Franciszkanie.pl - serwis informacyjnyFranciszkanie.pl - serwis informacyjny

Z franciszkańskich kronik: październik 1930

01.10.2019 . kg

Archiwum | Archiwum prowincjalne

Rozpoczął się październik, chyba najbardziej franciszkański miesiąc ze wszystkich w kalendarzu, bo to właśnie w tym czasie zakończył ziemską wędrówkę św. Franciszek z Asyżu. Franciszkanie świętują więc ten dzień do dziś. A jak październik przebiegał w roku 1930 w podlwowskich Czyszkach? Czy pod znakiem świętowania, czy może bardziej przyziemne rzeczy zajmowały wówczas braci?

Od dnia 10 października rozpoczęła się pogoda. A była ona bardzo potrzebna ze względu na zbiórkę ziemniaków z pola. Probostwo obecnego roku prędko zgromadziło do piwnicy ziemniaki z pola. Poradzono sobie w ten sposób, że najęto w Czyżykowie ludzi około 37 i ci zwinęli się ponad spodziewanie, bo w dwóch dniach ziemniaki były w piwnicy. Robotnik to tani, ale wydajny i pracowity. Płacono za dniówkę. Dwa złote dziennie.

Dnia 19 października odbyło się zakończenie kursu przetworów cukrowych i owocowych. Gmina tutejsza, a raczej Związek Młodzierzy[!] Czyszeckiej sprowadził instruktorkę, aby ta pouczyła smarzyć[!] konfitury i wyrabiać ciastka. Kurs trwał cztery dni. Smarzenia[!] było wiele, ale pożytku mało. Więcej krzyku i hałasu, aniżeli pożytku! Ale kurs odbył się. Pożegnanie, wręczenie kwiatów i oczywiście tańce. A te ostatnie muszą być zawsze. Bez nich nie ma żadnego kursu, żadnej uroczystości.

Dnia 20 października pogodnie. Mróz rankiem sięgnął -5 Celsjusza. Jednak około południa ciepło doszło do 15 Celsjusza. W polu zbiórka kapusty i podkładanie pod wiosenne zasiewy. Również dnia dzisiejszego rozpoczęto malować ambonę w kościele. Na razie sądu wydać nie możemy o jakości malowania, dopiero całość powie za siebie!

Dnia 21 października zerwał się wicher, a ten ściągnął chmury, a te deszczem nawiedziły ziemię. Od poranka słota, zimno przejmujące, jadnem[!] słowem „pluta” mówiąc tutejszą gwarą miejscową. Pod południe zaczęło się nieco przecierać. Chmury zrzedły powoli, a słońce od czasu do czasu poczęło osuszać z wilgoci ziemię.

Na probostwie orka jesienna na wiosenne jarzyny i nowalje[!], Teodor Wojtowicz niby gospodarz, a raczej służący przy koniach, zabrał się do powyższej roboty.

Dnia 23 października rankiem mróz sięgał 2 Celsjusza. Szron silny pokrył ziemię, woda w kałużach ścięła się lodem. Koło południa ciepło. Barometr wskazywał +10 Celsjusza ciepłoty. W polu nadal orka pod wiosenne zasiewy. Na plebańskim polu za cmentarzem siano na ziemniaczysku i buraczysku pszenicę. Wprawdzie jest to trochę za późno, ale może Bóg pozwoli wyróść ziarnu na piękną pszenicę! W pokojach zaczęto palić, bo zimno przejmujące dokuczało bardzo! Na froncie gospodarczym kryzys beznadziejny. Ziemniaki w cenie niskiej zbywa gospodarz – rolnik na rynku. Ciasnota i głód pieniądza dokucza wszystkiem[!]. Podatki rosną, a gotówka coraz bardziej się ścieśnia. Nie wiadomo do czego zmierza to wszystko. W parafji[!] na razie spokój. Brak zabaw zmniejsza bójki i krwawe porachunki. Śmiertelność prawie żadna. Chorób prawie, że nie ma na terenie całej parafji[!]. Zdaje się, że na to wpływa aura dość pogodna i sucha. Może listopad pokaże swoje!

Dnia 28 października spadł śnieg dość obfity. Warstwa jego sięgała do 3 cm. Jazda w tym dniu fatalna była do szkoły A na ten dzień przypadły Winniczki i Dmytrowice, teren pracy szkolnej administratora. Drogi zawiane śniegiem nie dozwoliły [na] normalną jazdę. Zmuszeni byliśmy objeżdżać na około. Jechaliśmy przez III Wulkę, drogą powiatową, pełną wyboji[!] i dziur niebywałych. Mimo to spełniliśmy nasz obowiązek, obowiązek katechizacji dziatwy szkolnej. Przyjechaliśmy zmarżnięci[!] do szpiku kości o godzinie 2 popołudniu. Szczęście, że pokoje zagrzane były! Inaczej musielibyśmy poważnie odchorować tę misyjną podróż do szkół parafjalnych[!].

Dnia 29 października pochmurno i ciepło. Barometr wskazywał 3 Celsjusza ciepła, koło południa deszcz drobny mrzył[!] do godziny czwartej popołudniu. Błota stąd wielkie i trudne do przebycia. Wikarjusz[!] mimo to wyjechał do szkoły na katechizację na Wulki. Och! Psie są te Wulki! Dojazd prawie, że niemożliwy. Aura swoje ma prawa, a obowiązki swoje wymagania! Trudno i wśród kolizji praw pracować trzeba na Bożą chwałę! Życie na plebanji[!] zwyczajnem[!] toczy się kołem. Warunki coraz trudniejsze, wymagania jeszcze większe. Mimo to radzimy sobie, jak potrafimy, mim że kryzys gospodarczy, bardzo ciężki i dotkliwy. Żyto w cenie 21 złoty, pszenica 19 złotych.

Dnia 30 października słotno. Deszcz pada cały dzień. Zimno przejmujące! Tego dnia odbyła się rozprawa sądowa we Lwowie w sprawie kradzierzy[!] na tutejszym probostwie dokonanej dnia 6 września b.r. Sprawca kradzierzy[!] nazywa się Dymitr Demeruk - prawosławny, poddany rumuński. Po przeprowadzeniu rozprawy został zasądzony na 8 miesięczne ciężkie więzienie z postem i twardym łożem raz na miesiąc w dniu dokonania kradzierzy[!]. Po odsiedzeniu kary, jako obcokrajowiec, wydalony zostanie z granic Rzeczypospolitej. Tak zadosyć[!] uczyniono sprawiedliwości!

Dnia 31 października wicher dął przez dzień cały. Śnieg zmieszany z deszczem padał od świtu aż do późnej nocy. Brzydko na świecie, ani nosa wychylić nie można. Mróz sięgnął 3 Celsjusza zimna. Role nie zdołano jeszcze uprawić pod zimowe leże. Gdzieniegdzie pozostały na polu drugie siana. Oczywiście ludzi nie skorych do roboty.

Październik tegoroczny mimo aury zmiennej, nie wpłynął ujmująco na zdrowotność parafji[!]. Owszem w tym miesiącu prawie, że nie notowano wypadków śmierci, ani chorób epidemicznych. Przeciwnie do chorych mało wyjeżdżaliśmy. Natomiast pilnowaliśmy zdrowych, przez siedzenie w konfesjonale, odwiedzanie szkół, odprawianie regularnych nabożeństw i załatwianie spraw w kancelarji[!] parafjalnej[!]. Spraw kancelaryjnych do załatwienia był wiele. Na grudzień bowiem zapowiedziany jest II spis ludności w wolnej Rzeczypospolitej Polskiej. Ludność więc czerpała informacje w stosunku dat swoich w tutejszej kancelarji[!].

(Cytat za: Kronika parafii OO. Franciszkanów w Czyszkach 1821-1936, oprac. Z. Gogola, J. Małocha, B. Frontczak, Kraków 2012, s. 126-127, 129-131).

opr. Joanna Małocha



Ta strona wykorzystuje pliki typu cookie. Jeżeli nie wyrażasz zgody na ich zapisywanie, wyłącz ich obsługę w ustawieniach swojej przeglądarki.
Zamknij