Franciszkanie.pl - serwis informacyjnyFranciszkanie.pl - serwis informacyjny

O św. Franciszku, modlitwie i pracy

22.05.2020 . kg

Franciszkanie.pl | Redakcja portalu

Zapraszamy do lektury fragmentu z „Księgi pochwał błogosławionego Franciszka” autorstwa Bernarda z Bessy, o tym jak św. Franciszek szanował pracę i jak pragnął, aby bracia zawsze oddawali się modlitwie lub jakimś innym pożytecznym zajęciom.

Bernard z Bessy był franciszkaninem z Prowincji Akwitanii i sekretarzem św. Bonawentury w okresie jego generalatu (1257-1274), a chyba także sekretarzem następnych generałów, Hieronima Masci z Ascoli Piceno i Bonagracjusza Tielci z San Giovanni in Persiceto. Zakładając, że wstąpił do zakonu mając około 20 lat, a umiejętność czytania i pisania posiadł już przed obraniem życia zakonnego i niemal zaraz został powołany do pełnienia funkcji sekretarza generała, to wynikałoby z tego, że urodził się około 1235 r. Zmarł prawdopodobnie po 1305 r.

Bernard należał do drugiego pokolenia braci mniejszych, które nie znało już osobiście św. Franciszka, lecz wiedzę o nim i o jego ideałach życia ewangelicznego czerpało z urzędowych biografii pióra Tomasza z Celano oraz ze wspomnień pierwszej generacji braci, których liczba zmniejszała się jednak z roku na rok.

Święty mąż zawsze starał się o postęp w dobrym, pamiętając o tym, że ludzie letni, nieprzykładający się z chęcią do żadnego zajęcia, zostają szybko wyrzuceni z ust Pana. Żaden leniwy [brat] nie mógł pojawić się przed nim, żeby go nie upomniał ostrym słowem. Pragnął, by bracia zawsze oddawali się albo modlitwie albo jakiemuś pożytecznemu zajęciu. Ucieszył się słysząc, że bracia w pewnej pustelni w Hiszpanii tak podzielili swój czas, że na zmianę co tydzień jedna część [wspólnoty] poświęcała się zajęciom domowym, a druga kontemplacji. Tam pewnego dnia jeden z braci, który oddawał się kontemplacji, nie przyszedł na posiłek. Znaleziono go w celi leżącego na podłodze rozciągniętego w formie krzyża. Wydawał się nie być żywym, bo ani nie oddychał, ani się nie ruszał. Przy jego głowie i stopach palił się świecznik rozjaśniający celę zadziwiającym blaskiem. Gdy światło nagle zniknęło, pozostawiony w spokoju brat odzyskał świadomość i natychmiast przyszedłszy do stołu wyznał winę za spóźnienie.

Przeciwko chorobie smutku Święty mówił: „Jeśli sługa Boży, jak to się zdarza, jest z jakiegoś powodu wzburzony, winien natychmiast powstać do modlitwy, i tak długo trwać przed Ojcem niebieskim, aż On przywróci mu radość ze zbawienia”. Zajmował się, w zależności od tego jak czas mu pozwalał, głoszeniem kazań i zbawieniem bliźnich. Jak wiele bowiem dokonał w nauczaniu i w nawracaniu ludzi, znane jest tylko Bogu, który oświecił jego umysł, aby rozumiał Pisma, i mógł nauczać.

[…] On jednak uczył nie tylko przykładem, lecz także słowem, potwierdzonym towarzyszącymi mu znakami, o których wiemy z jego życiorysu. Wspomnę to, co zdarzyło mu się w Aleksandrii, w Lombardii. Został zaproszony przez pewnego człowieka bojącego się Boga, który poprosił go, by dla zachowania świętej Ewangelii jadł wszystko, co podano; wtem przy drzwiach ktoś, udając żebraka, poprosił o pomoc ze względu na Boga. Słysząc imię Boże, Święty oddał mu kawałek kapłona i chleb, które mu podano do stołu. Ten nicpoń zachował go, a gdy Święty następnego dnia głosił kazanie, zawołał w tłumie, mówiąc: „Taki jest ten Franciszek, którego czcicie jako świętego. Zobaczcie mięso, jakie dał mi wczoraj wieczorem, gdy jadł”. Podczas gdy wszyscy go głośno ganili, widząc, że jest rybą to, o czym on twierdził, że było kawałkiem kapłona, wreszcie i sam nieszczęśnik, zdumiony cudem, był zmuszony do uznania tego, co mówili pozostali, i w obecności wszystkich prosił Świętego o przebaczenie, przedstawiając, jaki miał niegodziwy zamiar. Mięso zaś wróciło do swojej postaci, po tym jak grzesznik powrócił do rozumu.

[…] Wiele jest cudów, których nie przechowała pamięć ani nie zostały spisane, a którymi Chrystus, wyróżniając Franciszka, jako noszącego Jego znak i Jego herolda, naprawdę z niezachwianą pewnością potwierdził jego nauczanie. Przykład naszego Ojca i samego Chrystusa, który był biedny i od dzieciństwa pracował, uczy nas, że winniśmy unikać lenistwa, które jest śmiercią duszy, ale nie trudów nauczania lub innych, kiedy przychodzimy do pracy. Czytałem o pewnym bracie, który odmawiał codziennie pięćdziesiąt psalmów, by Pan zachował go od kary czyśćca. Pewnej nocy gdy czuwał na modlitwie, ukazał mu się Zbawiciel z błogosławioną Dziewicą, a po prawej stronie Chrystusa znajdował się wielki krzyż sięgający aż do nieba. I rzekł Pan do modlącego się: „Pracuj spokojnie i czyń pokutę, bo Ja gdy byłem na świecie, zawsze pracowałem”. Przeto naśladujmy w pracy Chrystusa i św. Franciszka, abyśmy byli złączeni z nimi w odpoczynku.

Pracowity pan nie lubi leniwego sługi.



Ta strona wykorzystuje pliki typu cookie. Jeżeli nie wyrażasz zgody na ich zapisywanie, wyłącz ich obsługę w ustawieniach swojej przeglądarki.
Zamknij