Franciszkanie.pl - serwis informacyjnyFranciszkanie.pl - serwis informacyjny

Oczami św. Maksymiliana (4)

21.03.2021 Piotr Bielenin

Franciszkanie.pl | Redakcja portalu

Często życie świętych postrzega się jako autostradę prowadzącą do nieba. Tymczasem w większości przypadków (jestem przekonany, że we wszystkich, ale może jest jakiś wyjątek, więc wolę się zaasekurować) była to, jak mówi Pismo, wąska droga (por. Mt 7,14). Różnorodne były przeszkody, z którymi przychodziło im się zmagać: własne wady i słabości, problemy wspólnotowe, trudne czasy, prześladowania, a wreszcie i kłopoty rodzinne. I właśnie tym ostatnim w życiu św. Maksymiliana chcę się w tym tekście przyjrzeć – pisze o. Piotr Bielenin.

Więzi rodzinne o. Kolbego były bardzo mocne, pomimo że dosyć wcześnie, bo wieku zaledwie 13 lat, opuścił dom rodzinny na zawsze, rozpoczynając naukę we franciszkańskim Małym Seminarium we Lwowie. Najsilniejsze więzi łączyły go z matką Marią Kolbe z d. Dąbrowską. Były one jednak nacechowane jakąś pewną surowością i wydaje się, że brakowało w nich czułości i większego matczynego ciepła, a za dużo było zaborczości i chęci kontrolowania życia dzieci. Stąd też niektórzy twierdzą, że o. Maksymilian w miłości do Niepokalanej i Niepokalanej odnajdywał to wszystko, czego brakowało mu w dzieciństwie i później. Czy tak było rzeczywiście? Są pewne publikacje na ten temat, ale sprawa wymaga głębszej analizy i z pewnością lepszego zbadania choćby korespondencji między synem a matką, a zachowało się sporo listów matki do niego i ponad 70 listów św. Maksymiliana do niej. Zresztą chronologicznie pierwszych 5 listów skierowanych jest właśnie do matki. Częściej o. Kolbe pisał chyba tylko do brata, o. Alfonsa, ale spora część ich korespondencji dotyczyła spraw służbowych: zakonnych, wydawniczych i rozwoju Milicji Niepokalanej. Są oczywiście również i sprawy prywatne, zwłaszcza rodzinne i do nich wrócimy w dalszej części. Natomiast do starszego brata, Franciszka zachował się tylko jeden list, choć to właśnie jego osobie poświęcona jest spora część rodzinnej korespondencji. Nie zachował się żaden list skierowany do ojca, Juliusza Kolbego. Pierwszy zachowany list św. Maksymiliana, wysłany z Krakowa 28 października 1912 r. do matki przebywającej w klasztorze benedyktynek we Lwowie, informuje ją, że przełożeni podjęli decyzję o wysłaniu go na studia do Rzymu. W tym samym liście syn dodaje: „Inni pojechali na kilka dni do domu [czyli pozostali wytypowani na studia]. Ja nigdziem nie pojechał, bo Tata jest tutaj, a z Mamą widzieliśmy się po wakacjach, z tamtych zaś prawie wszyscy już 3 lata nie oglądali rodzinnych progów. Za to przez ostatnie 2 dni wolno mi – gdzie, kiedy i jak długo chcę –przebywać z Tatą”. PMK 1 (t. 1, s. 31).

W tym konkretnym przypadku nie było potrzeby pisania listu do ojca, bo Juliusz Kolbe już od pewnego czasu przebywał w Krakowie i w klasztorze franciszkanów jako tercjarz wykonywał różnorodne prace. Rodzice już od dłuższego czasu żyli w separacji, która miała służyć większemu zaangażowaniu w sprawy Boże, dlatego też oboje złożyli dozgonny ślub czystości. Sytuacja ta miała miejsce za obopólną zgodą, ale to matka była siłą inspirującą i sprawczą. Ojcu z trudem przychodziło odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Po wyjeździe Maksymiliana do Rzymu i wobec pobytu także pozostałych synów w zakonie, Juliuszowi doskwierała samotność. Przenosi się do Częstochowy i prowadzi tam najpierw niewielką księgarnię, a potem skład z artykułami papierniczymi i piśmienniczymi. Wraz z wybuchem I wojny światowej kończą się sprawdzone informacje co do jego losów. Miał włączyć się w walką zbrojną w Legionach po stronie Austrii. Według późnych (już po II wojnie światowej) świadectw z drugiej ręki, Juliusz Kolbe miałby być oficerem i dlatego po dostaniu się do niewoli w okolicach Olkusza został powieszony przez Rosjan na początku jesieni 1914 r. Por. PMK 23 (t. 1, s. 59, przypis 4). Krążyły również pogłoski, że zginął w trakcie pracy w wywiadzie austriackim. Jedno jest ewidentne: brak o nim było konkretnych wiadomości i z wojny nie wrócił, a więc najpewniej poniósł śmierć. Losy ojca bardzo martwiły św. Maksymiliana. Nie miał o nim żadnych wieści. W liście z Bożego Narodzenia 1914 r. pyta matkę: „Od ostatniego listu przed wakacjami żadnej wiadomości od Mamy nie otrzymałem, bo też teraz wiele szczególnie listów ginie. Od Taty zaś już gdzieś od roku nie dostałem listu. Co się tam dzieje z Tatą?”. PMK 14 (t. 1, s. 44). Podobnie pyta w liście pisanym kilka dni później w Nowy Rok: „Co się dzieje z Tatą i Józiem [młodszym bratem] – bo już dość długo mi nie pisali”. PMK15 (t. 1, s. 45). Smutny fakt, nie mieć wiadomości od ojca już od roku, smutniejsze, że prawdopodobnie w tym momencie Juliusz Kolbe już nie żył, czego nie tylko średni syn, ale cała rodzina nie jest jeszcze świadoma. Koniec wojny i brak wieści z jego strony raczej nie pozostawiały złudzeń co do jego śmierci, jednak w o. Kolbe tli się nadal nadzieja. Pisze z Rzymu 20 kwietnia 1919 r. w liście do matki: „Co do Taty, nie wiem, co powiedzieć; codziennie tylko we Mszy św. wspominam o nim. Gdybym miał pewną wiadomość śmierci, to bym przynajmniej odprawił Mszę św. za Jego duszę i w kolegium (według zwyczaju) odprawiłaby się za Niego Msza św. śpiewana. – A jeśli żyje? O. Rektor mi pozwolił (jeżeli to będzie możliwe) szukać Tatę przez gazety rosyjskie; znam tu bowiem jednego Rosjanina, zobaczę więc, co będzie można zrobić. I tę całą sprawę oddałem całkowicie w ręce Niepokalanej naszej Matuchny, aby ją załatwiła, jak się Jej więcej podoba. […] Zostawiam tę sprawę miłosierdziu Bożemu, Niepokalanej”. PMK 23 (t. 1, s. 58). Wydaje się, że jednak był przekonany o śmierci ojca, gdyż na liście zmarłych, których pragnął wspominać w sprawowanych przez siebie Mszach Świętych, a którą sporządził prawdopodobnie w dniu święceń i potem stopniowo uzupełniał wraz ze śmiercią bliskich mu osób, szybko, bo już na 9. miejscu umieszcza słowo „Tata” i to zaraz po dwóch swoich zmarłych w dzieciństwie braciach: Antolku (Antonim) i Walciu (Walentym). Por. PMK 874 (t. 2, s. 206). Co więcej, dopiero kilka pozycji niżej umieszcza o. Antoniego Głowińskiego, Polaka z rumuńskiej prowincji, współzałożyciela Rycerstwa Niepokalanej, który zmarł w opinii świętości w Asyżu 18 października 1918 r. Nawet gdyby zapis nie miał miejsca bezpośrednio po śmierci o. Antoniego, to z pewnością nie był zbyt odległy w czasie.

Osobną kwestię stanowią relacje ze starszym bratem Franciszkiem. To on razem z Rajmundem wyruszył do Lwowa, aby podjąć naukę w Małym Seminarium, i razem z nim złożył prośbę o przyjęcie do nowicjatu, gdzie otrzymał imię Walerian. Ich drogi się rozdzieliły kiedy br. Maksymilian został wysłany na studia do Rzymu, gdzie zastał go wybuch I wojny światowej. Wydaje się, że było to opatrznościowym wydarzeniem. Jego starszy brat, ogarnięty patriotycznym zapałem walki zbrojnej o wolną Ojczyznę, z całą grupą innych współbraci kleryków, zarówno z klasztoru krakowskiego jak i lwowskiego, porzucił wtedy zakon, wstąpił do legionów i wyruszył na front. Co zrobiłby br. Maksymilian, gdyby przebywał wtedy w Polsce? Czy i on wyruszyłby na front? Czy już był na tyle dojrzały, uformowany i świadomy, że Pan Bóg i Niepokalana mają dla niego inne plany, że inne jest pole, na którym przyjdzie mu walczyć?

Początkowo św. Maksymilian nie jest zorientowany w sytuacji i pisze do matki w 1914 r. na Boże Narodzenie: „Co się tam dzieje z Tatą i z Józiem? Jaki adres do brata Waleriana?”.  PMK 14 (t. 1, s. 44). Już kilka dni później jest świadomy okoliczności, bo w kolejnym liście pisze: „Wiem o br. Walerianie i prosiłbym o adres do niego”. PMK 15 (t. 1, s. 45).

Taką korespondencję udało się nawiązać, bo w liście do matki z 18 kwietnia 1915 r. do niej się odnosi w kontekście odejścia br. Waleriana z zakonu: „Najdroższa Mamo! Nie mam co prawda, zwłaszcza teraz wobec zbliżających się egzaminów, zbyt dużo czasu, ale czuję się obowiązany kilka słów skreślić co do tego wyrażenia br. Waleriana: «pytałem się na spowiedzi i prywatnie», gdyż Mama mi pisze, że nikogo się nie radził w klasztorze. Tu jam winien, żem za małą część z jego słów w tej materii przytoczył i dlatego sens nie wyszedł jasno. On pisze: «Co do mego wstąpienia [do legionów]... pytałem się na spowiedzi i prywatnie i wszyscy mnie za to pochwalili» i dodaje: «tylko mam prosić po wojnie znów o przyjęcie». Z tych ostatnich słów zaraz z początku wnosiłem, że pytał się on poza klasztorem (zapewne po wystąpieniu). […] Muszę nadmienić, że O. Socjusz [zastępca generała zakonu, Polak, o. Peregryn Haczela] szczególnie w tych sprawach jest bardzo ostry, ale za to nasz O. Rektor [o. Luigi Bondini] może by coś dopomógł; gdym mu bowiem rzecz opowiedział, mówił, że trzeba całą sprawę zdać w ręce Boże, a do jej przeprowadzenia pierwszym warunkiem będzie zdrowie br. Wal[eriana]. Tak więc niech się najpierw wykuruje, a potem Pan Bóg okaże dalszą drogę do załatwienia tej sprawy”. PMK 17 (t. 1, 46n). Druga część listu poświęcona jest kwestii prawnego powrotu br. Waleriana do zakonu, bo na obecnym etapie miał on status przebywającego poza klasztorem bezprawnie. Jego śluby miały charakter czasowy, a więc po tak poważnym wykroczeniu małe były szanse na ponowne przyjęcie.

Myśl o powrocie brata Franciszka do zakonu nie opuszczała o. Maksymiliana. Kiedy pisze ponownie do matki, od ostatniego zachowanego listu upłynęło prawie 20 miesięcy, podczas których w jego życiu dokonały się wydarzenia wielkiej wagi: otrzymał święcenia diakonatu (28 października 1917) i kapłańskie (28 kwietnia 1918). Opowiada o nich w treści listu. Na zakończenie jednak wraca do sprawy brata: „Gdyby z jego strony nie było trudności, może by się dało zrobić, żeby wstąpił do naszego Zakonu, ale do innej prowincji. –Na razie tylko chciałbym wiedzieć, skąd pochodzi trudność i... módlmy się. Dla niego dołączam tu szczególny list; niech mu go Mama pośle (ale nie wiem, czy go przyjmą z powodu grubości listu, bo ma być «cienki»). Wielką mi radość sprawiła wiadomość o naszym drogim br. Alfonsie. – Niech mu Pan Bóg i Niepokalana jak najwięcej błogosławi. –I do niego dołączam jeden liścik. – I te obydwa listy niech Mama przeczyta; na końcu tego do Franusia wspomniałem o sposobie, którym może można by całe zło naprawić”. PMK 19 (t. 1, s. 50). Jak widać, wspomina o dwóch listach dołączonych do korespondencji. Do br. Alfonsa, w którym prosi: „Módlmy się nawzajem i za biednego Franusia, ażeby wkrótce był i on zakonnikiem. Bóg wszystko może, a Niepokalana grzesznikom niczego nie odmawia”. PMK 21 (t. 1, s. 53). Oraz drugim, do samego Franciszka. To jedyne zachowane pismo skierowane bezpośrednio do Franciszka przez św. Maksymiliana.

PMK 20 (t. 1, s.51n)

Do Franciszka Kolbego

N[iech] b[ędzie] p[ochwalony]

J[ezus] Ch[rystus]!                                                                                                                                     [Rzym, po 26 IX 1918]

MI

Najdroższy Bracie!

Dopóki żyjemy na tym świecie, nic nie jest stracone, wszystko można odrobić. Przez długi czas nie mogłem Ci nic pisać, ale zapewne moi koledzy (i bracia) z Rzymu powracając (a szczególnie o. Józef Fery) dali coś znać o mnie, a wyżej wspomniany o. Fery posłał Ci książeczkę polską na miesiąc maj, którą mu tu w Rzymie dałem z poleceniem, aby Ci przesłał. Sądzę, że książeczka ta, a właściwie Ta, o której traktuje, tj. Niepokalana nasza wspólna Mamusia, była Ci nadzieją i pociechą w ciężkich chwilach życia. Nie na próżno bowiem św. Bernard mówi o Niej w swej słynnej modlitwie: „nie słyszano, aby kto uciekając się do Ciebie, miał być od Ciebie opuszczony”. – Ja także nieustannie doznaję Jej szczególnej opieki, zwłaszcza przez łaskę profesji solemnej [wieczystej] i godności kapłańskiej. Postanowiłem sobie zaraz z początku, jak to było moim obowiązkiem, dopomagać Ci, o ile tylko będę mógł. Tak więc codziennie umieszczam Ciebie jak też i Tatę, Mamę i kochanego naszego br. Alfonsa w „Memento” Mszy świętej i polecam Cię i wszystkich Niepokalanej naszej Królowej i najtkliwszej Mamusi. Napisz mi, jeśli będziesz mógł (na przykład przez Mamę), jak się masz, gdzie mieszkasz, co czynisz i... co do Zakonu – co myślisz teraz. Jeżeliś bowiem silny w swym przedsięwzięciu, ufam, że wkrótce jak razem wstąpiliśmy do Zakonu, odbyliśmy św. nowicjat i profesję sympliczną [czasową], tak też znajdziemy się razem w habicie franciszkańskim i potem (jeżeli Pan Bóg dozwoli nam żyć) w pracy na jak największą chwałę Bożą przez zbawienie i uświęcenie własnej duszy i jak najwięcej dusz innych. Mam tu w Rzymie przyjaciół duchownych z O[jców] Rumunów (kolegów), w prowincji rumuńskiej potrzeba Polaków do misji, ponieważ tam jest wielu naszych rodaków. Odpisz mi jak najprędzej i... módlmy się nawzajem. Niepokalana nie potrafi zapomnieć o nas, biednych wygnańcachEwy.

Szczerze i zawsze kochający Cię brat

O. Maksymilian Ma Kolbe

[Dopisek] – Przesyłam także dla Ciebie błogosławieństwo Ojca świętego.

O. Kolbe niecierpliwie oczekuje od brata wiadomości i ciągle żyje nadzieją wytężonej, ramię w ramię, pracy dla Niepokalanej, powołując się przy tym na wspólne początki drogi zakonnej. Tymczasem Franciszek Kolbe opuszczając drogę powołania obiektywnie nie odniósł wielkich sukcesów militarnych. Choć uczciwie trzeba dodać, że w 1934 r. został odznaczony Krzyżem Niepodległości za zasługi w walkach podczas I wojny światowej. Wraz z oddziałem wysłany w rejon Karpat na terytorium Węgier, walczył przeciwko wojskom carskim. Podczas bitwy pod Łukawcem na Bukowinie, został poważnie ranny i przewieziony do szpitala. Przeszedł trzy operacje nogi i 1 sierpnia 1917 r. został przeniesiony do cywila jako inwalida.  Do zakonu już później nie wrócił, choć podobno nosił się z takim zamiarem, na co wskazywałyby zabiegi brata i matki, ale czy na jego prośbę? Przeczyłoby temu, że szybko się ożenił. Ślub Franciszka i Ireny Triebling miał miejsce 18 czerwca 1917 r. w Nowym Sączu, skąd pochodziła jego żona, czyli jeszcze przed datą ostatecznego zwolnienia ze służby wojskowej. 26 sierpnia 1918 r. urodziła mu się jedyna córka, Angelika Alfreda zwana Alicją. Ewidentnie pisząc powyższe słowa, o. Maksymilian nie wie ani o ożenku brata, ani o tym, że został ojcem, gdyż w przeciwnym razie jego dywagacje byłyby pozbawione wszelkich podstaw.

Pełny głębokiego przygnębienia jest list skierowany przez o. Maksymiliana do matki 24 kwietnia 1919 r., kiedy dopiero kilka miesięcy po zakończeniu wojny dowiaduje się więcej o losach swojego brata. „Z wielką pociechą i smutkiem zarazem przeczytałem list Mamy z 23 lutego, jak to Mama może sobie sama wyobrazić. Biedny Franuś... Nie mogę pojąć miłosierdzia Bożego nade mną... On pierwszy prosił o przyjęcie do Zakonu... Razem przyjęliśmy pierwszą Komunię św., sakrament bierzmowania; razem w szkole; razem w nowicjacie; razem złożyliśmy profesję sympliczną... Przed nowicjatem ja raczej nie miałem chęci prosić o habit i jego chciałem odwieść... i wtedy była ta pamiętna chwila, kiedy idąc do O. Prowincjała, aby oświadczyć, że ja i Franuś nie chcemy wstąpić do Zakonu, usłyszałem głos dzwonka – do rozmownicy. – Opatrzność Boża w nieskończonym miłosierdziu swoim przez Niepokalaną przysłała w tej tak krytycznej chwili Mamę do rozmownicy. – I tak potargał Pan Bóg wszystkie sieci diabelskie. – Już 9 lat prawie upłynęło od tej chwili; z trwogą i z wdzięcznością ku Niepokalanej, narzędziu miłosierdzia Bożego, myślę o tej chwili. – Co by się stało, gdyby Ona nie podała wtedy swej ręki... On (Franuś) przykładem mnie pociągnął do tego portu zbawienia; ja chciałem wyjść i jego odwieść od nowicjatu... a teraz... Codziennie oddaję go w „Memento” Mszy św. Niepokalanej i ufam (jak i Mama), że prędzej czy później Ona wybłaga u miłosierdzia Bożego zmiłowanie”. PMK 23 (t. 1, s. 58.)

Trafna jest ta zaduma św. Maksymiliana nad losami ludzkimi. Wszystko wskazywało na to, że to Franciszek jest mocniejszy w powołaniu. To on odegrał niebagatelną rolę, aby powołanie w bracie ocalić. Czy w tym miejscu kończyło się jego zadanie wobec brata? Czy miał być tym, który go chroni i strzeże, dopóki jest słaby? Jestem przekonany, że Pan Bóg powołuje niektórych do zakonu tylko na jakiś czas. Zazwyczaj, żeby uporządkowali pewne sprawy, które dotyczą ich samych, żeby dojrzeli na drodze duchowej, którą będą kontynuować gdzieś indziej, czy żeby przez nich dokonało się jakieś konkretne dobro. Czy tak było w przypadku Franciszka Kolbego? Sądzę, że nie. Należy przypuszczać, że i on jak pozostali dwaj bracia był obdarzony powołaniem na stałe i to powołanie zaprzepaścił. Można tak wnioskować na tej podstawie, że otrzymawszy dyspensę od czasowych ślubówzakonnych nie był szczęśliwym człowiekiem. Dalsze życie nie najlepiej mu się poukładało i to zarazem rodzinne, jak i zawodowe. Sam św. Maksymilian swoją decyzję o zamiarze odejścia z zakonu nazywa sieciami diabelskimi i przyznaje, że wspomina tę chwilę z trwogą, a równocześnie z wdzięcznością wobec Niepokalanej, narzędzia Bożego miłosierdzia, która go ocaliła. Nie przestaje też ufać, że Niepokalana i dla Franciszka wybłaga Boże zmiłowanie. Potem jeszcze wielokrotnie w korespondencji na temat brata tę ufność wobec Niepokalanej przywołuje. Por. PMK 638 (t. 1, s. 905), PMK 700 (t. 1, s. 970), PMK 781 (t. 1, s. 1056), PMK 795 (t. 1, s. 1068).

W tych trudnych sprawach wsparciem dla niego jest pokrewny mu nie tylko przez więzy rodzinne i zakonne, ale i w ideałach pracy dla Niepokalanej, brat o. Alfons Kolbe, co podkreśla Maksymilian, gdy do niego pisze:Nie zapomnij o mnie w modlitwach i módlmy się za biednego Franusia! Szczerze kochający podwójnie brat”. PMK 26a (t. 1, s. 63). Zresztą w moc modlitwy o. Alfonsa za brata Franciszka nie wątpi nawet po śmierci młodszego brata w 1930 r. Wręcz jest przekonany, że teraz będzie ona jeszcze skuteczniejsza. Pisze do matki: „Zresztą i o. Alfons nie będzie teraz bezczynny; on obecnie może dużo więcej i lepiej zdziałać, i bez wątpienia stara się o wiele więcej o szerzenie czci Niepokalanej teraz, niż to mógł robić za życia. Także i co do Franusia skuteczniej teraz może mu podać rękę”. PMK  273 (t. 1, s. 396).

Niestety losy Franciszka okazały się zawiłe. Nigdzie na dłużej nie był w stanie zagrzać miejsca. Zmieniał pracę i adresy. Konsekwencją były także kłopoty finansowe i zadłużenie. Zwracał się z prośbą o pomoc ekonomiczną do matki i rodzonych braci, czasami jakby nieświadomy, że oni jako zakonnicy nie dysponują własnymi środkami. To narażało nieraz o. Maksymiliana na dylematy, a przede wszystkim podważało zaufanie do brata. Pisze w jednym z listów do o. Alfonsa: „Przed rokiem pisał mi, bym mu coś przeszło 100 zł pożyczył, bo czeka go więzienie; obiecuje coś oddać, a dotąd nie widać. Gdy był w Łodzi, posłałem mu coś 20 zł jako ofiarę od «Rycerza», a coś 20 jako pożyczkę. Te długi zaliczyłem do beznadziejnych i ich już nie uwzględniam, choć nie wiem, jak się wytłumaczyć przed N[ajprzewielebniejszym] O. Prowincjałem.–I mama mówiła, że dała mu 20 zł, by do mnie przyjechał, a on pojechał do Warszawy i nakupił nut dla pani Sławińskiej, której się uczepił. Bądź więc ostrożny, by Cię nie okpił. Aż przykro tak pisać”. PMK 101 (t.1, s. 213). Jak te sprawy była dla św. Maksymiliana trudne i równocześnie wstydliwe, widać nie tylko po poruszanych kwestiach, ale i po zawartych w liście wyjaśnieniach. Na początku „Dla Ciebie tylko” czyli wyłącznie do wiadomości o. Alfonsa i na zakończenie „List spal”. W obydwu przypadkach wyrazy podkreślone czterokrotnie.

O tym, że problemy finansowe brata nie tylko się nie zmniejszały, a były coraz większe, a wręcz na tyle duże, że w celu ich rozwiązania mógłby się posłużyć nieuczciwymi metodami, świadczy kolejna korespondencja między młodszymi braćmi: „Franusiowi serdeczne pozdrowienia, by szczęśliwym się stał i zawsze był. Co do Franusia, to oczywiście nie można pod żadnym pozorem dawać pieniędzy; gdyby się powoływał na mnie, że w Zakopanem dałem mu 20 zł, to wytłumacz, że Ty musisz ściśle prowadzić księgi, które potem kontroluje N. O. Prowincjał, a ja nie prowadząc rachunków w Zakopanem, mogłem ostatecznie z pieniędzy danych na kurację to zrobić. – Chciałbym, żeby stronę o nim w liście przeczytał. Zrób to jakoś zgrabnie, Niepokalanej go polecając. […] Ja bym się nawet bał zostawiać go samego przy pieniądzach, jeżeli one nie policzone, bo... nie znam go teraz, a nużby sobie to jakoś wytłumaczył?... Nie znam go? A ociąganie się przed spowiedzią każe być ostrożnym. –Tę kartkę zaraz podrzyj i spal effective [skutecznie]”. PMK 114 (t. 1, s. 235 n.)

Dla o. Maksymiliana bolesne było, że sam Franciszek zdawał się nieszczególnie troszczyć o uregulowanie zaległych długów, a nawet był gotowy zaciągać kolejne i oczekiwać od braci wsparcia bez względu na świadomość kłopotów jakie na nich sprowadza. Również wydatkowanie zarobionych czy otrzymanych pieniędzy budziło wiele wątpliwości. Ten fakt i przerzucanie odpowiedzialności na rodzeństwo za swoje błędne wybory, tym bardziej budziło irytację u młodszego brata, który w pewnym momencie nie wytrzymuje i mówi wprost, że wystarczą mu jego własne zmartwienia: „długo siedząc przepali on te 100 czy 90 zł, które otrzymał w inspektoracie (czy kuratorium) i nie tylko, że nic ani żonie, ani dziecku na zimę nie sprawi, ale jeszcze mu na drogę powrotną może nie starczyć. Na Wydawnictwo niech absolutnie nie liczy, bo przecież musi zrozumieć, że to nie nasza własność i nie wiem, jak się wytłumaczę N. O. Prowincjałowi, że tamte przeszło 100 zł pożyczyłem na miesiąc, a tu i rok coś upłynął (nie pomnę) czy pół roku. W końcu jakim sumieniem mógłbym pozwolić na darowanie pieniędzy uciułanych od biednych, którzy sobie odmawiają, by dać na rozszerzenie czci Niepokalanej, by oddać to na... papierosy, bo to na jedno wyjdzie, jeżeli on pieniądze przepali. – Sądzę, że i on to zrozumie, że ja przecież nie mogę obciążać sumienia i pokutować na drugim świecie jeszcze za niego. Mam dosyć swoich bied”. PMK 115 (t. 1, s. 238).

Być może problemy finansowe przyczyniały się do problemów rodzinnych Franciszka Kolbego. To było kolejne bardzo poważne zmartwienie znajdujące odbicie w rodzinnej korespondencji i rozmowach. Ślub Franciszka odbył się w dosyć pośpiesznych okolicznościach, wspomniano już, że bez wiedzy najbliższych, a może nawet w tajemnicy, a przez to i bez matczynego błogosławieństwa. Co więcej, wydaje się, że ślub odbył się przed wygaśnięciem, a już na pewno przed dotarciem informacji o dyspensie, czyli zwolnieniu ze ślubów czasowych, które pomimo opuszczenia klasztoru, Franciszka ciągle obowiązywały. Por. PMK 101 (t.1, s. 213). Według prawa kanonicznego był więc ślubem ważnym, ale niegodziwie sprawowanym. O tym, że Franciszek raczej miał powołanie, które zmarnował pisaliśmy już wcześniej. To wszystko razem zaciążyło na jego życiu rodzinnym i jego słabej postawie jako męża i ojca. Relacje braci Kolbów z bratową chyba nie były szczególnie bliskie. W korespondencji można znaleźć zaledwie wzmianki o pozdrowieniach czy życzeniach dla żony brata Ireny: „ślę już teraz powinszowanie w dniu imienin i «Wesołego Alleluja» tak Mamie, jak też przez ręce Mamy Franusiowi z całą rodziną”. PMK 42 (t. 1, s. 33). „Do Irki dzisiaj wysłałem kartkę na imieniny, bo i prędzej nie mogłem”. PMK 53 (t. 1, s. 154). „Pisał Franuś na święta, a i Irka trzy słowa dodała”. PMK 93 (t. 1, s. 200).

Widać wyraźnie, że pogodzenie się z życiem rodzinnym Franciszka nie tylko matce, ale i o. Maksymilianowi przychodziło ciężko. Pisze do brata Alfonsa: „Czy Franuś jest jeszcze we Lwowie? Czy... czy był kiedy u Komunii św.? Może mu się przypomni w klasztorze dawniejsze życie. Biedny on. Oddałem go Niepokalanej i mam nadzieję, że nas nie opuści. – Jak by to było pięknie, gdybyśmy kiedyś mogli stanąć wszyscy trzej we franciszkańskich habitach przed aparatem fotograficznym jako dowód dobrotliwego zwycięstwa Niepokalanej”. PMK 90 (t. 1, s. 196). Innym razem w liście do matki znowu wraca do tematu małżeństwa brata i dzieli się marzeniem: „Co do całego małżeństwa mówił, że wówczas miał serce za miękkie i uległ, ale teraz to by tak nie było. Niech oczywiście teraz tylko pełni po Bożemu swoje obowiązki, zwłaszcza względem dziecka, a może?... może z czasem i on, i ona, i córka dostaną habit. – Niepokalana i to potrafi”. PMK 112 (t. 1, s. 234). I pewnie świadomy, że należy ono raczej do sfery fantazji i nie jest w porządku wobec brata i jego rodziny, na koniec listu dopisał: „Może lepiej tę kartkę spalić”.Mimo wszystko wraca do tematu w liście do brata, o. Alfonsa: „Co do stracenia posady [przez Franciszka], to smucę się i cieszę zarazem; może go to opamięta? […] Warto przeglądnąć «Przewodnik Katolicki», «Gazetę Kościelną», «Dzwon Niedzielny», «Lud Katolicki» itd., czy tam gdzie nie poszukują organisty i posłać mu adresy. Biedny on. Gdyby pozostał w klasztorze, uniknąłby tylu nieszczęść i duszy, i materialnych. Już przepadło, chyba... że ona pójdzie do klasztoru, a może i córka. – Trzeba tylko Niepokalanej wszystko polecać”. PMK 101 (t. 1, s. 213).

Czy Irena była świadoma tej sytuacji? Być może i to miało wpływ na rodzinne relacje. Istnieje bowiem korespondencja, na podstawie której można odnieść wrażenie, że relacje ze szwagrami, w niektórych okresach były wręcz napięte. Moim zdaniem świadczy o tym prośba Franciszka, żeby bracia kierowali do niego korespondencje w tajemnicy przed żoną na postronne adresy: „Drogi Bracie! Adres Franusia, a raczej adres obcy, na który chce on, by pisać, żeby żona listu nie widziała, odnajdziesz łatwo wśród listów w szafie”. PMK 101 (t.1, s. 213). Także informacja o zatajaniu kontaktów z braćmi: „Najdroższa Mamo! Pisał mi Franuś, że chciałby zaglądnąć do Grodna z początkiem sierpnia (nie chce, by o tym wiedziała żona)”. PMK 98 (t. 1, s. 96).

Z czasem bracia zaczęli sobie zdawać sprawę, że choć bratowa nie była bez winy, to jednak spora część problemów rodzinnych Franciszka w nim znajduje przyczynę: „Co do stracenia posady, to smucę się i cieszę zarazem; może go to opamięta? Byle tylko nie myślał od rodziny uciec. Przecież jako ojciec rodziny ma też ścisły obowiązek i siedzieć z babą i chociażby nawet z powodu niewierności trzeba było ją na jakiś czas opuścić, to przecież jest jeszcze dziecko zupełnie niewinne”. PMK 101 (t. 1, s. 213). Św. Maksymilianowi zależy, aby Franciszek odpowiedzialnie podjął obowiązki małżeńskie i rodzicielskie: „Gdyby tam Franuś jeszcze siedział, powiedz mu ode mnie, by (o ile tego nie zrobił) natychmiast […] powracał do rodziny, bo: 1) jakżeż można opuścić żonę i dziecko na czas świąt? 2) diabeł nie śpi i ona drugiego sobie może szukać; 3) długo siedząc przepali on te 100 czy 90 zł, które otrzymał w inspektoracie (czy kuratorium) i nie tylko, że nic ani żonie, ani dziecku na zimę nie sprawi, ale jeszcze mu na drogę powrotną może nie starczyć”. PMK 115 (t. 1, s. 238).

O dobrej woli żony Franciszka Ireny i chęci odbudowy stadła małżeńskiego świadczy choćby wzmianka w liście do brata: „Pisała Mama, że Irka rozpaczliwie dopytuje się o niego. Trzeba się za niego modlić (w «memento»)”. PMK 121 (t. 1, s. 246). Z kolei o. Maksymilian był pełen obaw wobec wierności brata: „Boję się, by Franuś do jakiej innej baby nie pojechał”. PMK 124 (t. 1, s. 251). Niestety, nie były to obawy płonne jak okazało się 10 lat później, w grudniu 1936 r. „Najdroższa Mamo! Co do Franusia na razie wiem, […] że siedzi z inną babą, na co oczywiście w Kościele katolickim ślubu nie mógł dostać. Trudno mi orzec, czyby grosze otrzymane poszły na złe czy nie. W każdym razie prawo będzie wymagać, by i on swoją część po dziadku otrzymał. I gdyby się potem dowiedziano, że on żyje, to i potem ta część należałaby do niego. Niech Niepokalana ma go w swojej opiece. Nieszczęśliwy! Pisząc do magistratu nietrudno go będzie odnaleźć. Gdybym ja napisał, to gotów znowu gdzie dać nurka, bo się boi, bym go do pierwszej żony nie nakłaniał”. PMK 607 (t. 1, s. 873). O naprawie relacji z bratową, pomimo separacji brata z Ireną, świadczy również wzmianka z września 1938r.: „Pisała też Irka, żeby Franusiowi «Rycerza» posyłać, że go ojciec matki odnalazł i że jest właśnie tym intendentem. Pisała do Administracji «Rycerza»”. PMK 714 (t. 1. s. 982). Wszystko wskazuje na to, że św. Maksymilian przepracował problem małżeństwa brata i teraz jest już w pełni świadomy jakie są pierwszorzędne zobowiązania brata. „Za Franusia i ja się modlę, i mam nadzieję, że Niepokalana nie pozwoli mu zginąć. Czy też on chociażby iskierkę nabożeństwa do Niej zachował? Co też dzieje się z duszą jego dziecka? –Niech już Niepokalana sama i o nim pamięta”. PMK 566 (t. 1, s. 812).

Trzecim i może najpoważniejszym zmartwieniem św. Maksymiliana związanym z bratem Franciszkiem był niepokój o jego wieczne zbawienie. Jego ślad widać już w powyższym cytacie. Wielka jest jego troska o to czy brat się modli i jest blisko Boga, przede wszystkim poprzez sakramenty święte. Wielokrotnie o to dopytuje się w listach: „Czy Franuś jest jeszcze we Lwowie? Czy... czy był kiedy u Komunii św.? Może mu się przypomni w klasztorze dawniejsze życie. Biedny on. Oddałem go Niepokalanej i mam nadzieję, że nas nie opuści”. PMK 90 (t. 1, s. 196). „Franusia mi bardzo żal, ale ufam, że Niepokalana jakoś wszystko załatwi. Czy był u spowiedzi i Komunii św.?” PMK 121 (t. 1, s. 246). „Powiedz mu, że bardzo bym się ucieszył, gdybym się dowiedział, że w Grodnie przecież się wyspowiadał”. PMK 114 (t. 1, s. 236.) Niestety, konkretne fakty unikania sakramentów przez Franciszka wzbudzały jeszcze większy niepokój młodszego brata. Pisze do matki z Zakopanego: „Franuś był tu przez dzień, ale spowiadać się nie chciał mówiąc, że w niedzielę był u spowiedzi”. PMK 112 (t. 1, s. 234). „Że Franuś był – pisałem i zapewne list już doszedł. Przyjechał rano, a wyjechał wieczorem. Zaprowadziłem go też do ojca jezuity i chciałem, żeby się wyspowiadał, ale jak już pisałem, wymawiał się, że był w niedzielę. Nie chce mi się wierzyć, by to była ostatnia niedziela”. PMK 113 (t. 1, s. 234). Św. Maksymilian ucieka się nawet do specjalnych wybiegów, żeby brata do spowiedzi zachęcić: „Piszesz, że Franuś tam przyjechał; był i u mnie. […] Obwiozłem go do Kuźnic i Albertynek, a następnie do OO. Jezuitów. Tu byłem u spowiedzi i jego chciałem przedtem pchnąć. Też się wymawiał. Dlaczego? […] Można go skierować do o. Fordona. Taka świątobliwa dusza to go pocieszy, pokrzepi i szczęście mu otworzy”. PMK 114 (t. 1, s. 235). I dalej w dopisku do listu: „Chciałbym, żeby stronę o nim w liście przeczytał. Zrób to jakoś zgrabnie, Niepokalanej go polecając. Daj mu do czytania życiorys św. Teresy od Dzieciątka Jezus – może ona się nad nim zlituje – i przeplatając modlitwą łagodnie skłoń, by się koniecznie u o. Fordona wyspowiadał. Jeżeli pójdzie gdzie indziej szukać spowiednika, kto upewni, że u spowiedzi był? Tu się wymawiał, że był u spowiedzi w niedzielę. Być może, ale kiedy ta niedziela była? Może kilka lat temu. Nie nakłaniaj go przy o. Fordonie, bo jak wymyśli jaką wymówkę, to potem i przy spowiedzi trudniej będzie zmienić. I ja się na tym sparzyłem, bo wobec o. jezuity mówił mi, że był w niedzielę, więc bałem się nalegań, by i przy spowiedzi potem czasem nie skłamał”. Widzimy, ile braterskiej troski, ale i delikatności, żeby brata nie stawać w złym świetle i nie prowokować do świętokradczej spowiedzi. Chce dla niego spowiednika sprawdzonego przez siebie samego podczas pobytu w Grodnie, dziś kandydata na ołtarze, sługę Bożego o. Melchiora Fordona. „Gdyby do Grodna przyjechał, umów się z o. Fordonem i jego do niego zaprowadź, by się szczerze wyspowiadał, to i Pan Bóg będzie mu błogosławił. Obawia się Mama, czy on w ogóle jest ze sumieniem w porządku, bo –mówi: przecież jakżeż mógł on odbyć szczerą spowiedź przed ślubem, jeżeli mimo ślubów zakonnych ślub wziął i dopiero potem przyszło zwolnienie. Warto i o tym uprzedzić o. Fordona. Ja przed nim żadnych tajemnic nie miałem. On i o Franusiu wie. Gdyby owocem jazdy do Grodna była tylko dobra spowiedź, to będzie już bardzo dobrze”. PMK 115 (t. 1, s. 238).

Ta troska ze strony o. Maksymiliana bratu Franciszkowi wydawała się może zbyt nachalna, a może miał wyrzuty sumienia lub chciał unikać powodów do tłumaczenia się czy kłamstw. To przełożyło się na ograniczenie kontaktów. Pisze do matki: „Franuś stale milczy; nie mam teraz od niego listów, ale Niepokalana wszystko może. We Mszy św. go polecam”. PMK 95 (t. 1, s. 203). I do brata: „Franuś się jeszcze nie pokazał, chociaż oczekuję go bardzo. Musimy go bardzo polecać Niepokalanej”. PMK 99 (t. 1, s. 208). I choć bracia ciągle zwracali się do siebie Franiu i Mundziu i tak pisali w korespondencji, to jednak coś między nimi psuło się coraz bardziej, w relacji Franciszka do młodszego brata postępowało ochłodzenie. Ten żali się w liście do najmłodszego z całej trójki: „Piszesz, że Franuś tam przyjechał; był i u mnie. Nie wiem dlaczego, ale czasami robił wrażenie, że pod przymusem do mnie zaglądnął. Mówił, że dla matki to zrobił. Oczywiście, że to było mi trochę przykre”. PMK 114 (t. 1, s. 235).

Wreszcie w drugiej połowie lat 30. doszło do sytuacji, znanej z wcześniejszego, wojennego czasu, kiedy to rodzina przez dłuższe okresy nie miała w ogóle wiadomości o miejscu pobytu Franciszka ani o tym co się z nim dzieje. „O Franusiu nie wiem, gdzie się obraca, ale nie ustaję modlić się za niego. Niepokalana i o nim nie zapomni”. PMK 506 (t. 1, s. 719). „Co do Franusia na razie wiem, że jest podobno urzędnikiem w magistracie miasta Grodna […]. Pisząc do magistratu nietrudno go będzie odnaleźć. Gdybym ja napisał, to gotów znowu gdzie dać nurka, bo się boi, bym go do pierwszej żony nie nakłaniał”. PMK 607 (t. 1, s. 873). „Jeszcze nie miałem sposobności dowiedzieć się czegoświęcej o Franusiu, ale często zwłaszcza przy Mszy św. polecam go Niepokalanej i ufam, że Ona o nim nie zapomni”. PMK 638 (t. 1, s. 905). Co gorsza, kontaktu z nim nie miała także żona i córka:„W Grodnie byłem nie tak dawno przez kilka godzin. Dowiedziałem się, że Franuś jest intendentem w Szpitalu Miejskim. Udałem się tam, ale go nie zastałem. Pisała też Irka, żeby Franusiowi «Rycerza»posyłać, że go ojciec matki odnalazł i że jest właśnie tym intendentem”. PMK 714 (t. 1, s. 982).

Szturm nieba we Mszy Świętej, a przede wszystkim modlitwa do Niepokalanej nie ustawała: „Najdroższa Mamo! List z 5 zł otrzymałem i Mszę św. odprawiłem 8 bm. Co dzień też i we Mszy św. i poza w modlitwie polecam Franusia Niepokalanej i mam nadzieję, że Ona nie może dać mu zginąć”. PMK 130 (t. 1, s. 256). „Mszę św. odprawię w intencji podanej w sprawie Franusia. Byle on tylko cośkolwiek dla Niepokalanej robił, to Ona na pewno mu za to nagrodzi. Ja nie miałem jeszcze sposobności być w Grodnie, ale Niepokalana i tam też jest”. PMK 700 (t. 1, s. 970). Po wybuchu II wojny światowej ta wytrwała modlitwa zaczęła przynosić owoce. Franciszek wrócił do żony i córki, nawiązał też kontakt z matką i bratem. O. Maksymilian jednak powściągliwie podchodził do tej przemiany brata: „Franusiowi odpisałem nieobszernie, bo i nie miałem co i kiedy obszerniej się rozpisywać. Co go tak uraziło? Zapewne wzmianka, że nie jestem jeszcze przekonany o jego odrodzeniu duchowym, co w liście swym twierdził. I teraz po tej wzmiance o tej sprawie w liście do Mamy też trudno zmienić zdanie o nim. Niech Niepokalana łaską swą go przemieni”. PMK 781 (t. 1, s. 1056). Nie znaczy to jednak, że o. Maksymilianowi nie zależy na kontakcie z bratem: „Za Franusia i ja codziennie się modlę. Jak widać dotąd, to modlitwy Mamy i teraz już wykazują pewien skutek. Przynajmniej kontakt z nim nawiązany”. PMK 795 (t. 1, s. 1068). „Do Franusia napisałem. On też mi pisał. Pocztówkę jego załączam”. PMK 819 (t. 1, s. 1085). I wreszcie wzmianka w liście do matki z 24 stycznia 1941 r., czyli niecały miesiąc przed aresztowaniem:„Modlitwa swój skutek osiąga prędzej czy później; toteż i Franuś widać, że ją coraz bardziej odczuwa”. PMK 824 (t. 1, s. 1089). Te ostatnie zapisane słowa św. Maksymiliana sprawdziły się. Franciszek coraz lepiej układał swoje życie osobiste. Jednakże pewnych zaległości już nie udało się nadrobić. Córce Alicji w jej przyszłym życiu zabrakło pozytywnego wzorca męża i ojca, bo od Franciszka go nie otrzymała i jej małżeństwo się rozpadło. Choć nie można mu odmówić chęci, że wiele spraw chciał naprawić i może zabrakło czasu, a i okres wojenny temu nie sprzyjał. Był także mocno zaangażowany w podziemną działalność patriotyczną. Po śmierci brata Maksymiliana w KL Auschwitz pisze w liście do matki o nim jako swoim orędowniku w niebie. Wkrótce i Franciszek powtarza drogę młodszego brata. Zostaje aresztowany za działalność konspiracyjną i 3 lipca 1943 r. osadzony w KL Auschwitz. 23 października 1943 r. zostaje przetransportowany do KL Buchenwald, gdzie przebywa w różnych komandach. 18 stycznia 1945 r. zostaje przekazany do KL Mittelbau, gdzie umiera 23 stycznia 1945 r., nie doczekawszy wyzwolenia. Maria (Marianna) Kolbe zmarła nagle 17 marca 1946 r., przeżywszy swego męża i pięciu synów. Została pochowana na cmentarzu Rakowickim w Krakowie.

Czy opowiedziałem gorszącą historię? Czy słabości członków rodziny Kolbów zaprzeczają działaniu Bożej łaski i opiece Niepokalanej? Myślę, że nie. Wręcz przeciwnie, historia ta pokazuje, że człowiek, który Boga pragnie i Go szuka, ten Go odnajdzie. Pokazuje także, że środowisko rodzinne, choć tak ważne, nie musi być czynnikiem decydującym w historii człowieka. I że oceny o sobie człowiek musi szukać w dialogu z Bogiem, bo to On jest Prawdą, a człowiek (parafrazując św. Franciszka) jest tylko tym, czym jest w oczach Bożych i niczym więcej, ale i niczym mniej. I wreszcie myślę, że wielu z nas w tej historii może odnaleźć samych siebie i swoje bolesne rodzinne sprawy, ale także nadzieję w Bożą Opatrzność, wiarę w moc modlitwy i miłość, która zwycięża wszystko, bo tylko ona daje życie i tworzy człowieka. Myślę, że możemy się odnaleźć także i w ostatnim dzisiejszym tekście.

Na zakończenie krótki, przedświąteczny list św. Maksymiliana do matki, przebywającej jako tercjarka i rezydentka w klasztorze sióstr felicjanek w Krakowie na Smoleńsku. List pełen tęsknoty za minionym czasem dzieciństwa, gdzie wszystko wydawało się prostsze i człowiek potrafił się cieszyć małymi rzeczami. List, który uświadamia Maksymilianowi przemijający czas, ale także nieobecność tych, których kocha i z którymi łączą go najbliższe więzy krwi. Wspomina ojca Juliusza i brata Józefa – o. Alfonsa, a także dwóch zmarłych w dzieciństwie braci: Walentego (zmarł jako roczne dziecko) i Antoniego (zmarł jako czterolatek). Większość rodziny jest już tam, po drugiej stronie, zjednoczona szczęściem zbawionych. Tu została matka, najstarszy brat i on, Maksymilian, a także gorzkie pytanie: czy kiedyś razem znowu usiądą do wigilijnego stołu? Wiemy, że to pragnienie o. Kolbego się nie spełniło, a minęło zaledwie 8 lat, gdy nikogo z nich na świecie nie zostało. A dalej o. Kolbe jak zwykle zawierza przyszłość Niepokalanej. A potem, jakby trochę wstydząc się tego swojego wzruszenia, szybko przechodzi do wygodnego tematu pogody. Wreszcie przekonuje raczej sam siebie niż matkę, że przecież wszystko dobrze i na nowo powtarza, że jest wszak w domu czyli rodzinie Niepokalanej, i że ta ziemska rodzina nie powinna tego przysłonić, choć dzisiaj serce boli, dlatego życzenia pokoju, który przynosi Jezus, pokoju, którego on sam tak bardzo pragnie i potrzebuje. Jak my.

PMK 727 (t. 1, s. 996)

Do Marii Kolbe

Maryja! Niepokalanów,                                                                                               19 XII 1938

Droga Mamo!

Urywam sobie chwilę czasu, żeby kilka słów na święta posłać. Ileż to zmian nastąpiło od tego czasu, kiedyśmy się wszyscy w Pabianicach jeszcze łamali opłatkiem i zasiadali do wigilijnego stołu razem albo nawet z Hetmanami. Tata i o. Alfons osiągnęli już swój cel życia i ufam silnie, że cieszą się już szczęściem błogosławionych w niebie. Niepokalana jest za dobra, by tego nie uczyniła. Tym bardziej Walciu i Antoś. Trojenas obecnie razem z Franusiem pozostało na świecie. Czy też kiedyś połamiemy się opłatkiem?... Niech Niepokalana sama pokieruje, jak uważa za najlepsze. Ufam jednak silnie, że i o Franusiu nie potrafi Ona zapomnieć i często go Jej polecam. U nas silny mróz; zapewne nie inaczej i w Krakowie. Zresztą – dzięki Niepokalanej – wszystko dobrze i bardzo dobrze, tak jak w domu Niepokalanej.

Życzę więc i Mamie, i Przew[ielebnym] Matkom, i Siostrom szczęśliwych Świąt i dużo, bardzo dużo tego pokoju, który Dzieciątko Jezus przyniosło na ziemię.

Wdzięczny syn

O. Maksymilian M. Kolbe


Odnośnie do informacji biograficznych na temat Franciszka Kolbego korzystałem: T. Wontor-Cichy, Więzień KL Auschwitz Franciszek Kolbe (nr 127600), w: W nurcie franciszkańskim, Kraków 16/2007, s. 123-130.

Św. Maksymilian Maria Kolbe, Pisma, Wydawnictwo Ojców Franciszkanów, Niepokalanów 2018.

Dostępne w sprzedaży:

Niepokalanów, 96-515 Teresin

tel. 46 864 22 08

e-mail: wydawnictwo@niepokalanow.pl

www.wydawnictwo.niepokalanow.pl


Oczami św. Maksymiliana (1)

Oczami św. Maksymiliana (2)

Oczami św. Maksymiliana (3)



Ta strona wykorzystuje pliki typu cookie. Jeżeli nie wyrażasz zgody na ich zapisywanie, wyłącz ich obsługę w ustawieniach swojej przeglądarki.
Zamknij