Franciszkanie.pl - serwis informacyjnyFranciszkanie.pl - serwis informacyjny

„Wstańcie, chodźmy…” (Mk 14,42)

27.03.2021 Andrzej Prugar

Pasja Jezusa jest czymś głębszym i pojemniejszym niż ocean. Nie powinniśmy poruszać się po niej nerwowo, usiłując zgłębiać po swojemu wydarzenia ostatnich godzin Jezusa na ziemi. Raczej trzeba wezwać Ducha Pańskiego, aby nas poprowadził, zatrzymał bardzo osobiście przy tym obrazie i tym słowie, które jest tylko dla nas w tym trudnym czasie.

Jezus trzykrotnie budził uczniów w Getsemani (Mk 14, 32-41). Prosił, aby z Nim czuwać choćby godzinę. Była to więc długa modlitwa, którą uczniowie przespali. Mimo tego, Jezus budzi uczniów i wzywa; „Wstańcie, chodźmy…” (Mk 14,42). Chodzi o stawienie czoła zdrajcy i wydarzeniom, które zadadzą Mu wiele ran, ostatecznie będą powodem Jego śmierci na krzyżu. Jego twarz jednak stała się jak głaz (Iz 50,7), nieporuszona wobec decyzji, którą ostatecznie podjął po modlitwie-walce: „Abba, Ojcze... nie to, co Ja chcę, ale to, co Ty [niech się stanie]!” (Mk 14,36).

Noc, w której Jezus nas budzi trwa i ma wiele imion.

W 2016 r, katolicki, międzynarodowy portal Aletheia* przekazał świadectwo włoskiego małżeństwa. Rodzicom zakomunikowano w szpitalu, że dziecko, którego oczekują ma dysplazję śmiertelną. Lekarz powiedział, że dziecko na pewno umrze albo zaraz po urodzeniu, albo w ciągu pierwszego roku życia i będzie cierpieć. A potem dodał, że w tym wypadku jedyną metodą leczenia jest aborcja terapeutyczna. Rodzice nadali jednak dziecku imię: Benedetta.

Matka dziecka opowiada o tym, że lekarka próbowała tłumaczyć, że nie ma innego wyjścia. Potem posłała ją do psychiatry, żeby podjęła decyzję… Po drodze trafiła na oddział położniczy. Miała patrzeć na kobiety przed „zabiegiem”, aby się oswoić…  "Tam nie było Boga, nie było nadziei, ponieważ Bóg jest nadzieją. Ta scena przekonała mnie, że aborcja terapeutyczna nie jest rozwiązaniem. To tylko śmierć i cierpienie. Niedługo potem rozmawiałam z psychiatrą, ale w głębi serca byłam już przekonana. Wiedziałam, co robić".

Matka urodziła dziecko i najgłębszego ukojenia doznała w czasie pogrzebu swojej córeczki, Benedetty. Powiedziała: „jako para małżonków znaleźliśmy sobie kierownika duchowego, ojca Antonio. Ta pomoc była konieczna. Sami nie dalibyśmy rady. Musieliśmy czuć miłość. Bardzo nam pomogły bliskość i modlitwa naszej wspólnoty, mojej mamy, siostry i wszystkich, którzy się za nas modlili. Pamiętam, że zadzwoniłam do 150 klasztorów klauzurowych, do każdego z osobna, prosząc o modlitwę w naszej intencji i w intencji uleczenia naszej córki. Mój mąż otworzył oczy w czasie jednej z rozmów z o. Antonio. To była niezwykle piękna, podniosła chwila….

Córeczka nie była potworem… Rano w szpitalu czekał na nas ks. Antonio, który przez cały czas modlił się za nas i wspierał nas duchowo. To on, wzruszony i szczęśliwy, ochrzcił Benedettę. W chrzcie wzięli udział pracownicy oddziału, matka chrzestna i mój mąż.  Przez dwa dni, które nasza córeczka spędziła na intensywnej terapii, mąż śpiewał jej psalmy, trzymając ją za rączkę. Chciał, żeby odczuła całą naszą miłość i przebaczyła mu za to, że nie od razu ją przyjął. Na drugi dzień, kiedy lekarze powiedzieli, że zostało jej tylko kilka godzin, poprosiłam pielęgniarkę, która pocieszała mnie i wspierała, żeby mnie zabrała do Benedetty. Wiele razy prosiłam Pana, żeby nie kazał naszej córeczce umierać w samotności, żeby obdarzył mnie łaską bycia z nią w tym momencie. I tak się stało. Wzięłam ją na ręce i wyszeptałam: Benedetta, kochanie ty moje, jeśli chcesz odejść, idź. Jesteśmy gotowi. Idź do Jezusa i powiedz mu, że jesteśmy szczęśliwi, że przyszłaś na świat. Jesteś wyjątkowa, nauczyłaś nas, czym jest miłość. W tym momencie do pokoju wszedł Michele (mąż). Benedetta wydała ostatnie tchnienie".

Patrząc na Jezusa w Getsemani, możemy powiedzieć, że rodzice Bendetty nie przespali trudnej nocy cierpienia.

Kim my jesteśmy na tym świecie? Grzesznikami, którzy są zdeformowani przez grzech. Mnożymy grzechy, oddalamy się od Boga. Czy Bogu zależy na nas? Tak, Bóg widzi i wie, że cierpimy coraz bardziej, oddalając się od Niego, ale nas nie abortuje! Jezus jest jak matka, która rodzi nas przed naszą śmiercią wieczną! Rodzi nas dla Ojca, dla nieba! Jezus jakby woła: „wiem, że musisz umrzeć, ale nie chce byś był sam, wezmę na siebie twoje grzechy, twoją noc, ucałuję Cię, bo jesteś moim i oddam Cię w Ręce Ojca. Żyj!"

Jezus powiedział do św. Faustyny: „Wszystko, co istnieje, jest zawarte we wnętrznościach Mojego Miłosierdzia głębiej niż niemowlę w łonie matki" (Dzienniczek, p. 1076). Mimo naszej wrogości wobec Boga, deformacji naszej przez grzechy, nie jesteśmy, nigdy nie byliśmy potworami dla Boga, ale dziećmi, dla których przychodzi i za które umiera, dziećmi, które budzi do życia w Bogu przed śmiercią, budzi do miłości, zaprasza na drogę miłości.

Chrześcijanie są realistami. Tu, na ziemi dorastamy do dojrzałości ludzkiej i doskonałości chrześcijańskiej. Nic nie jest nam dane w pełni i od razu. Dorastanie, dojrzewanie jest związane z ciągłym wzbogacaniem się w wartości duchowe, ze sfery psychologicznej, kulturowej czy społecznej. „Najgłębsza prawda dotycząca wzrostu każdego człowieka brzmi: stać mnie zawsze na więcej niż to, co z siebie daję. Miłość jest ciągle niezadowolona z tego, że nie może dać więcej (Katechizm p. 1974). Nie należy jednak zapominać, że przykazanie będziesz miłował jest kwestią łaski, a nie jedynie naszych postanowień i wysiłków. Czyn poprzedza łaska darowana łaska Boga, która go umożliwia” (ks. Marek Filipczuk, „Być człowiekiem sumienia”, St. Th.Var., UKSW 2/2016, s. 190).

Jezus budzi świat przez uczniów, którzy dali się obudzić. Weszli w Jego agonię i zwyciężyli w każdej swojej agonii. Ileż miłości może rozlać się w ludzkich sercach, w sercach rodziców przez świadectwo miłości wspomnianego małżeństwa. Miłość mocniejsza niż śmierć może być objawiona. Modlitwa może być otwarciem się na łaskę, dzięki której możemy zachować się jak Jezus.

„Wstańcie, chodźmy…”

*https://it.aleteia.org/2016/12/14/aborto-terapeutico-comfort-care-titti-mallitti-gravidanza-famiglia

https://pl.aleteia.org/2017/01/17/opowiesc-matki-ktora-zamiast-poddac-sie-aborcji-przyjela-zycie-coreczki-ze-smiertelnymi-wadami-wrodzonymi/, dostęp z 20 II 2020 r.

 

Andrzej Prugar OFMConv

fot.: fr.ap, J. Mehoffer, VII stacja Drogi Krzyżowej, drugi upadek Jezusa, Kaplica Męki Pańskiej, bazylika św. Franciszka, Kraków



Ta strona wykorzystuje pliki typu cookie. Jeżeli nie wyrażasz zgody na ich zapisywanie, wyłącz ich obsługę w ustawieniach swojej przeglądarki.
Zamknij