Franciszkanie.pl - serwis informacyjnyFranciszkanie.pl - serwis informacyjny

Jerozolima

19.04.2019 . kg

Posłaniec św. Antoniego | Redakcja dwumiesięcznika franciszkańskiego

W Wielki Piątek duchowo pielgrzymujemy do Jerozolimy. Stajemy się tam świadkami Męki Pana Jezusa i Jego śmierci za nas. Dziś zapraszamy także do odwiedzenia tego miasta współcześnie. Swoją refleksją z podróży do Jerozolimy dzieli się o. Piotr Bielenin, gwardian krakowskiego klasztoru, wykładowca i autor tekstów do „Posłańca św. Antoniego z Padwy”.

„Czy sam pan pakował bagaż?”. „Tak”. „Czy od tego momentu miał pan bagaż zawsze przy sobie?”. „Tak”. „Czy jakaś osoba nie dała panu jakichś zapakowanych przesyłek do przekazania?”. „Nie”. „Czy nie ma pan broni, materiałów wybuchowych lub innych niebezpiecznych?”. „Nie”.

Kolejny raz słyszę te same pytania i udzielam tych samych odpowiedzi. Jeszcze szczegółowa kontrola bagażu (notuję sobie w pamięci, że umieszczanie na wierzchu bielizny nie było najlepszym pomysłem, bo niekoniecznie cała pielgrzymka musi ją podziwiać) i wreszcie można oddać walizkę, a potem ustawić się w kolejce do samolotu. Lecimy czarterem, izraelskimi liniami. Z ciekawością jem, chyba pierwszy raz w życiu, koszerne jedzenie. Nawet smakuje. Nad ranem lądujemy w Tel-Awiwie i autokarem wyruszamy do Jerozolimy.

Gwar Jerozolimy

Nasz hotel nosi niezbyt oryginalną nazwę „Holy Land”, ale ma jeden wielki plus: mieści się zaledwie 5 minut marszu od Bramy Heroda prowadzącej do Starej Jerozolimy. Wyruszamy tam natychmiast. Wąskie uliczki, często zadaszone, wypełnione są straganami i sklepikami, których otwarte drzwi są zazwyczaj witryną prezentującą sprzedawany towar. Szczególne wrażenie robią na mnie sklepy z przyprawami, gdzie mieszają się ze sobą nie tylko różnorodne, często wręcz odurzające zapachy, ale i feeria barw wystawionego towaru. Wrażenie ciasnoty Starego Miasta pogłębia jeszcze gwar różnorodnych języków, mieszają się ze sobą słowa wypowiadane przez miejscowych i pielgrzymów, handlujących i kupujących, tych, którzy chcą drogo sprzedać i tych, którzy chcą tanio kupić, a targowanie się jest przecież tutaj nieodzownym elementem transakcji. Ta część miasta zamieszkała jest głównie przez ludność arabską, dlatego też wyjątkowe wrażenie robią przechodzący przez nią ortodoksyjni żydzi, którzy tylko w razie absolutnej potrzeby wybierają tę drogę. Wyróżniający się swoim charakterystycznym strojem, maszerują sprężystym krokiem, wpatrzeni przed siebie, unikając jakiegokolwiek kontaktu z innymi.

Bazylika Zmartwychwstania

Docieramy do Bazyliki Bożego Grobu nazywanej także Bazyliką Zmartwychwstania. Oprócz Bożego Grobu znajduje się w niej także miejsce ukrzyżowania Pana Jezusa czyli Golgota. Jest dla mnie zaskoczeniem, że te miejsca znajdują się tak blisko siebie, zaledwie o kilkanaście metrów. Czuję wielkie wzruszenie i zatapiam się w modlitwie. Otoczony zapachem kadzideł i palących się lampek oliwnych nawet nie próbuję wyobrazić sobie tego miejsca w tamtym czasie Męki, Śmierci i Zmartwychwstania Pana Jezusa. Najważniejsze, że to właśnie tu objawiła się nieskończona miłość Boga do człowieka. Nie tylko patrzę i chłonę zapachy, ale tam, gdzie to możliwe, dotykam rękami miejsc naszego zbawienia. Bazylika jest wypełniona pielgrzymami, nigdzie nie można się na dłużej zatrzymać. Oprócz dyskretnego pss pss można usłyszeć i dosadniejsze zwrócenie uwagi, zwłaszcza, gdy prawosławny mnich zorientuje się, że jesteś katolikiem, który za długo zatrzymał się w jednym miejscu. Wędrując od Golgoty, poprzez miejsce namaszczenia i potem Grób Boży, docieramy wreszcie do katolickiej zakrystii, gdzie witają nas serdecznie franciszkanie, od stuleci kustosze tego miejsca. Nie są oni jednak jedynymi opiekunami sanktuarium. W Bazylice Grobu Bożego swoje siedziby, oprócz braci mniejszych działających w imieniu Kościoła katolickiego, mają przedstawiciele innych kościołów chrześcijańskich: prawosławnego, ormiańskiego. Duchowni tych trzech wyznań na zmiany mogą pełnić funkcje liturgiczne. W największe święta przestrzeń Bazyliki jest udostępniana dla liturgii Syryjskiego Kościoła Ortodoksyjnego i Etiopskiego Kościoła Ortodoksyjnego. Koptyjski Kościół Ortodoksyjny ma prawa tylko do kilku pomieszczeń i tylko w wybrane dni może sprawować liturgię we własnej kaplicy, znajdującej się na tyłach kaplicy Grobu. Przestrzeń Bazyliki jest precyzyjnie podzielona, a zasady użytkowania i własności reguluje nienaruszalne tzw. status quo. Bracia zapraszają mnie do klasztoru. Jedyne wejście prowadzi do niego bezpośrednio z Bazyliki. Gdy na noc jest ona zamykana, nie można wtedy ani do niego wejść, ani wyjść, bez względu na to, co by się działo. To dotyczy także i wspólnot innych wyznań mieszkających przy Bazylice.

Wieczernik

Po południu pielgrzymujemy po Jerozolimie, rozpoczynając od tzw. Syjonu chrześcijańskiego. Szczególnym przeżyciem jest wizyta w Wieczerniku. Niestety nie można tutaj sprawować Mszy Świętej, miejsce to bowiem należy do muzułmanów. Trudno, będąc tutaj wśród tłumu pielgrzymów, wyobrazić sobie intymną atmosferę Ostatniej Wieczerzy. Opieram się jednak o ścianę i zamykam oczy, wracam modlitwą do tamtego wieczoru i dziękuję za Eucharystię i za kapłaństwo. Chciałbym zostać tu dłużej, ale wspólne pielgrzymowanie rządzi się swoimi prawami, trzeba ruszyć dalej.

Kolejnego dnia wyruszamy do miejsc ostatnich godzin ziemskiego życia Pana Jezusa. W Ogrodzie Oliwnym pokazują nam drzewa, które miały być świadkami modlitwy i krwawego potu Pana Jezusa. Schodzimy ze zbocza i wspinamy się na Syjon, gdzie znajduje się mały kościółek nazywany In Gallicantu, czyli „O Piania Koguta”, wybudowany w miejscu dawnego domu Kajfasza, gdzie odbyło się pierwsze przesłuchanie Pana Jezusa i gdzie Piotr trzykrotnie wyparł się Go „zanim kogut zapiał”. To dobre miejsce na rachunek sumienia, ale także odczucia, jak mi jest bliski ten mój Patron, słaby jako człowiek i Skała mocą Chrystusa zmartwychwstałego.

Droga Krzyżowa

Wspinamy się po miejscu Świętych Schodów i świadomi, że idziemy po kamieniach, po których stąpał Chrystus, rozpoczynamy nabożeństwo Drogi Krzyżowej. Od twierdzy Antonia, gdzie odbył się sąd Piłata nad Panem Jezusem, wędrujemy od stacji do stacji Drogą Cierpienia – Via Dolorosa aż do Bazyliki Grobu Bożego, która kryje Golgotę, kiedyś leżącą poza miastem. Mamy do pokonania około pół kilometra. Szczególnie przemawia podkreślane za każdym razem przez prowadzącego nabożeństwo kapłana słowo „tutaj”: tutaj Pan Jezus bierze krzyż, tutaj Pan Jezus upada, tutaj spotyka Matkę swoją, tutaj umiera na krzyżu. Idziemy zamyśleni, pogrążeni w modlitwie, a obok toczy się wartkie życie. Nie milknie wobec tej ogromnej boleści Boga gwar rozmów. Doświadczamy poszturchiwań przez ludzi idących w przeciwnym kierunku, nawoływań przekupniów, którzy nawet przeżywającym Drogę Krzyżową chcą wcisnąć do ręki jakiś towar, coś sprzedać czy uraczyć szklanką zimnej lemoniady. Mało kogo tu obchodzi historia bolesnej drogi Jezusa. Nie oburza mnie to. Przeciwnie, myślę sobie, że wtedy było podobnie. Ktoś się gapił, ktoś złorzeczył, ktoś chwilę współczuł, ale tak naprawdę większości, skupionej na swoich problemach, nie interesował los Boskiego Skazańca i misterium zbawienia dokonujące się na ich oczach. A ja teraz, właśnie w tej wrzawie, uświadamiam sobie, że idę Krzyżową Drogą, ale że i całe życie jest drogą, po której niesiemy krzyż, niestety nie zawsze świadomi, że razem z Jezusem. „Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, żeś przez krzyż i mękę swoją świat odkupić raczył”. Stacja XIV – Jezus złożony do Grobu. Wchodzimy do środka. Tu było ciało Jezusa, było, ale ten grób jest pusty. Stacja XV – Zmartwychwstanie.

Ostatni wieczór w Jerozolimie. Idziemy na Górę Oliwną. Stamtąd spoglądamy na miasto i jego światła, na Dolinę Cedronu, oddzielającą Wzgórze Świątynne od Góry Oliwnej. Dalej na północ znajduje się Dolina Jozafata. Tradycja żydowska twierdzi, że właśnie tutaj rozpocznie się powszechne zmartwychwstanie i Sąd Ostateczny. Cała ludzkość zbierze się wówczas na Górze Oliwnej i stanie przed Ojcem Wieczności, który jako Sędzia zasiądzie na Wzgórzu Świątynnym. Prawie ze sobą nie rozmawiamy. Pozwalamy sobie nawzajem pozostać ze swymi myślami. Tak jest lepiej. Cisza pozwala przemówić temu, co głęboko ukryte i w głowie i w sercu. W milczeniu wracamy na nocleg.

Wyprawa przed świtem

Wstajemy przed świtem i w kilka osób opustoszałymi uliczkami wędrujemy do Bazyliki Grobu Bożego, aby zobaczyć obrzęd otwarcia drzwi. Klucze do Bazyliki są w rękach dwóch rodzin muzułmańskich, które każdego wieczoru zamykają drzwi i wczesnym rankiem je otwierają. Kłótnie pomiędzy różnymi odłamami chrześcijan w średniowieczu skłoniły ówczesnego władcę miasta, Saladyna, do przekazania kluczy od jedynego wejścia neutralnym opiekunom, czyli muzułmanom. Do dziś strażnikami Grobu Pańskiego są dwaj jerozolimscy Palestyńczycy – jeden z rodziny Joudeh, drugi z Nuseibeh. Pierwszy przechowuje klucze, drugi nadzoruje otwieranie i zamykanie drzwi prowadzących do tej wyjątkowej dla chrześcijan świątyni, która przez całą noc pozostaje zamknięta. Kto z pielgrzymów zostanie w środku, może wyjść dopiero rano po otwarciu. Chcemy zobaczyć, w jaki sposób odbywa się to otwarcie. Spotyka nas jednak rozczarowanie. Drewniana furtka prowadząca na dziedziniec przed Bazyliką jest zamknięta. Na szczęście między nią a kamiennym murem jest szpara, przez którą można dostrzec drzwi. Czekamy cierpliwie i wreszcie zostajemy nagrodzeni. Zjawia się dwóch mężczyzn. Jeden z nich kołatką stuka w drzwi. Na ten znak w drzwiach otwiera się małe okienko i z wnętrza Bazyliki zakonnik podaje przez nie drabinę. Wedle ściśle ustalonego porządku jest to katolik, prawosławny lub ormianin. Jeden mężczyzna podaje drugiemu duży klucz, po czym ten wspina się po drabinie i otwiera nim drzwi prowadzące do Bazyliki. Po chwili i nasza furtka zostaje otwarta, nie wiemy nawet przez kogo. Wchodzimy do Bazyliki. W środku jest zaledwie garstka pielgrzymów, którzy spędzili tutaj całą noc.

Sam na Golgocie

Idę na Golgotę. Jestem tutaj sam. Modlę się i nikt mnie nie pogania. Wkładam rękę w otwór w posadzce pod ołtarzem, aby dotknąć skały, na której stał krzyż Zbawiciela. Po chwili kładę na niej swój różaniec. Zalewa mnie fala wzruszenia i wdzięczności. Nie potrzebuję słów, sama obecność tutaj staje się modlitwą. Po dłuższej chwili dołączam do reszty grupy. Już razem idziemy do Grobu Pańskiego. Okazuje się, że zaraz będzie Msza Święta sprawowana przez jednego z franciszkanów. Przeżywamy Eucharystię, stojąc we wnętrzu. Wszyscy bez wyjątku dziękujemy za tę szczególną łaskę, zwłaszcza przyjmując Ciało Chrystusa. Chcielibyśmy, aby liturgia trwała jak najdłużej, ale przychodzi czas na błogosławieństwo. Zaraz potem przychodzi brat zakrystianin i zabiera deskę ołtarzową ułożoną na płycie nagrobnej Chrystusa, świece z wnętrza Grobu i gasi także te potężne stojące na zewnątrz. Mnich prawosławny natychmiast zapala inne i wnosi do wnętrza swoje małe świece i deskę, która za moment stanie się ołtarzem. Teraz czas na ich służbę Bożą. Wszystko dzieje się według ściśle ustalonego porządku. To wnoszenie i wynoszenie nas nie dziwi ani nie gorszy. Sami otrzymaliśmy tak wiele, że to nam całkowicie wystarcza. Wracamy do hotelu na śniadanie, a potem pakujemy walizki i ruszamy do autokaru. Czas w tym miejscu sprawił, że od tego momentu inaczej docierają do nas słowa Ewangelii. Sprawdziło się to, o czym nam mówiono przed pielgrzymką. Ziemia Święta to piąta Ewangelia, dobra nowina o miłości Boga, który tak ukochał świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy kto w Niego wierzy nie zginął, ale miał życie wieczne. Syna, który stał się człowiekiem i pozostawił nam miejsca, w których żył, żebyśmy mogli lepiej zrozumieć Jego, ale i samych siebie.

Piotr Bielenin OFMConv

Artykuł ukazał się w dwumiesięczniku franciszkańskim „Posłaniec św. Antoniego z Padwy” nr 2/2017. Zapraszamy na stronę internetową pisma, gdzie można znaleźć inne ciekawe teksty, zapoznać się z treścią ostatnich numerów i dowiedzieć więcej o św. Antonim i franciszkańskim życiu: www.poslaniecantoniego.pl.



Ta strona wykorzystuje pliki typu cookie. Jeżeli nie wyrażasz zgody na ich zapisywanie, wyłącz ich obsługę w ustawieniach swojej przeglądarki.
Zamknij