Franciszkanie.pl - serwis informacyjnyFranciszkanie.pl - serwis informacyjny

„Wybawiła ich Mądrość” (Mdr 9,18)

07.09.2019 Andrzej Prugar

Mądrość nas wybawiła i uczy, co jest przed Bogiem dobre (Mdr 9,18). Sami z siebie nie jesteśmy w stanie odkryć, co się Bogu podoba. Trudność mamy ze znalezieniem tego, co pod ręką, a co dopiero rozpoznać sprawy Boże. Jezus, osobowa mądrość Ojca, stawia nam wymagania, wzywa do zwycięskiej bitwy - najpierw w nas samych - oraz do zbudowania trwałego domu, ale nie na tym świecie, choć z materiału tego świata, w oparciu o życie doczesne (por. Łk 14,25-33).   

Najważniejsze sformułowanie, które słyszymy we wskazanym fragmencie ewangelicznym brzmi: „Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto siebie samego, nie może być moim uczniem. Kto nie nosi swego krzyża, a idzie za Mną, nie może być moim uczniem”. Uczeń nie może mieć wielu nauczycieli mądrości, a tym bardziej wtedy, kiedy nauki mędrców, o których świat mówi, wykluczają się. 

W języku, którym posługiwał się Jezus nie ma stopniowania przymiotników. Ostra dwubiegunowość znaczeń (miłować – nienawidzieć) występująca w Ewangelii ma ukazać potrzebę jednoznacznej postawy wobec jedynego nauczyciela mądrości jakim jest Jezus. Wobec wyboru i miłości Jezusa wszelkie inne „mądre myśli” o zdobyciu zbawienia trzeba znienawidzić. Jeśli uczeń musi wybierać pomiędzy wiernością Chrystusowi a przywiązaniem do rodziny, powinien wybrać Jezusa i Jego rady. Nie możemy sympatyzować z innymi mądrościami, kiedy idziemy za Nim. Albo wygrywamy bitwę o wieczność idąc za mądrością Chrystusa, stawiając dom oparty o Niego albo przegrywamy rozrywani sprzecznymi opiniami. Przegrywamy wieczność. 

Miłość Boga „ponad wszystko i wszystkich” ustala hierarchię wartości: np. ponad zachętą do oszukiwania i kłamstwa na drodze kariery, trzeba postawić uczciwość i prostotę, która jest w Jezusie. Ponad propozycję chłopaka wobec dziewczyny, aby razem zamieszkać i żyć jak mąż i żona przed ślubem, trzeba postawić słowa Jezusa, który tłumaczy i wzywa swoich uczniów do zachowania przykazania „nie cudzołóż”. Nic i nikt nie może konkurować z Jezusem Chrystusem w duchowym i religijnym życiu ucznia. Czy to znaczy, że nie kochamy rodziny, bliskich? Idąc za Jezusem jesteśmy wezwani do miłowania i do odrzucenia głupoty, u siebie i u innych.

Głupotą jest mówić, że Kościół jest domem dla wszystkich i domagać się, aby swoje miejsce w nim znaleźli np. czynni złodzieje, rozpustnicy czy ludzie uprawiający perwersje seksualne i chlubiący się swoim grzechem. Kościół - jak Serce Jezusa - jest domem dla grzeszników, ale nie dla grzechu! Nie można promować, chełpić się grzechem i chcieć być w Kościele, przyjmować Komunię Świętą i zarzucać brak miłości wszystkim innym w Kościele. „Nie” dla grzechu oznacza „Tak” dla człowieka, dla jego drogi ku wolności z pomocą łaski, dla jego bitew w Imię Jezusa o jego uczciwość, czystość i prawość. To jest mądra miłość, która jest wymagająca, surowa i łagodna, ocalająca! 

Czy Jezus kochał czy nie kochał swoją Matkę, kiedy jako dwunastoletni syn pozostał w świątyni. Maryja powiedziała szczerze: „Synu, czemuś nam to uczynił? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie” (Łk 2,48). Był już pełnoletni, ale był też jej dzieckiem. Mówimy o tym, ponieważ przygotowujemy się do uroczystości Matki Bożej Bolesnej, które wypada dokładnie za tydzień w bazylice franciszkanów, w Krakowie.

Ból serca Matki  - „złoty miecz” jest bardzo realny i widać go dobrze na obrazie w kaplicy Matki Bożej Bolesnej. Kiedyś straciła z oczu dziecko, które właśnie wchodziło w dorosłość. Teraz traci syna na krzyżu. Ile trudnych myśli dźwiga matka, kiedy dziecko na trzy dni zniknie z oczu, bez podania przyczyny. Trzy dni! Wybierając „sprawy Ojca” – pozostając w świątyni, Jezus rozrywa, rozszerza horyzont myślenia nawet swojej najświętszej Matki: „Myśli moje nie są myślami waszymi – mówi Pan” (Iz 55,8). Chrystus jest Jej synem, ale przede wszystkim Synem Bożym. Przyszedł wypełnić zamysły Boga, które są mądrością, ale do końca nie są do zrozumienia nawet przez Maryję na tym etapie drogi. Życie rodziny z Nazaretu szło utartym szlakiem przez dwanaście lat i nagle przychodzi nowe, niezrozumiałe. Trzy dni nieobecności, zniknięcia, to zapowiedź krzyża i największej tajemnicy, zbawczego cierpienia. „Sprawą” Ojca i Syna jest ratunek człowieka. Choć tego Matka nie rozumie, Maryja przyjmuje zachowanie i odpowiedź swojego Syna, która jest dobra, chodź trudna. 

Bóg się nie „zgubił”, to człowiek ma dorastać do Jego mądrości. W tym wydarzeniu jest też miłość Jezusa i zaproszenie, aby Matka Jego uczestniczyła w trzech dniach Paschy – od piątku do poranka zmartwychwstania, aby była z Nim. Maryja wchodzi na drogę mądrości, ale musi „znienawidzić” swój plan, w którym na pewno nie chciała bólu i patrzenia na śmierć Syna. Musiała – jeśli chciała iść za mądrością -  stać się jej uczennicą, zostawić wszystko i dźwigać krzyż. Ale zwyciężyła tę bitwę i zbudowała dom, ponieważ dobrze wszystko obliczyła – z Kim i o co walczy. Stańmy w te dni z Maryją, Matką Bolesną przed Mądrością Ukrzyżowaną.

fr. Andrzej Prugar OFMConv 

fot.: fr.ap, Krzyż na placu przed klasztorem Bernardynów w Dukli

 



Ta strona wykorzystuje pliki typu cookie. Jeżeli nie wyrażasz zgody na ich zapisywanie, wyłącz ich obsługę w ustawieniach swojej przeglądarki.
Zamknij