Franciszkanie.pl - serwis informacyjnyFranciszkanie.pl - serwis informacyjny

O św. Franciszku, ptakach i dzikich zwierzętach

08.02.2019 kg .

Franciszkanie.pl | Redakcja portalu

Zapraszamy do lektury fragmentu „Legendy o św. Franciszku” Juliana ze Spiry o tym, w jaki sposób przepowiadał do ptaków i jak dzikie zwierzęta były mu posłuszne i bezpieczne do niego się chroniły, i o wodzie dla niego w wino przemienionej.

Gdy pewnego razu błogosławiony Franciszek, mąż pełen gołębiej prostoty, według zwyczaju wędrował Doliną Spoletańską, zdarzyło się, że niedaleko od zamku zwanego Bevagna, zobaczył, że zleciała się wielka ilość różnego rodzaju ptaków. I ponieważ dla szczególnej miłości ku Stwórcy osobliwym uczuciem kierował się także ku wszystkim stworzeniom, zostawiwszy towarzyszy na drodze, szybko pobiegł na miejsce, gdzie ptaki były zgromadzone i, jak miał w zwyczaju, pozdrowił je, jakby były obdarzone ludzkim rozumem. Widząc zaś, że nie uciekły przed nim, pełen podziwu podszedł do nich; lecz i wtedy, gdy się zbliżył, żaden z nich nie odleciał.

Napełniony zatem wielką radością mąż Boży troskliwie zachęcił je do uważnego słuchania słowa Pana i wśród wielu różnych spraw z prostotą te oto im przedstawił: „Bracia moi, ptaki, uważajcie sobie za wielki obowiązek chwalić i kochać Stwórcę, który odział was w pióra, który na skrzydłach uniósł was nad ziemię, który – choć nie siejecie, ani zbieracie, ani w spichlerzach nie gromadzicie – bez waszej zapobiegliwości żywi was i hojnie troszczy się o wszystko, co wam jest odpowiednie”. Same zaś ptaszki z otwartymi dziobami, rozpostartymi skrzydłami i wyciągniętymi szyjami na swój sposób dziwnie radując się, wpatrywały się uważnie w świętego Bożego mówiącego takie rzeczy i wydawały się pilnie słuchać jego słów. Święty zaś Franciszek przechadzając się między nimi tam i z powrotem, dotykał ich habitem jak chciał, i nie ruszyły się z miejsca wcześniej aż dał błogosławieństwo znakiem krzyża i pozwolenie. On też odszedł. Wtedy zaczął oskarżać się przed braćmi o wielkie zaniedbanie, że do tej pory pomijał głoszenie kazań do ptaków.

Przeto w owym czasie mąż Boży, na którego ustach zawsze była chwała, chwała oczywiście Zbawiciela, nie tylko ludzi napominał, gdy sam chwalił, aby chwalili, ale także ptaki i zwierzęta i jakiekolwiek inne stworzenia, nazywając ich imionami braci i sióstr, troskliwie zapraszał do chwalenia Stworzyciela wszystkich rzeczy.

Lecz ten, który cały poddał się woli Stworzyciela, wzywając imienia Najwyższego, słusznie rozkazywał niższym od siebie stworzeniom, których posłuszeństwo także znane jest często z doświadczenia. I tak przedstawię kilka z licznych wypadków. Zdarzyło się pewnego dnia w pobliżu miasta zwanego Alviano, że gdy chciał ludowi tam zgromadzonemu głosić słowo Boże, nie był słyszany z powodu zbytniego hałasu wielkiej ilości gnieżdżących się tam jaskółek. Do ćwierkających tak przemówił: „Siostry moje jaskółki, już czas, żebym i ja przemówił, bo wy już dosyć dotąd nagadałyście się; dlatego od tej chwili, dopóki nie skończy się mowa Pana, całkowicie przestańcie rozmawiać!”. One więc jakby obdarzone rozumem, nieprzerwanie milczały i nie ruszyły z tego miejsca, aż zakończyło się kazanie. Na widok tego cudu, wszyscy obecni chwalili Boga i pragnęli choćby dotknąć szat błogosławionego męża.

Przybiegały także dość często do błogosławionego Franciszka zwierzęta leśne, jakby do bramy najbezpieczniejszej, czy też wiedzione rozumem poznały, że jest im życzliwy. Bowiem gdy przebywał w pobliżu miasta o nazwie Greccio, zobaczył przyniesionego przez pewnego brata zajączka, złapanego żywcem we wnyki. Poruszony wielkim współczuciem tak powiedział do niego ów święty mąż: „Bracie zajączku, przyjdź do mnie! Dlaczego tak dałeś się podejść?”. On wypuszczony przez brata, czując się bezpieczny przybiegł do męża Bożego i spoczął na jego kolanach jak zwierzątko oswojone. Ile razy zaś błogosławiony mąż stawiał go na ziemi, żeby odbiegł, tyle razy do niego przybiegał, nie szukając innej wolności, aż wreszcie Franciszek polecił, aby bracia zanieśli go do najbliższego lasu. Również, gdy pewnego razu przebywał na wyspie jeziora koło Perugii, postąpił tak samo z królikiem, który był bardzo płochliwy.

Podobnie pewnego razu, gdy przebywał na jeziorze Rieti w łodzi, pewna mała ryba, pospolicie zwana linem, została mu ofiarowana żywa. Rybę tę ów święty mąż radośnie i łaskawie przyjmując, nie aby ją zjeść, lecz by przywrócić jej wolność, nazwał bratem rybą, a modląc się i błogosławiąc imię Pana włożył do wody. Gdy zaś sam trwał na modlitwie i uwielbieniu, ryba pluskając się w wodzie nie oddaliła się od łodzi, dopóki błogosławiony Franciszek nie udzielił jej pozwolenia popartego modlitwą. Tak zatem chwalebny wyznawca Chrystusa nie tylko czułym na wrażenia zwierzętom i ptakom rozkazywał, o czym bardzo długo można by opowiadać w szczegółach, lecz dla jego uczczenia Pan zmieniał naturę martwych żywiołów. Jeden z nich niech nam będzie wolno pokrótce opowiedzieć. Gdy bowiem pewnego razu sam święty mąż ciężko chorował w pobliżu eremu świętego Urbana, podana mu woda została cudownie przemieniona w wino. I stało się, że po skosztowaniu go tak łatwo odzyskał zdrowie, iż nikt nie wątpił, że to jest Boski cud.



Ta strona wykorzystuje pliki typu cookie. Jeżeli nie wyrażasz zgody na ich zapisywanie, wyłącz ich obsługę w ustawieniach swojej przeglądarki.
Zamknij