Franciszkanie.pl - serwis informacyjnyFranciszkanie.pl - serwis informacyjny

Pariacoto. Echo przeszłości

11.08.2014 Misyjny Sekretariat

Peru Misje franciszkańskie | Sekretariat Misyjny

Pewnego słonecznego poranka, zaraz po wspólnych modlitwach o. Stanisław Olbrycht, gwardian i proboszcz misji w Pariacoto, polecił mi zawieźć pracowników do budowanej w jednej z wiosek kaplicy. "A..., i zabierz aparat, bo może zobaczysz coś ciekawego" - dodał w nieco tajemniczy, a zarazem charakterystyczny dla niego sposób...

Fortaleza, to wioska, w której mieszka ok. 300 rodzin, zbudowana na zboczu góry, jak większość wiosek w tym rejonie. Niewiele różni się od tej góry, bo zbudowana jest z tego samego materiału, czyli z błota i kamieni. Byłem tam z o. Stanisławem i pracownikami trzy dni wcześniej, ponieważ przykrywaliśmy kaplicę blachą. Zrobiłem nawet kilka zdjęć, ale nic nadzwyczajnego... Ot, czerwona, ceglana kaplica zaprojektowana (jak zdecydowana większość kaplic w naszej misji) przez proboszcza, inżyniera i pracownika w jednej osobie, czyli o. Stanisława Olbrychta. Nic nadzwyczajnego dla nas, ale na tle wioski, stanowi coś, co znacząco się wyróżnia.

Już w drodze dowiedziałem się od pracowników, w czym rzecz. Otóż, poprzedniej nocy na frontowej ścianie kaplicy napisał ktoś następujące zdanie. Z lewej strony drzwi wejściowych: ”POR TRAICIÓN” i na prawo od nich: „OJO, PAPA (lub PAPI - napis był niewyraźny) MORIRÁ COMO EN PARIACOTO” Dosłownie tłumacząc: „ ZA ZDRADĘ; UWAGA, OJCIEC UMRZE JAK W PARIACOTO”.

Nawiązanie do śmierci w Pariacoto pozwala przypuszczać, że chodzi o męczeństwo ojców Zbigniewa i Michała dokonane przez senderystów w 1991r. Ów PAPA to nie kto inny, tylko znów o. Stanisław Olbrycht- znów, bo to nie pierwsza pogróżka tego typu, skierowana pod jego adresem.

Krótka historia rodzi jednak wiele pytań: komu przyszło do głowy napisać coś takiego? Czy to echo przeszłości, czy też zwykły wybryk młodocianego chuligana? Ludzie z wioski na ogół są nam życzliwi. Życzliwi w tym sensie, że odpowiadają na pozdrowienie, uśmiechają się, przyglądają budowie kaplicy i budowniczym i… nic więcej. To ci sami ludzie, którzy posiadają godną podziwu zdolność do organizowania się z okazji różnych uroczystości, zabaw, wspólnych wyjazdów do miasta. Znana jest też ich spontaniczna hojność ewangelicznej ubogiej wdowy.

Chciał stary misjonarz by i w ich zapomnianej przez świat wiosce powstał dom modlitwy, godny Dzieci Bożych. Prosił o pomoc mieszkańców, obiecali przysłać pracowników, lecz na obietnicy się skończyło. Prosił by sąsiad skierował kanał wody (właściwie chodzi o węża podpiętego do głównej kanalizacji wioski) tak, by nie zalewała ścian kościoła, i na nic. Na nic szlachetne cele, słowa, pokorne prośby i własny przykład. Dlaczego tak się dzieje? Na poziomie racjonalnego rozumowania narzucają się różne interpretacje, ale jedna z nich wydaje się najbardziej prawdopodobna - „Sendero” nadal ma tam swoich sympatyków, i nawet jeśli nie działa w sposób jawny, zbrojnie, to wciąż oddziałuje ideowo. A na poziomie wiary, historia stara jak stare są dzieje chrześcijaństwa. Zmieniają się tylko bohaterowie, konteksty, lecz główny wątek ten sam: walka między zmiennymi ideologiami a wiarą w Boga w Trójcy jedynego trwa. Nadzieja w następnych pokoleniach...

tekst i zdjęcia: br. Bogdan Pławecki - Peru



Ta strona wykorzystuje pliki typu cookie. Jeżeli nie wyrażasz zgody na ich zapisywanie, wyłącz ich obsługę w ustawieniach swojej przeglądarki.
Zamknij