Franciszkanie.pl - serwis informacyjnyFranciszkanie.pl - serwis informacyjny

Pasja życia Męczenników z Pariacoto

05.02.2021 . kg

Biuro Promocji Kultu | bł. Michała Tomaszka 
i bł. Zbigniewa Strzałkowskiego

Przyglądając się działalności i tragicznej śmierci polskich misjonarzy w Peru, o. Michała Tomaszka i o. Zbigniewa Strzałkowskiego, zastanawiamy się dlaczego ich pięknie realizowane życie było tak krótkie? Przecież ich obecność na peruwiańskiej misji w Pariacoto była niezbędna. Tymczasem nić życia zerwały ręce nieprzychylnych agentów z maoistowskiego ugrupowania „Sendero Luminoso”. Strzały były śmiertelne – taki był cel oprawców. Po nocy zdrady przyszedł jednak świt prawdy. W czym tkwi istota tegoż nieszczęsnego, po ludzku patrząc, wydarzenia? Podobne dylematy przeżywa każdy. Pojawia się wiele pytań, w tym o sens życia.

Gotowi, by służyć

O. Michał Tomaszek i o. Zbigniew Strzałkowski byli mocarzami wiary. „Uśmiechają się do nas z nieba” – jak napisała o nich Karolinka z klasy IV Szkoły Podstawowej nr 10 w Krakowie. Gotowi na pierwsze „Tak”, przy ślubach wieczystych, każde następne „Tak” wypowiadali z gorliwością, zarówno jeśli chodziło o życie i o „siostrę śmierć”, jak to ujmował św. Franciszek.

Z drugiej jednak strony widzimy ich życie jako niepowtarzalnie „długie”. Szczególnie wydłuża się linia życia, gdy poznajemy ich dzieciństwo, młodość, poszukiwania, studia, realizację powołania kapłańskiego, pracę, pasje, działalność misyjną, spotkania  z dziećmi, młodzieżą, dorosłymi, starszymi ludźmi… Było tego sporo. W efekcie długość ich życia to miara podarowanej ofiarności, czasu, inteligencji, poświecenia dla innych… 

Rozbity dzban

Marzenie franciszkanów Michała i Zbigniewa o wyjeździe na misje towarzyszyło im od dawna. Wreszcie się spełniło – „jesteśmy w Peru”! Plany zdawały się realizować i to nawet nieźle, a długo oczekiwana woda w osadzie w końcu popłynęła dla spragnionych mieszkańców wioski, nawet spadł deszcz, niejeden człowiek odzyskał zdrowie, dziecko otarło łzy i ktoś nauczył się czytać, mała Yanella napisała list do dzieci z Polski, dorośli przychodzili do spowiedzi, do Kościoła, porozmawiać, poprosić księdza do chorej, z katechezą itd. Działalność misyjna nie była sielanką, swoją kluczową decyzję życiową wypełniali rzetelnie i codziennie, jakby na przekór siłom złym. Dni upływały zwyczajnie, prosto z wdzięcznością według zasady – ora et labora.

Nagle ktoś rozbił bezcenny dzban, pełen czystej źródlanej wody… Najpierw jeden, potem drugi… trzeci, roztrzaskał strzałem, podeptał, porzucił, bo „serce miał napastliwe” (Ps 55,2-15.17-24) i myślał, że wygra, niszcząc ślady Boga w człowieku. Terroryści z ugrupowania Sendero Luminoso działali przemocą, pokonywali poniżeniem, odsunięciem ze swojego rewiru, ale tak naprawdę należałoby zapytać, kto wygrał tę bitwę!? Terroryści czy męczennicy? Mimo upływu lat nabieramy pewności, że zarówno o. Michał i o. Zbigniew, jak i ks. Alessandro już wówczas ofiarowali swoim prześladowcom przebaczenie: „Panie nie poczytaj im tego grzechu” (Dz 7,60).

Gdy przegrany zwyciężył

W czasie powstania styczniowego, gdy zesłano na dwudziestoletnie wygnanie arcybiskupa warszawskiego Zygmunta Szczęsnego Felińskiego, bez możliwości powrotu do swojej diecezji, wydawało się, że wszystko stracone. Prymas Wyszyński powiedział o arcybiskupie Felińskim w dniu rozpoczęcia procesu beatyfikacyjnego: „Mówiono o nim, że przegrał, a to jest Zwycięzca!”.

Tak samo możemy się odnieść do krótkiego i pięknego życia ojców Michała i Zbigniewa – terroryści pewni byli i przekonani o swoim zwycięstwie, jednak tak naprawdę to męczennicy odnieśli zwycięstwo! Paradoksy ewangeliczne znaczą nie tylko nasze życie, ale także naszą śmierć. Inaczej widzi Bóg, a inaczej człowiek. Człowiek patrzy na to, co zewnętrzne, co świeci i dobrze pasuje do tego co podpowiada wyobraźnia, Bóg zagląda do umysłu i serca człowieka, wydobywa prawdę o ludzkim „być” czy „mieć”. Wszechmogący według swojej ekonomi i obliczeń nalicza na koniec saldo sprawiedliwości. Zwycięstwo nie zawsze jest po stronie dominującego, który chwilowo zakrólował biorąc „miecz” do ręki, a porażka nie zawsze jest przegraną w przypadku pokonanego. Istnieje pewna tajemnica historii ludzkich, jak Dawida i Goliata, tajemnica mocy w słabości i radości w strapieniu.

Niedługo minie 30 lat od zamordowania ojców Michała i Zbigniewa, a my ciągle czerpiemy z dziedzictwa ich męczeńskiej śmierci. Każdy przeżywa to inaczej, wydobywa elementy składowe ich życia i szuka nowych drogowskazów, którymi Pan oznakowuje ścieżki wędrujących – nie tylko ludzi odważnych, ale także słabych i zalęknionych na wszystkich drogach świata. Bóg nieustannie pomnaża świętość Kościoła i faktem męczeńskiej śmierci zaprasza wszystkich chrześcijan do odważnego wyznawania wiary!

Krótkość życia Męczenników z Pariacoto stanowi ewangeliczny głos: Bądźcie gotowi, bo o godzinie, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie (Mt 24,44). Fakty z ich życia pokazują, że tak naprawdę jest! Ewangelia wypełnia się całkowicie!

Jakie jest życie?

Pracowałam w jednym z gimnazjów w Krakowie, gdzie uczyłam religii młodsze i starsze dzieci. Miałam z nimi dobry kontakt, lubiłam z nimi spotykać się, dyskutować, odkrywać złożoność ich osobowości i moc intelektu. Pewnego dnia przeprowadziłam wśród nich ankietę opartą na temacie katechezy: „Troska o życie”. Od jednej z uczennic otrzymałam taką oto odpowiedź na pytania dotyczące piękna i wartości życia:

Żyję po to, aby... kochać

Lubię moje życie za to... że mam wspaniałą Rodzinę i Przyjaciół

Czuję się powołana do... i tu zabrakło odpowiedzi

Życie jest… krótkie !!! – i postawiła trzy wykrzykniki

Warto żyć, bo... życie jest piękne!

Zapytałam samą siebie: dlaczego tak młoda dziewczyna napisała, że życie jest krótkie? To pytanie ciągle do mnie wracało. Niepokoiło tym bardziej, że od pewnego czasu zauważyłam zmianę w jej sposobie zachowania. Była zamyślona, bardziej niecierpliwa i częściej nieobecna w szkole. Wkrótce okazało się, że dziewczynka idzie do szpitala. Lekarze zdiagnozowali u niej chorobę, która zagraża jej życiu! Czekał ją zabieg chirurgiczny i wiele trudnych badań. Okazało się jednak, że wszystko przebiegło pomyślnie. Stwierdziła: życie jest piękne!

Za krótkie życie?

Moja dobra koleżanka Kasia, po studiach rozpoczęła doktorat. Pochłaniały ją wykłady, praca, zbieranie materiałów. Nagle pojawiły się problemy zdrowotne. Kasia poddała się intensywnemu leczeniu a także operacji przeszczepu szpiku kostnego. Niestety, mimo wszelkich starań lekarzy Kasia zmarła. W takiej sytuacji zazwyczaj mówimy: odeszła zbyt wcześnie, za szybko, taka młoda, w pełni życia. Przeżywamy szok! Podobnym wstrząsem była dla wielu ludzi śmierć polskich kapłanów w Peru, Michała Tomaszka i Zbigniewa Strzałkowskiego. „Za wcześnie”, „za szybko” – mówili ci, którzy ich znali i podziwiali.

S. Marcela podczas swoich setnych urodzin powiedziała, że „życie jest krótkie... bardzo krótkie, ale i piękne”. Uważa ona, że piękno życiu nadają: miłość, myślenie i rozmowa. Miłość jest najważniejsza; myślenie kształtuje naszą osobowość, a rozmowa – nadaje życiu charakter wspólnotowy, rodzinny i eksponuje piękno drugiego człowieka. Przed każdym człowiekiem staje tajemnica krótkiego życia na ziemi. Czy tego chcemy, czy nie, ona nas dotyczy. Życie biegnie dla każdego z nas inaczej – jedni żyją kilka godzin, inni sto lat, jeszcze inni nie zdążyli się narodzić.

Aby dobrze żyć

Dlaczego uważamy, że życie ludzkie jest krótkie i kruche? Ponieważ ciągle czujemy się niespełnieni. Czujemy niedosyt życia, zbyt mało go mamy. Uważamy, że życie jest krótkie, bo nie możemy się do niego przygotować, nie można czegoś podjąć „na próbę”, od razu żyjemy, od razu stajemy na scenie. Życie ma mnóstwo ofert – nie wiemy którą wybrać. Ludzie się zmieniają, a wraz z nimi ich poglądy, cele, priorytety, więc boją się, że nie wystarczy im czasu.

Życie jest krótkie, więc chcemy je maksymalnie wykorzystać. Nie wiemy też, co będzie potem, więc niepokoimy się.

Życie na ziemi jest zbyt krótkie, aby je opisać, zrozumieć, pokazać, kim jesteśmy – można je tylko przeżyć. Życie jest kruche, więc najważniejszym dążeniem człowieka nie powinno być to, aby długo żyć, ale by żyć dobrze.

Kiedyś przeczytałam taką wypowiedź: „Życie jest krótkie, najważniejsze to przeżyć je tak, by na starość niczego nie żałować, być dumnym z siebie i z tego, że podjęliśmy walkę, że nie uciekaliśmy przed życiem”. Możemy śmiało stwierdzić, że polscy franciszkanie w Pariacoto nie uciekali przed życiem. Wręcz przeciwnie – nieustępliwie kroczyli śladami wyznaczonymi przez Boga cały czas wpatrzeni w Niebo!

Pasjonat z powołania

Czy rzeczywiście życie jest piękne? Moim zdaniem życie jest niezwykłym doświadczeniem. Piękne samo w sobie. Może być pasją, a pasja życia – jak usłyszałam niedawno od jednego z moich nauczycieli – jest podstawą naszego życia. Od każdego z osobna zależy, czy będzie ono piękne, czy też nie. Zakładam, że piękno mojego życia, które odkryłam i które odkrywam ciągle, wcale nie oznacza sielanki, zawiera w sobie coś więcej... zawiera tajemnicę a urokowi tajemnicy na ogół się ulega.

Każdy z nas czasem się zastanawia, a co jest takiego pięknego w moim życiu? Zapytałam samą siebie: a co jest moją pasją życia? I odkryłam, że moje życie jest piękne, ponieważ mogę być z tymi, których odrzucają najbliżsi i nie ma dla nich miejsca w rodzinie, społeczeństwie, na rynku pracy.

Życie jest piękne, bowiem mogę stać blisko tych, którzy popadli w mrok uzależnień, zwątpienia, rozpaczy, zostali sami i zwątpili w siebie, porzucili samych siebie i nie chcą iść dalej.

Życie jest piękne, gdyż mogę dawać więcej niż biorę, pomagać tym, którym najtrudniej pomagać. To właśnie ojcowie Michał i Zbigniew pomagali najbardziej potrzebującym i opuszczonym. W małej miejscowości Pariacoto do której prowadziła wówczas tzw. „droga śmierci”. Czynili dobro i nieśli pokój mocą Pana.

Sens życia

Co liczy się w życiu?

Jeśli pieniądze, to nie pozwól, aby tobą zawładnęły.

Jeśli uroda – pamiętaj, że przemija.

Jeśli kariera, to zastanów się, czy nie tracisz czegoś cenniejszego.

Bo może rodzina w życiu liczy się najbardziej. To swoisty azyl, daje poczucie bezpieczeństwa.

Zdrowie? Dla tych, co go mają, jest oczywistością, a dla chorych, jest największą utraconą wartością w życiu.

Sens życia trzeba ciągle na nowo odkrywać. Lekkomyślne tracenie czasu sprawia, że on nam umyka. Wyznaczenie sobie celu i znalezienie sensu niewątpliwie wpływa na piękno i jakość życia oraz relacji międzyludzkich.

Władysław Tatarkiewicz twierdził, że człowiek zadowolony z życia to ten, który jest przekonany, iż ma ono jakiś sens, jakąś wartość. Dlatego intrygujący jest tytuł filmu w reżyserii Krzysztofa Tadeja o polskich Męczennikach z Peru „Życia nie można zmarnować”! Tragiczna śmierć Męczenników z Pariacoto jest dla nas wezwaniem aby nie marnować życia, nawet jeśli trzeba by było ponieść dużo wyrzeczeń. 

Życie dobrze użyte

Świadomość kruchości życia sprawia, że człowiek może zatracić zdolność obiektywnego widzenia rzeczywistości. Może ulec pogoni za szczęściem, sukcesem, posiadaniem pieniędzy, przyjąć hedonistyczną postawę życiową albo pozostać w kręgu „złotego środka”, o którym mówił Arystoteles.

A zatem...

Po pierwsze, często mówi się: „Użyjmy żywota, wszak żyjem tylko raz”, jak pisał Adam Mickiewicz.

Czyż nie tak robią młodzi ludzie? Starają się zdobyć jak najwięcej doświadczeń i podejmują zbyt wiele wyzwań. Dążą do tego, by czerpać z życia pełnymi garściami, ale często się w tym gubią i wpadają w nałogi. Wyniszczają swój organizm, by się wyszaleć, nie myśląc o przyszłości. Żyją według idei „Użyjmy żywota, wszak żyjem tylko raz” i nie zauważają, że w istocie to „żywot” ich używa.

Marek Aureliusz mówił: „trzeba, żeby po twoim postępowaniu można było poznać, że nie trzepoczesz się bezmyślnie w życiu, lecz masz przed oczyma cel, ku któremu zwracasz wszystkie swoje myśli”.

Po drugie, czy na pewno o to chodzi, aby „używać żywota, wszak żyjem tylko raz”? Czy nie o to, aby szanować życie, cenić swój czas, nie dać się omamić doczesnością, uchwycić przemijanie, postępować z umiarem we wszystkim i nawet w podeszłym wieku.

Po trzecie, jeżeli mówimy, że życie jest krótkie, to czy nie warto skorzystać z maksymy Leonarda da Vinci, iż „życie dobrze użyte – jest długie”.

A dobrze użyte życie to nie tylko branie, ale przede wszystkim dawanie – dawanie siebie innym. Mamy dużo okazji aby przeżywać dobrze życie, doświadczyć jego piękna, np. poprzez pomoc innym, troszczenie się o rodzinę, wspólnotę i dobro człowieka.

Bieg ukończyłem…

Ludwig Wittgenstein, największy filozof XX wieku, umierając na raka powiedział do swojego lekarza: „powiedz im, że miałem wspaniałe życie!”. Życzyłabym każdemu z nas, abyśmy w chwili śmierci niczego nie żałowali, byli dumni z siebie i z tego, że podjęliśmy walkę, że nie uciekaliśmy przed życiem i wyzwaniami. Ważne jest, abyśmy za dziesięć, dwadzieścia, pięćdziesiąt lat mogli powiedzieć: „W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem...” (2Tym 4,8).

Ojcowie franciszkanie Michał i Zbigniew w dobrych zawodach wystąpili, bieg ukończyli, wiary ustrzegli, na ostatek odłożono dla nich wieniec sprawiedliwości, który im w owym dniu oddał Pan Zastępów. My jesteśmy tego świadkami. I tak będzie z każdym, kto umiłował pojawienie się Boga i życia w Prawdzie! (por. 2Tym 4,8).

Dla nas ich życie doczesne, choć „piękne tak”, było zdecydowanie za krótkie, ale w oczach Boga zostało uznane i wypełnione. Wspomniany już arcybiskup Feliński, który należał do Trzeciego Zakonu św. Franciszka z Asyżu, mawiał: „pamiętajcie, że męka i śmierć trwają tylko trzy dni a zmartwychwstanie trwa na wieki”.

s. Lucyna Rąpała FRM


S. Lucyna Rąpała FRM 8 listopada 2015 r. zorganizowała koncert charytatywno-misyjny pt. „Fides et ratio" upamiętniający franciszkańskich męczenników misjonarzy: o. Michała Tomaszka i o. Zbigniewa Strzałkowskiego, który odbył się w Krakowie w auli AWF. Obecnie, wraz z s. Joanną Rapacz, wyjechała na misje prowadzone przez zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi w De Aar (RPA).

Zapraszamy do obejrzenia archiwalnej relacji koncertu:



Ta strona wykorzystuje pliki typu cookie. Jeżeli nie wyrażasz zgody na ich zapisywanie, wyłącz ich obsługę w ustawieniach swojej przeglądarki.
Zamknij