Franciszkanie.pl - serwis informacyjnyFranciszkanie.pl - serwis informacyjny

Ludzie przez Boga umiłowani

28.09.2019

Biuro Promocji Kultu | bł. Michała Tomaszka 
i bł. Zbigniewa Strzałkowskiego

2 grudnia 1988 r. samolot Areofłotu, którym lecieli franciszkanie: Zbigniew Strzałkowski i Jarosław Wysoczański, wylądował na lotnisku w Limie. Na lotnisku misjonarzy powitała para Peruwiańczyków, którzy trzymali kartonik z wypisanymi ich nazwiskami. Ojciec Michał Tomaszek dołączył do swoich zakonnych braci rok później. 

Już od pierwszych chwil misjonarze z Polski doświadczali serdeczności tamtejszej ludności, ale też odmienności, bogactwa peruwiańskiej kultury, zwyczajów. Przyjmowali nową rzeczywistość w duchu radości i pokoju, opisując w listach aspekty nowego życia na placówce misyjnej. Oto klika przykładów z ich codzienności w Peru.

Melodia z Pariacoto

Gdy ojcowie Jarosław i Zbigniew przyjechali po raz pierwszy 3 stycznia 1989 r. do Pariacoto, zastali tam opustoszały kościół i plebanię oraz ogród w – jak wspominał o. Jarosław – „głębokim stanie opuszczenia”. W Pariacoto nie było wówczas elektryczności. Nie było także na stałe kapłana, dlatego światełko w tabernakulum nie świeciło się. Ogród, przez lata opuszczony i zaniedbany, wymagał pracy. Dom podobnie – przystosowania i remontu, tak by mógł pełnić rolę plebani i klasztoru jednocześnie. Jak wspomina o. Jarosław – gdy patrzyli na opuszczony ogród – usłyszeli dobiegającą z placu w Pariacoto melodię graną na gitarze. Było to nieoficjalne, ale pełne ciepła i serca, powitanie misjonarzy. Śpiewała młodzież, która w ten sposób chciała wyrazić radość, że do Pariacoto, po latach oczekiwania, przybyli kapłani. Muzyka stała się potem nieodłączną częścią pracy duszpasterskiej franciszkanów w Pariacoto. Ojciec Michał Tomaszek będzie prowadził scholę, uczył dzieci i młodzież pieśni, które z polskiego na hiszpański będzie tłumaczył własnymi siłami. Na wielu zdjęciach z dni skupienia z młodzieżą, akcji w parafii, wioskach, na spotkaniach w domach – gitara będzie zawsze widoczna, jako nieodłączny towarzysz każdego spotkania. I śpiew. „Bł. Michał kochał śpiew” – wspominają do dziś jego bracia zakonni. 

Bracia mniejsi

Św. Franciszek znany jest z miłości do całego stworzenia. Misjonarze z Pariacoto nie głosili co prawda kazań do ptaków, jak święty założyciel ich zakonu, ale w życiu codziennym potrzebowali pomocy właśnie ze strony „braci zwierząt”. Parafia miała nie tylko auta, ale też konia i osła. Zwierzęta te były potrzebne, gdy trzeba było dotrzeć do położonych wysoko w Andach wiosek, należących do parafii. Bł. Michał w listach do najbliższych pisał, że konie tamtejsze bardzo dobrze radziły sobie na górskich stromych ścieżkach. Stałym mieszkańcem parafii był także pies – Oso (z hiszp. niedźwiedź). Pies ten zawsze był obecny w kościele, zwłaszcza w czasie Mszy Świętej, a jego ulubione miejsce stróżowania i snu znajdowało się w pobliżu ołtarza i tabernakulum (por. List do domu rodzinnego, Lima, 11 września 1989 r.). Oso był bardzo wyczulony na fałsz u ludzi – szczekał wtedy zajadle, alarmując swoich właścicieli, że „coś tu nie gra”. 

Tort weselny

W liście do rodziny z 4 lutego 1990 r. bł. Zbigniew wspomina niecodzienną akcję „transportowania weselnego tortu”. Auto parafialne służyło parafii. A ślub to przecież wielkie święto. Dlatego, gdy trzeba było pomóc i przewieźć tort weselny, to pomocy szukano u misjonarzy. Wiozłem torta aż 70 km– pisze bł. Zbigniew. – Jest to nie byle osiągnięcie, gdyż tort weselny przypomina tutaj makietę kościoła lub jakiegoś budynku i żeby tej całej konstrukcji szlag nie trafił przy załadunku, wyładunku i przewozie po tutejszych rozpaczliwych drogach – to jest coś.

Co ciekawe, śluby miały miejsce także w czasie Wielkiego Postu. A Msza Świeta ślubna zaczynała się, niezależnie od tego, czy wszyscy już stawili się w kościele, czy nie, bo inaczej można byłoby czekać w nieskończoność– jak pisze bł. Zbigniew. Któregoś razu ojcowie byli więc na Mszy Świetej ślubnej, która rozpoczęła się, choć na początku był obecny jedynie pan młody i rodzina młodej pary. Sama panna młoda spóźniła się. 

Ludzie z gór

Parafia Pariacoto to, poza samym miasteczkiem, także ponad 70 wiosek rozsianych w górach. Ojcowie starali się docierać do wszystkich mieszkańców, ale było to niemożliwe. Dlatego postanowiono, że prace w wioskach podejmą także świeccy katechiści, którzy kursy przygotowawcze odbędą w parafii. Głównym świętem wioski była fiesta – odpust ku czci patrona wioski i kapliczki, która się w niej znajdowała. Czasem, by dotrzeć na fiestę, misjonarz wędrował (autem, konno, pieszo) kilka dni. Mieszkańcy górskich wiosek żyli bardzo ubogo. Widać to na wielu zdjęciach – proste domy, minimum sprzętów. Bł. Zbigniew, który docierał do górskich osad zarówno z sakramentami, jak i pomocą medyczną – pisał w liście do rodziców z 14 marca 1989: Ludzie z gór mają swoją specyficzną wiarę. Wiarę ufną kultem świętych, Matki Bożej, ale – chyba w większości – nie znają Ojcze nasz, nie mówiąc o przykazaniach, sakramentach, Mszy św. Np. kiedy spowiadają się chłopi campesinos, powtarzają słowa pouczenia, jakie daje kapłan, powtarzają każdy gest, a nawet odpukują w konfesjonał

Skórzana torba

Dziś nikt nie pamięta, skąd u bł. Zbigniewa, który nie miał przecież wykształcenia medycznego, wzięła się znajomość wiedzy medycznej. Na misjach był nazywany przez lokalną ludność „doktorkiem”, ponieważ każdemu pomagał w doskwierających chorobach i dolegliwościach. Bł. Zbigniew opatrywał rany, woził parafialnym autem chorych do szpitala. Przy jego łóżku zawsze stała skórzana torba, w której znajdowały się rzeczy potrzebne do pomocy chorym, a misjonarz niemal wszędzie ją ze sobą nosił. Franciszkanie walczyli także z epidemią cholery, która pustoszyła wioski, gdzie brakowało wody pitnej. 

Życie tam inne, surowe, ale też piękniejsze, spokojniejsze (może jedynie dokuczyć przeskok cywilizacyjny)– pisał bł. Zbigniew (List do Haliny Jach, Lima, 27 lipca 1989 r.). 

Nadzwyczajny miesiąc

W tym roku październik został ogłoszony przez papieża Franciszka Nadzwyczajnym Miesiącem Misyjnym. Każdego dnia w wielu krajach misyjnych polscy misjonarze i misjonarki, w tym także franciszkanie, podejmują trud głoszenia Ewangelii. Nie robią tego z wysokości ambon, ale poprzez codzienność: uczenie dzieci, prowadzenie szpitali, szkół, punktów charytatywnych, parafii. Wielu z nich, tak jak bł. Michał i Zbigniew, naraża swoje życie. O pracy błogosławionych Męczenników z Pariacoto można przeczytać w wielu publikacjach, które są dostępne w różnych językach. Każda z nich jest nie tylko opisem ich życia, ale też świadectwem ich wiary.

Kiedy zastanawiam się, nad fenomenem pracy misyjnej i powołań, nad tym, skąd w misjonarzach i misjonarkach siła do pracy ponad siły, to przypominają mi się słowa bł. Zbigniewa, napisane w cytowanym już Liście do Pani Haliny JachCały świat jest Boży i ludzie przez Boga umiłowani. Misjonarze idą do ludzi – wychodzą im naprzeciw. Nie oceniając, czy warto, czy to ma sens, nie przeliczając swojej pracy na pieniądze czy spektakularne efekty. 

Anna Dąbrowska, Biuro Promocji Kultu Męczenników z Pariacoto

Materiały i publikacje dotyczące Męczenników z Pariacoto są dostępne w: 

Biurze Promocji Kultu Męczenników z Pariacoto

ul. Żółkiewskiego 14

31-539 Kraków

Tel. 12 42 86 111

www.meczennicy.franciszkanie.pl

www.katalog.franciszkanie.pl



Ta strona wykorzystuje pliki typu cookie. Jeżeli nie wyrażasz zgody na ich zapisywanie, wyłącz ich obsługę w ustawieniach swojej przeglądarki.
Zamknij