Franciszkanie.pl - serwis informacyjnyFranciszkanie.pl - serwis informacyjny

Świętymi bądźcie

04.12.2020 . kg

Posłaniec św. Antoniego | Redakcja magazynu franciszkańskiego

Puste stwierdzenie zaczerpnięte z Pisma świętego (por. 1Pt 1,14-16) czy zaproszenie do realizacji życiowego celu? Właśnie na to pytanie postaramy się odpowiedzieć. Bynajmniej nie dlatego, że świętość jest wzniosłym ideałem, ale ponieważ jest jedynym sensem ludzkiego powołania do życia i Bożym zamysłem (pragnieniem) wszczepionym od samego początku w ludzkie serce – pisze o. Jerzy Szyran OFMConv. Zapraszamy do lektury!

Bóg stworzył człowieka nie dla wegetacji na poziomie animals, lecz stwarzając wezwał go do powrotu do Źródła swego istnienia – Stwórcy. Jeśli bowiem cokolwiek ma sens, to ma sens w Bogu. On jest sensem wszystkich sensów.

Świętość jest w nas

Świętości nie trzeba szukać na zewnątrz. Ona jest w nas, niejednokrotnie drzemiąc, zakopana pod grubą warstwą rzeczy nie-świętych, które dla wielu ludzi stanowią przedmiot pragnień. Człowiek nie wchodzi na drogę świętości poprzez jakieś tajemnicze przejście, lecz zanurza się w świętości samego Boga. Bóg bowiem w sakramencie chrztu zasiał w każdym z nas maleńkie ziarenko własnej świętości, o które człowiek, niczym dobry ogrodnik, winien dbać, pielęgnować je i podlewać.

Świętość moralna

„Dbać” oznacza chronić przed szkodnikami. Największym wrogiem świętości jest szatan, który działa na człowieka na trzech płaszczyznach jego słabości: pożądliwość oczu, pożądliwość ciała i pycha tego życia (por. 1J 2,16). Sprowadzając niejako te trzy rzeczywistości do wspólnego mianownika, należy powiedzieć, że hołdując im, człowiek oddaje boską cześć: materii we wszelkich jej wymiarach, ciału i jego namiętnościom oraz własnemu ego. W ten sposób buduje pewien rodzaj anty-świętości, którą – nazywając po imieniu – należy określić mianem kultu demona.

Pielęgnować oznacza „nawozić” tym, co daje wzrost. Eucharystia stanowi pokarm dla duszy. Ona daje prawdziwy wzrost duchowy i nasyca naszego człowieka wewnętrznego. Bez niej człowiek staje się suchym badylem, niezdolnym do owocowania.

Podlewać należy zdrojem, który został nam wylany w dniu Pięćdziesiątnicy. Duch Święty jest Ożywicielem, ożywczą wodą, bez której świat stałby się jałową pustynią.

Droga świętości

W zasadzie nie ma żadnej drogi, choć wielu o niej mówi. Świętość jest coraz głębszym wchodzeniem w przestrzeń świętości Boga. Posłużmy się tu obrazem zaczerpniętym od św. Teresy z Avila. Bóg mieszka w pałacu, który jest w każdym człowieku. Wejście do niego jest podjęciem systematycznej modlitwy, pojmowanej jako stawanie przed Bogiem w postawie oczekiwania. Jestem, kontempluję, milczę – jednym słowem: czekam z otwartym sercem na Boga, by wprowadził mnie do swej najbardziej intymnej komnaty. Motywem takiej postawy jest przede wszystkim miłość. To ona inspiruje i ponagla, by pójść na spotkanie Króla. Kolejne pokoje wewnętrznego zamku, bardziej rozświetlone światłem bijącym z centralnej komnaty Króla, coraz bardziej oświetlają serce człowieka, wydobywając z niego wszelkie skazy i kurz. Z drugiej zaś strony, owo światło jak magnes przyciąga wzrok, ciało i całego człowieka, odciągając od rzeczywistości, której jeszcze do niedawna tak bardzo pragnął. Człowiek nagle dziwi się, że idiotyczne zabawy przestają go pociągać, płytkie rozmowy nużą, a dawni znajomi stają się banalni. W końcu dochodzi do metamorfozy – przyobleczenia się w Chrystusa (por. Rz 14,13; Ef 4,21-24). Człowiek, jak larwa jedwabnika morwowego, owija się szczelnie kokonem, by umrzeć dla świata, a odrodzić się jako nowa istota (motyl zdolny do wzlotu). Bóg nieustannie pociąga człowieka ku sobie, a im dalej, tym to oddziaływanie staje się coraz silniejsze. Pełne zjednoczenie na ziemi jest niemożliwe. Dokona się ono po śmierci, gdy już na zawsze będziemy w Bogu.

Zajrzyj do nieba

Czy jest to możliwe? Wszak ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, jak będzie w niebie (por. 1Kor 2.9). Bóg jednak mówi do człowieka w znakach. Wiele tych znaków jest zapowiedzią przyszłej chwały. Do takich znaków należy niewątpliwie liturgia, która w swoim założeniu jest przedsmakiem nieba. Jak to zobaczyć?

Weźmy na początek „pod lupę” uroczystości kościelne. Dwa najważniejsze obchody: Boże Narodzenie i Wielkanoc. Odrzućmy całą otoczkę przygotowań zewnętrznych, by w swojej wyobraźni skupić się na ich przeżywaniu: tacy czyści (spowiedź przed świętami) i piękni uczestniczymy w uroczystej Eucharystii, potem wspólnota stołu, rodzina, odświętne stroje, miła atmosfera, często życzenia, uściski, pocałunki, nierzadko przeprosiny i pojednanie, prezenty. Sielanka, dni wolne od pracy i szkoły. Taka atmosfera mogłaby trwać wiecznie. A to zaledwie przedsmak tego, co będzie tam.

Chrzest, I Komunia i zaślubiny. Biel szat dla Jezusa, który przychodzi i wchodzi w nowe życie człowieka, setki uścisków, szczęście rodziców, małego człowieka czy pary młodej. I znów pragnienie, by taki stan trwał.

Urodziny i imieniny. Goście z ogromną ilością miłych słów, prezenty, radość, jesteś centralną postacią dnia. Niebo na talerzu.

Teraz pomnóż to wszystko lub podnieś do nieskończonej potęgi, by uzyskać obraz tej wartości, dla której warto rzucić ten świat i biec ku wyznaczonej mecie (por. Flp 3.14).

***

Niebo – świętość, dwa synonimy stanu bycia z Bogiem. „Ojcze, /…/ któryś jest w niebie. Święć się imię Twoje” – modlimy się o to, by wejść do Jego przybytku, by Jego imię, które jest wiecznością (Jestem), było naszą wiecznością.

Jerzy Szyran OFMConv


Artykuł ukazał się na łamach magazynu franciszkańskiego „Posłaniec św. Antoniego z Padwy”. Zapraszamy na stronę pismawww.poslaniecantoniego.pl, gdzie



Ta strona wykorzystuje pliki typu cookie. Jeżeli nie wyrażasz zgody na ich zapisywanie, wyłącz ich obsługę w ustawieniach swojej przeglądarki.
Zamknij