Franciszkanie.pl - serwis informacyjnyFranciszkanie.pl - serwis informacyjny

„To co dobre i święte ze światem wygrywa…”

27.05.2019

Biuro Promocji Kultu | bł. Michała Tomaszka 
i bł. Zbigniewa Strzałkowskiego

Pomiędzy Limą, stolicą Peru, a Krakowem w linii prostej jest 11546 km. Tak oblicza jedna z internetowych wyszukiwarek. Świat dziś, choć nadal wielki, z uwagi na możliwość podróżowania samolotem, skurczył się. W czasach bł. Michała Tomaszka i bł. Zbigniewa Strzałkowskiego podróże lotnicze były już normą, choć połączenie z Peru nie było tak dogodne jak dziś.

Świat się kręci…

Ojcowie, którzy wyjechali na misje do Peru, by objąć tam parafię w Pariacoto, w listach do bliskich pisali, że przesiadkę lotniczą mieli w… Moskwie, potem śródlądowania w Shanon Garden (Nowa Finlandia), na Kubie i w Panamie. To był lot! Trwał niemal 3 dni. Żelazna kurtyna wpływała nie tylko na codzienne życie mieszkańców tzw. bloku wschodniego, ale też wyznaczała korytarze powietrzne. By polecieć na zachód, franciszkanie najpierw musieli polecieć na wschód. Peru było wtedy niemal „krańcem świata”, a bilety lotnicze dość drogie. Fundusze na nie zebrał ówczesny wikariusz generalny franciszkanów – o. Błażej Kruszyłowicz (obecnie biskup senior diecezji szczecińsko-kamieńskiej). Dlatego (tak zresztą jest do dziś) misjonarze nie przylatywali zbyt często do Polski na urlop. Średnio było to raz na trzy lata. Każdy taki wyjazd wiązał się bowiem z kosztami i koniecznością przeorganizowania pracy na palcówce misyjnej, gdzie najczęściej rąk do pracy i tak brakowało.

Dla misjonarzy franciszkańskich, o. Jarosława Wysoczańskiego, bł. Michała Tomaszka i bł. Zbigniewa Strzałkowskiego, podróż do Peru była wyprawą. Dla bł. Zbigniewa był to pierwszy w życiu lot samolotem. Bł. Michał w liście do rodziny pisał: Pokrótce opiszę swoją podróż (tu jest materiału na całą książkę, ale najważniejsze).... Wiele w tym opisie jest franciszkańskiego ducha zachwytu nad pięknem świata: Leci się bardzo wysoko nad chmurami. Chmurki wyglądają jak baranki na łące, a jeśli jest chmurka przy chmurce, to nie widać nic, tylko chmury z góry. Jednak można podziwiać nawet same chmury, ich kształty, układy… (List do domu rodzinnego, Lima, 26 lipca 1989 r.)

Można życie swe stracić…

W 1991 r. grafik urlopów misjonarze pracujący w Pariacoto mieli już ustalony. Do Polski miał latem lecieć najpierw bł. Zbigniew. Z uwagi jednak na uroczystości rodzinne w domu rodzinnym o. Jarosława Wysoczańskiego – postanowili się zamienić. Na urlop wyjechał o. Jarosław, który pełnił w klasztorze w Pariacoto funkcję gwardiana. W Polsce – zgodnie z przyjętym zwyczajem wśród misjonarzy – o. Jarosław odwiedził rodziców i bliskich braci, którzy pracowali z nim w Pariacoto. Opowiadał o pracy, przekazywał listy i pozdrowienia.

W Pariacoto życie toczyło się ustalonym rytmem. Ojcowie pracowali: jeździli do wiosek, pomagali chorym (w czym szczególnie „wyspecjalizował się” bł. Zbigniew, dlatego mieszkańcy Pariacoto nazywali go „doktorkiem”), prowadzili katechezy, odprawiali Msze Święte. Wiadomości o nasilonej działalności terrorystów z ugrupowania „Świetlisty Szlak” (Sendero Luminoso) docierały do Pariacoto. Już wcześniej w miasteczku terroryści zaatakowali posterunek policji. Ludzie bali się, ale parafia funkcjonowała, jakby zagrożenia nie było. S. Berta Hernández, która współpracowała z franciszkanami, wspomina: Ojcowie franciszkanie, dziś już beatyfikowani, przybyli do Pariacoto przepełnieni wielkim entuzjazmem, marzeniami i zapałem do pracy wśród mieszkańców wiosek i ich rodzin, aby im przekazywać przesłanie o królestwie Bożym. Mieli mnóstwo pomysłów, od samego początku uświadamiając sobie ich skrajne ubóstwo i opuszczenie.[…] W Wielki Czwartek 1991 roku miejscowość Quisquis, gdzie akurat przebywała ta ostatnia grupa, została napadnięta przez terrorystów. W dwóch miejscach wybuchły bomby, wypisano hasła na ścianach, rozrzucono ulotki i listę osób poszukiwanych. Na jednym z domów przy głównej drodze wywieszono czerwony sztandar Sendero Luminoso. Wśród gwałtownych pogróżek ujęto grupę młodzieży, która akurat przybyła obejrzeć widowisko cyrkowe. Mimo to prace duszpasterskie prowadzono normalnie. Na jednym z zebrań ustalono tylko, że będzie przestrzegana większa ostrożność w kontaktach z nieznanymi osobami pojawiającymi się w miejscowości i w czasie godzin zaplanowanych działań. Działalność w takiej atmosferze przemocy prowadzono ze względnym spokojem aż do 9 sierpnia 1991 roku, kiedy to senderyści odwiedzili właśnie nas” (s. Berta Hernández Guerra, Ojcze nadeszła godzina. Michał i Zbigniew, męczennicy i błogosławieni, świadkowie Ewangelii, Wydawnictwo Rafael, Kraków 2019).

Śmierć może być zyskiem…

9 sierpnia 1991 r. senderyści mieli wytyczone przez swoje dowództwo konkretne cele: zniszczenie linii telefonicznej w Pariacoto, pojmanie wójta gminy, pojmanie franciszkanów, sąd ludowy nad pojmanymi, wysadzenie magazynów z żywnością, przejęcie kontroli nad miastem. Nie udało się im zrealizować wszystkich planów. Mieszkańcy miasteczka nie poparli działań senderystów, nie udało się zwołać sądu ludowego nad wójtem i misjonarzami, nikt nie chciał ograbić magazynu parafialnego, gdzie przechowywano żywność otrzymaną z Caritasu na potrzeby ubogich i dotkniętych suszą. Wójta gminy wraz z bł. Michałem Tomaszkiem i bł. Zbigniewem Strzałkowskim senderyści wywieźli nocą poza miasteczko w okolice osady Pueblo Viejo i tam wszystkich trzech, strzałem w głowę i plecy, zamordowali. Auta, które ukradli z parafii i którymi przyjechali na miejsce – podpalili.

Od tych tragicznych wydarzeń mija już 27 lat. Dziś Pariacoto jest wolne od przemocy i terroryzmu, choć – według relacji pracującego tam franciszkanina, o. Stanisława Olbrychta, w mieście nadal są ludzie, którzy bojąc się zemsty senderystów, nie chcą opowiadać o wydarzeniach z nocy 9 sierpnia 1991, gdy zamordowano misjonarzy. Peru jednak cieszy się dziś spokojem. Ludzie uwierzyli, że można żyć w pokoju. Miasteczko rozwija się, rozbudowuje się także klasztor ojców franciszkanów. Kapłani nadal – wbrew temu czego chcieli senderyści – pełnią posługę na tym terenie.

Ich krew do nowego życia budzi nas…

Ciała bł. Michała i bł. Zbigniew, zgodnie z ich wolą wyrażoną jeszcze przed śmiercią, spoczywają w kościele w Pariacoto. Dziś są to relikwie, ponieważ 5 grudnia 2015 r. Kościół oficjalne uznał, że są oni błogosławionymi. Dla nas są też pierwszymi polskimi misjonarzami – męczennikami. W wielu kościołach, kaplicach w Polsce i na świecie są także obecne ich relikwie pierwszego stopnia (cząstki kości). Na dziś (maj 2019) takich miejsc, gdzie znajdują się relikwie, mamy 342. W Łękawicy, rodzinnej miejscowości bł. Michała, szkoła podstawowa nosi imię bł. Michała Tomaszka, a w Zawadzie, rodzinnej miejscowości bł. Zbigniewa Strzałkowskiego – jego imię. W wielu miejscach franciszkanie głoszą słowo Boże i mówią o życiu błogosławionych Męczenników z Pariacoto. Ich świadectwo wiary niesie nadzieję, że w chwilach trudnych, w czasie wielkiego ucisku, Bóg jest obecny. Dziś bł. Michał Tomaszek i bł. Zbigniew Strzałkowski wstawiają się za nami u Boga. Nie lękajmy się prosić ich o pomoc. Oni tutaj są – tak brzmi refren pieśni, która została wykonana w dniu beatyfikacji. Czy wierzysz w to, że ich świadectwo ma sens? Że Bóg zwycięża nawet wtedy, gdy wydawałoby się, że ponosimy klęskę, upadamy, tracimy życie…

*Tytuł śródtytuły zostały zaczerpnięte z Hymnu beatyfikacyjnego „Świadkowie nadziei”, do którego słowa polskie napisał Andrzej Zając OFMConv.

Anna Dąbrowska

Biuro Promocji Kultu Męczenników z Pariacoto


Msza Święta Wotywna o Męczennikach z Pariacoto

W każdą trzecią środę miesiąca w Bazylice św. Franciszka z Asyżu w Krakowie odprawiana jest o 16. 30 Msza Święta Wotywna o Męczennikach z Pariacoto z uczczeniem relikwii bł. Michała i bł. Zbigniewa.



Ta strona wykorzystuje pliki typu cookie. Jeżeli nie wyrażasz zgody na ich zapisywanie, wyłącz ich obsługę w ustawieniach swojej przeglądarki.
Zamknij