Franciszkanie.pl - serwis informacyjnyFranciszkanie.pl - serwis informacyjny

O tym jak św. Franciszek uczył braci modlitwy

13.09.2019 . kg

Franciszkanie.pl | Redakcja portalu

Zapraszamy do lektury opowieści zawartej w „Legendzie o świętym Franciszku” br. Juliana ze Spiry, o tym jak Franciszek uczył braci modlić się, w co wierzyć i zachowywać, o posłuszeństwie i prostocie braci i o pociechach jakie mieli dzięki niemu oraz o jego przemienieniu i duchu prorockim.

Błogosławiony Franciszek proszony w tym czasie przez braci, aby nauczył ich modlić się, prosto im przekazał sposób tego rodzaju mówiąc: „Gdy będziecie się modlić, mówcie: Ojcze nasz, i Wielbimy Cię, Panie Jezu Chryste, we wszystkich kościołach twoich, które są na całym świecie, i błogosławimy Tobie, bo przez święty krzyż Twój odkupiłeś świat”. Bracia sami pokornie to wypełniając, a proste słowo uważając za polecenie posłuszeństwa, skłaniali się w stronę kościołów, które mogli z daleka spostrzec i pochyleni do ziemi, adorowali tak, jak byli pouczeni. Bracia także, nie mając wtedy kapłanów zakonu, spowiadali się przed kapłanami świeckimi, tak przed dobrymi jak i złymi; i nie dopatrywali się w jakimkolwiek kapłanie grzechu, lecz zgodnie z przykładem i pouczeniem świętego Ojca okazywali wszystkim największą cześć.

Sam mąż katolicki i cały apostolski, w swoim przemawianiu głównie kładł nacisk na to, aby zachowywać nienaruszenie wiarę Rzymskiego Kościoła i ze względu na godność sakramentu Pańskiego, który sprawowany jest przez posługę kapłanów, otaczać najwyższą czcią stan kapłański. Nauczał także, iż należy szczególnie czcić nauczycieli prawa Bożego i wszystkie stany kościelne. Prostota zaś braci była tak wielka, że gdy pewien kapłan, nie cieszący się dobrą sławą, rzekł jednemu z braci: „Patrz, żebyś nie był hipokrytą”, ten brat uwierzył, że jest hipokrytą, bo uważał, że kapłan nie może kłamać. I gdy wspomniany brat długo i ciężko tym się zamartwiał, wreszcie otrzymał pociechę pod wpływem ognistych słów świętego Ojca, które często przepędzały wszelkie chmury od braci, on bowiem wypowiedź kapłana i intencję mądrze wyjaśnił.

Prostota braci w tym czasie doznawała pociechy w częstych objawieniach, które otrzymywali dzięki obecności tak wielkiego Ojca. Bowiem gdy pewnej nocy błogosławiony Franciszek oddalił się od braci, oto około północy, gdy jedni bracia spoczywali, inni zaś modlili się, wóz ognisty wjeżdżając przez drzwi domu, tu i ówdzie po domu się wiele razy się przetoczył, na nim niemała kula mająca wygląd słońca, swoją jasnością rozproszyła ciemności nocy. Gdy wszyscy się zbiegli i z wielkim zdumieniem nawzajem się dopytywali, co by to było, stała się rzecz godna powszechnej pamięci, mianowicie mocą dziwnego światła sumienie jednego brata było odkryte dla drugiego. Zrozumieli zatem, że jest to dusza Ojca najświętszego, którą on dla szczególnej swojej czystości zasłużył ku pociesze synów, by okazać ją tak przemienioną. Prawdziwie ten Święty godnie zasłużył na nazwę wozu i woźnicy potrójnego wojska, o którym wyżej powiedziano. On pod postacią słońca, wieziony na wozie ognistym, jeszcze za życia w śmiertelnym ciele otrzymał dar przemienienia. Wróciwszy zatem cieleśnie do swoich braci, mąż Boży począł delikatnie odkrywać tajemnice ich sumień, których znajomości u niego często doświadczali.

O jakże zaiste w naszych czasach sprawa pełna zdumienia i radości: słaby człowiek rozsądza tajemnice innych umysłów! Dla wielu bowiem ten chwalebny mąż otworzył tajemnice ich własnych serc; poznawał także wielokrotnie czyny braci nieobecnych, jednym właśnie we śnie zabraniając, aby tego lub tamtego nie czynili, innym zaś nakazując, że powinni to lub tamto zrobić. Przewidując także godne potępienia zło wielu, którzy wydawali się dobrzy z wyglądu, oznajmiał to, lecz przepowiedział też przyszłe dary łask tych, którzy byli źli. Prawdziwie spoczął na nim podwójny duch proroków, który tak wielkimi – jak to po części będzie widoczne – cudami za życia zasłynął, i o przyszłych, z których nieco prześledzimy, tyle przepowiedział.

Częściej mąż Boży braciom swoim udzielał pociech radości duchowej, będąc wprawdzie nieobecny ciałem, ale obecny duchem. Przedstawię krótko wypadek jeden z wielu. Pewnego bowiem razu, gdy brat Jan z Florencji odbywał kapitułę w prowincji, w której został ustanowiony ministrem przez błogosławionego Franciszka, uczestniczył w tej kapitule również czcigodny brat, który teraz jest jako święty i chwalebny wyznawca Chrystusa: Antoni. Tam to, podczas gdy ów Święty pełen ducha mądrości, w wykładach Bożych Stron z zapałem przedkładał zgromadzonym braciom słowo zachęty na temat „Jezus Nazareński, Król Żydowski”, pewien brat, imieniem Monald, kapłan, mąż prosty i sławny z racji wielu cnót, spojrzał w stronę drzwi domu. Zobaczył cielesnymi oczyma jak błogosławiony Franciszek unosząc się w powietrzu, z rękami jakby rozciągniętymi na krzyżu, pobłogosławił braci, którzy tam byli. Tak wielka radość duchowa każdemu i wszystkim razem została nagle wlana, że gdy ten kapłan opowiadał potem o swoim widzeniu, to doświadczenie czyniło opowiadanie wiarygodnym dla wszystkich je podziwiających.

Jak zaś skrytości obcych serc często otwierał, wystarczy opowiedzieć jeden wypadek z wielu. Pewien brat imieniem Ryceriusz, szlachetny tak obyczajami jak i urodzeniem, tak dalece ufał w zasługi błogosławionego Franciszka, że wierzył, iż z pewnością wysłuży łaskę Bożą ten, kto zdobędzie dar życzliwości samego Świętego, albo jeśliby był jej pozbawiony, niechybnie zasłużyłby na gniew Boży. I kiedy coraz gwałtowniej wzdychał za otrzymaniem dobrodziejstwa jego przychylności, jeszcze bardziej się obawiał, aby święty mąż nie spostrzegł jakiejś wady w nim nawet ukrytej, na skutek czego mogłoby się zdarzyć, że zostałby bardziej oddalony od jego łaski. Zatem, gdy ten strach stale dręczył wspomnianego już brata, i gdy on nikomu z ludzi swej myśli nie wyjawiał, zdarzyło się, że pewnego dnia zgodnie ze zwyczajem przybliżył się on niespokojny do celki, w której modlił się błogosławiony Franciszek. Jego nadejście i niepokój poznał mąż Boży, i wezwawszy go łaskawie do siebie tak rzekł: „Niech cię żaden strach na przyszłość, żadna, synu, pokusa nie niepokoi, ponieważ jesteś mi najdroższy i wśród szczególnie mi drogich kocham cię miłością specjalną. Przychodź do mnie bez obawy, gdy ci się będzie podobać i według twej woli swobodnie ode mnie odchodź”. Niemało się zdumiał i uradował brat słysząc słowa świętego Ojca; i następnie pewny jego miłowania wzrastał także, jak wierzył, w łasce Zbawiciela.



Ta strona wykorzystuje pliki typu cookie. Jeżeli nie wyrażasz zgody na ich zapisywanie, wyłącz ich obsługę w ustawieniach swojej przeglądarki.
Zamknij