Franciszkanie.pl - serwis informacyjnyFranciszkanie.pl - serwis informacyjny

Kościół przy via Merulana

29.06.2019 . kg

Franciszkanie.pl | Redakcja portalu

Pisząc tekst o ikonie Matki Bożej Nieustającej Pomocy nagle przypomniałam sobie tę historię. Postanowiłam się nią podzielić z Czytelnikami, bo jest dowodem, że Matka Boża pomaga szybko i skutecznie i nawet trochę na wesoło! I  świetnie współpracują ze św. Antonim - pisze Mariola Wiertek.

A wszystko wydarzyło się na via Merulana. To stara rzymska droga łącząca plac św. Jana Pawła II w pobliżu Bazyliki Laterańskiej z Bazyliką Matki Bożej Większej. Od czasów średniowiecza odbywały się na niej procesje. Aktualnie to  elegancka, zacieniona pięknymi starymi platanami ulica, przy której znajduje się kościół redemptorystów będący Sanktuarium Matki Bożej Nieustającej Pomocy oraz franciszkańska Bazylika św. Antoniego i Uniwersytet Papieski Antonianum.  To był mój pierwszy pobyt na tej ulicy i opowiem tę przygodę zgodnie z moimi ówczesnym odczuciami. Potem jeszcze kilka razy tam byłam i wspólnie ze znajomymi zaśmiewaliśmy się z jej przebiegu. Bo na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się proste.

Byłam w Rzymie wraz z pielgrzymką. Po zwiedzeniu Bazyliki Matki Bożej  Większej udaliśmy się na spotkanie z Matką Bożą Nieustającej Pomocy. Niestety okazało się, że kościół z jakiegoś powodu jest zamknięty. Dano nam czas wolny. Postanowiłam pospacerować sama, gdyż grupa zdecydowała się wrócić po jakieś pamiątki, a przyjaciółka, z którą przyjechałam, tego dnia źle się poczuła i została w hotelu. Zachwycona wędrowałam przez piękną via Merulana. Nagle coś mi się przestało zgadzać i postanowiłam wracać. Nadal mi się nie zgadzało… Czy rzeczywiście tędy szłam? Na szczęście pojawił  się policjant. Szczęście trwało bardzo krótko – nie znał angielskiego. Próbowałam mówić po włosku: Santa Maria. Madonna, chiesa :) W końcu coś do niego dotarło i radośnie zaczął mnie prowadzić do kościoła z napisem „San Antonio”. Pomimo moich protestów, prawie mnie wepchnął do jakiegoś pomieszczenia i zadowolony odszedł. Z pracującymi tam kobietami nie mogłam się również się dogadać – dały mi do zrozumienia, że powinnam jednak dogonić tego policjanta. Wyszłam na zewnątrz i spróbowałam dodzwonić się do pilota i księdza z naszej pielgrzymki – niestety i nie odebrali. Zaczęłam się też modlić. I wtedy pojawił się mój wybawiciel. Stał po drugiej stronie ulicy i uśmiechał się. Ruszyłam w jego kierunku i prawie podskoczyłam z radości, gdy odezwał się do mnie radośnie w moim ojczystym języku:

– A cóż to się stało , kochanie? O, byłaś na Świętych Schodach? Dać plasterka na kolanka?

Gdy powiedziałam co się stało, roześmiał się.

– A nie mogłaś się pomodlić?

– No przecież się pomodliłam – odpowiedziałam lekko obrażona :)

– Aaa, rozumiem. Już idziemy.

Po chwili dodał:

– Miałem zupełnie inne plany na popołudnie, ale tak mi coś podpowiadało, aby wyjść na ulicę.

Moja przygoda skończyła się happy endem, zaś mój wybawca okazał się być kapłanem – franciszkaninem. Ale czyż mogło być inaczej, gdy ktoś ma się spotkać z Matką Bożą Nieustającej Pomocy, a w pobliżu akurat jest św. Antoni?

Mariola Wiertek



Ta strona wykorzystuje pliki typu cookie. Jeżeli nie wyrażasz zgody na ich zapisywanie, wyłącz ich obsługę w ustawieniach swojej przeglądarki.
Zamknij