Franciszkanie.pl - serwis informacyjnyFranciszkanie.pl - serwis informacyjny

Raduje się duch mój w Bogu, Zbawicielu!

16.12.2017 Andrzej Prugar

John Chapman OSB, benedyktyn i kierownik duchowy wielu ludzi, pisze w liście do jednego ze swoich uczniów, wzywając go do coraz większej prostoty na drodze ku Bogu: „Jak można z prostotą być niespokojnym, zmartwionym, zakłopotanym, mieć poczucie zamętu? Odpowiedź brzmi: abandon, jest to słowo francuskie (oddanie się, porzucenie własnego ja, powierzenie wszystkiego Bogu)… Ty jesteś kamieniem, a Bóg jest rzeźbiarzem. Nie można wiedzieć, co On chce z ciebie wyciosać i nigdy nie będziesz wiedział w tym życiu. Wszystko czego ci potrzeba, to cierpliwość, ufność, zawierzenie, a On uczyni resztę… i jeszcze jedno: modlitwa…” (John Chapman OSB, Listy o modlitwie, ss. 41.44).   

Bóg jest, my jesteśmy dlatego, że On jest. Jan Chrzciciel na początku swej działalności dokonuje kilkakrotnej negacji w stosunku do swojej osoby. Mówi najpierw kim nie jest! Nie jest Mesjaszem, nie jest Eliaszem i nie uznaje się za proroka (J 1, 20-21). Wcześniej jest przytoczony fragment Prologu, w którym czytamy, że Jan Chrzciciel „Nie był światłością, lecz /posłanym/, aby zaświadczyć o światłości” (J 1,8). Wreszcie Jan mówi, że nie jest godzien być nawet niewolnikiem Mesjasza: „ja nie jestem godzien odwiązać rzemyka u Jego sandała” (J 1,27). 

Pośród tych zdań jest tylko jedno, w którym Jan odsłania swoją tożsamość: „Jam głos wołającego…” (J 1,23). Co Jan przez to wyraża? Nie chodzi tu tylko o specyficzny sposób mówienia św. Jana Chrzciciela, ale o jego sposób życia. Jan to ekscentryk (S. Fausti SI) czyli człowiek, który swoje istnienie, swoje centrum, wszystkie "źródła swego życia", widzi poza sobą – w Bogu. To Jezus JEST Słowem - Kształtem - Wszystkim - Jan Jego głosem, narzędziem, sługą. Bóg rzeźbi, on jest dłutem, również przez to, że sam daje się prowadzić Bogu na pustyni. Idzie do „wszystkiego” przez „nic”.

Tylko ten, kto przeżywa prawdziwie swoją nicość i nagość z prostotą i przed Bogiem, może być wypełniony i przyodziany przez Ducha Świętego. Tylko ubodzy-nadzy rozumieją, przyjmują i radują się dobrą czyli radosną nowinę o „szatach zbawienia” i „płaszczu sprawiedliwości”, czy wreszcie o bogatym ślubnym nakryciu głowy oraz biżuterii otrzymanej na zaślubiny z Bogiem: Ten, który wszystko ma w Bogu, a w sobie odkrywa połamane serce, ucieszy się tym wyposażeniem i pewnie zatańczy: „Ogromnie się weselę w Panu, dusza moja raduje się w Bogu moim, bo mnie przyodział w szaty zbawienia, okrył mnie płaszczem sprawiedliwości, jak oblubieńca, który wkłada zawój, jak oblubienicę strojną w swe klejnoty” (Iz 61,10).

W trzecią niedzielę Adwentu, Kościół śpiewa jako odpowiedź na słowo Boże, hymn Maryi, Magnificat (Łk 1,46-50.53-54), a my powtarzamy: „Duch mój się raduje w Bogu, Zbawcy moim”. Są to słowa Maryi, która odnalazła najgłębsze źródło radości poza sobą - w Bogu, choć On sam jest w Niej najgłębiej - jako Jezus - Zbawiciel świata. Właśnie to czyni z Maryi wobec wszystkich służebnicę pełną radości.  

Jan powiedział: „Pośród was stoi Ten, którego wy nie znacie….” (J 1, 26). Nieznany, to nie znaczy nieobecny. Jest Obecny, ale jeszcze nierozpoznany być może i dlatego, że my sami błyszczymy za bardzo, albo chcemy błyszczeć i swój głos czynimy słowem najsensowniejszym, czyli promujemy siebie, koncentrujemy na sobie. Czy nie jest to powód (skupienie na sobie), dla którego nie możemy mieć radości pełnej, prawdziwej? Tylko ekscentryk - taki jak Miriam i Jan Chrzciciel może doświadczać radości prawdziwej.  

Św. Paweł przypomina, że człowiek to duch, dusza i ciało (1 Tes 5,23). Jednocześnie wzywa wspólnotę Kościoła do nieustannej radości, modlitwy i wdzięczności za wszystko i w każdym położeniu. Czy to jest możliwe? Tak, jeśli człowiek duszę swoją zanurzy przez modlitwę w Bogu, swoim Zbawicielu. Wtedy i psychika inaczej będzie działać, a i ciało może radować się np. przez taniec. Istnieje i taki taniec (z natchnienia Ducha Świętego), który objawia moją jedność z Bogiem, który mnie zbawił. Czy jest możliwa nieustnna radość i modlitwa, kiedy źródeł jej szukamy tylko w ciele lub w dobrym samopoczuciu psychicznym? Nie ma powodów do smutku, ale najwięcej powodów do radości wierzący człowiek, bo prawdziwym Centrum jego życia, Panem i Zbawicielem jest Jezus Chrystus. W tym kontekście „unikać wszystkiego, co ma choćby pozór zła” (1 Tes 5, 22), może oznaczać unikanie wszystkiego, co zakłóca naszą jedność ducha z Bogiem Zbawicielem, co prowadzi do „porzucania” Boga jako mojego Centrum. Wszystko należy zdemaskować, co w danej, adwentowej, czyli aktualnej życiowej chwili, przeszkadza królować - jaśnieć Jezusowi w nas i wśród nas; aby trwała radość z Obecności w duszy i pomiędzy nami - Zbawiciela.

Andrzej Prugar OFMConv

fot.: fr.ap, Korytarz (tzw. kamienny) we franciszkańskim klasztorze, w Krakowie

 



Ta strona wykorzystuje pliki typu cookie. Jeżeli nie wyrażasz zgody na ich zapisywanie, wyłącz ich obsługę w ustawieniach swojej przeglądarki.
Zamknij