Franciszkanie.pl - serwis informacyjnyFranciszkanie.pl - serwis informacyjny

Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata

21.11.2021 Andrzej Prugar

Jezus głosił królestwo nie z tego świata, ale na tym świecie, a więc dalekie i bliskie jednocześnie. Został osądzony jako konkurent aktualnej władzy, a przynajmniej - argument głoszenia królestwa - został wykorzystany, aby mogli oskarżyć Jezusa i pozbyć się Go. Czy polityka stara i ta nowa ma coś wspólnego z prawdą, szukaniem dobra wspólnego i służeniem ludziom? Czy nie jest bezwzględną grą o władzę i lepszy świat w bardzo subiektywnym wydaniu?

Najlepiej widzimy, kiedy widzimy całość z perspektywy końca. Wtedy poszczególne epizody naszego życia i świata potrafimy coraz lepiej rozumieć: chwile piękne, trudne i bolesne, nasz wysiłek i ofiarę, życie i śmierć, i to co po śmierci, bo całość obejmuje również to, co nastąpi po naszej śmierci.

Prorok Daniel widzi prawdę z perspektywy końca nie tylko dla siebie, ale dla nas. Co widzi? Widzi jak Syn Człowieczy (ostatecznie Jezus Chrystus), otrzymał „panowanie, chwałę i władzę królewską, a służyły Mu wszystkie narody, ludy i języki. Panowanie Jego jest wiecznym panowaniem, które nie przeminie, a Jego królestwo nie ulegnie zagładzie” (Dn 7,14). Wszyscy więc na końcu upadną przed Chrystusem w akcie adoracji.

Apokaliptyczną wizję Daniela podejmuje Apokalipsa św. Jana, dodając nowe i liczne motywy czci oraz szacunku wobec „Władcy królów ziemi” (por. Ap 1,5-8). Spośród wielu cech Jezusa podkreślmy dwie: Jezus jest tym, który nas miłuje, oraz jest Królem, który został przez nas przebity (Ap 1,5.7). Czas teraźniejszy sformułowania: „Władca królów ziemi - Ten, który nas miłuje”, w sposób wstrząsający wprowadza nas w tajemnicę Jezusa Króla. Król miłuje nas teraz! Nie kiedyś w przeszłości, od czasu do czasu, czy będzie nas miłował, jeżeli… Miłuje również wtedy kiedy objawia się jako Bóg-Człowiek w wielkiej prostocie pouczając nas o całej prawdzie i naszej egzystencji. Ale, miłuje nas również wtedy, kiedy okazujemy Mu wrogość i przebijamy Go na krzyżu i każdym aktem niechęci barykadujemy się przed Nim. Apokalipsa mówi, że ostatecznie skończy się to naszym płaczem: „będą Go opłakiwać wszystkie pokolenia ziemi” (Ap 1,7). Będzie to jakaś adoracja ze łzami w oczach.

Czy będzie to płacz z wdzięczności za zbawienie, czy z powodu odrzuconej miłości? Czy będzie to płacz żalu i skruchy oczyszczenia, czy bólu i złości, bo będzie to początek potępienia, że byliśmy aż tak ślepi? Ślepi, bo uzależnieni od polityki jak Piłat? Ślepi jak uczniowie, którzy uciekli w czasie procesu Jezusa, bo jeszcze nie zdawali sobie sprawy, że Król Jedyny i Prawdziwy nigdy nie przegrywa i tak naprawdę to On kieruje rzeczywistością? Ślepi, bo zbyt zajęci tylko swoim małym epizodem życiowym i subiektywnym happy-endem? Ślepi, aby szukać prawdy i sensu całości, aby być tam gdzie trzeba, a nie tam gdzie miota nami kolejna namiętność? Jezus w kajdanach, związany i w cierniowej koronie, stojący przed Piłatem i przed każdym z nas mówi: „Tak, jestem królem. Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha mojego głosu” (J 18,37). Nie było człowieka, aby wtedy oddał pokłon Królowi!

„Winniśmy podjąć postanowienie, że nauczymy się adoracji - twierdzi na końcu swego monumentalnego dzieła ks. Romano Guardinii (Bóg, Nasz Pan Jezus Chrystus. Osoba i życie”, Warszawa 2018 r.) - bo to jest źródło naszej godności, kiedy człowiek skłania się przed Bogiem, wtedy jest sprawiedliwy i wolny… Są dwie pory dnia mające jako takie szczególne znaczenie: poranek i wieczór. My, ludzie współcześni, nie odczuwamy już tak mocno tego znaczenia, ponieważ brzask i zmrok już nie mają w sobie takiej mocy jak dla człowieka, który żył w bliższym związku z naturą. Jakoś jednak i my czujemy, być może nie uświadamiając sobie tego wyraźnie, że początek dnia przypomina początek naszego życia, a koniec dnia jest jakby zapowiedzią jego kresu. Są to najlepsze pory adoracji… adoracja Boga nie jest dla nas rzeczą z natury łatwą: musimy się uczyć, do czego konieczne jest „ćwiczenie”. Trzeba uklęknąć i uprzytomnić sobie, że Bóg istnieje i panuje; że jest godzien posiadać wszelką moc. Że jest godzien być Bogiem… Może odkryjemy wielkie szczęście w tej myśli: że Bóg jest Bogiem! Ta myśl sprawiała, że święci byli spalani miłością” (s. 587-590).

Andrzej Prugar OFMConv

fot.: Obraz Agnus Dei, olej na płótnie 50x50 cm, autor fotografii i obrazu - Tadeusz Wnęk



Ta strona wykorzystuje pliki typu cookie. Jeżeli nie wyrażasz zgody na ich zapisywanie, wyłącz ich obsługę w ustawieniach swojej przeglądarki.
Zamknij