Franciszkanie.pl - serwis informacyjnyFranciszkanie.pl - serwis informacyjny

O św. Franciszku i trzech zakonach

13.11.2019 . kg

Franciszkanie.pl | Redakcja portalu

Zapraszamy do lektury fragmentu „Księgi pochwał Błogosławionego Franciszka” autorstwa Bernarda z Bessy, należącego do drugiego pokolenia braci mniejszych, które nie znało już osobiście św. Franciszka, lecz wiedzę o nim i o jego ideałach życia ewangelicznego czerpało z urzędowych biografii pióra Tomasza z Celano oraz ze wspomnień pierwszej generacji braci.

Owoc nauczania Franciszka w szczególny sposób uwidacznia się w założonych przez niego trzech Zakonach. Pierwszym jest Zakon Braci Mniejszych, którego celem jest służyć Panu według Ewangelii, w ubóstwie i pokorze, oraz głosić pokutę. Niezliczone znaki wśród tych, którzy ślubują to życie, potwierdzają, że jest on prawdziwie miły Bogu. Któż bowiem zdołałby opowiedzieć, iloma cudownymi znakami w nich i przez nich Pan rozsławił ten stan!

Przejdę zatem do widzeń i wyraźnych wezwań, do przynajmniej kilku objawień, które zostały przekazane przez osoby wiarygodne, a teraz przychodzą mi na myśl. Przez nie Pan potwierdził w sposób bardzo wyraźny doskonałość tego sposobu życia.

Pewien ojciec świętej pamięci, brat Hajmon, były Minister Generalny, opowiadał, że był w Anglii pewien biskup, który przeniesiony w widzeniu do przybytków niebieskich, wśród innych zakonników nie zobaczył braci mniejszych. Kiedy zdziwiony zastanawiał się nad tym, stało się tak, że najpiękniejsza z niewiast, błogosławiona Matka Boża, ukazała mu się i zapytała, co go trapi na duszy. Kiedy biskup powiedział Jej, iż jest zdziwiony tym, że w tej szczęśliwości nie widział nigdzie braci mniejszych, których Kościół walczący uważał za tak wielkich, odpowiedziała mu: „Chodź ze mną, a Ja pokażę ci, gdzie oni są”. I pokazując mu braci w intymnej bliskości z Chrystusem Panem, powiedziała: „Zobacz, oni są pod skrzydłami Sędziego. Zbaw z nimi swoją duszę”. Biskup, rozważając łaskę tego widzenia i zbawienną radę Matki Bożej, wstąpił do Zakonu Braci Mniejszych, za zgodą papieża Grzegorza IX. […] Biskupem, o którym mowa, był przypuszczalnie pan Radulf, magister teologii i biskup Hereford, którego wstąpienie do zakonu jest pewne.

[…] Najjaśniejszy pan Jan, cesarz Konstantynopola, napomniany Boskim objawieniem, przyjął habit błogosławionego Franciszka. Mówi się, że podczas gdy jego bracia otrzymywali hrabstwa, on jeden pozostał bez dziedzictwa, gdyż był przeznaczony, by zostać templariuszem albo szpitalnikiem. Ale ponieważ młodzieniec był szlachetnie urodzony i wyróżniał się przedsiębiorczością, przeto za Bożym zrządzeniem on pierwszy otrzymał godność króla Jerozolimy, a potem cesarza. Nadano mu wiele zaszczytów, a jego szwagrem był sam cesarz rzymski. Był też największym obrońcą prawdziwej wiary i pogromcą niewiernych. Pod koniec życia, gdy Jan nabożnie rozważał, jak wiele dóbr udzielił mu Bóg za życia, niebiosa, jak się przypuszcza, zesłały mu nieodparte pragnienie dowiedzenia się, jaki rodzaj śmierci go spotka. Żywił to pragnienie przez dłuższy czas i z jego powodu trwał w gorliwej modlitwie do Boga, aż pewnej nocy, w czasie snu, ukazał mu się pewien czcigodny człowiek, ubrany na biało, trzymający w rękach habit, sznur i sandały brata mniejszego. Wołając cesarza po imieniu, powiedział: „Janie, ponieważ z wielką troską pragniesz dowiedzieć się, w jaki sposób umrzesz, wiedz, że umrzesz w tym habicie, i że to jest wolą Bożą”. Po przebudzeniu cesarz, przerażony tym, co po ludzku miało być jego przyszłym tak wielkim upokorzeniem, głośnym jękiem zbudził tych, którzy zgodnie ze zwyczajem królewskim spali w pobliżu. Ale gdy oni przybiegli do niego, nie chciał wyjawić przyczyny swego krzyku. Podobnie następnej nocy ukazali mu się w czasie snu dwaj mężowie ubrani na biało, niosący również pokazany mu wcześniej habit, sznur i sandały, i powtarzają, że jest wolą Bożą, aby umarł w tym habicie. Tak jak poprzednio jego duch się przeraził, a po przebudzeniu zaczął głośno jęczeć. Jednak nie wyjawił przyczyny szambelanom, którzy z pośpiechem przybiegli do niego. Tak samo trzeciej nocy, ukazali mu się we śnie trzej mężowie, ubrani na biało jak poprzednio, przynosząc mu wspomniany habit, sznur i sandały i, jak wcześniej, zapowiadając jego przyszłą śmierć w tym stroju, dodali: „Nie uważaj tego za złudzenie, albo za zwodniczy sen, ale to naprawdę się spełni tak jak mówimy”. Zbudziwszy się, cesarz kazał zaraz zawołać swego spowiednika, brata Anioła. Gdy ten przybył, zastał cesarza płaczącego na swoim posłaniu. Powiedział mu: „Wiem, dlaczego mnie wezwaliście, bo to samo widzenie, dotyczące was, tak jak wam, zostało objawione także mnie”. Po kilku dniach cesarza ogarnęła trzydniowa gorączka i po zastanowieniu dobrowolnie wstąpił do zakonu, zgodnie z wcześniejszym widzeniem, i szczęśliwie dopełnił tam swoich dni. Lecz kiedy jeszcze w czasie swego życia, ciężar choroby i słabości utrudniał mu wypełnianie zwyczajowych w zakonie obowiązków pokory, mówi się, że wyraził nabożne usposobienie swej duszy w pamiętnym zdaniu: „O najsłodszy Panie Jezu Chryste, obym ja, który żyłem luksusowo w przepychu świata, ubrany w kosztowne szaty, mógł naśladować Ciebie ubogiego i pokornego, prosząc o jałmużnę w tym właśnie habicie i z workiem na szyi, będąc prawdziwie ubogim i pokornym!”. Przez to tak wielki mąż dał wspaniały przykład, tak aby ani wielcy, ani średni, ani tym bardziej inni nie czuli się zawstydzeni tymi rzeczami, które należą do ubóstwa i pokory. W tym pragnieniu zawarł to, czego szlachetnie urodzeni domagają się zwykle w tym zakonie, mianowicie aby stać się bardziej pokornymi, łagodnymi i prostymi. Naprawdę, postawa łagodności i pokory jest największą oznaką szlachetności.

[…] Lecz straszliwy przykład dla tych, którzy są niewdzięczni za powołanie do zakonu i oglądają się wstecz z zatwardziałym sercem, opowiedział, jak słyszałem, wielebny ojciec brat Jan z Anglii, który najpierw był magistrem teologii w Paryżu, a potem został arcybiskupem Canterbury. Mówił on, że pewien kapłan w Paryżu przyrzekł, że wstąpi do Zakonu Braci Mniejszych. Ale kiedy miał już założyć habit, otrzymał ze swego kraju ojczystego list zawiadamiający go, że został mianowany kanonikiem pewnego kościoła katedralnego. Zrezygnował więc ze wstąpienia do zakonu. Po prawie półrocznym pobycie w swoim kościele, zapadł na poważną chorobę. Gdy kanonicy napominali go, żeby wyspowiadał się ze swoich grzechów, on tylko rozpaczał, i nie chciał się spowiadać. Wówczas kanonicy poprosili braci mniejszych, by przyszli do chorego i nakłonili go do spowiedzi. Gdy bracia przybyli i znaleźli go bardzo osłabionego, jak tylko potrafili napominali go z największą pilnością, by wyznał na spowiedzi swoje grzechy, zgodnie ze zwyczajem dobrych chrześcijan i prawdziwych katolików. Odpowiedział im: „Nie napominajcie mnie co do tego, bracia. Jestem bowiem potępiony i nie mogę się spowiadać. Zanim przyszliście do mnie, zostałem zaprowadzony przed oblicze Boga, który ukazał mi swoje oblicze bardzo straszliwe i rzekł: Wołałem cię, a ty odmówiłeś i dlatego idź na wieczne potępienie”. Gdy to wypowiedział, natychmiast, na oczach wszystkich, zakończył życie. Zaprawdę, wyroki Boga są jak wielka otchłań i nikt nie może wiedzieć, dlaczego jednego miłościwie uwalnia, a innego sprawiedliwie potępia.

[…] Naszym celem jest teraz napisanie o powołaniu. Dowody na to, że zakon jest chciany przez Boga, znajdujemy w tym, że powołuje On do niego ludzi przez szczególne znaki i kiedy na początku założył go na mężach doskonałych, jakby na świętych górach, następnie przyozdobił go sławnymi osobami jakby wypolerowanymi kamieniami. Biskupi, opaci, archidiakoni, światli profesorowie teologii, także książęta i arystokracja oraz wielu innych, wyróżniających się godnością, szlachectwem i wykształceniem – krótko mówiąc kwiat szlachectwa i nauki – wstępowali do tego zakonu. Jeśli potrzebny jest przykład, to pomijając wszystkie inne, wspomnijmy magistra i brata Aleksandra [z Hales], który był jednym z wybitniejszych duchownych i teologów na świecie w tamtych czasach, oraz rycerza bardzo dzielnego we władaniu mieczem, wspomnianego wcześniej pana Jana, króla i cesarza, który z cesarza stał się bratem mniejszym. Tak Pan wypełnił we Franciszku to proroctwo: Ja pójdę przed tobą i upokorzę wyniosłych ziemi. Któż zaś policzy braci wspaniałych i sławnych doktorów teologii w zakonie? Należy głosić chwałę Chrystusa, który wywyższył pokornych i w sposób cudowny sprawił, że w Zakonie Braci Mniejszych znalazł się rycerz największy w godności i prawości, jak również największy mistrz teologii i filozofii, a także największy kaznodzieja, mianowicie mistrz brat Jan z La Rochelle, człowiek wyróżniający się pobożnością, wiedzą i rozwagą. Był tak genialny, że uzupełniając wnikliwość swoich nauczycieli, pozostawił fakultetowi teologicznemu własny wkład w sztukę i metody głoszenia kazań oraz wykładania. Pisma jego i wcześniej wspomnianego Aleksandra były szeroko rozpowszechniane i bardzo użyteczne.

[…] Drugim założonym przez błogosławionego Franciszka jest Zakon dziewic i wstrzemięźliwych kobiet, których celem jest służyć Bogu w zamknięciu, w ciągłym milczeniu i umartwieniu ciała. Pierwszą była błogosławiona Klara, najpobożniejsza uczennica błogosławionego Franciszka. Widząc, jak żyją w bardzo święty sposób zgodnie z jego nauczaniem i ślubując najwyższe ubóstwo, obiecał jej i innym ślubującym ubóstwo i podobny sposób życia radę i pomoc swą własną oraz braci. Błogosławiona Klara i jej klasztor zachowały to postanowienie ubóstwa aż do dzisiaj.

Trzecim jest Zakon Braci i Sióstr od Pokuty, wspólny dla duchownych, świeckich, dziewic, wdów i małżonków. Jego celem jest godziwe życie we własnych domach, oddawanie się dziełom pobożności i unikanie wystawności świata. Stąd też czasami można wśród nich zobaczyć szlachetnie urodzonych, rycerzy lub innych ludzi wielkich według świata, którzy noszą skromne czarne płaszczem podbite futrem, mają proste ubranie i jeżdżą w razie potrzeby na skromnym koniu. Żyją tak skromnie, że bez wątpienia są ludźmi prawdziwie bojącymi się Boga. Na początku był wyznaczony brat jako ich minister, ale teraz są oni posyłani w świat przez swoich własnych ministrów, jednak w taki sposób, aby byli wspierani przez braci radą i pomocą jako współbracia i dzieci tego samego ojca.

Przy pisaniu reguł lub form życia dla tych zakonów świętej pamięci pan papież Grzegorz, sprawując wtedy jeszcze niższy urząd [kardynała], złączony z błogosławionym Franciszkiem serdeczną przyjaźnią, nabożnie uzupełniał to, czego świętemu brakowało w znajomości prawa. Lecz święty Ojciec nie zadowalał się tymi zakonami, ale starał się, by ukazać drogę zbawienia i pokuty całemu rodzajowi ludzkiemu. Opowiada się, że z tego powodu powiedział pewnemu proboszczowi, który wyrażał życzenie bycia jednym z jego braci, o ile mógłby zatrzymać swój kościół, że powinien pozostać przy swoim sposobie życia i ubierania się, ale każdego roku, po zebraniu plonów z pól należących do jego kościoła, powinien rozdać ze względu na Boga to, co pozostało z plonów zeszłorocznych.

Tak Pan uczynił swego sługę Franciszka wielkim narodem i dał mu błogosławieństwo wszystkich ludów.



Ta strona wykorzystuje pliki typu cookie. Jeżeli nie wyrażasz zgody na ich zapisywanie, wyłącz ich obsługę w ustawieniach swojej przeglądarki.
Zamknij