Franciszkanie.pl - serwis informacyjnyFranciszkanie.pl - serwis informacyjny

„Uderz Jezu bez odwłoki, w twarde serc naszych opoki”

15.03.2020 Andrzej Prugar

Co się stało Panie Jezu? Przecież to nie jest tylko pandemia, którą można opisywać naukowo czy naszymi lękami. Jak to się wszystko ma do tego, Kim jesteś, co powiedziałeś, co mówisz? Jak to się ma do tego, jak słuchamy i jak jesteśmy posłuszni?

Co się stało? Najpierw z narodem wybranym. Nie byli samowystarczalni na pustyni, bo nikt dłuższy czas nie może przeżyć pośród piasków i spiekoty. Byli jednak na pustyni z woli Boga i to długo. Przecież Bóg ich wybrał i troszczył się o każdy krok. Zapomnieli o tym? Kiedy brakło wody, pierwszym odruchem serca było… narzekanie (Wj 17,1-4). A co powinno być spontanicznem porywem serca? Może jednak prośba w kierunku Boga, zaufanie, a nie szemranie. Co więc najpierw Bóg słyszy nie tylko od narodu wybranego, ale i od nas, z naszej pustyni? „Jak możesz tak nam robić, prowadzić nas taką drogą?”, czy może: „Ojcze, Abba, Ty jesteś moim dniem i nocą, moim pokarmem i celem. Ty wiesz, co jest dla mnie dobre. Ojcze, daj nam chleba naszego powszedniego… odpuść nasze winy…”.  

"<Uderzysz w skałę - usłyszał Możesz po modlitwie do Boga - a wypłynie z niej woda, i lud zaspokoi swe pragnienie>". Mojżesz uczynił tak na oczach starszyzny izraelskiej. I nazwał to miejsce Massa i Meriba, ponieważ tutaj kłócili się Izraelici i Pana wystawiali na próbę, mówiąc: "<Czy Pan jest rzeczywiście wśród nas, czy też nie?>” (Wj 17,6-7).

Co się stało z Samarytanką? Przyszła w samo południe do studni, cicho i bez świadków chciała zaczerpnąć wody i zanieść do swego domu, dla siebie i dla swego nie-męża. Kiedy się ma już szóstego partnera, to wstyd się pokazywać nawet koleżankom. Ale Jezus czekał na nią. Jak Mojżesz uderzył w twardą skałę serca i wypłynęła woda, tak Jezus swoim słowem w serce Samarytanki. Powiedział jej, co jest w jej sercu i jakie jest jej życie, jakie pragnienia. Więcej powiedział jej, że Bóg czeka na nią, na poryw jej serca w modlitwie. Nie w jakimś określonym miejscu, ale w Duchu i Prawdzie, wszędzie. Zapragnęła słuchać Jezusa bardziej niż zaczerpnąć wody ze studni. Chciała być pouczona, poprowadzona dalej. A Jezus mówi przez nią, że jest nadzieja dla każdego, kto szuka i pragnie: On sam Zbawiciel świata daje Ducha - Wodę Żywą, która gasi pragnienie i prowadzi do prawdy, do Ojca (por. J 4, 5-30). 

"Wielu Samarytan z tej miejscowości uwierzyło w Niego na podstawie świadectwa danego przez ową kobietę: <Wyjawił mi wszystko, co uczyniłam>. Przyszli więc do Niego z prośbą, aby pozostał u nich. I przebywał tam dwa dni. Wtedy jeszcze więcej uwierzyło dzięki głoszonej przez Niego nauce. Do tej kobiety zaś mówiono:  <Teraz wierzymy już nie na podstawie tego, co nam powiedziałaś, lecz dlatego, że sami Go usłyszeliśmy. Wiemy, że On naprawdę jest Zbawicielem świata​>” (J 4, 39-42).

Co ma się stać ze mną? W Wielkim Poście mamy otworzyć się na obfitość łaski Serca Jezusa, odnowić swój chrzest, jedność z Bogiem w Kościele. Pustynia jednak coraz bardziej doskwiera, staje się niebezpieczna. Szemrać czy wołać do Boga? Chodzić ukradkiem po wodę i ze wstydu dalej nic nie zmieniać w sobie? Mamy serce twarde czy miękkie? Czy Bóg może wyprowadzić na nowo Wodę Żywą ze skały serca? Czy może popłynąć Duch Święty i prowadzić do Prawdy, do Jezusa, do Ojca, do braci i sióstr? „Uderz Jezu bez odwłoki, w twarde serc naszych opoki” - śpiewamy w Gorzkich Żalach. Może już uderzył? Może uderza… ale ja jestem bezsilny.

Św. Paweł mówi: „byliśmy bezsilni…” (Rz 5,6), ale nie kończy na takim stwierdzeniu. Nam zdarza się stwierdzać naszą duchową bezradność i na tym kończyć dialog z Bogiem czy nawet duchową drogę. Lubimy bardziej koncentrować się na tym, co naprawdę jesteśmy mocni. Boimy się bezsilności przed Bogiem, ale tak naprawdę to może być początek działania Ducha Świętego w nas. Umiemy zdobyć cały zapas wody i chleba ziemskiego, ale zagłuszamy serce w tym, co jest o wiele większym pragnieniem. Czy nie należy na nowo stać sie rzeczywiście bezsilnym, aby dać się odnowić bezinteresownej miłości Boga? On za nas umarł wtedy, kiedy nic już nie mogliśmy zrobić. Bądźmy więc na nowo bezsilni i wołajmy całym swym pragnieniem do Pana. Czy taki dar  - Jego męki, śmierci i zmartwychwstania - może nas na nowo wskrzesić z bezsiły? Może! Pragnijmy więc w swej bezsilności i pozwólmy jakby wewnątrz niej uderzyć, w swoje twarde serce, krzyżem Jezusa!  Aby wypłynęła Woda Żywa, aby Jego Duch nas poprowadził drogą miłości. 

A nadzieja zawieść nie może, ponieważ miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany. Chrystus bowiem umarł za nas, jako za grzeszników, w oznaczonym czasie, gdy jeszcze byliśmy bezsilni. A nawet za człowieka sprawiedliwego podejmuje się ktoś umrzeć tylko z największą trudnością. Chociaż może jeszcze za człowieka życzliwego odważyłby się ktoś ponieść śmierć. Bóg zaś okazuje nam swoją miłość właśnie przez to, że Chrystus umarł za nas, gdy byliśmy jeszcze grzesznikami” (Rz 5,5-8).  

Andrzej Prugar OFMConv

grafika: fr.ap

fot.: Marek Sowiński OFMConv, Kaplica Adoracji Najświętszego Sakramentu, Guarambare, Paragwaj

 



Ta strona wykorzystuje pliki typu cookie. Jeżeli nie wyrażasz zgody na ich zapisywanie, wyłącz ich obsługę w ustawieniach swojej przeglądarki.
Zamknij