Franciszkanie.pl - serwis informacyjnyFranciszkanie.pl - serwis informacyjny

"Umrzeć" przed swoją śmiercią

17.03.2018 Prugar Andrzej

„Chrystus z głośnym wołaniem i płaczem za dni ciała swego zanosił gorące prośby i błagania do Tego, który mógł Go wybawić od śmierci, i został wysłuchany dzięki swej uległości. A chociaż był Synem, nauczył się posłuszeństwa przez to, co wycierpiał. A gdy wszystko wykonał, stał się sprawcą zbawienia wiecznego dla wszystkich, którzy Go słuchają” (Hbr 5,7-9).

Pierwsze dwa sformułowania z cytowanego listu do Hebrajczyków „przenoszą nas” w medytacji piątej niedzieli Wielkiego Postu w dwa bardzo ważne i dramatyczne momenty życia Jezusa: do ogrodu Getsemanii i na krzyż. W ogrodzie Oliwnym Jezus wołał w modlitwie do Ojca o oddalenie kielicha męki i sam mówił podczas tej dramatycznej modlitwy o swojej „smutnej duszy, aż do śmierci” (Mk 14,34). Jeśli dusza jest smutna, czy oczy pozostają bez łez? Umierając na krzyżu Jezus zawołał aż dwa razy „donośnym głosem”; co oznacza po prostu, że krzyczał (por. Łk 27,46.50). 

W te uczucia Jezusa wchodzimy dzień po dniu w Wielkim Poście, ponieważ chcemy z głębi serca być wdzięczni za ocalenie nas: Jezus mając takie uczucia i taką postawę „stał się sprawcą zbawienia dla wszystkich dla wszystkich, którzy Go słuchają” (Hbr5,9). My nie byliśmy i nie jesteśmy ulegli przed Bogiem jak On, kontestujemy nie tylko osobiście ale coraz bardziej systemowo, właściwie wszystko, co wychodzi z ust Boga. Przykładów jednak nie szukajmy najpierw np. w niedoskonałym, czy wręcz chorym ludzkim ustawodawstwie (np. redefinicja małżeństwa jako związku osób dowolnej płci), ale przede wszystkim w sobie, w nas, w nazywaniu naszych codziennych buntów i nie poddawaniu się słowu Boga. Trzeba przyznać rację temu, co mówi Bóg przez proroka Jeremiasza: „…Przymierze, które zawarłem z przodkami, kiedy ująłem ich za rękę, by wyprowadzić z ziemi egipskiej… złamali, mimo że byłem ich Władcą” (Jr 31,32). To są słowa również o nas.

Z ilu opresji ("Egiptów") Pan nas już wyzwolił? Osobiście, ale i cały nasz naród? My jednak wybieramy śmierć, a myślimy, że to życie. Akceptujemy grzech publicznie i publicznie trwamy we wzajemnej nieprzyjaźni. Uruchamiamy lawiny zła i nieszczęść, ale uciekamy od ich konsekwencji, a szczególnie od cierpienia. Chełpimy się wolnością i nie chcemy mieć z Bogiem wiele wspólnego. Ciągle umieramy i giniemy, ale czy szczęśliwi? Próbujemy uciec od śmierci, ale się nie da. 

Aby umrzeć na końcu - nie ze wstydu przed Bogiem - i nie pozostać na wieki w stanie piekielnej samotności, trzeba umrzeć przed swoją śmiercią. Tak, trzeba umrzeć przed swoją śmiercią! Jezus nam nie tylko to uświadamia, ale pokazuje swoim życiem, że nie ma innej drogi do Boga, który jest Miłością (por. 1 J 4,16). „Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity. Ten, kto kocha swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne” (J 12,24-25).

To nie może nie boleć i łączy się w tajemniczy sposób z cierpieniem i z Cierpiącym: „Teraz dusza moja doznała lęku i cóż mam powiedzieć? Ojcze, wybaw Mnie od tej godziny. Nie, właśnie dlatego przyszedłem na tę godzinę" (J 12,27). Dla przeżycia tej trudnej godziny Jezus przyszedł. To Jego Pascha, która ma się stać naszą Paschą. Uczy jak ją przeżywać, a właściwie jak umrzeć dla siebie, dla swojej wizji całości, która - według nas - „jest sensowna i lepsza”; jak z egoizmu przechodzić w owocowanie miłości. Jezus w modlitwie-walce w Getsemanii i w wołaniu na krzyżu zostawił „swoje plany” i przyjął w uległości wolę Ojca. 

Niezwykłe pragnienie wyrażają Grecy, którzy przyszli się modlić do Jerozolimy. Widzę w nich siebie i proszę z nimi: „chcemy ujrzeć Jezusa” (J 12,20). Jezus zaś odsyła do Getsemani i tego co dokona się na krzyżu. Nie chodzi więc o to, aby go tylko zobaczyć oczami, ucieszyć się Jego Słowami, ale ujrzeć Jego wnętrze, Jego zachowanie i zacząć go naśladować: „Teraz odbywa się sąd nad tym światem. Teraz władca tego świata zostanie precz wyrzucony. A Ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie. To powiedział zaznaczając, jaką śmiercią miał umrzeć” (J 12, 31-33). Konfrontacja naszego pragnienia widzenia Jezusa z tym jaki On rzeczywiście jest i jak dokonuje się Pascha w Nim i dla nas, może być i jest wstrząsająca. Im bliżej wydarzeń Gethsemani i krzyża tym więcej światła, tym mocniejszy sąd nad nami, tym radykalniejsze wezwanie do pozostawienia tego, co władca świata za parawanem wielu mechanizmów i pragnień ofiarowuje nam jako śmierć, a nie życie. 

Jezus jednak przyciąga tych, którzy są odważni w uczeniu się tej najtrudniejszej lekcji umierania dla życia. To Nauczyciel, który najlepiej przeżył na sobie lekcję umierania przed śmiercią.

Andrzej Prugar OFMConv

fot.: fr.ap, Kaplica Męki Pańskiej, bazylika św. Franciszka z Asyżu w Krakowie 

 



Ta strona wykorzystuje pliki typu cookie. Jeżeli nie wyrażasz zgody na ich zapisywanie, wyłącz ich obsługę w ustawieniach swojej przeglądarki.
Zamknij