Franciszkanie.pl - serwis informacyjnyFranciszkanie.pl - serwis informacyjny

Prawda wiary o prawdzie

04.08.2022 . kg

Posłaniec św. Antoniego | Redakcja magazynu franciszkańskiego

W starożytnym Kościele wiara rozumiana była jako spotkanie z prawdą, jako wkroczenie w jej świat. Pierwsi Ojcowie Kościoła nie wiązali chrześcijaństwa z wielkimi religiami starożytności, ale podejmowali dialog z systemami filozoficznymi. Chrześcijaństwo było dla nich wydarzeniem w świecie ludzi poszukujących prawdy, było prawdziwym oświeceniem, Objawieniem, odkryciem najgłębszych pokładów rzeczywistości – pisze w „Posłańcu św. Antoniego” ks. Robert J. Woźniak.

Wiara jako prawda

W starożytnym Kościele odnoszono się często do wiary jako do reguły prawdy. Tym samym łączono wiarę i prawdę. Wiara rozumiana była jako spotkanie z prawdą, jako wkroczenie w jej świat. Pierwsi Ojcowie Kościoła nie wiązali chrześcijaństwa z wielkimi religiami starożytności, ale podejmowali dialog z systemami filozoficznymi. W ich przekonaniu prawdy wiary chrześcijańskiej były prawdziwą filozofią, która autentycznie odkrywa prawdę poszukiwaną przez starożytnych filozofów i mędrców. Chrześcijaństwo było dla nich wydarzeniem w świecie ludzi poszukujących prawdy, było prawdziwym oświeceniem, Objawieniem, odkryciem najgłębszych pokładów rzeczywistości.

To wszystko nie oznacza oczywiście, że pierwsi chrześcijanie – a takie rozumienie przetrwało zapewne aż po późne średniowiecze – byli jakimiś intelektualistami, że zajmowali się przede wszystkim tworzeniem systemów i spekulowaniem, czy też działalnością badawczą. Chociaż jest faktem, że bez nich nie powstałaby chociażby współczesna nauka empiryczna, to jednak trzeba powiedzieć, iż najważniejsze było dla nich życie.

Chrześcijanie kochają żyć! Cała ich otwartość na prawdę, myślenie i poznawanie wynika z miłości do życia.

Życie bez prawdy nie może być szczęśliwe.

Człowiek ma w sobie wypisane pragnienie prawdy, nie potrafi ostatecznie bez niej żyć.

Chociaż bywa, że czasem z różnych względów boimy się prawdy, a nawet przed nią uciekamy, to ostatecznie nie możemy bez niej żyć. 

Dzisiaj przeżywamy kryzys poszukiwania prawdy, kryzys wiary w prawdę. Wyraża się on sprzeciwem wobec prawdy, niezgodą na jej istnienie. Sytuacja rzeczywiście jest poważna. Zawdzięczamy ją wielu różnorakim przyczynom. Wśród nich przypomnieć trzeba o dewastującej roli myślenia w duchu marksizmu, który łączył prawdę z przemocą i uciskiem. W ramach tego systemu myślowego sugerowano, że prawda jest pewnego rodzaju opresją. W tym duchu twierdzono, że prawda bywała instrumentem opresji, prześladowania, że świadomość jej istnienia wprowadza podziały między ludzi, nakazuje wartościować ich czyny. Marksizm przyczynił się ogromnie do powstania całego potężnego prądu myślowego zwanego postmodernizmem. Zakłada on „spisek przeciw prawdzie”, chce udowodnić, iż człowiek nigdy nie może dotrzeć do prawdy, że nawet jeśli ona istnieje, jest niepoznawalna. Pozostaje nam jedynie ciągłe dekonstruowanie rzeczywistości, żeby wykazać, iż w istocie rzeczy nie ma żadnej prawdy, żadnego sensu, że istnieje tylko to, co doraźne. W świecie ogarniętym przez doraźność liczy się tylko ludzka wolność. Jako że prawda nie istnieje, a w najlepszym wydaniu jest nieosiągalna, człowiek w swojej wolności ma prawo i moc tworzenia własnej prawdy, każdy dla siebie.

Powyższy ciąg myślowy jest oczywiście ogromnym skrótem myślowym. Opisuje on i wyjaśnia w przybliżeniu chaos społeczny, jaki możemy dzisiaj obserwować w naszym świecie. Natłok wiadomości, często sprzecznych, niechęć do dialogu opartego na słuchaniu i szacunku do drugiego, wzajemne przekrzykiwanie się, brutalna walka o władzę za cenę wartości, to wszystko wskazuje, że prawda została odsunięta na bok, że dla wielu stała się jedynie pustym i bezużytecznym słowem.

W obecnym kryzysie nasza wiara chrześcijańska ma ogromnie ważne zadanie i misję. Chrześcijaństwo jest nie tylko zbiorem prawd wiary, ale wiarą w prawdę. W każdej z prawd wiary dotykamy prawdy. Dzisiaj nasza wiara w Ojca, posłanego przez Niego Syna i Ducha Świętego jest wyznaniem prawdy, jest jej najwyższym potwierdzeniem, jest jej rehabilitacją. 

Ja jestem prawdą!

Istnieje wiele różnych definicji prawdy. Jedną z najbardziej rozpowszechnionych jest ta, która głosi, że prawda jest „zgodnością myślenia i rzeczywistości”. Intuicja za takim ujęciem jest prosta i szlachetna: być w prawdzie, znać prawdę, oznacza mieć kontakt z rzeczywistością, żyć z nią w zgodzie. Nie ustawiać siebie w jej centrum, ale stawać się pokornym obserwatorem. Być w prawdzie oznacza wchodzić w relację z Bogiem, światem i ludźmi. Prawda i pokora idą w parze: „być pokornym – jak mawiała św. Teresa Wielka – to chodzić w prawdzie”.

Dla chrześcijan prawda ma imię. Jezus mówi o sobie samym, że jest drogą, prawdą i życiem (J 14,6).

Kto stanie się Jego uczniem, pozna prawdę i w konsekwencji stanie się wolny (zob. J 8,31-32). To On jest Logosem, słowem, mądrością (J 1,1), czyli prawdą wszystkich rzeczy, które istnieją „w Nim, przez Niego i dla Niego” (Kol 1,16-17). W Nim wszystko powoli i stopniowo, na miarę naszych sił, się odsłania i wyjaśnia. Także nasze człowieczeństwo, nasze własne doświadczenie: „Tajemnica człowieka wyjaśnia się naprawdę dopiero w tajemnicy Słowa Wcielonego. Albowiem Adam, pierwszy człowiek, był figurą przyszłego, mianowicie Chrystusa Pana. Chrystus, nowy Adam, już w samym objawieniu tajemnicy Ojca i Jego miłości objawia w pełni człowieka samemu człowiekowi i okazuje mu najwyższe jego powołanie. Nic więc dziwnego, że w Nim wyżej wspomniane prawdy znajdują swe źródło i dosięgają szczytu” (Sobór Watykański II, Gaudium et spes, 22).

Zauważmy, iż kiedy Jezus określa się jako prawdę, nazywa siebie prawdą, dołącza do tego opisu jeszcze własne utożsamienie się z drogą i życiem. Jezus jest prawdą, która wskazuje właściwą drogę prowadzącą do życia. Prawda ostatecznie nie jest mało praktyczna, ona jest właśnie drogą, pewnym sposobem życia. Zresztą, chrześcijanie lubili określać się właśnie jako religia drogi, jako droga. Co więcej, prawda zawsze wiedzie ku życiu, celem jej poznawania nie jest spekulacja, nie są tytuły naukowe, ale życie. Jezus, będąc prawdą, staje się naszą drogą, wyznacza nasz sposób życia. Prawda jest życiowa i praktyczna.

Jednym z najistotniejszych momentów tego, co Jezus mówił o sobie jako o prawdzie jest związek między prawdą a osobą. Prawda jest osobą. Co to jednak znaczy? Przede wszystkim, że prawda nie może zostać ograniczona do poznawania i rozumienia, że nie jest ona pierwotnie wzorem matematycznym, sylogizmem filozoficznym czy argumentem naukowym. Prawda jest pierwotnie osobą, to znaczy kimś, z kim można wejść w relację. Kiedy Jezus identyfikuje się z prawdą obala przede wszystkim nasz lęk przed prawdą.

Jaka nie byłaby prawda o nas, zawsze dotyczy ona Jezusa. To On wyznacza ostateczną wartość i godność każdego z nas.

Kim i czym jesteśmy, prawda o nas, nie wyczerpuje się tylko w naszych czynach (ani tych wielkich i pięknych, ani w szpetnych i złych), ale także i przede wszystkim w Jego miłości do nas. On jest naszą prawdą, On jest prawdą o nas. Właśnie to miał chyba na myśli św. Paweł, kiedy pisał, iż „jeśli nawet nasze serce nas oskarża, to Bóg jest większy od naszego serca” (1 J 3, 20). Ze swej strony ks. Tischner przypominał, że taka prawda jest poznawana przez nadzieję, która mówi, iż jaka prawda by nie była, warto dla niej żyć.

Ja jestem prawdą to słowa tego, który przyszedł „abyśmy mieli życie i to mieli je w obfitości” (J 10,10), Tego, który oddał za nas swoje życie „abyśmy ze śmierci przeszli do życia i nie szli na sąd” (zob. J 5,24). Czy takiej prawdy można się lękać? Prawda, którą jest Jezus jest radosna, ciepła, zachęcającą, zmieniająca życie, dająca nadzieję. Ta prawda wyzwala, motywuje do działania, wręcz czyni je w ogóle możliwym. Nawet jeśli jest konfrontacją z naszą nędzą i złem, zawsze wyznawana jest w podnoszący i ożywiający nadzieję sposób przez Ducha Świętego (zob. J 16,8). Ona jest darem Jezusa z siebie dla nas: „bierzcie i jedzcie, bierzcie i pijcie” (zob. Mt 26,26-28). Czy taką prawdę trzeba usuwać na bok, odrzucać, marginalizować? Czy ktoś, kto poznał prawdę, że „Bóg dał swojego Syna jedynego” może odczuwać pokusę, aby tworzyć sobie swoje własne prawdy?

Jezusowe ja jestem prawdą to piękne i mocne zaproszenie do spotkania.

Prawda zawsze dzieje się, odsłania się w spotkaniach: ze światem, z Bogiem,

z drugim człowiekiem (włączając tu logikę wspólnoty, Kościoła), wreszcie ze sobą samym.

I tak, jak Jezus staje się prawdą dla nas, przychodząc do nas w uniżeniu samego siebie, nie trzymając się kurczowo, tego, co do Niego przynależało (zob. Flp 2, 6-8), tak my możemy napotkać prawdę, dopiero wtedy, kiedy zdecydujemy się podążać ku Niemu, wyjść z siebie, ze swojego zamkniętego kręgu, z pęt zaślepiającego egoizmu i odważyć się na spotkanie.

Prawda jest tylko jedna?

Czy jednak zredukowanie prawdy do Jezusa nie jest pewnego rodzaju zawężeniem perspektywy? Czy cała rzeczywistość może zostać sprowadzona do jednej osoby? I to jeszcze z tak odległej przeszłości? Świadectwo Pisma nie pozostawia tutaj żadnej wątpliwości. Umiłowany uczeń, Jan, notuje, że Jezus jest „pełen łaski i prawdy” (J 1,14). Dojrzały w wierze i apostolacie Paweł przekonuje, iż cały świat, tak jak zawdzięcza swoje istnienie Jezusowi, tak też w pewien sposób streszcza się w Nim.

Prawda jest zatem tylko jedna i jedyna. Jest ona jednak jednocześnie wielowymiarowa. Chrześcijanie widzieli Jezusa w każdym elemencie świata. Mądrość Boża, którą jest Jezus, jest jedna i jedyna, ale tak bogata, że tworzy świat w całej jego różnorodności. Jezus jest zatem prawdą naszego świata, jest prawdą o nim. Świat w całej swojej różnorodności istnieje dzięki Niemu i jest wyrazem Jego miłości, dobroci, cierpliwości, gościnności, Jego tajemniczej pasji „dla tego, co nie jest, aby było” (Rz 4, 17). Ta sama mądrość Boża podarowuje istnienie każdej rzeczy i skrywając siebie w nich, pozwala im być. Jezus jest ukryty we wszystkich rzeczach i osobach, dając wszystkiemu autentyczne istnienie, podobnie jak nasi przodkowie ukryci są w każdym z nas przez podwójną strukturę kodu genetycznego DNA.

Fakt, że prawda jest tylko jedna, ale wymiarowa zachęca do tego, żeby odrzucić logikę upraszczania rzeczywistości. Jedni ludzie chcą kierować się tylko wiarą, inni ją odrzucają i idą jedynie za mentalnością naukową. Prawdziwie wierzący człowiek, wrażliwy na prawdę Jezusa, szuka wyjaśnienia rzeczywistości zarówno w Jego słowach, jak i w całej rzetelnej wiedzy, jaką zdobywamy dzięki wysiłkowi poznawania świata i siebie. Im głębiej poznajemy Jezusa tym bardziej interesujemy się światem. Poznanie prawdy, które płynie z wiary nie odrzuca tego, które pochodzi z nauki, ani to prawdziwe i rzetelne poznanie naukowe nie odrzuca poznania, które daje autentyczna wiara. Wierząc i uprawiając naukę zbliżamy się do jednej i jedynej prawdy jaką jest Jezus, chociaż czynimy to na dwa różne sposoby, które nigdy siebie nie wykluczają, ale siebie nawzajem zakładają: „Wierz, abyś rozumiał, zrozum, abyś wierzył”.

Prawda nie ma względu na osoby

Prawda jest tylko jedna i jedyna, choć wielowymiarowa. Znajdujemy ją w naszej wierze i w rzetelnym poznaniu naukowym. Co więcej, prawda „ktokolwiek by ją głosił, zawsze pochodzi od Ducha Świętego”! Te mocne słowa pochodzą od Ambrozjastra, patrystycznego autora naśladującego styl św. Ambrożego i pojawiają się również u Tomasza z Akwinu, który wyraźnie był nimi zachwycony.

Przekonanie w nich wyrażone uczy nas kilku rzeczy. Przede wszystkim otwartości poznawczej: Bóg może przemówić do proroka przez oślicę! Często krytykujemy ludzi i ich poglądy bez ich rzetelnego poznania, bywa, że zamykamy się na prawdę, którą głosi ktoś nie z naszej grupy. Chrześcijanin we wszystkim szuka prawdy Bożej. Jest otwarty na głos Jezusa, który może rozbrzmiewać i rozbrzmiewa z wielu miejsc i przez wiele osób. Nie tylko w Kościele, chociaż przede wszystkim w nim i w jego nauce dogmatycznej.

Umiejmy się cieszyć, jeśli nawet nasi wrogowie poznają choć część prawdy i czynią dobrze. Nie bądźmy zazdrośni o dobro i prawdę. Po drugie, przytoczona sentencja wzywa nas do czujności w rozeznawaniu duchów. Nasze poszukiwanie prawdy Jezusa w świecie nie powinno być naiwne i ślepe na fakty. Nie bądźmy łatwo wierni. Nie podążajmy za nowinkami dlatego tylko, że epatują nowością i jakimś typem świeżości. Naszym kryterium powinno być zawsze słuchanie słowa Bożego. Po trzecie wreszcie, pamiętajmy, że Bóg chce objawić się każdemu i znaleźć, ocalić, zbawić każdego człowieka. Jeśli nie czulibyśmy i nie przyjmowali tej prawdy, bylibyśmy dalecy od prawdy, którą jest Jezus i Jego życie. Po czwarte, pamiętajmy, że to nie mu jesteśmy źródłem prawdy, ale sam Duch Święty. Prawda pochodzi nie od nas, ale zawsze od Niego. Być chrześcijaninem, przypomina Jezus, to „oddawać Ojcu cześć w Duchu i prawdzie” (J 4,23).



Ta strona wykorzystuje pliki typu cookie. Jeżeli nie wyrażasz zgody na ich zapisywanie, wyłącz ich obsługę w ustawieniach swojej przeglądarki.
Zamknij