Franciszkanie.pl - serwis informacyjnyFranciszkanie.pl - serwis informacyjny

Przygotujcie drogę

08.12.2018 Andrzej Prugar

Św. Franciszek z Asyżu napisał list do całego Zakonu i prawie w połowie tekstu, umieszcza słowa o Jezusie-Hostii, który przychodzi do nas drogą pokory: „O przedziwna wielkości i zdumiewająca łaskawości! O wzniosła pokoro! O pokorna wzniosłości, bo Pan wszechświata Bóg i Syn Boży, tak się uniża, że dla naszego zbawienia ukrywa się pod niepozorną postacią chleba! Patrzcie, bracia, na pokorę Boga i wylewajcie przed nim serca wasze (Ps 61, 9), uniżajcie się i wy, abyście zostali wywyższeni przez Niego (por. 1 P 5, 6; Jk 4, 10). Nie zatrzymujcie więc niczego z siebie dla siebie, aby was całych przyjął Ten, który cały wam się oddaje”.

Pokorną drogą przychodzi do nas Jezus, nazwany jednocześnie przez Archanioła Gabriela podczas zwiastowania Maryi: „wielkim” i „Synem Najwyższego” (Łk 1,32). 

Ósmy dzień Adwentu. Pytam siebie, czy zacząłem budować drogę na spotkanie z przychodzącym Chrystusem? On sam otworzył drogę dla mnie, stał się drogą, teraz kolej na mnie. Słyszymy dziś: „Głos wołającego na pustyni: Przygotujcie drogę Panu, prostujcie ścieżki dla Niego” (Łk 3,4). Przygotowanie drogi na pustyni? W miejscu pustym? Na pustyni prawie się nie chodzi, cóż dopiero szybko jeździ. Po co komu droga do pustego miejsca? Chodzi tu jednak o takie miejsce w życiu, w nas, we wnętrzu, w duszy, które jeszcze nie było albo jest bardzo mało skomunikowane z Bogiem. Przecież nie może być miejsca, do którego nie chce przyjść Pan, do którego nie chcielibyśmy Boga, i nie może być sytuacji, w której Bóg nie chciałby objawić się dla mnie i przez mnie. 

Myślimy i chodzimy tam gdzie jest nam wygodnie i łatwiej. Myśli Boga, Jego plany i drogi są inne, zawsze lepsze, prowadzą również poprzez dziwne, nowe, nieznane obszary, niewygodne dla nas. On chce przychodzić inaczej niż jest w naszych oczekiwaniach. Ale przecież to Bóg! On wie, skąd nas wyprowadza i dokąd chce na zaprowadzić. Niebo nie może być tylko na miarę naszych oczekiwań, tego co my pomyślimy! On wie, w jakim stanie i momencie życia jesteśmy. Człowiek, każdy z nas, ma tendencje myśleć o sobie albo zbyt pochlebnie (wiem w zasadzie wszystko), albo czujemy się zbyt mali i słabi (nie dam rady, kim ja jestem).

Św. Jan Chrzciciel odwołując się do proroka Izajasza mówi o potrzebie trzech czynności, dzięki którym może dojść do komunikacji i komunii z Bogiem: „Każda dolina niech będzie wypełniona, każda góra i pagórek zrównane, drogi kręte niech się staną prostymi, a wyboiste drogami gładkimi! I wszyscy ludzie ujrzą zbawienie Boże” (Łk 3,6).

Pierwsze zadanie to zasypać doliny czyli nie „dołować się”. Jak człowiek, naród, może się czuć po latach niewoli, pogardy, utrapień? Jest załamany, może stać się zniechęcony, oziębły, a nawet leniwy. Prorok Baruch wzywa: „Złóż, Jeruzalem, szatę smutku i utrapienia swego, a przywdziej wspaniałe szaty chwały, dane ci na zawsze przez Pana” (Ba 5,1). Słowa te odnoszą się do konkretnych ludzi mieszkających jakby w dolinie, z której nic nie widać. Trzeba więc „przebrać się” – zmienić szaty. To symbol zmiany myślenia. Aby muzyk mógł zagrać utwór musi najpierw dostroić instrument! Nie może czekać aż instrument sam się nastroi. Koniec gnuśności i „dołowania się”. Gdzie Twoje męstwo i czyny sprawiedliwe?! Zacznij czynić dobro konsekwentnie, zasypiesz dolinę, w którą wpadłeś albo w którą ktoś Cię wrzucił. Bóg mówi: przygotowałem dla Ciebie szaty nowe, szaty chwały, radości – na zawsze, bo jesteś mój, wyprowadzam Cię z niewoli.   

Druga operacja, przez którą możemy zbudować dobrą komunikację z Bogiem i ludźmi to zrównanie z ziemią gór i pagórków naszej pychy. „Postanowił Bóg zniżyć każdą górę wysoką, pagórki odwieczne” (Ba 5,7). Przyczyną niewoli narodu wybranego było nieposłuszeństwo Bogu, pycha, bałwochwalstwo… Człowiek pyszny, naród butny, nie mogą dogadać się z Bogiem ani Go adorować, żyć szczęśliwie w pokoju. Dlatego cały naród dwa razy przeżył straszną niewolę i musiał stracić prawie wszystko, aby przypomnieć sobie kim jest. Czy potrzeba i nam niewoli? A może sami wchodzimy w nią i wprowadzamy innych? Odkryć w sobie i porzucić zuchwałość, gniew, wynoszenie się ponad innych. Czy naprawdę moje słowo jest najważniejsze, ostatnie, ostateczne? Jeśli jesteśmy chodzącą górą wysoką to właśnie taka góra zasłania, przeszkadza dostrzec działającego i przychodzącego Boga.

Jeszcze jedna czynność adwentowa. Dobra, szybka droga - autostrada - to droga bez zakrętów: „Drogi Pańskie są proste: kroczą nimi sprawiedliwi, lecz potykają się na nich grzesznicy” (Oz 14,10). Człowiek zawsze chce po swojemu coś uprościć, ułatwić sobie, uczynić wygodniejszym. A jeśli używa podstępów, skrótów i kompromisów? Można wtedy zapytać: wcześniej czy później ma coraz mniej czy coraz więcej problemów i sytuacji jakby bez wyjścia? Kiedy jednak chcemy żyć coraz szybciej i łatwiej, zakręty mogą doprowadzić nas szybko do tragedii. Zamiast komunikacji będzie kompromitacja: „Mam inne pojęcie grzechu niż ksiądz czy Biblia”, „z tym jednym się nie zgadzam i już”. Można i tak, ale to wejście w zakręt, z którego już wyjść nie jest tak łatwo.  

W Jezusie, który przychodzi codziennie i objawia się w Hostii na ołtarzu jest połączenie wzniosłej pokory i pokornej wielkości. Każdy kto idzie na to spotkanie z Chrystusem drogą prostą, bez zakrętów, zasypując doliny i równając pagórki – zobaczy, spotka Go. Karmiąc się Nim może mieć ufność jak św. Paweł, który mówi dziś: „Ten, który zapoczątkował w was dobre dzieło, dokończy go do dnia Chrystusa Jezusa” (Flp 1,6).

Andrzej Prugar OFMConv

fot.: Denys Nevozhai on unsplash.com

 



Ta strona wykorzystuje pliki typu cookie. Jeżeli nie wyrażasz zgody na ich zapisywanie, wyłącz ich obsługę w ustawieniach swojej przeglądarki.
Zamknij