Franciszkanie.pl - serwis informacyjnyFranciszkanie.pl - serwis informacyjny

Rok na kartach kronik franciszkańskich – styczeń

01.01.2018 . kg

Archiwum | Archiwum prowincjalne

Wyimki z franciszkańskich kronik wcześniej prezentowane na naszym portalu obrazowały, jak spadkobiercy św. Franciszka obchodzili niegdyś ważne daty z kalendarza liturgicznego. Opisy świątecznych celebracji znakomicie oddawały ducha minoryckich wspólnot. Duch ten jednak był obecny także w zwykłej codzienności. Warto zatem ponownie sięgnąć do zapisków kronikarskich, aby poznać radości i troski, jakie towarzyszyły braciom z wybranych domów w „szarym dniu” każdego z dwunastu miesięcy roku. A także odczuć specyfikę atmosfery panującej przed wojną już to w mieście Lwowie już to na podlwowskiej wsi Czyszki, czy też w powojennym śląskim Gołonogu. Na dobry początek – styczeń 1933 roku w podlwowskich Czyszkach.

Dnia 1 stycznia ciepło względne. Zima łagodna. Nadzieja noworoczna dość w smutnych rysuje się konturach. Nic nie zapowiada zmiany kryzysu i biedy. Owszem wypowiada się prawne zobowiązania, stąd zastępy powiększają się bezrobotnych. Sklepy skazane na bankructwo, z dnia na dzień zmniejszają się w swej liczbie i idą pod rękę egzekutorów.

W parafji[!] Rok Nowy przeszedł dość spokojnie bez żadnych awantur i bijatyk krwawych. Zdaje się, że bieda dzisiejsza ma i swoje dobre strony, bo uczy ludzi oszczędzać i szanować grosz, a nie wyrzucać go na krzykliwe zabawy i wesela huczne!

Dnia 3 stycznia rankiem mróz sięga 3o Celsjusza. W południe ociepla się. Ludziska poczynają umierać, zwłaszcza suchotnicy!

Dnia 4 stycznia aura przeciętnie ciepła. Wypadków zachorzeń[!] nie ma zdrowotność przeciętna. Tylko falangi bezrobotnych ciągną się od domu do domu z niesłychanem[!] natręctwem. Nie ma prawie dnia, aby nie jawiło się dziesięciu. A przeciętnie ludzie młodzi i do pracy zdolni. Cała widocznie machina państwowa chwieje się w swej posadzie, kiedy dla swoich nie ma dość chleba, a którego ojczysta ziemia podostatkiem dawa[!]. Coś w świecie jest w nieporządku.

Dnia 8 stycznia obfity śnieg i to tak, że do kaplicy w Czyżykowie jechano sankami. Sanna względnie dobra była. Oczywiście, że jechać się musiało. W tym dniu młodzież[!] tutejsza urządziła zabawę taneczną w budynku gminnym. Zabawa skończyła się krwawem[!] epilogiem. Dostał i naczelnik gminy i Mikołaj Serczak, radny gmin i Andrzej Ryglowski również radny w tutejszej gminie. Rej w całej krwawej imprezie wiódł, Pelc, obecny służący w wojsku polskiem[!] jako czynny kawalerzysta. Odebrano mu szablę. Adherenci jego zagrozili, że wszystkiem[!] szyby wybiją, jeśli szabla nie będzie zwrócona.

Dnia 20 stycznia gęsty pada śnieg i grubym pokrowcem pokrywa ziemię. Mroź się potęguje, sięga bowiem do 12o Celsjusza. Mimo to ludziska w parafji[!] na ogół trzymają się zdrowo, choć to nie wyklucza częstych jazd do chorych. Oczywiście więcej chorują po wsiach okolicznych, aniżeli w samych Czyszkach. Najwięcej dotykają suchoty ludność tutejszą. Wystarczy przeglądnąć Księgę zmarłych i wglądnąć co było przyczyną tego lub owego zgonu to wyczytamy Tuberculosa Thtysis – suchoty. Nic dziwnego ludność tutejsza pracowała i pracuje w fabryce tytoniu w Winnikach. Praca ta wytwarza dużo nikotynowego pyłu, który oczywiście zabójczo działa na płuca. Stąd p paru latach wychodzą suchotnicy. Rodzice suchotnicy – cóż zrodzić mogą? Jedynie suchotników! I tem[!] się tłumaczy tak wielki procent umierających na suchoty!

Dnia 25 stycznia urządzono polowanie na tutejszych dobrach folwarcznych. Zjechało się dużo strzelców zawodowych. Jednak skutek był taki, że upolowano cztery zające. Warunki nieodpowiednie były. Przedewszystkiem[!] mroź sięgający 26o Celsjusza wytrącał broń z ręki. Ponadto gruby śnieg utrudniał myśliwcom przenoszenie [się] z miejsca na miejsce. Dosyć, że zakończenie było dobre. Podano wyśmienity bigos! Udział w polowaniu, ale przy bigosie, brał O. Prowincjał, O. Szymon Łaś, wieczysty Definitor no i piszący Kronikę polowania!

Dnia 26 stycznia mróz 30o Celsjusza. Jechało się do szkoły w Winniczkach siarczyście. Sople na baranicy utworzyły się wskutek nielitościwego mrozu. A i do nóg mróz dobrze się dobierał, mimo śniegowców i grubego koca. A jednak dzieci w szkole było normalnie. Trzęsło się to biedactwo od mrozu, ale cóż robić głód wiedzy i nauki był silniejszym motywem.

Dnia 27 stycznia punkt kulminacyjny mrozu. Sięgnął 32o Celsjusza. Szkoły nieczynne. Drzewa od mrozu pękały. Wszystko siedziało cicho w domostwach, bo istotnie nosa wychylić nie było można.

(Cytat za: Kronika parafii OO. Franciszkanów w Czyszkach 1821-1936, oprac. Z. Gogola, J. Małocha, B. Frontczak, Kraków 2012, s. 163-165).

opr. Joanna Małocha



Ta strona wykorzystuje pliki typu cookie. Jeżeli nie wyrażasz zgody na ich zapisywanie, wyłącz ich obsługę w ustawieniach swojej przeglądarki.
Zamknij