Franciszkanie.pl - serwis informacyjnyFranciszkanie.pl - serwis informacyjny

Oczami św. Maksymiliana (6). Świętość

09.05.2021 Piotr Bielenin

Franciszkanie.pl | Redakcja portalu

„Muszę być świętym jak największym” PMK 850 (t. 2, s. 34). To pierwsze zdanie, a konkretniej pierwszy punkt z „Regulaminu życia”, który napisał dla siebie w czasie rekolekcji w lutym 1920 r. w Krakowie, młody kapłan franciszkański, o. Maksymilian Kolbe.

Całość regulaminu składa się z dwunastu punktów, te kolejne w jakiś sposób mają posłużyć do zrealizowania tego pierwszego. Chyba wtedy po raz pierwszy tak jasno i w sposób niebudzący wątpliwości postawił przed sobą to zadanie. Już w notatkach z medytacji z 2 czerwca 1918 r. napisał: „Świętość potrzebna do odprawiania Mszy św. (M) Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia [Flp 4,13] przez rączątka Niepokalanej... nawet zostać świętym; odwagi więc, i naprzód w cierpliwości i miłosnej wierze” PMK 864 (t. 2, s 62n). Dzień później zapisał: „(M) M. b. ś.” PMK 864 (t. 2, s. 62n). Ten tajemniczy skrót, pojawiający się w notatkach, prawdopodobnie należy rozszyfrować jako: „mogę być świętym”. Natomiast litera „(M)”, powtarzana co pewien czas, zapewne oznacza postanowienia z medytacji do wykonania. Por. PMK 864 (t. 2, s. 79, przypis 22). Czy skrótowy zapis był wynikiem oszczędności czasu lub papieru i pióra? Czy raczej ostrożności, aby nie wydać się zbyt zarozumiałym, gdyby notatki wpadły w cudze ręce? Tego się nie dowiemy. Jedno jest pewne, niecałe dwa lata później o. Kolbe pisze już wprost o swoim zadaniu w Regulaminie i dołącza instrukcje, że należy się z nim co miesiąc, regularnie konfrontować.  

Czy należy oceniać to postanowienie o zostaniu jak największym świętym jako przejaw pychy czy megalomanii ze strony o. Maksymiliana? Bynajmniej. Traktował on świętość jako powszechne powołanie, do którego każdy człowiek nie tylko jest wezwany, ale przez Boga także odpowiednio przygotowany: „Każdemu z ludzi wyznaczył Bóg jakieś określone posłannictwo na tym świecie– i już wtedy, gdy wszechświat stwarzał, tak skierowywał pierwsze przyczyny, aby łańcuch nieprzerwany ich skutków tworzył warunki i okoliczności do wypełnienia tego posłannictwa jak najodpowiedniejsze. Każdy zatem człowiek rodzi się ze zdolnościami dostosowanymi do zleconego sobie zadania i przez cały ciąg życia otoczenie i okoliczności – wszystko tak się składa, aby mu dopięcie celu możliwe i łatwe uczynić. I to osiągnięcie celu stanowi właśnie całą doskonałość człowieka; a im kto dokładniej z tego zadania się wywiąże, im ściślej posłannictwo swe wypełni, tym jest większy w oczach Bożych i świętszy. […] I wielu świętych przez cały ciąg życia swego stale współdziałało z darami Bożymi czy to naturalnymi, czy nadnaturalnymi. […] Niemniej jednak między świętymi jest [wielu] takich, co przez dłuższy lub krótszy przeciąg czasu nadużywali darów Bożych, a na ciche wołania łaski byli głusi. […] I patrzmy teraz, jak Bóg łaską swoją ich ścigał, jak przy okolicznościach sprzyjających do serc ich kołatał, drogę ich posłannictwa coraz jaśniej okazywał, a gdy poczęli z darami Bożymi współdziałać, stali się świętymi. […] Różnorodne i nieprzeliczone są drogi, jakimi Bóg świętych do przeznaczenia wzniosłego prowadzi. […] Święci, choć wiernie postępują za natchnieniem łaski Bożej, jednak nie przestają być ludźmi nam podobnymi i zazwyczaj uczynki ich i słowa noszą charakter ich otoczenia, kraju, ojczyzny. […] To jedno było im wszystkim wspólne, że zawsze podporządkowywali je łasce – tej łasce, która częstokroć dźwigała ich z długoletniej ospałości lub nawet grzechowej niewoli. Stąd wszyscy oni, niezależnie od tego, czy drogą zgodną czy sprzeczną z naturą – łaska kroczyć im kazała, wyższym i nadprzyrodzonym życiem żyli: celem ich jedynym Bóg i święta miłość Jego, wszystko zaś inne, sprawy naturalne czy nadnaturalne, miłe czy niemiłe – to do celu wiodące środki” PMK 916 (t. 2, s. 264n). Dlaczego o. Maksymilian chce być świętym i to jak największym wyjaśnia jego kolejny tekst: „Każde pokolenie do prac i dorobku poprzednich pokoleń powinno dołożyć swoje własne prace. Nie inaczej rzecz się ma w życiu zakonu – a zatem i naszego [zakonu]. Cóż dołożymy? Mówią: Im dalej od założyciela, tym słabszy zakon; i często tak bywa. Lecz z tego nie wynika, że tak być powinno. Duch bowiem nie zna materialnych praw starzenia się, ale powinien rozwijać się bez ograniczeń. Nie jest owocem pokory prośba np. do św. O. Franciszka, aby «cząstkę» swojej miłości, albo chociażby i równą miłość Boga nam wyprosił, wtedy dopiero św. Ojciec będzie doskonale się radował, gdy przez niego będziemy prosić Boga o miłość większą niż on miał, i o nieskończenie większą. On chce «rozwijać» ducha swego w synach swoich, a nie stawia swojej świętości jako granicy naszej doskonałości. Nasienie złożone w Zakonie przez niego należy rozwijać «bez granic»” PMK 432 (t. 1, s. 628). Zresztą tego zadania zostania wielkim świętym nie ogranicza tylko do siebie. Pisze w 1938 r. w liście do braci w Niepokalanowie japońskim Mugenzai no Sono: „Każdy może zostać świętym i to wielkim świętym przy pomocy Niepokalanej, byleby tylko chciał” PMK 717 (t. 1, s. 984). To powszechne powołanie do świętości opisuje także w jednym z artykułów w japońskim Rycerzu przy okazji przedstawienia sylwetki św. Bernadety Soubirous: „Do świętości nie są konieczne ani bogactwa, ani wysokie stanowiska, ale tylko święte życie decyduje o wszystkim. Każdy więc, kto chce, może się uświęcić” PMK 1087a (t. 2, s. 512). Obszernie na ten temat mówi również w artykule, który zostanie przytoczony w całości na koniec tego tekstu.

To powszechne powołanie do świętości wyraża także poprzez życzenia kierowane czy to do pojedynczych osób czy do grup braci.  Pisze do rodzonego brata o. Alfonsa Kolbego: „Drogi Bracie! O mało nie ruszyłem, by Ci ustnie w Nieszawie imienin powinszować. Był tu w przejeździe o. gwardian nieszawski i nawet na podroż ofiarowywał się dać. Ale czasu na wycieczki mi nie staje, więc muszę się zadowolić gonieniem do Warszawy po masę drukarską i czcionki. Za dwie godziny (o 2 w nocy) pociąg rusza. Wyobrażasz sobie więc, że chyba piszę przy lampie, a zegar bije dwunastą. W sam raz tak jest. –Aha, miałem winszować. Ale czego? Wszystkim jednego i jednego tylko życzę i wciąż w kółko jedno i to samo, tj. «świętości»” PMK 69 (t. 1, s. 167n). A tak pisze do o. Bronisława Strycznego: „Najdroższy i Czcigodny! […] Cóż Ci mogę życzyć? Zdrowia? Sukcesów? Szerokiej i głośnej sławy? Wielkiej wiedzy i roztropności? – Niektóre z tych spraw są nieużyteczne, inne z natury cierpią braki. Cóż zatem?... Jednej, jedynej tylko rzeczy [Ci życzę], żebyś został jak największym świętym. Wszystkich innych [dóbr życzę Ci] «o tyle, o ile» są konieczne i pożyteczne dla tego celu. Tego i tylko tego na Twoje imieniny z całego serca Ci życzy Twój współbrat i współrycerz w Niepokalanej Maksymilian” PMK 69a (t. 1, s. 169). Jako ciekawostkę można dodać, że list został napisany w całości po łacinie. Życzenia w tym duchu kieruje także do braci pracujących w Japonii w liście do br. kleryka Mieczysława Mirochny, z poleceniem odczytania ich całej wspólnocie: „Życzę Wam tylko wszystkim, moje Najdroższe Dzieci – tak – moje Najdroższe Dzieci, byśmy się wszyscy znaleźli u stóp, a raczej pod matczynym płaszczem Niepokalanej zapracowani, zamęczeni dla Niej, ale – o ile Ona sobie życzy zapracowania i przepracowania i cierpienia – ani więcej, ani mniej, słowem, byśmy wszyscy spełnili jak najdoskonalej Jej Wolę, którą nam przez św. posłuszeństwo okazuje kosztem naszej podłej woli i naszego rozumu. – Większej, wyższej świętości Wam ani sobie nie życzę, bo wyższej już nie ma” PMK 290b (t. 1, s. 422). Docenia także, kiedy takie życzenia kierowane są pod jego adresem: „Rzeczywiście nic bardziej nam potrzebnego jak to, co w życzeniach wyrażacie, tj.: «by Niepokalana coraz bardziej urzeczywistniała swoje plany odnośnie do Niepokalanowa».  Ponadto drugie, tj.: «by życie moje coraz więcej uzależniała od swej woli» – nic wyższego i świętszego nie mógłbym zapragnąć” PMK 650 s. 916. Temat świętości przewija się też w dedykacjach książkowych dla niektórych braci, ale ich treść zostanie przytoczona w innym kontekście. Por. PMK 1124c (t. 2, s. 593) i PMK 1125a (t. 2, s. 595).

Pragnienie świętości było podsycane w nim przez tych świętych, którzy byli prawie mu współcześni, i którzy byli mu bardzo bliscy nie tylko czasem, ale i ideałami, którymi żyli, a które do świętości ich zaprowadziły.  To przede wszystkim wspomniana już św. Bernadeta Soubirous. Por. PMK 961 (t. 2, ss. 316-318), PMK 1004 (t. 2, s. 366), PMK 1029 (t. 2, s. 413), PMK 1048 (t. 2, s. 437), PMK 1050 (t. 2, ss. 439-442), PMK 1087a (t. 2, s. 512), PMK 1182 (t. 2, ss. 676-679) i wiele innych pojedynczych wzmianek. O. Maksymilian wspomina wielokrotnie św. Bernadetę w kontekście przekazania przez nią objawienia Maryi, która mówi o sobie „Jestem Niepokalane Poczęcie”. Podkreśla o. Kolbe, że Maryja nazywa siebie Niepokalane Poczęcie, a nie to, że jest niepokalanie poczęta.

Kolejna postać to św. Teresa z Lisieux. Wspominana przez św. Maksymiliana tak wiele razy w listach i artykułach, że nie sposób podać tutaj wszystkich tych miejsc. Wystarczy przytoczyć jeden znamienny fragment z listu do prowincjała o. Kornelego Czupryka: „Zapomniałem zaznaczyć, że czekając na arcybiskupa, by wyjechać autem, polecałem sprawę św. Teresie od Dziec[iątka] Jezus, której figura z kwiatami podobnymi nieco do róż stała na półce na korytarzu. Sposób tego polecenia był dość wyzywający, bo zewsząd było ciemno. «Zobaczymy, czy pamiętasz» skończyłem mając na myśli «kontrakt» uczyniony jeszcze przed jej beatyfikacją i kanonizacją, kiedy obiecałem brać w każdej Mszy św. memento o jej beatyfikację i kanonizację, a ona miała za to starać się o moją misję. – W tej chwili jeden z kwiatów spada na pod spodem stojący stół. Zrobiło to na mnie wrażenie. Ale zobaczymy, czy to co znaczy, pomyślałem” PMK 394 (t. 1, s. 573). Na dowód jak była to bliska święta o. Maksymilianowi, warto dopowiedzieć, że podczas pobytu we Francji na początku 1930 r. mającego na celu przygotowanie wyjazdu na misje na Daleki Wschód, odwiedził Lisieux i był w rodzinnym domu św. Teresy i w Karmelu, gdzie chciał się spotkać z jedną z jej trzech rodzonych sióstr, co niestety się nie udało. Por. PMK 198 (t. 1, s. 330) i PMK 867 (t.2, s. 133). Często wzywał jej wstawiennictwa zwłaszcza w sprawach misyjnych i zawsze skutecznie. Także z prośbą o nawrócenie znając jej skuteczne wstawiennictwo jeszcze przed beatyfikacją, o czym pisze w jednym z listów: „Siostra Teresa od Dz[ieciątka] Jezus już wielu nawróciła. W jej żywocie obszerniejszym (nowszym) w języku włoskim jest włączonych przeszło 100 faktów nawróceń i uzdrowień” PMK 33 (t. 1,  s. 114)

Inną świętą bardzo mu bliską była Gemma Galgani. Tak o niej pisze w liście do matki, Marii Kolbe: „Zapewne Mama nie miała sposobności przeczytać biografii Gemmy Galgani pt. «Głębie duszy», bo jest ona już wyczerpana, a maleńka książeczka o Gemmie, którą ma MI w Krakowie, jest dla dzieci tylko. Ja mam jej żywot po włosku: książka wielka o 563 stronach. Już po raz trzeci ją czytam i bardzo mi się podoba. Więcej mi dobrego zrobiła niż rekolekcje” PMK 42 (t.1, s. 133). Przez jej wstawiennictwo prosił zwłaszcza o nawrócenie dla wielu osób, o czym sam daje świadectwo. Por. PMK 40a (t. 1, s. 126n), PMK 49 (t. 1 s. 143). Warto dodać, że modlił się przez wstawiennictwo tych dwóch świętych kobiet jeszcze przed ich beatyfikacją czy kanonizacją (Teresa beatyfikowana w 1923 r. i kanonizowana 1925 r., a Gemma beatyfikowana w 1933 r., kanonizowana w 1940 r.). Co więcej, do tego czasu modlił się o ich wyniesienie na ołtarze zapisując je do memento Mszy św. Por. PMK 873 (t. 2, s.205). Zrządzeniem Bożej Opatrzności był w Rzymie na beatyfikacji Gemmy Galgani 1933 r. o czym wspomina w Pamiętniku. Por. PMK 868 (t. 2, s. 170).

To przeświadczenie o świętości, która jest osiągalna także dla niego, było umacniane również przez współczesne mu osoby, o których świętości był przekonany. Chodzi przede wszystkim o pięciu jego braci w zakonie franciszkańskim. Pierwsi trzej  byli razem ze św. Maksymilianem współzałożycielami Rycerstwa Niepokalanej: o. Antoni Głowiński, Polak z rumuńskiej prowincji, który zmarł w opinii świętości w Asyżu w 1918 r., br. Antoni Mansi, Włoch z prowincji neapolitańskiej, zmarły w Rzymie w 1918 r., Hieronim Biasi, Włoch z prowincji padewskiej, zmarły w Camposampiero w 1929 r., o. Wenanty Katarzyniec, zmarły w 1921 r. w Kalwarii Pacławskiej oraz spowiednik i powiernik o. Maksymiliana z czasów grodzieńskich o. Melchior Fordon zmarły w 1927 r. w Grodnie.

Tak o o. Antonim pisał o. Maksymilian: „Minął rok. Byłem wówczas na wakacjach w górach Umbrii u biskupa z Amelii. O. Antoni Głowiński jeszcze przygotowywał się do ostatnich egzaminów dla doktoratu z teologii. Gdy je pozdawał, wysłano go do ojczyzny św. Franciszka, Asyżu, na wytchnienie, przed ostatecznym powrotem do Rumunii. Po drodze wstąpił do Amelii. Był tam krótko, ale nie zapomnę tej prostoty, tej czystości i piękności duszy, która widniała mu na obliczu. Za miesiąc – wiadomość: «O. Antoni odwiedzając jeńców Rumunów (z Transylwanii) zaraził się hiszpanką; w wysokiej już gorączce położył się, gorzej mu i już obecnie otrzymał Ostatnie Sakramenty». Wkrótce potem boleśniejsza jeszcze wieść... «umarł». ...Ale śmiercią świątobliwego. [ … ] w rodzinnym jeszcze mieście nazywano go powszechnie «świętym młodzieńcem»” PMK 951 (t. 2, s. 303).

A tak wspomina br. Antoniego Mansiego: „Dokładniejsze wspomnienie cnót tego świętego kleryka wymagałoby obszerniejszej pracy. Ćwiczył się on w sposób najwznioślejszy w pokorze, posłuszeństwie, cierpliwości, prostocie, ubóstwie zakonnym, miłości bratniej, w pilności w jak najdoskonalszym zachowaniu reguł, w jak najżywszej wierze, w miłości jak najtkliwszej ku modlitwie, czci Bożej, Kościołowi, Ojcu Świętemu i Zakonowi; w nadziei stałej i niewzruszonej…” PMK 880 (t.2, s. 216). Warto przeczytać całość tego tekstu opisującego cnoty młodego zakonnika, a przy okazji pokazującego jakie wartości i zachowania były bliskie samemu o. Maksymilianowi.

O roli, którą przypisywał tak szybko zmarłym braciom, świadczy następujący tekst: „Jeszcze w roku 1917 zawiązała się w Kolegium Międzynarodowym w Rzymie «Milicja Niepokalanej». Z wieloma trudnościami borykać się ona musiała. W rok potem dwaj z 7 pierwszych członków zmarli na hiszpankę (o. Antoni M[ari]a Głowiński i br. Antoni Mansi, teolog). Niepokalana wybrała sobie najpiękniejsze kwiatki i widać, że miłe były Bogu te ofiary, bo od tej chwili zaczął się rozwój Milicji” PMK 955 (t.2, s. 309).

Takie natomiast świadectwo daje o o. Hieronimie Biasim: „O. Hieronim Biasi jako kleryk w Kolegium Międzynarodowym Br[aci] M[niejszych] Konwentualnych zwrócił moją szczególniejszą uwagę tym, że nie odróżniał się od innych, ze wszystkimi odbywał akty wspólne; wesoły był na rekreacji i wzorowo wszystko czynił; «wszystko dobrze uczynił» [por. Mt 7,31] – można było i o nim powiedzieć. […] Wyjeżdżając z kolegium nie widziałem innego, któremu mógłbym spokojnie pozostawić sprawę MI w kolegium, jak br. Hieronimowi Biasi. Nie zobaczyliśmy się już więcej na tej ziemi i tylko w r. 1930 odwiedziłem go już na cmentarzu i słyszałem dużo o jego cnotliwym, apostolskim życiu i świętej śmierci w Camposampiero, co znowu dokładniej mogą opisać ci, co na to wszystko z bliska patrzyli” PMK 1203 (t. 2, s. 714). Podczas tego pobytu o. Kolbe spotkał się z uczniami szkoły prowadzonej przez franciszkanów i przy tej okazji przekazał im jak to zapisał w Pamiętniku: „W sali: [mówiłem]o Niepokalanej, by być narzędziem w Jej ręku, świętym, pełniącym Wolę Bożą jak o. Hieronim Biasi” PMK 867 (t.2, s. 130).

Na temat o. Wenantego pisze w „Kalendarzu Rycerza Niepokalanej” z roku 1925: „Mówią, że dzisiaj świętych nie ma albo że gdzieś do Francji albo do Włoch trzeba się wybrać, aby spotkać się z ludźmi, których jeszcze za życia świętymi i nie bez przyczyny zowią. Nieprawda – dość bacznie rozglądnąć się dookoła siebie i zbliżyć się do ludzi, a przyznać wypadnie, że i na naszej polskiej ziemicy żyją dusze, noszące na sobie żywy obraz Boga. Miałem i ja szczęście poznać taką duszę i, choć nie było mi dane dłużej z nią obcować, wywarła ona jednak na mnie wrażenie niezatarte, a jest to o. Wenanty Katarzyniec, franciszkanin” PMK 996 (t. 2, s. 354).

I wreszcie parę słów św. Maksymiliana skierowanych do o. Melchiora Fordona, gdy ten był już ciężko chory: „O. Fordonowi powiedz, że go proszę, by w niebie starał się o «Rycerza» i jemu dopomagał” PMK 121 (t. 1, s. 247). „Pozdrowienie […] o. Melchiorowi tym bardziej z prośbą o modlitwę w niebie, no i teraz też, bym Niepokalanej nie bruździł” PMK 126 (t. 1, s.254). Wymowne są również słowa, które zapisał po otrzymaniu wiadomości o śmierci o. Melchiora: „Telegram o pogrzebie śp. o. Melchiora otrzymaliśmy i dzisiaj obydwaj odprawialiśmy za niego Msze św. Opisu szczegółów oczekuję. Dla Wydawnictwa nowa to strata na ziemi, ale też nowy zysk w niebie” PMK 132 (t. 1, s. 259). „Jak się spodziewałem, list z Grodna przyszedł. O. Melchior na pewno i w niebie o «Rycerzu» nie zapomni, boć on do Wydawnictwa jako doradca i spowiednik też należał. Ile razy umacniał mnie i zachęcał do dalszej pracy dla Niepokalanej, gdym strapiony i prawie że upadły na duchu do niego zachodził” PMK 135 (t. 1, s. 262).

O trafności osądu o. Maksymiliana co do świętości tych jego braci w zakonie św. Franciszka świadczy to, że trzech ostatnich procesy beatyfikacyjne są na ukończeniu, bo została ogłoszona przez Ojca Świętego ich heroiczność cnót. Proces czwartego, br. Antoniego Mansiego, został rozpoczęty przed kilku laty i stale posuwa się naprzód. Niestety, przygotowania do wszczęcia procesu beatyfikacyjnego o. Antoniego Głowińskiego, o które zabiegał o. Maksymilian natychmiast po jego śmierci, z powodu wielu czynników się nie powiodły, jest jednak nadzieja że się do nich wróci.

Wydaje się, że tę listę „świętych” z jego otoczenia można by poszerzyć przynajmniej jeszcze o o. Alfonsa Kolbego, a także br. Alberta Olszakowskiego. Świadczy o tym następujący tekst o. Kolbego: „Wzmocnijcie ofensywę modlitwy w sprawie trzeciego Niepokalanowa. Niektórzy mówią czwartego, bo nie bez racji twierdzą, że już istnieje też Niepokalanów w niebie, gdzie gwardianem jest Niepokalana, a robotnikami o. Fordon, o. Wenanty, o. Alfons, br. Albert itd.” PMK 378 s. 554.

Warto się zastanowić, jak to się stało, że ówczesne  środowisko franciszkańskie stworzyło tak sprzyjające warunki do budowania świętości, bo przecież do wymienionych tutaj osób należy dołączyć jeszcze błogosławionych franciszkańskich męczenników II wojny światowej, którzy w większości byli współpracownikami św. Maksymiliana. Mam nadzieję, że dalsze wywody pomogą odpowiedzieć na to pytanie przynajmniej w odniesieniu do o. Kolbego.

Budowanie świętości, a ściślej uświęcenie, jest zadaniem indywidualnym zakonników i nie tylko, ale też nie jedynym zadaniem. Istotna jest bowiem także pomoc w uświęcaniu innych. Jest to również celem działania Rycerstwa i zadaniem tych, którzy przez powołanie należą do Niepokalanej. Pisze o tym wyraźnie o. Kolbe w liście do o. Quirico Pignalberiego, jednego ze współzałożycieli MI, omawiając Regulamin Rycerstwa: „Cel: Starać się o nawrócenie grzeszników, heretyków, schizmatyków, żydów itd., a zwłaszcza masonów i o uświęcenie wszystkich pod opieką i za pośrednictwem N[ajświętszej]M[aryi]P[anny] Niepokalanej” PMK 21 (t. 1, s. 56). Nawiasem mówiąc, o. Quirico też jest kandydatem na ołtarze. 3 marca 2016 r. papież Franciszek pozwolił na ogłoszenie dekretu przyznającego mu tytuł Czcigodnego Sługi Bożego.

Podobnie o tym ideale pomocy do uświęcania pisze do swojego brata, wtedy jeszcze kleryka Alfonsa: „Jak to już wiesz (szczególnie z etyki) chwała Boża polega (est realiter idem) na zbawieniu dusz; zbawienie więc i uświęcenie jak najdoskonalsze jak najwięcej tych dusz, co P[an] Jezus tak drogo swą śmiercią na krzyżu odkupił (rozpocząwszy od własnej) jest naszym wzniosłym ideałem życia i to, aby przez to jak najwięcej przyjemności sprawić Przen[ajświętszemu] Sercu P[ana] Jezusa. Lecz w jaki sposób możemy jak największą chwałę oddać Panu Bogu, jak najwięcej dusz, jak najwięcej uświęcić? – Bez wątpienia sam Bóg najlepiej zna «ten sposób», bo jest nieskończenie wiedzący, nieskończenie mądry. – On i tylko On, Bóg wszechwiedzący, wie, co w każdej chwili możemy uczynić, aby jak największą chwałę Mu przynieść. Od Niego więc i tylko od Niego możemy i mamy się o tym dowiedzieć” PMK 24 (t. 1, s. 60). Do braci z Niepokalanowa rozproszonych przez wojnę pisze w Liście okólnym, aby im przypomnieć: „Wprawdzie i osobno każda Jej [NIepokalanej]oddana dusza i inne bratnie dusze do Niej pociągnąć może, ale jako zakonnicy mamy prawo i obowiązek przebywać w klasztorze i wspólnie przez doskonałe praktykowanie ślubów zakonnych i sami się uświęcać, i innych do uświęcenia pociągać” PMK 777 (t. 1, s. 1051). Z wielkim zapałem, a wręcz z naglącym przypomnieniem wagi tego zadania, pisze w liście do o. Kornelego Czupryka, prowincjała: „Teraz, gdy duch zły nie czeka, ale planowo i szybko działa, nie możemy z jakichkolwiek powodów przystanąć: chodzi tu bowiem o dusze, o zdobycie całego świata i każdej duszy z osobna Niepokalanej, o uświęcenie wszystkich dusz przez Niepokalaną aż do końca świata, a szkoda i jednej duszy: za poważna więc sprawa. […] Przez 7 wieków walczyliśmy o uznanie prawdy Niepokalanego Poczęcia i walka ta została uwieńczona ogłoszeniem dogmatu i objawieniem Niepokalanej w Lourdes, teraz kolej na drugą część historii: posianie tej prawdy w duszach, dopilnowanie rozrostu i przyniesienie owocu świętości. I to we wszystkich duszach, które są i będą aż do skończenia świata” PMK 431 (t. 1, s. 623). Cóż, pozostaje nam sobie postawić pytanie o naszą gorliwość w tym względzie.

Jaka jest istota świętości? Pierwszym świętym w porządku ontologicznym i pierwowzorem świętości jest wcielony Syn Boży Jezus Chrystus. Pisze o tym o. Maksymilian wielokrotnie. „Otóż Kościół katolicki wierzy, że Maryja nigdy nie podlegała ogólnemu prawu dziedziczenia grzechu pierworodnego i za szczególniejszym przywilejem Bożym od pierwszej chwili swego istnienia wolną była od niego, jak przystało na przyszłą Matkę Jezusa Chrystusa, Wcielonego Boga nieskończenie czystego i świętego” PMK 1105b (t. 2, s. 562). „Dopiero na sądzie Bożym i w niebie dowiemy się, jak czuła ta Matka nasza niebieska troszczyła się o każdego z nas od zarania, jak troszczy się o każdą duszę, Jej dziecię, by ukształtować [je] na wzór Jezusa, Jej Dziecięcia pierworodnego, Pierwowzoru świętości, Człowieka-Boga” PMK 1178 (t. 2, s. 689). To naśladowanie Chrystusa jest najpewniejszą drogą do świętości. O. Kolbe powtarza z przekonaniem to odkrycie drogi świętości dokonane przez św. Franciszka z Asyżu, który dla wielu stał się „alter Christus” czyli „drugim Chrystusem”. „Na wzór tego pierwszego Syna Bożego, Boga-Człowieka, nieskończonego mają się urabiać odtąd dzieci Boże; kopiując rysy Boga-Człowieka, naśladując Chrystusa Pana, będą dążyć do świętości dusze; im kto dokładniej odtworzy w sobie obraz Chrystusa Pana, tym bardziej zbliży się do Bóstwa, ubóstwi, stanie człowiekiem-Bogiem PMK 1208 (t.2, s. 722). „Im która dusza bardziej Go naśladuje, tym bardziej się do Niego upodobni, a im więcej się upodobni, tym więcej się uświęci, ubóstwi. Przypatrzmy się więc Jego życiu, by jak najlepiej je odkopiować” PMK 1209 (t. 2, s. 723).

Przypomina w szkicu artykułu o Niepokalanej o obecności Chrystusa w Najświętszym Sakramencie, przed którym należy uczyć się świętości: „Niepokalanów to domek nazaretański. Ojcem – Bóg Ojciec, Matką i Panią domu to Niepokalana, pierworodnym Synem a naszym Bratem – to Brat P[an] Jezus w Przen[ajświętszym] Sakramencie Ołtarza. Wszyscy zaś młodsi bracia starają się naśladować starszego w miłości i czci ku Bogu i Niepokalanej wspólnym naszym rodzicom, a od Niepokalanej uczą się kochać Boskiego starszego Brata; Pierwowzór, Ideał świętości, który raczył z nieba zstąpić, wcielić się w Niej i zamieszkać z nami w Tabernakulum” PMK 1133 (t. 2, s. 613).

Jak można to było już dostrzec, w większości tekstów mówiących o naśladowaniu Jezusa - Pierwowzoru nie tylko świętości, ale i człowieka doskonałego, o. Maksymilian  pisze także o Niepokalanej: „Bóg Ojciec. Jakżeż głębokie słowa Pana Jezusa: «Nie nazywajcie nikogo ojcem na ziemi» [por. Mt 23,9]. Doprawdy, nikt nie jest ojcem w doskonałym tego słowa znaczeniu, bo pierwszy początek wszystkiego, to pierwszy Ojciec wszystkiego: Bóg Ojciec. Wszystko inne to echa, echa. Od Ojca Boskość jakby spływa przedwiecznie na Syna i od Ojca i Syna na Ducha Przen[ajświętszego], a z Trójcy Przen[ajświętszej] na Dziewicę Matkę Boga – Jezusa, tego pierwowzoru człowieka doskonałego, świętego, aż Boga- Człowieka; wedle tego wzoru formować się będą święci. Ale nie inaczej w ich duszy narodzi się Jezus, jak przez Maryję Niepokalaną, ani też nie inaczej będzie w nich wzrastał, upodabniał do siebie jak przez Tę, u której boku wzrastał Człowiek-Bóg: Jezus” PMK 868 (t. 2, s. 165). Z przekonaniem pisał o. Maksymilian do gwardiana Niepokalanowa o. Floriana Koziury z przesłaniem dla braci w klasztorze, którzy wyrażali swoje wątpliwości co do tego szczególnego nacisku na związek z Maryją: „Proszę powiedzieć Drogim Braciom, by nie obawiali się nigdy, że pokochają Niepokalaną za dużo, bo jak się wyraził nasz O. Gwardian, nigdy nie pokochamy Jej tak, jak Ją kochał Jezus. A przecież naśladowanie Jezusa to cała nasza świętość. – Kto się do Niej zbliża, tym samym zbliża się do Boga, tylko że drogą krótszą, pewniejszą, łatwiejszą” PMK 483 (t. 1, s. 690). A w dedykacji do książki br. Jarosławowi napisał: „Kto kocha Niepokalaną, ten się zbawi, uświęci i innym do uświęcenia dopomoże” PMK 1125a (t. 2, s.593). I w innej dedykacji: „Nie stawiaj granic w miłości ku Niepokalanej, bo nigdy nie ukochasz Jej tak, jak Boski nasz wzór Jezus Chrystus” PMK 1124d (t.2, s. 593)

Sama Niepokalana jest również wzorem świętości, pierwszą po Jezusie Chrystusie i najpierwszą w ludzkiej osobie. Opisując obronę Niepokalanego Poczęcia przez bł. Jana Dunsa Szkota, notuje o. Kolbe takie słowa: „Nauka nowa?... Czyliż Ojcowie Kościoła nie dosyć jasno głoszą swą wiarę i swoich wieków w Niepokalane Maryi Poczęcie twierdząc, że Ona najczystsza pod każdym względem i całkowicie niepokalana najczystsza, zawsze czysta, że grzech nigdy w Niej nie panował, że Ona więcej niż święta, więcej niż niewinna, pod każdym względem święta, czysta bez zmazy, świętsza niż święci, czystsza niż niebieskie duchy, sama święta, sama niewinna, sama niepokalana, sama ze wszech miar niepokalana i sama ze wszech miar błogosławiona?...” PMK 995 (t. 2, s. 352). Czy też w przygotowywanym materiale na książkę o Niepokalanej: „Nic plugawego na nią nie przypada, bo jest jasnością świętości i zwierciadłem bez zmazy Boskiego majestatu i wyobrażeniem dobroci Jego; śliczniejsza nad słońce i nad wszystek porządek gwiazd, światłości przyrównana znajduje się być pierwsza [por. Mdr 7,25-26.29]” PMK 1176 (t. 2, s. 667).

Naśladowanie Niepokalanej pewnie prowadzi do świętości: „Naśladujemy ludzi dobrych, cnotliwych, świętych, ale żaden z nich nie jest bez niedoskonałości; tylko Ona, Niepokalana od pierwszej chwili swego istnienia, nie zna żadnego chociażby najlżejszego upadku. Ją więc naśladować, zbliżyć się do Niej, stać się Jej, stać się Nią – oto szczyt doskonałości człowieka” PMK 1191 (t. 2, s. 690). „Ponieważ zaś pragniemy nie tylko my sami oddać się tak bez granic Niepokalanej, ale także, aby wszystkie dusze na całym świecie, które są i będą, tak się Jej bezgranicznie oddały, stąd staranie się nie tylko o siebie, ale także o nawrócenie i uświęcenie innych (wszystkich) przez Niepokalaną. Kto Jej całkowicie doskonale oddany, ten też już i świętość zdobył i im doskonalej da się Jej prowadzić w życiu wewnętrznym (duchowym) i zewnętrznym (działalność na zewnątrz), tym bardziej w Jej świętości uczestniczy. – Stąd członek Niepokalanowa, aby Ją naśladować, jak Ona Pana Jezusa, i św. O. Franciszka, jak i On Pana Jezusa, ogranicza się w potrzebach swoich osobistych do rzeczy tylko najkonieczniejszych, nie szukając ani wygody, ani przyjemności, ale tylko wszystkiego używa, o ile potrzeba i wystarczy, by jak najprędzej cały świat, wszystkie dusze podbić Niepokalanej” PMK 299 (t. 1, s. 434). „«I my mamy zmartwychwstać» głosi nam wielkanocna pieśń, ale nie tylko po śmierci, lecz co rok Kościół św. wzywa do tego wiernych, nakazując spowiedź wielkanocną. My zakonnicy tym bardziej zmartwychwstać mamy. Choćby kto miał nieszczęście duchowo umrzeć, choćby mu szatan mówił, że już nigdy z martwych nie powstanie, wystarczy szczere zwrócenie się do Pośredniczki łask wszelkich – Niepokalanej, by uzyskać nie tylko łaskę zmartwychwstania, ale także by osiągnąć wysoki, bardzo wysoki stopień świętości. Im kto więcej do Niej się zbliży, ten tym obficiej zaczerpnie z łask poznania i ofiarnego ukochania Boga, który z miłości ku nam poszedł aż na krzyż” PMK 1144 (t. 2, s. 633).

Matka Boża w tym procesie osiągania świętości przez człowieka nie pozostaje bierna, Ona uczestniczy w pośrednictwie Bożej łaski, która do zbawienia jest koniecznie potrzebna, Ona prowadzi swoje dzieci. „Jedynym pragnieniem Niepokalanej jest podnieść poziom naszego życia duchowego aż do wyżyn świętości” PMK 1128 (t. 2, s. 598). „Niepokalanej rycerz wie, że w Niepokalanej i przez Niepokalaną najprędzej i najłatwiej stanie się Jezusowym, stanie się Bożym. Wie, że Ona w nim i przez niego bez porównania doskonalej ukocha Jezusa, niżby on to sam wszelkimi innymi sposobami próbował. Wie, że jak każda łaska od Boga Ojca przez Jezusa i Niepokalaną do jego duszy spływa, tak nie inaczej, jak tylko przez Nią i Jezusa każda odpowiedź na tę łaskę, każda zapłata miłością za miłość do Ojca wznosić się może i powinna. Wie, że to jest jedyna droga do najłatwiejszej i najwznioślejszej świętości, do jak największej chwały Bożej” PMK 1191 (t. 2, s. 690). Zapisuje o. Kolbe w notatce z medytacji: „Przez Niepokalaną dojdziesz do świętości” PMK 864 (t. 2, s. 63). Wymowne w tym względzie są bardzo osobiste słowa o. Maksymiliana z Pamiętnika z dnia 7 października 1919: „Mamusiu, ja nic nie wiem, dokąd to dojdzie ta cała sprawa, ale racz czynić ze mną i nami wszystkimi, cokolwiek się Tobie podoba na jak największą chwałę Bożą; jestem Twój, Mamusiu Niepokalana moja. Ty widzisz, jak bardzo jestem nędzny, chodzący nad brzegiem przepaści, pełen własnej miłości; jeżeli mnie na jedną tylko chwilkę wypuścisz ze swoich niepokalanych rąk, pierwszy w najcięższe grzechy i na dno piekła upadnę, ale jeżeli mnie (na co zupełnie nie zasługuję) nie wypuścisz i kierować będziesz, nie upadnę na pewno i stanę się świętym, wielkim świętym” PMK 865 (t. 2, s. 97). Tym przekonaniem dzieli się też z innymi, wręcz wskazując je jako zgodne z Bożą wolą: „Dziecko Drogie, kochajmy Niepokalaną co dzień więcej i więcej. Tu nie ma i nie może być granicy, a Ona coraz bardziej oczyszczać będzie serce nasze z naturalizmu i przemieni w siebie. Cześć Niepokalanej to tajemnica, której wielu nie zna jeszcze, a raczej zna i praktykuje tylko powierzchownie, a tymczasem to jest z woli Bożej istota całej świętości” PMK 600 (t. 1, s. 865). To słowa skierowane przez św. Maksymiliana do o. Mieczysława Mirochny, jego wychowanka i kontynuatora pracy misyjnej w Japonii.

Warto również przytoczyć zdanie przywołane przez o. Maksymiliana za św. Ludwikiem Marią Grignion [de] Montfortem z książeczki Traktat o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny. Właściwie jest to pewnego rodzaju proroctwo: „Powstaną ludzie bardzo święci. Ci dojdą do świętości przez cześć szczególną Najśw[iętszej] Panny, którą będą mieć w pamięci i w sercu, jako najdoskonalszy wzór świętości i jako potężne źródło łask Bożych. Tych świętych, zwłaszcza przy końcu świata, wzbudzi Bóg przez Maryję, Matkę swoją, a to w tym celu, aby te dusze, pełne łaski i gorliwości, stawiły opór nieprzyjaciołom Boga, zewsząd z zajadłością powstającym” PMK 1042 (t. 2, s. 429).

O. Maksymilian doceniał również rolę świętych wyniesionych przez Kościół na ołtarze w drodze do osobistej świętości. „Mimo dużej skłonności do pychy, Niepokalana pociągała mnie silniej. Na klęczniku miałem w celi stale obrazek jakiegoś świętego, któremu objawia[ła] się Niepokalana i często modliłem się do Niej. Widząc to ktoś z zakonników powiedział mi, że mam duże nabożeństwo do tego świętego” PMK 1105 (t. 1, s. 559). Oprócz wspomnianych wcześniej świętych kobiet, ogromną czcią otaczał zarówno św. Franciszka z Asyżu, św. Antoniego z Padwy, bł. Jana Dunsa Szkota (za jego czasu jeszcze nie beatyfikowanego) i innych świętych franciszkańskich, którzy byli dla niego inspiracją i wzorem przede wszystkim w miłości do Niepokalanej. „Prawdy mądrości Świętych. Rekolekcje są studiowaniem (sciencji) mądrości Świętych (scientia). Nauka ta jest spekulatywna i praktyczna. Rozumem trzeba ją poznać i udowodnić (bo jest zupełnie rozumową, choć presuponuje objawienie). Praktyczna, bo należy ją nie tylko rozumieć i być o jej prawdzie przekonanym, jak w matematyce 2 + 2 = 4, mieć zawsze jasno przed oczyma i używać jej w życiu praktycznym. Rozważaj o tych prawdach często. Kiedy? W niedziele [brać] na medytację?” PMK 841 (t. 2, s. 16).

O. Maksymilian Maria Kolbe był przekonany o jednym niezawodnym sposobie osiągnięcia świętości. Było nim pełnienie woli Bożej poprzez doskonałe posłuszeństwo. Pisał w liście do matki: „Nawzajem tegoż życzę, co Mama w liście opisała, a raczej nawet tego o tyle tylko warto pragnąć, o ile to jest Wolą Bożą, czyli jedynie Woli Bożej, chociażby Pan Bóg chciał, by imię nasze noszono na drągu po wszystkich miastach i zaułkach świata. Bo rzeczywiście Wola Boża to istota świętości, miłości, ubóstwienia” PMK 506 (t. 1, s. 719). W swoich notatkach pisał jeszcze jako kleryk w 1916 r.: „Rozmyślaj często o tym, że cała wielkość, świętość i godność twoja zależy jedynie od wypełnienia Woli Bożej” PMK 845 (t. 2, s. 26). I trzy lata później już jako kapłan: „Uświęcenie przez wielkie i małe czynności. Miarą świętości jest miłość, Wola Boża” PMK 864 (t. 1, s. 72). Dzielił się tym przekonaniem ze swoimi wychowankami i podwładnymi: „Moi Kochani, doświadczycie w życiu nawet na tym świecie, że cała doskonałość świętości, cała gorliwość działania, cała skuteczność misji polega nie na wielkiej mądrości, wielkim sprycie, talentach, a nawet nie na ilości modlitw i pokut, ale jedynie na doskonałości świętego Posłuszeństwa. A dlaczego? Bo przez św. Posłuszeństwo okazuje się pewna wola Boża, wola Niepokalanej; przez święte Posłuszeństwo stajemy się naprawdę narzędziem w ręku Niepokalanej, jak tego wymaga dyplomik MI; przez święte Posłuszeństwo wola nasza łączy się z Jej wolą tak, jak Jej wola jest ściśle zjednoczona z wolą Bożą; przez święte więc Posłuszeństwo stajemy się ściśle, matematycznie nieskończenie mądrzy w działaniu, nieskończenie potężni i mądrzy, i dobrzy, bo wola Boża nieskończenie i mądra, i dobra, i potężna zawsze być musi... Co za podwyższenie człowieka – nieskończone. Cóż wobec tego znaczą najbardziej oklaskiwani geniusze. –Nic więc dziwnego, że działając wedle św. Posłuszeństwa najwięcej i najlepiej czynimy. I wtedy najświęciej też działamy. Tego więc i Wam, Drogie moje Dzieci, z całego serca życzę, i tego tylko, bo wszystko inne o tyle tylko przedstawia jakąś wartość, o ile zgodne jest z wolą Niepokalanej, czyli z wolą przenajświętszą Bożą” PMK 333 (t. 1, s. 490). I kolejny tekst: „Gdyby mi wolno było dodać coś jeszcze, zaleciłbym dwie rzeczy: 1) posłuszeństwo, które jest najłatwiejszą, najkrótszą i najpewniejszą drogą do świętości, a nawet to nadnaturalne posłuszeństwo, zjednoczenie naszej woli z wolą Bożą, stanowi samą istotę świętości, czyli doskonałej miłości; i 2) dziecięcą miłość, nabożeństwo do Najświętszej Maryi Panny. Ona Was nauczy doskonałego nadnaturalnego posłuszeństwa; Ona wyjedna i da Wam siły do postępowania tą drogą, a nawet jako Najlepsza Matka na bardziej niebezpiecznych drogach przyciskając Was miłośnie do swego Niepokalanego Serca, poniesie Was bezpiecznie na swych własnych rękach. Te słowa są tylko jakimiś słowami, niedoskonałymi, lecz dużo więcej zrozumiecie z własnego doświadczenia” PMK 379a (t. 1, s. 555). Zdawał sobie jednak o. Maksymilian sprawę, z trudności jakie niesie ze sobą pragnienie doskonałego posłuszeństwa: „Co do ślubu posłuszeństwa nadnaturalnego – to jest on czymś tak wzniosłym, że na ogół nawet ludzie pojmujący jeszcze świętość dwóch poprzednich ślubów [czystości i ubóstwa – dopisek PB]nie mogą nieraz zrozumieć jego wzniosłości” PMK 788 (t. 1, s. 1063).

Tę wolę Bożą odnajdywał o. Kolbe w woli Niepokalanej. „Zaiste spełnienie Woli Niepokalanej «w jak najdrobniejszych szczególikach i jak najdokładniej» stanowi największą świętość. Boć przecież Jej Wola – to samaż Wola Jezusa, Wola Boża” PMK 652 (t. 1, s. 918). „W posłuszeństwie zakonnym pewna jest Jej wola, Syna i Ojca wola; więc nieskończenie mądra, roztropna, potężna, dobra, chociaż byś tego swym rozumem dostrzec nie był w stanie, bo rozum twój skończony i omylny. Pełniąc Jej wolę okazujesz istotną miłość Jej, Jezusowi i Ojcu, uświęcasz się” PMK 1200 (t. 2 s. 706). „Podążaj nadal zawsze za świętymi natchnieniami Mamusi, która cię prowadzi po drogach świętości, i zawsze bądź radosny” PMK 861 (t. 2, s. 47). „Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia [Flp 4,13] przez rączątka Niepokalanej... nawet zostać świętym; odwagi więc, i naprzód w cierpliwości i miłosnej wierze” PMK 864 (t. 2, s 62n). I bardzo podobny tekst zapisany cztery miesiące później: „Ofiaruj wszystko Niepokalanej. Wszystko mogę (i zostać świętym) w Tym, który mnie umacnia przez Niepokalaną. Jeśli nie wiesz albo nie masz siły wykonać Woli Bożej, [powiedz] «Maryja», a Ona wszystko raczy zrobić” PMK 864 (t. 2, s. 66).

W Pismach możemy znaleźć jeszcze dodatkowe wskazówki prowadzące do osobistej świętości. Większość z nich zawarta jest w notatkach z rekolekcji i z medytacji, które skwapliwie prowadził, zwłaszcza w początkach swojej drogi kapłańskiej. Inne zawarte są w korespondencji, którą prowadził czy to z pojedynczymi osobami czy konkretnymi wspólnotami.

Sposobem osiągnięcia świętości jest umiejętność naśladowania Pana Jezusa w pokorze i przyjmowanie w pokoju upokorzeń i niesprawiedliwości. „… (do czego przy nadzwyczajnej łasce Bożej dojść można) woleć ubóstwo, wzgardę i wszystkie boleści niż bogactwo, honory i przyjemności dla Pana Jezusa, bo Pan Jezus to wybrał. Św. Serafin stał się wielkim świętym tylko przez to, że się modlił za tych, co mu przykrość wyrządzali” PMK 841 (t. 2, s. 15). „Wjazd triumfalny P[ana] Jezusa do Jeruzalem. – P[an] Jezus przyjmuje w pokoju i honory dla chwały Bożej – Jeżeli w pokoju, dla chwały Bożej honory i wzgardę nauczysz się przyjmować, będziesz świętym” PMK 864 (t. 2, s. 61). Br. Edmundowi zapisał jako dedykację do książki: „Do świętości dochodzi się przez codzienne zapieranie się siebie. Jeżeli trudno, zwracajmy się do Niepokalanej, a Ona nauczy, jak to czynić, i doda sił do wykonania” PMK 1124c (t. 2, s. 593).

Miejscem uświęcenia jest wspólnota zakonna, klasztor, w którym przychodzi mu żyć i pracować. Stąd zapisuje zdanie jednego ze świętych: „Świętość moja, życie wspólne. Życie wspólne, świętość moja (św. Jan Berchmans)” PMK 844 (t. 2, s.23). Uważa o. Kolbe, że należy korzystać z darów jakie daje Kościół na drodze do świętości: „Staraj się o zyskanie jak najwięcej odpustów, a zostaniesz świętym” PMK 848 (t. 2, s. 31). Powtarza naukę papieża: „Ojciec święty: «Świętość polega na dobrym wypełnianiu obowiązków»” PMK 864 (t. 2, s. 62), i rekolekcjonisty: „Modlitwa i samotność czynią człowieka świętym” PMK 844 (t. 2, s. 21). „Święty przechodzi zawsze «dobrze czyniąc» [por. Mk 7,37] na wzór Jezusa, prawdę i szczęście zaszczepia, gdzie tylko zajdzie, i przykładem pociąga do Dobroci niestworzonej” PMK 906 (t. 2, s. 258).

W notatkach do książki, praktycznie na ostatnich zapisanych stronach, zawiera takie zdanie: „Nie zapominaj, że świętość polega nie na czynach nadzwyczajnych, ale na dobrym spełnianiu twych obowiązków względem Boga, siebie i innych. Żaden, nawet najświętszy stan, nie zapewni ci uświęcenia duszy, jeżeli będziesz zaniedbywał obowiązków z tego stanu płynących” PMK 1200 (t. 2, s. 706). Oczywiście odnajdujemy tutaj echo jego świadectwa o słudze Bożym Wenantym Katarzyńcu: „Nie silił się na czyny nadzwyczajne, ale zwyczajne nadzwyczajnie wykonywał” PMK 891 (t. 2, s. 245).

Równocześnie o. Maksymilian jest świadomy, że do świętości dochodzi się poprzez daleką drogę, że jest to proces, który trwa i wymaga wiele trudu i samozaparcia. Lata życia ludzkiego i związany z tym mozół są jednak niczym w odniesieniu do wieczności. Dążący do świętości, mimo przeszkód nigdy nie może tracić z oczu celu, do którego zdąża. „Życie krótkie, cierpienia krótkie, a potem: Niebo. Niebo. Niebo” PMK 844 (t. 2, s. 23). „Czas krótki, niepewny, świętość daleka. – Czyń, co czynisz” PMK 864 (t.2, s. 72). „Życie umyka szybko. – Ani sekunda nie powraca. Spieszmy się więc, by dać jak najwięcej dowodów miłości” PMK 445a (t. 1, s. 643). Pisze o. Kolbe w Rycerzu Niepokalanej: Geniusz i święty mają wiele cech wspólnych. Wyrastają oni ponad otoczenie, zwracają mimowolnie na się uwagę jako ludzie – niezwykli. Obydwaj wytknęli sobie cel niepospolitej miary i ufni w obfite dary natury czy łaski, dążą do jego osiągnięcia przez ciernie oraz wszelkiego rodzaju zapory i trudności. Nie tylko zazdrośni, ale i nieraz przyjaciele w najlepszej nawet wierze utrudniają im pochód. Obydwaj, jeśli wdrapią się na pożądany szczyt lub skutecznie doń się zbliżają, znajdują naśladowców, którzy w nich wpatrzeni mniej lub więcej udatnie dążą nową ścieżyną za nimi. A pamięć tak świętego jak i geniusza przechodzi z pokolenia na pokolenie” PMK 906 (t. 2, s. 257). Doskonale to dochodzenie do świętości opisuje fragment listu do br. Alfonsa, kleryka krakowskiego seminarium franciszkanów, będący komentarzem do napisanego przez niego wiersza pt. Błogosławieni!. „Jeśli to wykonasz, coś tam zamierzył, to będziesz wkrótce świętym. Ale jest to droga do nieskończoności; i ona nieskończona, stąd też «qui sanctus est sanctificetur adhuc» [Święty niech się jeszcze uświęca]. [Ap 22,11]; a im kto dalej po tej drodze zajdzie, tym jaśniej poznaje, ile jeszcze pozostaje do przebycia i jak małe jest to, co już przeszedł, w porównaniu do całości. Im szybciej bieży, tym więcej poznaje powolność dotychczasowego chodu. Tak to wciąż jakby na nowo zaczynać wypada, a św. nasz O. Franciszek na łożu śmierci mówi: «zacznijmy czynić dobrze»” PMK 34 (t. 1, s.115).

Świadectwem wagi sprawy świętości dla o. Maksymiliana jest fakt, że już w trzecim i czwartym numerze Rycerza Niepokalanej pojawiły się jego teksty na ten temat. Kwietniowy artykuł zatytułowany został „Wielkość a świętość” i jego fragmenty zostały przytoczone powyżej. Por. PMK 906 (t. 2, ss. 257n.). Artykuł z numeru marcowego podaję poniżej w całości. Jego ostatnie zdanie niech i nam posłuży, przynajmniej jako zachęta, do wejścia na drogę świętości, bo odpowiada na pytanie co zrobić, żeby świętym zostać, najlepiej jak największym świętym.

PMK 903 (t. 2, ss. 253n)

Oryg.: brak. – Druk.: RN 1 (1922) 45-47.

                                                                           [Kraków, przed marcem 1922]2

Świętość

Człowiek z natury dąży do wydoskonalenia się nie tylko fizycznego i umysłowego, ale także moralnego; toteż w historii ludzkości spotykamy wszędzie ludzi uważanych za coś wyższego nie tylko ponad zwykły tłum, ale także ponad uczonych, ludzi zwanych «świętymi». Po upadku jednak pierwszego rodzica, zaćmiony umysł nie mógł znaleźć jasnej drogi do duchowego wydoskonalenia, ani też osłabiona wola nie miała dość sił, by nią kroczyć aż do heroizmu; stąd pojęcia świętości niejasne lub fałszywe. Już chińscy filozofowie wyróżniają ludzi «żyjących na wzór duchów» i stawiają ich ponad mędrców. Świętość ta, polegająca na dokładnym wypełnianiu praw boskich, tj. doskonałości i prawdy, miała charakter czysto naturalny. Lepiej wyobrażali sobie świętość Grecy; chociaż bowiem cnotę uważali za coś naturalnego, to jednak świętość była dla nich zbliżeniem do bóstwa, a Platon w dialogu «Euthyphron» dowodzi, iż świętość dlatego właśnie jest miłą bóstwu, że jest świętością. Nawet zmysłowy Epikur pisał księgi: O świętości i pobożności względem bogów. Wręcz przeciwne pojęcie świętości wyrobiło się u buddystów. Wedle nich cały wszechświat jest zły, a bogowie – to nieszczęśliwi, którzy podobnie jak ludzie dążą do «wyzwolenia». Mnich buddyjski opuszcza koło rodzinne i mienie, by zniszczyć swą naturę i zabić w niej zarodki przyszłych istnień, wyniszczyć się w ekstazie i dojść do nirwany (nicości). Mahometanie Boga wzywają i do Niego dążą. Marabut (mnich) ich ćwiczy się w postach, czuwaniach i wstrzemięźliwości na miejscu samotnym, by dojść do wizji i zachwytów i tak przestawać z Bogiem. Gdy do tego dojdzie (oczywiście nie ma tu mowy o nadnaturalnym zachwyceniu), otrzymuje nazwę «uali», tj. przyjaciel Boga, a po śmierci współwyznawcy wzywają jego wstawiennictwa przed Bogiem i Prorokiem. Wstawiennictwo to ma się okazywać przez cuda. Cudem zaś nazywają mahometanie każde zdarzenie, które nie jest zwykłe, codzienne i oczekiwane, a o krytyce to i mowy nie ma. W Starym Zakonie pojęcie świętości ściśle już się łączy z pojęciem Boga. Tak np. czytamy w Księdze Kapłańskiej (20,26): «Będziecie mi świętymi, bo świętym jestem Ja, Pan, i odłączyłem was od innych ludów, abyście byli moi», a w Drugiej Księdze Królewskiej (4,9): «Widzę, że to jest mąż Boży, święty». – Lecz i tu świętość nie jest doskonała. Dopiero Chrystus Pan przyszedłszy na świat wskazał ludzkości przykładem i słowem drogę do prawdziwej świętości. Istotą jej – miłość Boga aż do heroizmu. Oznaką – wypełnianie Bożej Woli, zawartej zwłaszcza w Przykazaniach Bożych, Kościoła Bożego i w obowiązkach stanu. Środkiem – ciągłe czuwanie nad sobą, by wady poznać i wykorzenić, a cnoty wszczepiać, pielęgnować, rozwijać aż do niepowszednich stopni –i modlitwa, którą dusza zdobywa nadprzyrodzone Boże łaski, niezbędne do postępu duchowego. U wszystkich świętych zajmuje ona pierwszorzędne miejsce. Najważniejsze jej stopnie – to modlitwa ustna, rozmyślanie i kontemplacja. W tej ostatniej porywa Pan Bóg nieraz duszę do siebie bliżej i wtedy, olśniona nadziemskim światłem i rozpłomieniona miłością, wpada w zachwycenie, nie mające nic wspólnego z naturalnymi zachwytami. Nie jest to jednak konieczne ani potrzebne do świętości. Papież Benedykt XIV pisze: «Ażeby kanonizować sługę Bożego, wystarcza mieć dowody, że on uprawiał wzniosłe i bohaterskie cnoty, do których nadarzała mu się sposobność odpowiednio do warunków i stanu jego osoby». Stąd też, jak mówi H[enryk] Joly [Psychologia świętych, Warszawa 1899]: «Kościół zaliczył w poczet świętych nie tylko mnichów obok książąt i księżnych, królów i królowych, cesarzy i cesarzowych, ale także kupców, nauczycieli, ogrodników, rolników, pasterzy i pasterki, adwokatów i doktorów, skarbników i urzędników, żebraków i służących, rzemieślników, szewców, cieśli i kowali!» Fałszywe jest też ogólne przekonanie, że święci nie byli podobni do nas. I oni odczuwali pokusy, i oni upadali i powstawali, i ich nieraz przygniatał smutek, osłabienie i paraliżowało zniechęcenie. Lecz pomni na słowa Zbawiciela: «Beze Mnie nic uczynić nie możecie» [J 15,5], i na owe św. Pawła: «Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia» [Flp  4,13] – nie ufali sobie, lecz całą ufność w Bogu pokładając, upokarzali się po upadkach, szczerze żałowali, duszę z brudów w Sakramencie Pokuty zmywali, a potem z większym jeszcze zapałem przykładali rękę do dzieła. I tak upadki służyły im za szczeble do coraz wyższej doskonałości i stawały się coraz lżejsze. Gdy św. Scholastyka spytała swego brata św. Benedykta, czego potrzeba, by dojść do świętości, otrzymała odpowiedź: «Trzeba chcieć».

O. M[aksymilian] K[olbe]

opr. o. Piotr Bielenin OFMConv


Św. Maksymilian Maria Kolbe, Pisma, Wydawnictwo Ojców Franciszkanów, Niepokalanów 2018.

Dostępne w sprzedaży:

Niepokalanów, 96-515 Teresin

tel. 46 864 22 08

e-mail: wydawnictwo@niepokalanow.pl

www.wydawnictwo.niepokalanow.pl



Ta strona wykorzystuje pliki typu cookie. Jeżeli nie wyrażasz zgody na ich zapisywanie, wyłącz ich obsługę w ustawieniach swojej przeglądarki.
Zamknij