Franciszkanie.pl - serwis informacyjnyFranciszkanie.pl - serwis informacyjny

Oczami św. Maksymiliana (7). Pozwól się prowadzić

20.12.2021 Piotr Bielenin

Franciszkanie.pl | Redakcja portalu

Kiedy przyglądamy się jego osobie, św. Maksymilian Kolbe może wydawać się przede wszystkim człowiekiem aktywnym, nieustannie podejmującym różne formy działalności i coraz to trudniejsze wyzwania apostolskie. Z punktu widzenia duchowego jawi się jako asceta pracujący nad sobą, szukający nowych sposobów realizacji swojej drogi zakonnej, kapłańskiej, maryjnej. Z punktu widzenia praktycznego jako wspaniały organizator, dyrektor wydawnictwa, gwardian ogromnego klasztoru, misjonarz „ad gentes”, jak teraz nazywa się misjonarzy wyjeżdżających do odległych krajów na innych kontynentach. Jednym zdaniem: człowiek zawsze ogromnie wymagający, od siebie i także od innych, ciągle podążający naprzód w realizacji swoich celów.

Gdyby jednak zatrzymać się tylko na tym spojrzeniu, można sobie stworzyć wizerunek, o ile nie wypaczony, to z pewnością niepełny, jego osoby zarówno jako człowieka i zakonnika, a także zafałszowany obraz jego duchowości.

Jeśli obserwując jego życie nie zatrzymamy się na tym co zewnętrzne, na znanych i powtarzanych historiach, ale poprzez jego Pisma wglądniemy w głąb jego przeżyć, odkryjemy coś, co nieustannie mu towarzyszyło w drodze, pewien klucz, który pozwala odcyfrować jego życie i zrozumieć w jaki sposób Rajmund Kolbe, prosty chłopak z Pabianic, stał się św. Maksymilianem, kanonizowanym męczennikiem miłości.

Tym kluczem do zrozumienia są słowa: „Pozwól się prowadzić”.

Skąd taki wniosek? Te słowa, zapisane jego własną ręką,  odnajdujemy wielokrotnie w jego Pismach: „Pozwól się prowadzić Duchowi Świętemu” PMK 864 (t. 2, s. 62). „Dozwól się prowadzić Opatrzności Bożej. – Niepokalana wszystko zrobi – o nic się nie troszcz” PMK 864 (t. 2, s. 63). „Dozwól się prowadzić; Opatrzność Boża wszystkim rządzi” PMK 864 (t. 2, s. 71). „Pozwólmy się prowadzić Bożej Opatrzności, która najlepiej kieruje krokami każdego” PMK 733b (t. 1, s. 1005). „Dozwól się prowadzić, szczególnie w rzeczach, które ci się nie podobają […]. Dozwól się prowadzić w cierpliwości, miłości...” PMK 864 (t. 2, s. 63). „Pozwól się prowadzić Bożemu Miłosierdziu, Niepokalanej” PMK 864 (t. 2, s. 66). „Daj się prowadzić w pokoju, cierpliwości i miłości Miłosierdziu Bożemu” PMK 864 (t. 2, s. 66). „Dozwól się prowadzić; bądź wierny natchnieniom” PMK 864 (t. 2, s. 57). „Daj się Jej [Maryi] prowadzić z miłością i wzywaj we wszystkich trudnościach i wątpliwościach” PMK 864 (t. 2, s. 63). „Daj się prowadzić Niepokalanej. Co nie zależy od ciebie, od Niej pochodzi; co zależy, wedle Jej Woli pokieruj. Z radością” PMK 858 (t. 2, s. 41). „Dozwól się prowadzić – zostaw wszystko Niepokalanej. Czegoż się troszczysz?” PMK 864 (t. 2, s. 66). W jego notatkach z codziennych medytacji jak refren, co kilka, kilkanaście dni, znajduje się zapisek: „Daj się prowadzić” PMK 864 (t. 2, ss. 57-78). To i tak tylko drobna część osobistych zapisków, w których o. Maksymilian w odniesieniu do samego siebie pisze: „Pozwól się prowadzić”. I choć znamy inne hasła, które mogą być mottem przewodnim jego życia, jak choćby „Zdobyć cały świat dla Chrystusa przez Niepokalaną”, „Tylko miłość jest twórcza” czy „Stopień miłości mierzy się stopniem ofiary” – to jednak żadne z nich nie jest tak często i w tak wielu różnych kontekstach przywoływane przez niego samego, jak właśnie „pozwól się prowadzić”.

Ten nacisk, z jakim św. Maksymilian zaprasza sam siebie, ale także czytelników jego listów czy artykułów do tego, aby „pozwolili się prowadzić”, wynika z tego, iż o. Kolbe ma świadomość, że zbawienie i uświęcenie własne i innych to nade wszystko inicjatywa i dar samego Boga i działanie Ducha Świętego, „który jest Panem życia”. To Bóg wychodzi z inicjatywą. To Bogu bez reszty zależy na człowieku. Człowiek ze swej strony musi tylko odpowiedzieć, musi być posłuszny, musi współpracować z łaską Bożą, czyli jednym zdaniem musi „pozwolić się prowadzić”.

Nie ulega wątpliwości, że dla św. Maksymiliana takim najpełniejszym i najwspanialszym przykładem człowieka, który „pozwala się prowadzić” jest właśnie Maryja Niepokalana. Ta, która na słowa zwiastowania anielskiego odpowiedziała: „Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa twego” Łk 1,38. Ona to potrafiła uczynić, i to w sposób tak wspaniały, dlatego też o. Maksymilian nie wahał się właśnie w Jej ręce powierzyć swojego życia, nawet wieczności, nie wahał się, aby „pozwolić się Jej prowadzić”. „Pamiętaj zawsze, że jesteś rzeczą i własnością bezwzględną, bezwarunkową, bezgraniczną, nieodwołalną Niepokalanej; czymkolwiek jesteś, cokolwiek masz lub możesz, wszystkie «actiones» (myśli, słowa, uczynki) i «passiones» (przyjemne, przykre, obojętne) są Jej całkowitą własnością. Niech więc z tym wszystkim czyni, cokolwiek się Jej (a nie tobie) podoba. Tak samo Jej są wszystkie twe intencje; niech więc zmienia, dodaje, odejmuje, jak się Jej podoba (gdyż Ona sprawiedliwości nie umie naruszyć). Jesteś narzędziem w Jej ręku, więc czyń to tylko, co Ona chce; wszystko z Jej ręki przyjmuj. Do Niej jak dziecko do matki we wszystkim się uciekaj; Jej wszystko powierz. Staraj się o Nią, o Jej cześć, o Jej sprawy, a troskę o siebie i o twoich Jej pozostaw. Nic sobie, ale wszystko uznaj jako otrzymane od Niej. Cały owoc twych prac zależy od jedności z Nią, tak jak i Ona jest narzędziem miłosierdzia Bożego. Życie (każda jego chwila), śmierć (gdzie, kiedy i jak) i wieczność moja, wszystko to jest Twoim, o Niepokalana. Czyń z tym wszystkim, cokolwiek Ci się podoba” PMK 850 (t. 2, s. 35).

U św. Maksymiliana to pozwolenie na prowadzenie siebie i jego przecież bardzo aktywna działalność to dwie strony tego samego medalu, tej samej wędrówki pełnej miłości, jako odpowiedź na miłość Ojca Niebieskiego, którą się czuł nieustannie otoczony. To kolejny raz kiedy stosuje on trzecią zasadę dynamiki Newtona na polu życia duchowego.

W przywoływanych już notatkach z medytacji zapisał: „Przez Niepokalaną i w Jej niepokalanych rączętach dozwól się prowadzić w pokoju i z miłością, a najwięcej zrobisz dobrego, największą chwałę P[anu] Bogu przez zbawienie dusz” PMK 864 (t. 2, s. 67).

Ten wysiłek „pozwolenia na prowadzenie”, przeżywany codziennie i realnie w doświadczeniu życia franciszkańskiego i kapłańskiego, rozciągał w ten sposób z osobistego uświęcenia na ludzi i dzieła, które stały się jego misją zdobycia całego świata dla Chrystusa przez Niepokalaną.

O „pozwoleniu na prowadzenie” jako metodzie pracy misyjnej pisał wielokrotnie i to zarówno do indywidualnych osób, jak i grup czy wspólnot braci: „Pozwólmy się więc prowadzić, bądźmy spokojni, spokojni, nie chciejmy robić więcej, aniżeli chce Ona, ani też szybciej. Pozwólmy się Jej prowadzić; Ona pomyśli o wszystkim, zaspokoi wszystkie nasze potrzeby duszy i ciała; wszystkie trudności, przykrości oddajmy Jej i zaufajmy, że Ona lepiej o nas się zatroszczy aniżeli my sami” PMK 40b (t.1, s. 132; do br. kleryka Paolo Morattiego). „Co za pocieszająca i dająca głęboki pokój prawda! Ona kieruje; dajmy się tylko coraz bardziej, coraz doskonalej prowadzić” PMK 387 (t. 1, s. 565) i PMK 388 (t. 1, s. 566; list z Morza Południowochińskiego z podróży do Polski napisany do Mugenzai no Sono i do Niepokalanowa). „Na zewnątrz ze wszystkim im ciszej, tym lepiej, tylko robota niech się rozwija, a raczej niechaj Niepokalana ją rozwija, a my dajmy się tylko prowadzić” PMK 464 (t. 1, s. 668; do o. Floriana Koziury, gwardiana Niepokalanowa). „Pozwólmy się Niepokalanej dowolnie prowadzić” PMK 467 (t. 1 s. 670; do Niepokalanowa). „Obyśmy tylko jak najdoskonalej dali się Jej [Niepokalanej] prowadzić, to już Ona wszystko zrobi, chociażby i cudów trzeba było. Boć dla Niej i cud trudności nie stanowi” PMK 492 (t. 1 s. 703; do Niepokalanowa). „Pozwólmy prowadzić się Niepokalanej we wszystkim i zawsze” PMK 501 (t. 1, s. 714; do o. Dumitru Lucaciu, prezesa MI w Rzymie). „U nas Niepokalana prowadzi swą sprawę stale naprzód mimo trudności i przeciwności. Im więcej pozwolimy Jej się prowadzić, tym więcej uświęcenia Ona w nas i przez nas zdziała” PMK 524 (t. 1, s. 745; do br. kleryka Kornela Noskiewicza z Osimo). „Niepokalana prowadzi swoje dzieło silną a miłosną ręką coraz dalej, byśmy tylko dali się Jej prowadzić” PMK  600a (t. 1, s. 866; do o. Samuela Rosenbaigera, gwardiana japońskiego Niepokalanowa). „Zostawmy wszystkie troski Niepokalanej, bo to przecież Jej sprawa, ale oczywiście i z naszej strony użyjmy wszelkich godziwych środków. Ale bez niepokoju. Niech się stanie we wszystkim Jej wola. Pozwólmy się swobodnie Jej prowadzić, gdzie, kiedy, jak zechce” PMK 657 (t. 1, s. 922; do o. Mieczysława Mirochny, misjonarza w Japonii). „Pozwólmy tylko Niepokalanej się prowadzić, a Ona nawet cuda działać będzie, jeżeli to dla Jej sprawy będzie potrzeba. Czyliż może cud sprawia Jej jaką trudność?” PMK 708 (t. 1, s. 977; do br. Celestyna Moszyńskiego, misjonarza w Japonii). „Co zaś do wskazówek co do prowadzenia braci, to doprawdy trudno mi coś «wybełkotać», bo doprawdy dusza ludzka to tajemnica z powodu wolnej woli: czasem takie niespodziewane zmiany; sam też czuję, że jestem lichym przełożonym, bo może za miękkim. Zdaje mi się jednak, że ideał ducha w Niepokalanowie to oddanie się Niepokalanej, ale bezgraniczne (w myśl dyplomika i aktu poświęcenia), a stąd zgadzanie się z Wolą Niepokalanej we wszystkim, co nie zależy od naszej woli i pełnienie jak najdoskonalsze Jej Woli we wszystkim, czyli to «być jak najdoskonalszym narzędziem w Jej niepokalanych rękach», czyli dać się jak najdoskonalej prowadzić, czyli jak najdoskonalsze posłuszeństwo, przez które Ona swą Wolę objawia, czyli nami jako narzędziami kieruje. […] Kto Jej całkowicie doskonale oddany, ten też już i świętość zdobył i im doskonalej da się Jej prowadzić w życiu wewnętrznym (duchowym) i zewnętrznym (działalność na zewnątrz), tym bardziej w Jej świętości uczestniczy” PMK 299 (t. 1, ss. 433n.; do o. Floriana Koziury).

Przy kolejnych fragmentach warto zwrócić uwagę na bardzo praktyczne podejście św. Maksymiliana do konkretnych kwestii i jego bardzo perspektywicznego myślenia, wręcz budowania pewnej przemyślanej, długofalowej strategii działania apostolskiego: „Zdaje mi się też, że bardzo pożądaną rzeczą jest możliwie jak największą opieką MI otoczyć seminaria duchowne, by stamtąd wychodzili księża rozkochani w Niepokalanej, w Jej MI i w Jej «Rycerzu». Dlatego warto by słać do każdego seminarium tyle «Rycerzy», ilu jest alumnów, bez pukania o zapłatę. A może już to jest? Alem się rozpisał, a tu roboty moc. Więc na razie kończę, prosząc o modlitwę, byśmy tu nie dali rady przeszkadzać Niepokalanej, ale dali się Jej swobodnie prowadzić” PMK 334 (t. 1, s. 492; do o. Justyna Nazima, redaktora „Rycerza” i dyrektora MI polskiej). Czy też inny przykład: „Nie ma co się przejmować, że zorganizowanej Milicji [Rycerstwa]mało, gdy szerzy się ona nawet w innych stowarzyszeniach. Bardziej chodzi o zdobycie wszystkich dusz i stowarzyszeń dla Niepokalanej, niż o powstanie jednego stowarzyszenia więcej obok innych. Nie warto więc się spieszyć z założeniem gdzieś organizacji. Nie tyle o kanoniczne zakładanie mi chodziło, ile o rozpowszechnienie MI 1 [pierwszego stopnia przynależności do Rycerstwa]. Przeważnie wygodniej i dla sprawy w wielu wypadkach może lepiej będzie, gdy członkowie prześlą nazwiska aż do Niepokalanowa. Kto wie, czy Niepokalana nie życzy sobie, by MI raczej wsiąkało do innych stowarzyszeń. […] Drogi Bracie, nie ma co się zniechęcać. Może Niepokalana pragnie teraz przede wszystkim wejść do dusz polskich bardziej po cichu, przez MI nieorganizowane i z centralą zapisywań u nas? […] Pozwólmy się Niepokalanej prowadzić. Ona i różne, jakby przeciwne okoliczności, na większe dobro obróci. – Stowarzyszeń katolickich mamy wiele i dobrych, a dla Niepokalanej musimy zdobyć wszystko i także wszystkie stowarzyszenia nie niszcząc ich. Niepokalana musi wejść wszędzie jako Pośredniczka łask i ożywić macierzyńskim ciepłem, oczyścić i rozpalić miłością Jezusa, przez Nią wszystko” PMK 530 (t. 1, s. 751); do br. Łukasza Kuźby z Niepokalanowa).

Także w odniesieniu do trudności i przeszkód spotykanych w działalności wydawniczej oraz wydarzeń politycznych rozgrywających się w Polsce i świecie o. Maksymilian pozostaje wierny swej zasadzie: „Po ostrzeżeniach ks. kard. Hlonda i zapewnieniu, że ks. prałat Kaczyński nie przebiera w środkach i zdecydowanie dąży do położenia «Małego Dziennika», bardzo czujnie spoglądam w stronę Warszawy, by w czas zapobiec knującym się intrygom. Wczoraj też byłem u kardynała Kakowskiego i w Kurii, by rozbić atak skierowany w same podstawy działalności Niepokalanowa. Zakwestionowano w ogóle prawność działania MI i twierdzono, że liczne upoważnienia bezprawnie rozdane są w Warszawie, co było bezpodstawne. Ks. Kaczyński nasyła nam też redaktorów, którzy oczywiście po takim przedstawieniu się odchodzą z niczym. Z tej też przyczyny dziś zwalniam [Leona] Radziejowskiego/ L. R., gdyż zostało stwierdzone, iż był on agentem ks. Kaczyńskiego. Sam ks. Kaczyński się do nas kiedyś wyraził, że ani się spodziewamy, kogo on ma u nas. Wiem, że z tego powstanie w Warszawie piekło, ale też wczoraj starałem się przychylnie usposobić kard. Kakowskiego do MD [Małego Dziennika]. Jeszcze przed miesiącem, gdy o. Marian wspomniał o możliwości zwolnienia Radziejowskiego, Jego Eminencja dość żywo oponował, więc i teraz będzie niemile zaskoczony. Prawda, że nie są to zbyt wielkie rzeczy wobec pomruków nadciągającej burzy komunistycznego bezbożnictwa i wyrzucam sobie, że jeszcze za mało czasu tym pomrukom poświęcam, ale jeżeli dokumenty – o których wspominałem – dotyczące ks. Kaczyńskiego są pewne, to i te sprawy są ściśle z nadciągającą burzą połączone. Zresztą Niepokalana o wszystkim wie i wszystkim kieruje, byleśmy się Jej pozwolili doskonale prowadzić; myśląc o tym, jestem spokojny o wyniki naszej walki” PMK 609 (t. 1, s. 714; do prowincjała o. Anzelma Kubita).

Jak można zauważyć, potrafi o. Kolbe podchodzić także i do swojej działalności z odpowiednim dystansem i zachować właściwą hierarchię wydarzeń. Nie brakuje mu również pokory w ocenie własnych przemyśleń, o czym pisze z Nagasaki w liście z 1934 r. do kleryków franciszkańskich MI w Krakowie: „Ja sam nie wiem teoretycznie, a tym bardziej praktycznie, jak należy służyć Niepokalanej, być Jej narzędziem, sługą, dzieckiem, niewolnikiem, rzeczą, własnością i, i... Nią. Ona sama musi każdego z nas w każdej chwili pouczyć, prowadzić, w siebie przeobrażać, byśmy już żyli nie my, ale Ona w nas, tak jak Jezus żyje w Niej i Ojciec w Synu. Pozwólmy, pozwólmy Jej działać w nas i przez nas, cokolwiek Jej się podoba, a Ona na pewno cuda łaski spełni: i sami zostaniemy świętymi i to wielkimi, bardzo wielkimi, bo aż do Niej upodobnionymi i Ona zdobędzie przez nas cały świat i każdą duszę z osobna. Przyspieszymy tę chwilę pogłębiając nasze oddanie się Jej przez coraz doskonalsze posłuszeństwo. Upodobnienie naszej woli do Jej, zjednoczenie tak ścisłe, by prawie że nie było już różnicy pomiędzy naszą wolą a Jej. Cześć Niepokalanej, że Jej duch w Was, Drogie Dzieci, wzrasta” PMK 496 (t. 1, s. 706).

Kiedy nadeszła wojna, o. Maksymilian nie traci ufności w opiekę Bożej Opatrzności i Niepokalanej. Co więcej, uważa, że ciężkie czasy sprzyjają autorefleksji i pomagają zwracać myśli ku Bogu, u Niego szukając pomocy i światła w dalszym postępowaniu. On sam przypomina ponownie o zasadzie pozwolenia na prowadzenie, która w tym trudnym okresie wydaje się nader cenna: „Pozwólmy Opatrzności Bożej działać. Niepokalana wie o wszystkim i wszystko dla większego dobra dusz jest przeznaczone. Wielu, co nie myślało przedtem w dostatkach o wieczności, teraz, gdy zubożeli, więcej myślą o własnej duszy. Życie na tej ziemi niedługie. Chodzi tylko o dobre przygotowanie się na wieczność. I ten cały pyłek w przestworzu, co się Ziemią nazywa, też będzie miał swój koniec wraz ze wszystkimi choćby najważniejszymi kwestiami. Pozwólmy Niepokalanej się prowadzić i dopomagajmy duszom do Jej poznania i pokochania, by coraz więcej serc w Niej i przez Nią w Przen[ajświętszym] Sercu Bożym miłością coraz ściślej się połączyło” PMK 815 (t. 1, s. 1083; list z Niepokalanowa z 16 I 1941 r. do br. Celestyna Moszyńskiego, misjonarza w Japonii ).

I na koniec części poświęconej misji, pełen wzruszenia i tęsknoty list do braci Polaków w Mugenzai no Sono, odsłaniający delikatne i pełne ciepła oblicze o. Maksymiliana, który myślami i modlitwą, a także dobrą radą towarzyszy tym, których uważa za swoje umiłowane dzieci:

PMK 658 (t. 1, ss. 923n).

„Maryja! [Niepokalanow,] 4 XI 1937

Moje Drogie Dzieci.

Niech Wam wszystkim Niepokalana hojnie nagrodzi za modlitwy zanoszone za mnie w dniu imieninowym i za życzenia.

Już drugi rok upływa, jakeśmy się pożegnali na molo w Nagasaki i czasem to i się tęskni za misyjną pracą. Ale Wola Niepokalanej. Z posłuszeństwa wyruszyłem na kapitułę, chociaż chciałem się zwolnić z wyjazdu, z posłuszeństwa też pozostałem w Polsce, chociaż podałem się na kapitule na wyjazd do Nagasaki. – Wola Niepokalanej. Ma Ona swoje plany i zamiary. Do nas tylko należy coraz doskonalej, co dzień, co chwila doskonalej pozwolić się Jej – a nie sobie – prowadzić, gdzie, kiedy i jak Jej – a nie nam czasem – się podoba. Czasem świta mi nadzieja, że jeszcze przekroczę furtę Mugenzai no Sono, ale to też Jej rzecz – nie moja.

Mam też nadzieję, że przy pomocy Niepokalanej, jak tylko nasi interniści zaczną się święcić – i Niepokalanowy w rożnych krajach jak grzyby po deszczu powstawać zaczną.

Wiecie już, że dwóch naszych braci wyjechało do Was. Opowiedzą Wam, co Niepokalana tu robi i jak, mimo wielkich trudności, dzieło swe coraz dalej prowadzi.

A co ja mam Wam w zamian życzyć?

Nasamprzód, byście się nigdy niczym nie trwożyli, przerażali, niczego nie obawiali. Czyż bowiem Niepokalana nie wie o wszystkim? Gdyby nie wiedziała, byłby kłopot. Nikt nam nic złego uczynić nie może, jeżeli Pan Bóg tego nie dopuści, czyli jeżeli Ona na to nie zezwoli. Więc wszystko jest w Jej matczynych rękach. – Pozwólmy się przeto tylko Jej prowadzić, co dzień bardziej, co chwila bardziej Jej prowadzić. To cała nasza filozofia.

A jeżeli już Ona będzie coraz doskonalej nami rozporządzała, to i misjonarzowanie, zdobywanie dusz dla Jezusa przez Nią będzie coraz skuteczniejsze. I praca, i cierpienie, i zwłaszcza modlitwa obfite przyniosą owoce.

Nie pragnijmy też zdziałać więcej lub prędzej, niż to się Jej podoba, bo wedle Jej Woli będzie na pewno i najwięcej, i najprędzej. Dopiero na sądzie Bożym poznamy, ile to tajemnic łaski dzieje się dokoła nas i ilu będzie zbawionych z naszego powodu, czego zupełnie nie przypuszczaliśmy.

Więc nasamprzód i potem, i na końcu zawsze dochodzimy do tego jednego: starajmy się co dzień, co chwila bardziej stawać się Jej, coraz doskonalej, coraz spokojniej z coraz większą ufnością i zaufaniem pozwolić się Jej prowadzić przez to wszystko, co Ona i w nas samych, i dokoła nas względem nas dopuszcza, by tak stawać się coraz doskonalszym narzędziem w Jej niepokalanych rękach.

Oczywiście musimy być przygotowani na to, że miłość własna, to «ja», buntować się będzie nieraz. Najrozmaitsze trudności, pokusy, przeciwności, niemalże nas czasem nie położą. Ale jeżeli tylko korzenie głęboko tkwić będę w ziemi, pokora coraz głębiej wkopywać się będzie tak, że coraz mniej polegać będziemy na sobie, to Niepokalana sprawi, że to wszystko tylko nam zasługi pomnażać będzie.

Doświadczeń jednak potrzeba i przyjdą, bo złoto miłości musi w ogniu utrapień się przeczyszczać [por. Syr 2,5; Za 13,9; 1P 1,7], owszem cierpienie jest pokarmem wzmacniającym miłość.

Niech Niepokalana sama Wam dopowie, czego nie napisałem, a raczej niechaj Ona sama i przez to, co skreśliłem do Waszej, Drogie Dzieci, duszy miłośnie przemawia.

W Niepokalanej i w św. O. Franciszku

br. M[aksymilian] K[olbe]

I jako dopowiedź warto przytoczyć fragment, wprawdzie wcześniejszego, listu do o. Samuela Rosenbaigera, gwardiana Niepokalanowa w Nagasaki, w którym o. Kolbe odsłania swoje marzenia o pozostaniu w Japonii na zawsze, jako podwalina nowej misji, jednakże jak zawsze w duchu posłuszeństwa podporządkowuje się woli przełożonych, w której widzi wolę Niepokalanej: „Drogi Ojcze Gwardianie! Przepraszam, że tak opóźniam się z odpisywaniem. Dzięki Niepokalanej, żeście tak szczęśliwie dojechali [do Japonii]. Miło wspominam sobie pracę na terenie misyjnym i pragnąłem tam złożyć kości jako fundament pod trwałość placówki, ale Wola Niepokalanej ponad wszystko, nawet ponad pracę misyjnę” PMK 600a (t. 1, s. 865).

Jak wskazują już powyższe teksty, „pozwolenie na prowadzenie” wymaga odpowiedniego rozpoznania i prawidłowego odczytania woli Bożej, co nie jest zadaniem łatwym. Pomaga  w tym modlitwa, pomaga konfrontacja ze słowem Bożym, z własnym sumieniem i rozsądkiem, ale jest też jeden i niezawodny środek, z którego wielokrotnie korzystał św. Franciszek, i który znał św. Maksymilian – to wola Kościoła wyrażona przez odpowiednich przełożonych.

Zanim oddamy głos św. Maksymilianowi, niech przemówi św. Franciszek, który w jednym z „Napomnień” zwraca się do braci: „Pan mówi w Ewangelii: «Kto nie wyrzekłby się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem» (por. Łk 14,33); «Kto chciałby zachować swoje życie, straci je». (Łk 9,24). Ten człowiek opuszcza wszystko, co ma, i traci swoje ciało, który siebie samego oddaje całkowicie pod posłuszeństwo w ręce swego przełożonego. I cokolwiek czyni i mówi, jeśli wie, że nie sprzeciwia się to jego woli, jest to prawdziwe posłuszeństwo, byleby to, co czyni, było dobre. I choćby podwładny widział coś lepszego i pożyteczniejszego dla swej duszy niż to, co nakazuje przełożony, niech dobrowolnie złoży Bogu z tego ofiarę i niech stara się spełnić życzenie przełożonego. To jest bowiem posłuszeństwo z miłości ( por. 1P 1,22), ponieważ miłe jest Bogu i bliźniemu. Jeśli przełożony wyda jakieś polecenie niezgodne z jego [podwładnego] sumieniem, wolno mu nie posłuchać, niech go jednak nie opuszcza. A jeśli z tego powodu będzie przez kogoś prześladowany, niech go dla Boga miłuje. Kto bowiem woli znosić prześladowanie niż odłączyć się od braci, ten trwa rzeczywiście w doskonałym posłuszeństwie, bo życie swoje oddaje za braci swoich (por. J 15,13). Jest bowiem wielu zakonników, którym się wydaje, że widzą lepsze rzeczy do zrobienia niż te, które nakazują przełożeni; ci oglądają się wstecz (por. Łk 9,62) i powracają do wymiotów własnej woli (por. Prz 26,11; 2 P 2,22). Ci są mordercami i swoim złym przykładem gubią wiele dusz” (Franciszek z Asyżu, Napomnienie 3 „Posłuszeństwo doskonałe”).

A co o posłuszeństwie mówi o. Maksymilian? Bardzo pouczający w tym względzie jest list, jaki skierował do swojego młodszego brata Alfonsa, będącego wówczas klerykiem w krakowskim seminarium franciszkanów:

PMK 24 (t. 1, ss. 60 n.).

Do br. kleryka Alfonsa Kolbego

N[iech] b[ędzie] p[ochwalony] J[ezus] Ch[rystus]

Rzym, 21 IV 1919

Najdroższy Bracie!

Mama mi przysłała Twój list napisany do Niej 13 lutego. Chwała Panu Bogu i cześć Niepokalanej za wszystkie łaski, które my niegodni otrzymujemy. Cieszy mnie bardzo, że czujesz zapał dla Bożej chwały, jest bowiem w naszych czasach największą zarazą obojętność, która nie tylko między świeckimi, ale także pomiędzy zakonnikami znajduje swoje ofiary, ma się rozumieć w rożnych stopniach. A przecież Pan Bóg jest godzien chwały i to nieskończonej. My biedne skończone stworzenia, nie mogąc Mu dać tak wielkiej chwały, jak tego jest godzien, starajmy się przynajmniej o ile możemy, jak najwięcej do Bożej chwały się przyczynić. – Jak to już wiesz (szczególnie z etyki) chwała Boża polega (est realiter idem) na zbawieniu dusz; zbawienie więc i uświęcenie jak najdoskonalsze jak najwięcej tych dusz, co P[an] Jezus tak drogo swą śmiercią na krzyżu odkupił (rozpocząwszy od własnej) jest naszym wzniosłym ideałem życia i to, aby przez to jak najwięcej przyjemności sprawić Przen[ajświętszemu] Sercu P[ana] Jezusa.

Lecz w jaki sposób możemy jak największą chwałę oddać Panu Bogu, jak najwięcej dusz, jak najwięcej uświęcić? – Bez wątpienia sam Bóg najlepiej zna „ten sposób”, bo jest nieskończenie wiedzący, nieskończenie mądry. – On i tylko On, Bóg wszechwiedzący, wie, co w każdej chwili możemy uczynić, aby jak największą chwałę Mu przynieść. Od Niego więc i tylko od Niego możemy i mamy się o tym dowiedzieć.

Ale jak Pan Bóg objawia swą wolę? Przez swoich zastępców tu na ziemi. Posłuszeństwo więc i tylko święte posłuszeństwo objawia nam z pewnością Wolę Bożą. Przełożeni mogą się pomylić, ale my przez posłuszeństwo nigdy nie zbłądzimy. Jedyny jest wyjątek: tj. jeśliby przełożony rozkazywał coś, co jasno, „evidenter”, bez żadnej wątpliwości, byłoby grzechem, choćby najmniejszym (co w praktyce nigdy prawie się nie zdarza), wtedy bowiem przełożony nie byłby zastępcą Pana Boga, a my nie jesteśmy podwładnymi nikogo, nikt nam nie może rozkazywać, ani nawet nasz rozum skończony i mogący błądzić; naszym Panem jest Bóg i tylko Bóg nieskończony, nieomylny, najświętszy, najmiłościwszy. – On nasz Pan, nasz Ojciec, Stwórca, Cel, Rozum, Siła, Miłość i wszystko. – Cokolwiek Nim nie jest, o tyle ma wartość, o ile ma łączność z Nim, Stwórcą wszechrzeczy, Odkupicielem ludzi wszystkich, ostatnim celem wszelkiego stworzenia.

On jest więc [tym], co przez swoich zastępców tu na ziemi objawia nam swą uwielbioną Wolę i prowadzi do siebie i chce przez nas jak najwięcej dusz do siebie pociągnąć i zjednoczyć jak najściślej ze sobą.

Drogi Bracie, pomyśl, jak wielka godność nasza z miłosierdzia Bożego. Przez posłuszeństwo wznosimy się ponad naszą skończoność i działamy według mądrości nieskończonej (bez przesady), mądrości Bożej... Pan Bóg daje nam swą nieskończoną mądrość i roztropność, aby kierowała naszymi czynnościami; co za wielkość... Nieprawda, że w ten sposób jak najwięcej dusz jak najwięcej uświęcimy?

Nie dosyć na tym; przez posłuszeństwo stajemy się nieskończenie potężni; któż bowiem może się oprzeć Woli Bożej?

Najdroższy Bracie, ta i ta tylko jest droga mądrości, roztropności i potęgi nieskończonej i sposób dania jak największej chwały P[anu] Bogu. Gdyby istniała inna droga lepsza, Pan Jezus by nam słowem i przykładem ją wskazał; a 30 lat życia ukrytego P[ana] Jezusa mamy jasno w Piśmie św.: „Et erat oboediens illis” [Łk 2,51]; podobnie co do całego życia P[ana] Jezusa często czytamy w Piśmie św., że przyszedł wypełniać Wolę Ojca Niebieskiego [J 4,34; 5,30; 6,38; Hbr 10,9]. Ale o tym wszystkim i Ty dobrze wiesz, lecz czym więcej się o tych rzeczach myśli, tym więcej się widzi ich wielkość i piękność.

Miłości więc, miłości bez granic, ku Najlepszemu naszemu Ojcu, która to miłość przez posłuszeństwo się okazuje i ćwiczy, szczególnie gdy chodzi o wypełnienie rzeczy, które się nam nie podobają. Najpiękniejszą i najprawdziwszą księgą, gdzie można bez końca zgłębiać tę miłość, aby ją naśladować, jest Ukrzyżowany. – Wszystko zaś o wiele łatwiej uzyskamy od Boga przez Niepokalaną, bo Jej P[an] Bóg cały porządek miłosierdzia swego powierzył, sobie sprawiedliwość zostawiając, jak to mówi św. Bernard.

Napisałem do Ciebie list i kartkę; nie wiem, czy doszły. – Co do przyjazdu, ja jeszcze nie mam żadnej wiadomości od przełożonych; zostawmy wszystko Opatrzności Najmiłościwszego Ojca. – Módlmy się za Tatę i za biednego Franusia.

Mam tu w Rzymie kolegę o. Józefa Piotra Pala, co obiecał modlić się za Ciebie w „Memento” Mszy św., ale prosi także o modlitwę (przynajmniej o intencję umieszczenia go raz na zawsze między innymi intencjami Komunii św.).

Módlmy się nawzajem, wspomagajmy się „ad quam maximam Dei gloriam per Immaculatam”.

Szczerze kochający brat

O. Maksymilian Ma Kolbe

Do tematu posłuszeństwa „w pozwoleniu na prowadzenie” wracał o. Kolbe jeszcze wielokrotnie o przy różnych okazjach: Permitte dirigi a Spiritu Sancto per Immaculatam, mediantibus omnibus; oboedientia [tł. Pozwól się prowadzić Duchowi Świętemu przez Niepokalaną, za pośrednictwem wszystkich; posłuszeństwo]” PMK 864 (t.2, s. 62; notatka z medytacji z roku 1918).

Kiedy z powodu postępującej gruźlicy został przez przełożonych wysłany na leczenie do szpitala w Zakopanem, z zakazem wszelkiej działalności, podporządkował się całkowicie nakazowi, przyjmując go jako zgodny z wolą Niepokalanej, o czym pisał w liście do br. Girolamo Biasiego, dawnego towarzysza studiów rzymskich i współfundatora Rycerstwa Niepokalanej: „Życie członków MI sprowadza się do tego, by dać się prowadzić, gdzie, kiedy i jak Mamusi się podoba. Posłuszeństwo, a więc Mamusia, przysłało mnie tutaj, przeto czegoż lepszego mogę pragnąć? Rycerstwem już się nie zajmuję, to znaczy nie kieruję nim, gdyż O. Prowincjał [o. Alojzy Karwacki] kazał mi wszystko zostawić, również kierowanie MI, a starać się o odzyskanie zdrowia – zatem również i tego chce Mamusia” PMK 40a (t. 1, s. 127).

Do braci z Niepokalanowa pisał z Japonii: „Jeżeli damy się doskonale prowadzić, to chociażby i cudów trzeba było, to i te nie będą nam trudne. – O tym zresztą wszystkim już dobrze wiecie, bo Niepokalana i przez wewnętrzne natchnienia i przez zewnętrzne rzeczy i wypadki wszystkie, a zwłaszcza przez św. POSŁUSZEŃSTWO Was poucza” PMK 327 (t. 1, s. 481).

Pomimo oddalenia od Japonii, ciągle troszczył się o pozostawione tam dzieło, ale także, a może i przede wszystkim o pozostawionych tam braci. Tak pisał do Mugenzai no Sono podczas postoju w Szanghaju w kwietniu 1933 r.: „Nie chciejmy też zawsze odczuwać słodyczy nabożeństwa do Niepokalanej, bo byłoby to łakomstwem duchowym. Pozwólmy Jej kierować nami, jak się Jej, a nie nam podoba. Nie zawsze czas na słodkie pieszczoty, chociaż tak święte. Nam potrzebne też próby, oschłości, opuszczenia itd. Pozwólmy Jej więc do woli stosować środki do naszego uświęcenia. Jedno tylko musi być i pogłębiać się zawsze, tj. pozwolić się Jej prowadzić; zdawanie się coraz doskonalsze na Jej Wolę, posłuszeństwo Jej Woli w św. Posłuszeństwie” PMK 448 (t. 1, s. 649).

O. Maksymilian nie tylko prowadzi wielkie dzieło ewangelizacji, on ciągle pozostaje ojcem i przewodnikiem duchowym dla braci, którzy podążyli za jego ideą zdobycia przez Niepokalaną całego świata dla Chrystusa. O. Kolbe nie szczędzi im rad i dobrego słowa, często wykorzystując chwile wolniejszego czasu na odpowiedzi na pytania i wątpliwości, którymi chętnie się z nim dzielili: „Drogie Dziecko! Najlepszym sposobem kochania Niepokalanej jest pozwolić się Jej prowadzić we wszystkim przez św. Posłuszeństwo. Jej Wola jest zupełnie zlana z Wolą Bożą, a my starajmy się, by nasza wola coraz bardziej z Jej Wolą się zgadzała. Wtedy chociażby uczucie nie odczuwało wcale miłości ku Niej, to jednak coraz większa istotna miłość będzie” PMK 635 (t. 1, s. 902; do br. Felicissimusa Sztyka).

„Drogi Ojcze, 10 maja wysłałem Ojcu list, który z pewnością Ojciec otrzymał po wysłaniu listu do mnie. I w ten sposób ma już Ojciec w rożnych punktach odpowiedź na swoje pytania. Tymczasem uzupełniam to, czego brakowało w liście poprzednim. […] Pozwólmy się prowadzić Niepokalanej przez święte Posłuszeństwo, a wtedy wszystkie krzyże będą nam tylko pomagać do naszego uświęcenia przez Niepokalaną, a z kolei będą pomagać innym do uświęcania się przez Niepokalaną, Pośredniczkę łask wszelkich. Zawsze więc trzeba być radosnym i ufać bez granic Niepokalanej. Mój Drogi, chcesz, abym Cię zabrał do pracy dla Niepokalanej? Niepokalana ma swój czas na wszystko. Jeśli Ona będzie kiedyś tego chciała, to również to uczyni. Trzeba dużo pokoju i oddania się w ręce Matki Najświętszej, niech czyni swobodnie to, co się Jej podoba” PMK 699a (t. 1, ss. 968n; do o. Felice Castagnaro).

„Mój Drogi Bracie! Nie musi się odczuwać nabożeństwa, aby je mieć naprawdę. Pozwólmy się prowadzić  Bożej Opatrzności, która najlepiej kieruje krokami każdego. My zakonnicy mamy jeszcze wielką łaskę św. Posłuszeństwa, przez które dobry Bóg daje nam poznać swą Wolę. We wszystkich trudnościach wewnętrznych i zewnętrznych pozwólmy się kierować św. Posłuszeństwu, a na pewno zawsze zwyciężymy. «Vir oboediens loquetur victoriam», to znaczy «mąż posłuszny będzie opiewał zwycięstwo», mówi Pismo święte [Prz 21,28]. Następnie uciekajmy się do naszej Mamusi niebieskiej, a Ona nigdy o nas nie zapomni. Pomódl się czasem za nas w Niepokalanowie, gdzie jest nas ponad 750 osób, abyśmy zawsze czynili wolę Niepokalanej” PMK 733b (t. 1, s. 1005; do br. Antonio Tofoniego, misjonarza w Afryce).

Zasadę „pozwól się prowadzić” o. Maksymilian stosował jako radę życia duchowego, i to zarówno kierując ją do całych wspólnot, grup braci, jak i do indywidualnych osób. Często są to słowa troski, ale przede wszystkim słowa wsparcia, słowa pociechy i wezwanie do wytrwałości i zaufania do Niepokalanej, która prowadzi swoje dzieci: „Czasem przychodzi mi obawa o Was, ale pocieszam się myślą, że Niepokalana o Was bez porównania więcej pamięta, niż ja bym mógł sobie wyobrazić, a Wy ze swej strony pragniecie całym sercem dać się Jej dowolnie prowadzić. Przychodzi mi na myśl, czemu to zamiast opowiadać o przygodach podroży powracam ciągle do Niepokalanej i miłości ku Niej, ale Wy mnie, Dzieci Najukochańsze, rozumiecie, bo tegoż ducha jesteście. Dzieci Najdroższe, w ciężkościach, ciemnościach, słabościach, zniechęceniach pamiętajmy, że niebo... niebo się zbliża. Co dzień o cały dzień bliżej. Więc odwagi. Ona tam czeka, by nas do Serca przytulić. – A nie wierzcie diabłu, gdyby chciał w Was wmówić, że to niebo jest, ale nie dla Was, bo choćbyście popełnili wszystkie możliwe grzechy razem, jeden akt miłości doskonałej zmywa to wszystko, tak że nawet śladu po tym nie pozostaje. Najdroższe Dzieci, jakbym pragnął powiedzieć Wam, powtarzać Wam, jak dobra jest Niepokalana, by na zawsze odsunąć z serduszek Waszych smutek, upadek ducha lub zniechęcenie. – Jedno «Maryja» wypowiedziane, choćby z duszy pogrążonej w ciemnościach, oschłościach, a nawet nieszczęściu grzechowym, jakież echo wywołuje w Jej Sercu tak bardzo nas kochającym. I im dusza jest nieszczęśliwsza, pogrążona w winach, tym bardziej troskliwą opieką otacza ją ta Ucieczka biednych nas grzeszników. I nie trapcie się nigdy, że nie czujecie tej miłości. Jeżeli chcecie kochać, to już pewny znak, że kochacie, a chodzi tylko o miłość woli. Zewnętrzne uczucie jest też owocem łaski, ale nie zawsze idzie zaraz za wolą. Czasem przyjdzie Wam, Drodzy moi, myśl, żałosna jakby tęsknota, prośba, skarga... «czy też Niepokalana mnie jeszcze kocha». – Dzieci Najukochańsze! Mówię Wam wszystkim i każdemu z osobna w Jej imieniu. Zważcie w Jej Imieniu. Ona każdego z Was kocha, bardzo kocha i miłuje w każdej chwili bez żadnego wyjątku. – To Wam, Najdroższe Dzieci, powtarzam w Jej Imieniu” PMK 453 (t. 1, s. 656; do Mugenzai no Sono).

Warto zwrócić uwagę, że dla ich duchowego dobra nie waha się przemawiać z ogromnym autorytetem, wprost wyrażając, że przemawia w imieniu Niepokalanej! Trzeba także dostrzec troskę i życzliwość, wręcz czułość, z jaką zwraca się o. Kolbe do czytelników listu nazywając ich Dziećmi Najukochańszymi, Dziećmi Najdroższymi.

„Kochajcie Ją, Dzieci moje Drogie, jak tylko umiecie, modląc się często do Niej, zwłaszcza w tych króciutkich aktach strzelistych «Maryja» lub innych, ofiarując Jej Wasze krzyżyki, cierpienia, upokorzenia, trudności, strapienia i pozwalając Jej się prowadzić we wszystkim, co Ona przez zakonne posłuszeństwo zechce, i przez wszystko, co od nas nie zależy, dopuści. Jak miłą będzie i śmierć każdego, który naprawdę w życiu praktycznym, a nie tylko w teorii, w powtarzaniu aktu poświęcenia się, do Niej należał będzie” PMK 660 (t. 1, s. 925; do braci Japończyków w Mugenzai no Sono).

Również listy indywidualne przepełnione są troską i chęcią pomocy tym, którzy w trudnościach zwracali się do Niego jako duchowego ojca: „Drogie Dziecko, nie smuć się, nie trap. Niepokalana o wszystkim wie i wszystkim kieruje. Pozwólmy się tylko Jej prowadzić coraz to doskonalej, a Ona sama w nas i przez nas jak najwięcej zrobi dla zbawienia dusz, zdobycia ich dla siebie, a przez Nią dla Serca Pana Jezusa” PMK 541 (t. 1, s. 762; do br. Salezego Mikołajczyka z Niepokalanowa).

Czasami o. Maksymilianowi przychodzi rozstrzygać trudne dylematy w wierze i miłości do Niepokalanej, jak choćby w liście do br. Mateusza Spolitakiewicza, który dzieli się swoimi wątpliwościami, co do zaniedbania chwały Bożej przez, być może, zbytnie skoncentrowanie się na Niepokalanej. Warto sięgnąć do całego listu, z którego tu przytoczony jest tylko początkowy i końcowy fragment: „Drogie Dziecko! Odpowiadam wedle porządku jak w liście, a z tęgim opóźnieniem, bo pracy mam sporo. Nie raz, ale więcej razy Twój list przeczytałem i pojmuję Cię na wskroś. […] Jakkolwiek by było napisane gdziekolwiek, bądź pewien, że kto jest Niepokalanej, ten nie zginie, ale im więcej będzie Jej, tym bardziej będzie i Jezusa, i Ojca. Inna rzecz, że może tego nie odczuwać, ani o tym nie wiedzieć. Lecz zauważy, że coraz doskonalej stara się pełnić Wolę Bożą, coraz bardziej poprawiać się ze sprzeniewierzeń przeciwko tej świętej Woli. I coraz więcej pokoju nawet pośród burz zażywać będzie. W swoim czasie Ona mu stopniowo odkryje wszystkie tajemnice Serca Jezusowego. I stanie się dzieckiem P[ana] Jezusa. Jego dusza stanie się oblubienicą Jezusa, Brata starszego, pod pieczołowitą opieką wspólnej Matki Maryi i wspólnego Ojca w niebie. – Ale niechaj dusza się nie rzuca, lecz pokornie, w pokoju pozwala się prowadzić” PMK 565 (t. 1, ss. 809 i 812).

I kolejny list do tego samego adresata: „Trzeba walczyć ze swoimi słabościami, ale spokojnie, bez gniewania się na siebie; całą ufność jedynie i całkowicie w Niepokalanej połóż, a Ona Cię już poprowadzi przez św. Posłuszeństwo i do siebie w niebie doprowadzi. – Więc zdaj się bezgranicznie na Jej Wolę i walcz w pokoju w Niej ufając bez granic, a wszystkie słabości na większe dobro Ci się obrócą” PMK 582 (t. 1, ss. 827n).

„Trzymaj się, Dziecko, spokojnie wszystkiego, com ci w sprawie duszy kazał. Nie myśl już o tym, co było, czy przeszłe spowiedzi dobre, i bądź spokojny, że Niepokalana sama Cię prowadzi i doprowadzi nie na zatracenie, ale naprawdę na zbawienie duszy. Bądź tylko posłuszny ślepo i przekonany, że Niepokalana jest z Ciebie zadowolona i to zawsze. – Ja Cię rozumiem dobrze i nakazuję być spokojnym i nie trapić się. I nie tylko do tego czasu, kiedym mówił, można być spokojnym, ale i w przyszłości także można i trzeba” PMK 610 (t. 1, s. 876; do br. Henryka Borodzieja).

„Pozwólmy się Niepokalanej co dzień bardziej prowadzić. Niech czyni z nami i przez nas, co Jej się podoba” PMK 656 (t.1, s. 921; do o. Gracjana Kołodziejczyka, zastępcy gwardiana w Mugenzai no Sono).

„Drogie Dziecko! Co do ułomności swoich nie trap się nigdy, ale oddaj je także Niepokalanej bezgranicznie, by sama na większe dobro je obróciła. Na miesiąc przyszły weźmiesz sobie za cel pozwolić się we wszystkim Niepokalanej prowadzić, przyjmować wszystko, co Ona ześle, i być zawsze pogodnym, bo tak przystało na dziecko Niepokalanej” PMK 719 (t. 1, s. 985; do br. Filoteusza Muchy).

„Drogie Dziecko! Podobno człowiek im dłużej żyje, tym więcej i upadków nazbiera i dlatego rożni święci nie pragnęli długiego życia. Zresztą całe nasze życie, czy długie czy krótkie, jest własnością Niepokalanej. Pozwólmy tylko dać się Jej prowadzić swobodnie, a Ona w krótkim czasie uświęcić nas może” PMK 739b (t. 1, s. 1011; do br. Gerarda Radziewicza, misjonarza w Japonii).

Czasami korespondencja była kontynuowana i jakaś osoba więcej razy zwracała się do o. Maksymiliana o poradę. Na przykładzie trzech listów do misjonarza w Nagasaki, br. Kasjana Teticha, widać jak o. Kolbe był konsekwentny w głoszonych naukach: „Drogie Dziecko! Pozwól się Niepokalanej prowadzić i poprzez ciemności, i przez dogadzanie sobie, i jakkolwiek, kiedykolwiek Niepokalana zechce. Wszystko, co Niepokalana na nas zsyła, czy na całe swoje Niepokalanowy polski i japoński, czy na kogokolwiek z nas, to wszystko tylko do tego zmierza, byśmy bardziej jeszcze do Niej należeli. Jest wszystko dobrze. Zawsze spokojnie i pogodnie, bo podkreślam i to na zawsze: Ona jest z Ciebie zadowolona” PMK 629a (t. 1, s. 895). „Drogie moje Dziecko! Nie rozmyślaj nad tym, jak to może być, że Niepokalana jest z Ciebie zadowolona, ale wierz, że tak jest, bo tak było powiedziane. Nie opieraj się na własnym rozumie, ale tylko na posłuszeństwie. Pozwól się Niepokalanej prowadzić tak, jak to Jej nie Tobie się podoba, więc i przez ciemności, zwątpienia itd. Im spokojniej zdasz się wtedy na posłuszeństwo, tym bardziej będziesz Jej miły” PMK 675b (t. 1 s, 940). „Bądź pewny, że wszystko jest dobrze, że Niepokalana z Ciebie zadowolona. Pozwólmy się Jej prowadzić czy to drogą gładką, czy też wyboistą i ciernistą. Nawet upadki nie powinny nas nigdy zniechęcać. Dość jednego aktu miłości i to miłości nie uczucia, ale tylko woli, tj. jednego aktu zakonnego posłuszeństwa dla Niej wykonanego, by taki upadek na większy tylko pożytek się obrócił” PMK 816 (t. 1, s. 1084).

Ostatni z tych listów do br. Kasjana został wysłany już w wojennym czasie, w styczniu 1941 r. I w tych trudnych czasach, do końca o. Maksymilian pozostaje wierny swej roli. Jest świadomy, że jest ojcem tej licznej wspólnoty i choć zazwyczaj podpisywał swoje listy „br. Maksymilian Kolbe”, to zdarzało się, jak w poniższej korespondencji, że z całą świadomością podkreślał swoje ojcostwo, pełne czułości i troski: „I wojny wiecznie nie trwają, więc spodziewam się, że się znowu zobaczymy, a i Mamusia bardzo pragnęłaby Cię widzieć. Staraj się dobrze prowadzić, by miała z Ciebie pociechę. Co tam słychać dobrego? Serdecznie ściskam i całuję. Twój ojciec Maksymilian” PMK 792 (t. 1, s. 1066; do br. Jacka Dołęgowskiego).

Zasada „pozwolenia na prowadzenie” jest dla o. Maksymiliana ze wszech miar praktyczna, jak poświadcza to fragment listu do br. Kacpra Wydrycha, któremu ewidentnie brakowało cierpliwości w załatwianiu spraw z interesantami na furcie klasztornej, którym to kłopotem dzielił się szczerze z o. Kolbem: „Gdy każdą sprawę przy okienku poprzedza się i kończy imieniem «Maryja» w duszy lub innym aktem do Niej, to nerwy się uspokoją. Dużo z Nią rozmawiajmy, a raczej pozwólmy się Jej coraz doskonalej prowadzić” PMK 796 (t. 1, s. 1069).

Świadomy, że „pozwolenie na prowadzenie” nie jest rzeczą łatwą również dla niego samego, o. Kolbe wielokrotnie w korespondencji prosi o modlitwę, aby i on sam sprostał temu zadaniu: „Módlmy się nawzajem, aby Niepokalana uczyniła z nas dobre narzędzia w swych niepokalanych rękach. Pozwólmy się prowadzić. Ona uczyni wszystko. Przez święte posłuszeństwo zakonne pokieruje każdym naszym krokiem i wpłynie na owocność prac” PMK 413a (t.1, s. 603; do o. Giuseppe Bucefariego). „Polecam się modlitwom, bym pozwolił się Niepokalanej doskonale prowadzić” PMK 544 (t.1, s. 766; do br. Juliusza Grzybowskiego z Niepokalanowa). „Na razie polecam się bardzo modlitwom, byśmy tu wszyscy naprawdę pozwolili się coraz doskonalej Niepokalanej prowadzić” PMK 568 (t.1, s. 815; do o. Justyna Nazima, do r. 1936 redaktora „Rycerza Niepokalanej”). „Proszę tylko bardzo o modlitwę, bym rzeczywiście pozwolił się Niepokalanej coraz doskonalej prowadzić i żeby każda moja myśl, słowo i czyn były coraz bardziej Jej” PMK 650 (t.1, s. 916; do Niepokalanowa). „Módlcie się często za mnie, bym i Niepokalanej dał się prowadzić, i wedle Jej Woli Was, Drogie Dzieci, do Niej prowadził” PMK 652 (t.1, s. 918; do braci w Niepokalanowie odpowiedzialnych za budowy). „Na razie tylko tyle. Wszystkich serdecznie pozdrawiam i o modlitwę, byśmy wszyscy Niepokalanej coraz doskonalej pozwolili się prowadzić, upraszam” PMK 747 (t.1, s. 1019; do o. Samuela Rosenbaigera, gwardiana Mugenzai no Sono).

O. Kolbe pozostaje skromnym sługą Niepokalanej. Zdaje sobie sprawę, że łatwiej innym udzielać rad niż samemu wprowadzać je w życie, dlatego też prosi z pokorą o modlitwę: „Pozwólmy się Niepokalanej prowadzić. Nie miejmy swoich pragnień, celów, dążeń, zamiarów. Niech Opatrzność Boża raczej rządzi, a nie my sami. Pomódl się i za mnie, bym sam wykonywał wiernie to, co innym radzę. W św. O. Franciszku br. Maksymilian Kolbe” PMK 805 (t.1, s. 1076; do br. Alfonsa Stępniewskiego, misjonarza w Nagasaki).

Ten wysiłek „pozwolenia na prowadzenie” przez Ducha Bożego przeżywany codziennie i realnie w doświadczeniu życia franciszkańskiego, kapłańskiego, misyjnego, w latach formacji i w latach dojrzałych pełnych działalności apostolskiej i odpowiedzialności za ważne dzieła prowincji, zakonu czy Kościoła, to wszystko przygotowało o. Maksymiliana do całkowitego daru z siebie, do tego, aby pozwolił się zaprowadzić do bunkra obozu Auschwitz. Innymi słowy to „pozwól się prowadzić” charakteryzuję całą tę drogę o. Maksymiliana, na której pod działaniem Ducha Świętego, zgodnie z matczyną wolą Niepokalanej pozwolił się uformować na żyjący wzór Chrystusa, czyli został świętym.

Ostatecznym potwierdzeniem, że aż do końca chciał dać się pozwolić Niepokalanej prowadzić, on sam i że chciał tego samego dla jego braci, jest, pisany w oryginale po niemiecku, ostatni list, do nich skierowany, już z więzienia na Pawiaku 12 maja 1941 r.: „Waszą paczkę żywnościową z dnia 5 V i listy od br. Felicissimusa i br. Pelagiusza otrzymałem. Niech Niepokalana Wam wynagrodzi. Każdemu z osobna nie mogę odpowiadać, gdyż nie wolno mi częściej pisywać, ale w swoich pocztówkach wspominam o każdym liście, pocztowce i paczce, które od Was otrzymuję. Pozwólmy się wszyscy Niepokalanej coraz doskonalej prowadzić, gdziekolwiek i jakkolwiek Ona nas chce postawić, aby przez dobre spełnianie naszych obowiązków przyczynić się do tego, aby dla Jej miłości wszystkie dusze zostały pozyskane. Serdeczne pozdrowienia i życzenia dla Was wszystkich razem i dla każdego z osobna. Wasz Rajmund Kolbe” PMK 838 (t. 1, s.1102).

Pozwólmy się prowadzić…

opr. Piotr Bielenin OFMConv

 

Oczami św. Maksymiliana (6). Świętość

Oczami św. Maksymiliana (5). Ojciec Wenanty Katarzyniec

Oczami św. Maksymiliana (4). Problemy rodzinne

Oczami św. Maksymiliana (3). Adoracja

Oczami św. Maksymiliana (2). Pieniądze

Oczami św. Maksymiliana (1)


Św. Maksymilian Maria Kolbe, Pisma, Wydawnictwo Ojców Franciszkanów, Niepokalanów 2018.

Dostępne w sprzedaży:

Niepokalanów, 96-515 Teresin

tel. 46 864 22 08

e-mail: wydawnictwo@niepokalanow.pl

www.wydawnictwo.niepokalanow.pl

Pisma św. Franciszka z Asyżu, Wydawnictwo Bratni Zew, Kraków 2010.



Ta strona wykorzystuje pliki typu cookie. Jeżeli nie wyrażasz zgody na ich zapisywanie, wyłącz ich obsługę w ustawieniach swojej przeglądarki.
Zamknij