

Wkrótce jawne stały się dla nas charaktery i zainteresowania współmieszkańców. Dziadek, pobożny senior, urodzony w latach I wojny światowej, żołnierz II wojny światowej, z widocznym drylem wojskowym, baczny obserwator i stary bywalec uzdrowisk - był bardzo bezpośredni. Chętnie snuł opowieści sprzed lat, zwłaszcza z okresu okołowojennego, ale nie omieszkał komentować bieżących wydarzeń i zachowań pensjonariuszy.

Kiedy marynarz po powrocie z wieczorku zapoznawczego zaczął opowiadać o efektach swoich pierwszych podrywów, nasz senior nie przebierając w słowach wyzwał go od łotrów – wszak w domu pozostawił żonę i rodzinę. Przez całe trzy tygodnie senior był dla nas niekwestionowanym autorytetem moralnym, wobec którego nie było sprzeciwu, co najwyżej przemilczenie z opuszczeniem głowy. Ale incydentów tego typu było doprawdy niewiele. Zwykle były to życzliwe pogawędki i rozmowy o wszystkim.

Senior był specjalistą w tematyce patriotyczno-religijnej. I w tym temacie nastąpiło coś, czego skutki ciągną się u mnie do dziś. Dziadek zaczął opowiadać o św. Franciszku z Asyżu, którego uznawał za największego świętego. Ja wtedy jeszcze nie za bardzo odróżniałem figurki św. Antoniego od św. Franciszka. Senior, mimo swojej prostoty, potrafił z takim zaangażowanie i przejęciem opowiadać o tym świętym, że wyjeżdżając ze Szczawna wywoziłem tę postać, jako „swojego świętego”. Dziadek zostawił mi jeszcze zadanie domowe. Przeczytanie książki Zofii Kossak „Bez oręża”, a najlepiej całej jej trylogii.

Wróciłem do domu, do zajęć szkolnych, do przygotowań do matury. O dziadku zapomniałem, autorka trylogii poszła w zapomnienie. Aż tu nieoczekiwanie, przechodząc obok witryny księgarni prowadzonej przez legnickiego Żyda - tak wtedy określano sprzedawcę - widzę pięknie wyeksponowaną trylogię Zofii Kossak: Krzyżowcy, Król trędowaty i Bez oręża. I nagle wszystko mi się przypomniało. Te książki jakby czekały na mnie. Był wszak tylko jeden komplet. Poprosiłem sprzedawcę o zarezerwowanie egzemplarzy, abym mógł przynieść pieniądze, których przy sobie nie miałem. Było to moje pierwsze literackie spotkanie z św. Franciszkiem z Asyżu. Odkrycie fascynującej lektury trudnych czasów średniowiecznych: wydarzeń społecznych, religijnych i konfliktów wojennych. A w środku tego wszystkiego ubogi zakonnik w ubogim odzieniu usiłujący przemienić świat. Autentyczny  i bezkompromisowy. Bez ochrony i zaplecza. Bez pieniędzy i biznes planu. Człowiek, który wbrew powszechnym przekonaniom uznał, że możliwe jest życie wg prostych zasad Ewangelii. Bez żadnej ściemy i bez żadnego markowania. Zupełnie jak Chrystus. Dlatego nazwano go alter Christus - drugim Chrystusem.

Dziś podziwiam, zapewne już śp. dziadka, który jak mówił apostoł: „nastawał w porę i nie w porę”. Nie kombinował i nie wstydził się swojej wiary i swoich przekonań. Wręcz przeciwnie, był z tego dumny. Był sobą, nie patrząc na ew. negatywne odniesienia względem siebie. To on kreował rzeczywistość wokół siebie. Prawdziwy uczeń Chrystusa. Jak św. Franciszek z Asyżu. Niech Pan da mu radość oglądania Swojego Oblicza.

PS. Czy przydział do tego pokoju to przypadek? Co by było, gdybym znalazł się w innym pokoju i z innymi pensjonariuszami? Nie wiem i nie tęskno mi za tym.

Zdjęcia: Edward Staworowski



Ta strona wykorzystuje pliki typu cookie. Jeżeli nie wyrażasz zgody na ich zapisywanie, wyłącz ich obsługę w ustawieniach swojej przeglądarki.
Zamknij